bazoooka
23.09.09, 19:47
takie wrażenie można odnieść, czytając od kilku lat niektóre fora dyskusyjne i
słuchając mediów.
każda kobieta przez sam fakt bycia kobietą, jest tykającą bombą, w której czai
się rak narządów rodnych, w każdej chwili gotowy do ataku. dlatego też trzeba
jak najczęściej sprawdzać, czy ten rak już jest, czy jeszcze go nie ma. a
kobieta, która tego nie robi, skazuje się na niechybną śmierć w męczarniach,
bo rak tak czy inaczej zaatakuje. dlaczego? dlatego że jest kobietą.
czy kobiecość jest rakotwórcza? czy czujecie się jak tykające bomby, w których
lada moment wybuchnie śmiertelna choroba? zapraszam do dyskusji z inwektywami
i wskazywaniem najbliższego cmentarza autorce wątku - choćby przez sam fakt że
śmie zadawać tak prowokujące pytania.