zielonakrowa
10.01.04, 17:31
Żyję na tym świecie 22 lata. Moi rodzice rozwiedli sie kilka lat temu,
ojciec się ozenił po raz drugi. Mieszka z teściami, żoną, synem żony. Nigdy
u nich nie byłam i mam nadzieję, że nie bedę musiała byc. Z ojcem
utrzymuję "normalne" stosunki, a jej po prostu nie znam. Tzn. znam jeszcze z
okresu gdy "tylko razem pracowali".
Potem zmarła moja Mama. Mam niepełnoletnią siostrę (14 lat), którą...
wychowuję wraz z dziadkiem. Śmieszne, prawda? zwłaszcza, że ojciec nie jest
pozbawiony władzy rodzicielskiej i nigdy nie był. Widywałyśmy się z nim raz
na tydzień, ale ostatnio się nie widujemy... bo mu żona nie pozwala. W
rocznicę śmierci Mamy chciałyśmy pojechać odwiedzić jej grób (inne miasto),
a ta zaproponowała, że nas tam zawiezie (oczywiście propozycja złożona
ustami ojca - ja z nią nie rozmawiam). I co? Może nad grobem z nami Mame
powspomina? Jak to sie w sądzie z nią na sprawach rozwodowych żarła??
Nie wiem, po jaką cholerę ona naciska tak ojca by nas do nich przyprowadził
i zapoznał z "nową rodzinką"? Kontakty z ojcem nam w zupełności wystarczą,
po co jeszcze ten babiszon? i dziadkowie? I córeczka? I piesek? Kotek?
Rybki? Może nas jeszcze ze swoim szfagrem zapozna i kuzynka od strony matki?
A najgorsze jest to, że mój ojciec jest typem pantoflarza. On w jej domu nie
ma nic do powiedzenia. Raz uciekał z tego domu, ale jakoś mu nie wyszło. Co
ona powie, to jest święte. Ma niepełnoletnią córke, do cholery i obowiązek
się nią zajmować! A on już od wigilii sie nie odezwał, raz zadzwoniłam z
życzeniami noworocznymi, sprawiał wrażenie obrażonego - bo odmówiłam łaski
jego żonce. Po cholerę mi jej łaska - wolę jechać autobusem!
Jakie to życie jest porypane!