intensywny jęz. angielski

24.09.09, 17:25
kurs. taki, podczas którego dziennie po kilka godzin spędza się na nauce. czy
znacie moze takie szkoły? szukałam w wyszukiwarkach i wyskakuje tysiąc szkół
ze zwyczajnymi kursami. nie potrafię wyłowić z nich nauki intensywnej. ktoś
mógłby mi pomóc?
    • 0riana Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 17:31
      A moze indiwidualna nauka?
      • mahadeva Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 17:32
        romans z obcokrajowcem, troche tu ich jest...
    • mahadeva Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 17:32
      moze w berlitzu to maja, ale jesli masz czas to lepiej wyjechac zagranice do
      pracy :)
    • nothing.at.all Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 17:36
      Dokładnie, zapytaj w berlitzu, ale nie sądzę.
      Najlepiej rozmawiać z obcokrajowcem albo wyjechać zagranicę, wtedy nauka jest
      najszybsza.
      • rumak.hrabiny Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 17:52
        proponuję kraje skandynawskie. tam większy odsetek ludzi zna angielski, niż w
        anglii.
        • kolorowaona Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 18:17
          nie proponujcie mi wyjazdów, chcę się uczyć tu na miejscu.szukam tylko
          odpowiedniej szkoły
          • mahadeva Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 18:19
            załatw sobie kablówke i ksiazki po angielsku i juz, to prosty jezyk
            a podstawy mozesz zdobyc na tych 'zwyklych' kursach
            • kolorowaona Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 18:25
              podstawy znam, na studiach miałam angielski, poza tym rok callana. ale to za
              mało- chciałabym mówić biegle, a mam jakieś opory i zaczynam zapominać słowa.
              mam wolny czas, mogłabym uczyć się kilka godzin dziennie.
              • mahadeva Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 18:31
                zapisz sie na konwersacje moze?
                mowisz kilka godzin - myslalas o cenie? z ta kasa mozna zrobic lepsze rzeczy, a
                tu naprawde podstawa to kablowka, filmy, ksiazki...
    • stedo Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 18:31
      Do takich zwykłych kursów/mx wiem żę 3x2h tygodniowo/jest możliwość uczestniczyć w konwersacjach i to chyba nieograniczoną ilość.A chyba o to Ci chodzi by dużo mówić.Podzwoń i popytaj o te konwersacje.
      • kolorowaona Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 18:39
        kurcze, faktycznie jak teraz patrzę to w Berlitz koszt takiego kursu to ok 7
        tys. cena trochę odjazdowa....
        • mahadeva Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 18:48
          no Kochana, pierwsza zasada w zyciu - nie ma nic za darmo :) sztuka by zaplacic
          cene dla nas najnizsza :)
      • olgab4 Re: intensywny jęz. angielski 24.09.09, 18:42
        Wiem, ze nie chcesz wyjezdzac, ale moim skromnym zdaniem dobrze i plynnie jezyka
        mozna nauczyc sie TYLKO bedac w kraju, gdzie w danym jezyku sie mowi.
        Po 10 latach intensywnej nauki wyjechalam na studia, i powiem szczerze, przez
        pierwszy rok nie mowilam prawie wcale, a bylam przekonana, ze mowie swietnie.
        Rozkrecilam sie po 2 latach, a plynnie to mowie dopiero teraz, po 3.

        Ale ogolnie to szukaj konwersacji, najlepiej z native speakrem. Nie tlucz
        gramatyki, a raczej stawiaj na mowienie.
        Ale
        • kolorowaona Re: intensywny jęz. angielski 25.09.09, 08:24
          kto to dokładnie jest- native speaker? ktoś z Was uczył się poprzez konwersacje?
          jak to dokładnie wygląda?
          • pocket.size Re: intensywny jęz. angielski 25.09.09, 08:41
            Używasz skype? Poszukaj ludzi ze stanów, z Anglii czy właśnie Skandynawii i napisz do nich, że chciałabyś pogadać. Mój kolega tak się nauczył rosyjskiego. Miał podstawy, a resztę doszlifował w konwersacjach z nieznajomymi:) Nie wiem gdzie mieszkasz, ale jeśli w twoim mieście jest jakaś sensowna szkoła wyższa, to może przyjeżdżają jacyś erazmusi, gdzieś się pewnie kręcą po mieście:)
            A przede wszystkim idź do biblioteki, wypożycz parę książek po angielsku i czytaj. To jest najlepszy sposób nauki, sto razy lepszy niż wkuwanie słówek czy gramatyki. Wybierz romanse czy kryminały, są stosunkowo proste.
            • mahadeva Re: intensywny jęz. angielski 25.09.09, 15:04
              tu sie niezgodze, niech czyta to, co by chciala po polsku
              przeczytac, w tlumaczeniu
    • johnnybebad crap crap 25.09.09, 12:00
      intensywny kurs to mitologia. tak samo jak wyjazd. jedyny sposób to prywatny
      nauczyciel i to wcale nie obcokrajowiec.

      chcesz znać BIEGLE język? tzn czytać swobodnie dowolną prasę, rozumieć Monty
      Pythona i Woody Alena ze słuchu, do poduszki Harrego Pottera, rozumieć pisma z
      UK skarbówki, umieć na nie zgrabnie odpisać i rozumieć w oryginale legalese?

      to poświęć ten czas na rzetelną i staranną naukę. znajdz dobrego fachowca i
      zap...laj z nauką.

      • simply_z Re: crap crap 25.09.09, 12:59
        > intensywny kurs to mitologia. tak samo jak wyjazd. jedyny sposób
        to prywatny
        > nauczyciel i to wcale nie obcokrajowiec.
        >
        dwie bzdury ,wyjazd i osluchanie sie z jeykiem w jego naturalnym
        srodowisku to nieoceniona sprawa ,fachowiec?native jet lepszy bo
        mysli w woim jezyku ,polak zawsze bedzie ograniczony przez swoj
        jezyk rodzimy.
      • 0riana Re: crap crap 25.09.09, 13:06
        > nauczyciel i to wcale nie obcokrajowiec.

        Nie obcokrajowiec? Zarty chyba sobie robisz. Nie spotkalam jeszcze nauczyciela
        angielskiego ktory by nie mial chocby cienia akcentu polskiego.

        > intensywny kurs to mitologia. tak samo jak wyjazd. j

        Wyjazd to mitologia? Osluchanie sie z dziesiatkami roznych akcentow? Spotkanie
        sie z coedziennymi sytuacjami i slownictwem w nich uzywanym? Tylko wyjazd tego
        moze nauczyc.
        • johnnybebad Re: crap crap 25.09.09, 13:40
          1. widziałem już niejednego który wrócił z zagranicy i nadal kaleczył mowę.
          myślisz, że biegłość polega na "osłuchaniu się" z wieloma akcentami? aby tak się
          stało trzeba by mieć dostęp od wielu warstw społecznych, przebywać wśród nich
          bez końca i rozmawiać o dosłownie wszystkim, byś przeaktywnym w wielu
          dziedzinach i czerpać z języka na maxa na każdym kroku. wtedy tak. póki co, po
          powrocie przytłaczająca większość nadal nie radzi sobie z Kaczorem Donaldem ani
          porucznikiem Adlo Raine'em z Bękartów... nie mówięć już o Chińczyku który mówi
          "angileskim". ciekawe gdzei się tego osłuchasz? haha. taki wyjazd musiałby być
          naprawdę nieźle przygotowany, żeby mówić o jakiejkolwiek skuteczności. chyba że
          mówimy o kupowaniu hamburgera w 7 różnych regionach danego kraju, lol, biegłość :)

          poza tym koleżanka wspomniała o nauce w Polsce.

          2. niezmiennie jestem zdania że, kursy polepszają ogólne samopoczucie "bo się
          uczę". nawet intensywnie. dziesiąki takich później mówią że tyle lat się uczą i
          nadal niewiele umieją.

          3. przykro mi, ale cięzkiej zdyscyplinowanej pracy nic nie zastąpi. a do
          rozumienia Pottera czy Pythona i tak większość sięga po słownik (albo nie - z
          lenistwa). nawet ci wyjazdowi. jeśli nie trafiłaś na nauczyciela bez
          naleciałości polskiego to zmieiń nauczyciela, bo obecny cię oszukuje.
          • 0riana Re: crap crap 25.09.09, 13:47
            Widzisz, ja juz nauczycieli, w formalnym znaczeniu tego slowa, nie mam.
            Mieszkam od kilku lat na Wyspach i z wlasnego doswiadczenia widze ile nauczylam
            sie w Polsce a ile tutaj.
            Ja sie zgadzam ze sam kurs to nie wszystko - ba, sama sugerowalam autorce
            konwersacje.
            W moim poscie ustosunkowalam sie do Twojego twierdzenia, ze tylko nauczyciel
            (polski) a nie wyjazd - a to bzdura. Jezli ktos wyjezdza z zamiarem nauki to sie
            czegos nauczy.
            Oczywiscie, ze wszystkich akcentow sie nie nauczymy nigdy. Z wymienionym przez
            Ciebie filmowym porocznikiem mialam wielkie klopoty w kinie. Ale z Chinczykami
            sobie radze bo mam z nimi do czynienia. Nie mam juz tez wieskszych problemow z
            polnocnoirlandzkim hydraulikiem, choc jego kolega z Birmingham sprawil by mi nie
            lada klopot. Ale rozumiem i umiem nieporownywalnie wiecej niz umialam przed
            wyjazdem. A ksiazki czytam glownie po angielsku.
            • johnnybebad Re: crap crap 25.09.09, 13:52
              i sądzisz, że jest to nie do osiągnięcia tu, na miejscu? jest. więc po co
              wyjeżdżać?
              • 0riana Re: crap crap 25.09.09, 14:00
                Sadze ze nie jest.
                • johnnybebad Re: crap crap 25.09.09, 14:07
                  0riana napisała:

                  > Sadze ze nie jest.

                  let's agree to differ :)

                  • 0riana Re: crap crap 25.09.09, 14:13
                    Widzisz, przyklad ze szpiegiem nie jest do konca trafiony.
                    a) szpiegiem zostaje ktos z odpowiednim talentem, ja i miliony ludzi na swiecie
                    talentu do jezykow nie mam
                    b) dla szpiega to jest zawod, na tym polega jego praca aby m.in opanowac jezyk.
                    Natomiast dla wiekszosci ludzi ta nauka jest zajeciem dodatkowym na ktore maja
                    ogranizcona ilosc czasu. Jesli natomiast przebywaja, pracuja zagranica,
                    osluchaja sie mimochodem, musza z jezyka korzystac i same nie wiedza kiedy sie ucza.
                    • johnnybebad Re: crap crap 25.09.09, 14:24
                      chodzi mi o metodę - skuteczną i dostępną bez wyjazdu. to samo można zrobić tyle
                      że mniej intensywnie, bo przeceiż rzadko kto dysponuje taką ilością czasu.

                      a w tym zawodzie akurat talent językowy nie jest najwazniejszy. materiał na
                      szpiega to nie supertalent - a musi nauczyć się wszystkiego z niemal jednakową
                      perfekcją. czy do psychologi też ma mieć talent? i talen do kamuflarzu i
                      myślenia z wyprzedzeniem? nie - to są umiejętności, które musi nabyć.

                      niemniej, chyba inaczej rozumiemy biegłość.
        • johnnybebad Re: crap crap ps 25.09.09, 13:48
          myślisz, że szpiedzy uczą się języka za granicą? haha :) 18 godzin dziennie
          przez pół roku.. a za Aldo dogadują się jak ze swoim. możesz być tego pewna.
          chyba że ja jakoś inaczej rozumiem biegłość. jeśli tak, to zwracam honor.
          • martuha Re: crap crap ps 25.09.09, 19:31
            coz, ja wtrace swoje 3 grosze. wiadomo, ze konwersacje z native speakerem sa cenne, ale ja jednak proponowalabym lekcje z dobrym polskim nauczycielem angielskiego. ten ostatni bedzie umial zwrocic uwage na typowe bledy robione przez polskich uzytkownikow angielskiego, a takze bedzie umial wytlumaczyc pewne rzeczy kursantowi.
            jesli native, to raczej taki, ktory z wyksztalcenia jest nauczycielem, ale wiadomo, ze to slono kosztuje. w swoim zyciu mialam wielokrotnie stycznosc z typowymi natywnymi, ktorzy na pytanie "dlaczego tak, a nie inaczej?" zawsze odpowiadaja "bo tak sie mowi". owszem, czasem rzeczywiscie tak jest, mamy kolokacje czy zwiazki frazeologiczne i nie zawsze istnieje logiczne wytlumaczenie. dodatkowo rodowici uzytkownicy angielskiego (i innych jezykow) wychodza czesto z zalozenia, ze skoro mowie plynnie w danym jezyku, to samo to wystarczy (nie musze sie starac, by przygotowac lekcje) i nie robie bledow. a to nie jest prawda. ja rozumiem, ze sama zainteresowana pytajaca nie musi miec ambicji, by z obledem w oczach opanowywac i zglebiac tajniki oxfordzkiego czy cambridgeowskiego angielskiego, wszak chodzi o to, by opanowac plynna umiejetnosc konwersacji na rozne tematy. rozumiem takze, ze wladanie tym jezykiem nie musi od razu rownac sie z wyksztalcaniem (na sile?) u siebie umiejetnosci rozmowy w tzw. royal pronunciation czyli poslugujac sie akcentem modelowym, ktorym mowi krolowa. musimy pamietac jeszcze o jednej rzeczy - im czlowiek starszy, tym trudniej mu bedzie nauczyc sie prawidlowego akcentu ze zwgledu na to, ze od pewnego wieku miesnie tworzace aparat mowy moga zanikac w wyniku tego, ze pewne z nich nie sa uzywane w mowie ojczystej (i tak eksperci podaja jako przyklad norweski, gdzie udowodniono, ze po 20stym roku zycia nie mozna opanowac czystej wymowy w tym jezyku).
            reasumujac, plynne porozumiewanie sie po angielsku mozna osiagnac na wiele sposobow, a piekna wymowa nie zastapi swobody wypowiedzi i bogactwa slownictwa.
            dlatego istotny jest dobry/wyksztalcony nauczyciel, ale rowniez samodzielna praca ucznia poza lekcjami (vide sluchanie radia, ogladanie filmow, czytanie ksiazki i spotkania z natywnymi).
            kolejna rzecz, przytoczony przyklad roznych akcentow brytyjskich sklania mnie do refleksji. jako rodzimy uzytkownik jezyka polskiego, ja sama nigdy nie opanowalam gwary slaskiej czy krakowskiej, jak rowniez swiadoma jestem, ze popelniam bledy jezykowe.
            i na koniec polecam ksiazke pt"lost for words" i "beyond words" johna hymphrysa, ktory pisze w duzej mierze jak wyksztalceni brytyjscy ludzie ze swiecznika potrafia kaleczyc swoj jezyk.
Pełna wersja