alexiaaaa
21.09.09, 22:02
Seks jakie piękne słowo... i nie tylko;)
Jak sie już uciekam do forum to chyba naprawdę źle jest... Ale do konkretów
Jesteśmy razem ok 4 miesięcy, oboje około 30( to tak by nie slyszeć, że mam 15
lat:P), na początku nawet kręciło mnie, że się nie spieszy "z tymi rzeczami",
nasz wspólny pierwszy raz mieliśmy koło miesiąca temu - ująć to jako
nieszczególnie to bardzo delikatne słowo. Założyłam, że stres, że coś itd.
Przez ostatni miesiąc z żadnym śladem inicjatywy nie wyszedł, co więcej
jakakolwiek występowała z mojej strony - udawał, że nie widzi. No i dzisiaj....
Dodam tylko, że naprawdę bardzo go lubię, chyba nawet kocham, ale... Tak jak
pierwszy raz mogłam zrzucić na pewne rzeczy, tak to "cos" co było dzisiaj, już
chyba nie wiem na co. Nie wspomnę o czymś tak skomplikowanym jak gra wstępna,
ale jak może nie trafiać do przeciętnie inteligentnego człowieka "wolniej",
"może nie cala ręka na raz" "ałaaaaaaaaaaaaaaaa" i z dziwnie po 10 min "nie
doszłaś???"
Z tego co wiem, bo tak pewnie bym pomyślała, że to był jego pierwszy raz,
facet miał co najmniej naście dziewczyn wcześniej. Seks pewnie nie jest
najważniejszy ale baaardzo ważny. Czy któraś z was miała kiedyś tak totalnie
beznadziejnego kochanka z którym "dało się coś zrobić"?
W sumie to chyba jest bardziej wylanie moich frustracji niż oczekiwanie na
jakąś sensowną rade:/