Związek bez problemów - możliwe?

08.10.09, 11:59
Całe dnie ostatnio chodze i mysle - czy mozliwy jest ( w praktyce,
bo w teorii to na pewno tak) zwiazek dwojga ludzi, ale taki, w
którym nie ma problemów, dylematów, rozchodzenia się, zastanawiania
się, czy to aby na pewno to etc. Do takich refleksji skłania mnie
moje zycie - dlaczego nie moze byc po prostu tak, ze spotyka sie
dwoje ludzi, którzy chcą ze sobą po prostu byc, bez komplikowania
sobie zycia poprzez jakies szarapania się? Po prostu są ze sobą i
wiedzą, ze tak chcą, i ze nawet jesli spotykają ich problemy z
zewnątrz to razem stawią im czoło, ale wewnątrz pomiędzy nimi jest
więź nie do zerwania? Znacie takie pary, u których od początku
wszystko było tak jak przysłowiowe "byc powinno"?
    • nedzioza Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 12:04
      nie ma czegoś takiego, im prędzej to zrozumiesz tym lepiej. życie to
      nie je bajka, przeżyją tylko najsilniejsi, zwłaszcza w związkach.
      • prawdziweja Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 18:45
        Tak jest możliwy, właśnie jestem w takim związku. :-) To znaczy póki co i mam
        nadzieję, że nie ulegnie to już zmianie :)
    • butterflymk Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 12:07
      myslę że jest to możliwe, ale:
      1. jesli jest to idealny związek to bardzo rzadko spotykany i wtedy
      charaktery osobowości wyjątkowo sie zgrały i dopasowały
      2. sa to osoby które sa nudne kub obojetne do wszystkiego i po
      prostu odpuszczają sobie wszelkiego rodzaju wszystko, wtedy nie
      kłócą się ani nie dyskutuja ale związek raczej do idealnych nie
      nalezy
      • nedzioza Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 12:12
        ideał ze swej definicji nie istnieje, nie sądzisz?? ja osobiście nie
        znam żadnego takiego... ale oczywiście mogę sie mylić.
        • butterflymk Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 13:22
          zbliżony do ideału...
          • mis22 Znam trwałe małżeństwa hinduskie 15.10.09, 18:02
            Znam trwałe małżeństwa hinduskie. Oczywiście cudów nie ma i mają one też swoje
            trudne chwile. Ale są one trwałe w moim przekonaniu z dwu powodów:

            1. Mają podział obowiązków w małżeństwie określony przez obyczaje - zmniejsza to
            ilość konfliktów i są sobie nawzajem potrzebni.

            2. Zawierając małżeństwo byli i są do dzisiaj przekonani, ze jest to małżeństwo
            na całe życie. Więc nigdy nie zastanawiają się czy lepiej byłoby się rozstać.

            Podobnie jest z małżeństwami japońskimi.

            Nie znam natomiast dobrego małżeństwa polskiego. W moim otoczeniu większość się
            rozwiodła. Znam kilka zadowalających małżeństw trwających ponad 20 lat.
            Wypracowali oni kompromisy i nie skaczą sobie do oczu.
            • erillzw Re: Znam trwałe małżeństwa hinduskie 15.10.09, 18:10
              A ja znam przynajmniej dwa takie polskie małżenstwa :)
              Jedno z ponad 30 letnim stazem, a drugie z 26 letnim stazem.
              Podziwiam jednych i drugich zawsze gdy moge z nimi obcowac.
        • erillzw Re: Związek bez problemów - możliwe? 14.10.09, 22:34
          Nie ma związku idealnego bo ludzie nie są idealni.
          Można stworzyc dobry, zgrany i spełniający związek ale to nie
          znaczy, że w takim związku nie ma problemow, sprzeczek czy
          niezgodnosci.
          Zawsze są. Tylko od ich rozwiązywania zalezy kształt związku. Nie od
          ich braku.
          • elle444 Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 16:08
            Zgadzam się. Dodam jeszcze, że różnice poglądów można wyrażać i
            omawiać w sposób destrukcyjny, ale tez nie trzeba. Stosuje się tutaj
            takie same zasady komunikacji co, w pracy czy przyjaźni. Dojrzali
            ludzie tworzą dojrzałe zwiazki.
      • turzyca zapomnialas o pkt. 3 16.10.09, 00:59
        Sa to osoby swiadome siebie i swoich potrzeb, umiejace je artykulowac i w ogole
        umiejace negocjowac, szukac kompromisow i isc na ustepstwa. Oraz umiejace
        konstruktywnie rozmawiac. Takie osoby umieja we wlasciwym momencie powiedziec,
        co im potrzeba/przeszkadza, zaproponowac rozwiazanie, przedyskutowac i dojsc do
        rozwiazania problemu satysfakcjonujacego obydwie strony. Odmiennosci nie musza
        prowadzic do awantur i ogolnej szarpaniny.
    • mahadeva Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 12:11
      zawsze sa jakies proplemy, ale czasem mniejsze czasem wieksze
      czlowiek nei jest maszyna, nei ejst doskonaly, jak sobie to
      wyobrazasz, zeby nie bylo... zycie jest zmienne, ciekawe
    • arbuzunia Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 12:20
      saliuda napisała:
      > Całe dnie ostatnio chodze i mysle - czy mozliwy jest ( w praktyce,
      > bo w teorii to na pewno tak) zwiazek dwojga ludzi, ale taki, w
      > którym nie ma problemów, dylematów, rozchodzenia się, zastanawiania
      > się, czy to aby na pewno to etc.

      Nie jest możliwy związek bez jakichkolwiek problemów ale jest wiele takich gdzie
      ludzie nie mają dylematów czy być ze sobą, jest im razem dobrze i kropka.

      > Znacie takie pary, u których od początku wszystko było tak jak
      > przysłowiowe "byc powinno"?

      Obserwując moich znajomych, stwierdziłam że pary które poznają się bardzo młodo
      zazwyczaj raz się rozchodzą, coś w rodzaju upewnienia się że to napewno "to".
      Głupie, ale zwykle po jednej takiej sytuacji stają się nierozłączni. Natomiast
      ludzie którzy się na okrągło rozchodzą moim zdaniem należą do innej kategorii i
      uważam że takie związki są skazane na porażkę.
    • jsolt myślę, że pomieszałaś dwie koncepcje 08.10.09, 13:03
      saliuda napisała:

      > Całe dnie ostatnio chodze i mysle - czy mozliwy jest ( w praktyce,
      > bo w teorii to na pewno tak) zwiazek dwojga ludzi, ale taki, w
      > którym nie ma problemów, dylematów, rozchodzenia się, zastanawiania się, czy
      to aby na pewno to etc. Do takich refleksji skłania mnie moje zycie - dlaczego
      nie moze byc po prostu tak, ze spotyka sie dwoje ludzi, którzy chcą ze sobą po
      prostu byc, bez komplikowania sobie zycia poprzez jakies szarapania się? Po
      prostu są ze sobą i wiedzą, ze tak chcą, i ze nawet jesli spotykają ich problemy
      z zewnątrz to razem stawią im czoło, ale wewnątrz pomiędzy nimi jest więź nie do
      zerwania? Znacie takie pary, u których od początku wszystko było tak jak
      przysłowiowe "byc powinno"?

      Oczywiście, że zupełnie normalne i możliwe jest spotkanie się dwojga ludzi,
      którzy w pewnym momencie stwierdzają, że po prostu kochają się i chcą ze sobą
      być i dalej iść już razem - bez żadnych głupich gierek, kombinacji, trzymania
      drugiej osoby w niepewności, czekania na nie wiadomo co itp itd.

      natomiast moim zdaniem niemożliwy jest związek dwojga ludzi, bez absolutnie
      żadnych zgrzytów, nieporozumień itp. - nie ma dwóch identycznych osób, różnice
      jakieś muszą być, co przekłada się na różnice zdań w pewnych sprawach (i nie
      mówię tu wcale o jakichś wielkich awanturach)
    • paco_lopez Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 13:09
      kazdy pojedynczo tez miewa problemy. w związku nie potrzebnie sie je
      sumuje i mnoży.
    • twojabogini Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 13:10
      Zależy co rozumiesz przez związek bez problemów? Jeśli chodzi o brak
      kłótni, spięć, złego humoru - to nie sądzę.
      Ale jeśli chodzi o takie bazowe poczucie bezpieczeństwa - spotkałam
      małżeństwa, w których ludzie wiedzą, że będą razem - na dobre i na
      złe. Z miłości.
    • cafem Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 13:10
      Nie znam takiego.
      Aczkolwiek znam kilka wspanialych zwiazkow:)
    • hermina25 Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 13:27
      haha,ja zawsze sądziłam,że mój facet musi być bardzo do mnie podobny,żeby
      stworzyć tzw "związek idealny"...no i mam takiego!Co więcej nigdy się nawet nie
      kłócimy,ale dopiero na jego przykładzie widzę jak trudno z kimś takim budować
      jakiekolwiek relacje...Dwie pozbawione empatii osoby-zapatrzone w siebie,swoje
      życie i swoje cele...
      Z jednej strony-jestem z nim,bo zawsze kogoś takiego chciałam...a z
      drugiej-szczerze wątpię czy coś z tego będzie,ale jest ten przysłowiowy
      dreszczyk emocji :)
      Tak więc-nawet jeśli coś nam się wydaje subiektywnie doskonałe w teorii,w
      praktyce wcale takie być nie musi...
      • mis22 Niemal wszyscy ludzie są egoistami 15.10.09, 18:10
        hermina25 napisała:
        > na jego przykładzie widzę jak trudno z kimś takim budować
        > jakiekolwiek relacje...Dwie pozbawione empatii osoby-zapatrzone
        > w siebie, swoje życie i swoje cele...

        Sądzę, że niemal wszyscy ludzie są tacy jak wy. Matka Teresa była inna. Dostała
        nawet Nobla za swój atruizm. Ale ona nigdy nie wyszła za mąż.

        Twoją wypowiedź rozumiem, ze wierzysz, że są lepsi mężczyźni niż twój facet. Mam
        64 lata i zapewniam cię, że ci inni też mają swoje wady i zgaduję, że dla ciebie
        byliby gorsi.
    • disa Re: Związek bez problemów - możliwe? 08.10.09, 13:52
      możliwe ;]
      trzeba rozmawiać ;]
    • nothing.at.all Re: Związek bez problemów - możliwe? 14.10.09, 22:24
      Nie ma takich związków. Zawsze trzeba się poznać i ustalić pewne kwestie, fajnie
      jak są takie same, ale jednak często się różnią. Ideały nie istnieją.
      • cus27 Re: Związek bez problemów ...nuda! 15.10.09, 06:35
        Uciekac...ile sil w nogach!
    • wyssana.z.palca Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 08:11

      my sie dobralismy idealnie. nie zastanawiamy sie czy chcemy byc ze
      soba, nie rozkminiamy i nie rozkaldamy na czynniki pierwsze tego, co
      jest. jak jest jakis problem (a sa rzadko) to rozmawaimy, on mi
      tlumaczy, ja jemu, a potem i tak sie z tego smiejemy. po prostu sie
      kochamy bez zbednej ideaologii. ah, i nie jestesmy ze soba miesiac
      czy dwa tylko w latach :)
    • kajda28 Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 10:05
      > Całe dnie ostatnio chodze i mysle - czy mozliwy jest ( w praktyce,
      > bo w teorii to na pewno tak) zwiazek dwojga ludzi, ale taki, w
      > którym nie ma problemów, dylematów, rozchodzenia się,
      zastanawiania
      > się, czy to aby na pewno to etc.

      ani w praktyce ani w teori to nie możliwe. Spotyka się dwoje ludzi
      wychowani w całkiem inny sposób, z innymi zasadami itp. Bez kłótni
      związek nie ma szans na przeżycie, kłótnia to nic złego- oczywiście
      taka zdrowa, w której żadna strona nie obraża drugiej, a prowadzi do
      rozwiązania problemu, kompromisu.
      Ja w moich związkach się mało kłócę, pierwsze kłótnie są po ponad
      roku bycia razem, nawet jak zrywałam to bez kłótni, i jak mówiłam że
      czułam że mnie olewa to też spokojnie. Ale nie uważam żeby to było
      dobre.
    • funny_game Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 10:17
      Pakować się w związek, w którym jedna (albo obie) strona ma wątpliwości, czy
      kocha i czy chce, to je bessęsó.

      Ale w związku nie uniknie się innych problemów, choćby nie wiem, jak się za sobą
      wzajemnie szalało.
    • gladys_g Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 10:21
      możliwe, jak najbardziej :)
    • stinefraexeter Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 10:24
      Nie rozumiem takich rozważań. Nie ma przecież idealnych ludzi. Każdy z nas ma
      jakieś mniej lub bardziej irytujące wady, gorsze dni, dziwne nawyki... Jesteśmy
      mocno niedoskonaleni, zbyt łatwo dajemy ponieść się złym emocjom, działamy zanim
      pomyślimy. Spięcia i problemy są nie do uniknięcia. Pytanie tylko, jakie to
      problemy i jak sobie z nimi radzimy.
    • kania144 możliwe! 15.10.09, 11:07
      ja tak mam! trafiłam na ideał ;) przystojny, inteligentny, z fajną pracą,
      zainteresowaniami,pasją. Fascynuje mnie, wspiera, podziwia, docenia jako kobietę
      i kocha całym sercem. Nie wierzyłam że to jest możliwe do momentu aż go
      spotkałam, brzmi jak w jakimś filmie, ale tak jest :)chcemy po prostu ze sobą
      być, szczerze, bez komplikacji, nic na siłę.
      • nikka84 Re: możliwe! 15.10.09, 11:48
        To gratuluje!
      • anaisanais96 Re: możliwe! 15.10.09, 11:53
        kania144 ! napisz jeszcze ile lat lub miesięcy jesteście ze sobą?
        • kania144 Re: możliwe! 15.10.09, 12:36
          już prawie pół roku, może nie jest to zbyt długo, ale były to cudowne miesiące.
          Oboje stwierdziliśmy tendencję wzrostową, tzn. im lepiej się poznajemy tym
          bardziej się sobie podobamy :)
          • vandikia Re: możliwe! 15.10.09, 12:48
            jak napiszesz za 10 lat dokładnie to samo
            to wtedy porozmawiamy ;)
          • 0riana Re: możliwe! 15.10.09, 13:02
            Moj zwiazek sie rozsypuje. A wlasciwie juz sie rozsypal. Ale jak bylismy ze soba
            6 miesiecy to bylismy pewni, ze nic procz smierci nas nei rozlaczy...
            • 4v bo to jest tak.... 15.10.09, 13:34
              pierwszy kryzys przychodzi po 9 miesiącach. najpierw po prostu to obserwowałem,
              później doszedłem do wniosku (i nie tylko ja) że jest to naturalna niechęć do
              partnera, który nie "spowodował zajścia w ciążę".

              następny typowy "kryzys" ma miejsce po paru latach. i tu też przyczyna
              naturalna, domniemane "dziecko" powinno być już na tyle odchowane, by można było
              połączyć geny z kimś innym.

              doprawdy natura zwierzęca w człowieku jest beznadziejna, prymitywna i żenująca.
              ale wystarczy ją rozumieć, a można kontrolować.

              aha, jeszcze jedno: doceniajcie siłę feromonów. i nie blokujcie ich w sobie (tu
              pisze do Kobiet) pigułkami antykoncepcyjnymi. biorąc je, nie pachniecie dla
              faceta atrakcyjnie. a to już musi być bardzo przykre ;/
              • 0riana Re: bo to jest tak.... 15.10.09, 13:43
                Naciski na dziecko moze i sa, ale nie z mojej strony. Czy ta Twoja teoria
                obejmuje taki przypadek?
              • erillzw Re: bo to jest tak.... 15.10.09, 13:44
                4v napisał:

                > pierwszy kryzys przychodzi po 9 miesiącach. najpierw po prostu to
                obserwowałem,
                > później doszedłem do wniosku (i nie tylko ja) że jest to naturalna
                niechęć do
                > partnera, który nie "spowodował zajścia w ciążę".

                ??????!!!!!!
                Pierwsze słyszę.
                mam nadzieje, ze nie uznajesz tego za prawde objawiona bo Ciebie to
                spotkało?
                Bo nie spotkałam zadnej publikacji która potwierdziłaby tą teze.


                > następny typowy "kryzys" ma miejsce po paru latach. i tu też
                przyczyna
                > naturalna, domniemane "dziecko" powinno być już na tyle odchowane,
                by można był
                > o
                > połączyć geny z kimś innym.


                ?????!!!!!!
                To tez rozumiem obserwacja jednej kobiety?


                > doprawdy natura zwierzęca w człowieku jest beznadziejna,
                prymitywna i żenująca.
                > ale wystarczy ją rozumieć, a można kontrolować.

                Mhmm... doprawdy?
                Ogladanie sie wokoło siebie gdy jesz mieso tez kontrolujesz?


                > aha, jeszcze jedno: doceniajcie siłę feromonów. i nie blokujcie
                ich w sobie (tu
                > pisze do Kobiet) pigułkami antykoncepcyjnymi. biorąc je, nie
                pachniecie dla
                > faceta atrakcyjnie. a to już musi być bardzo przykre ;/

                Tak uzywajmy metody "naturalnej".. Pewnie..
                • 4v Re: bo to jest tak.... 15.10.09, 13:56
                  nie mnie to spotkało i nie jedną kobietę obserwowałem.

                  co do "9 miesięcy" to zauważyłem to w kilku, może nawet kilkunastu przypadkach.
                  czasem jest to 8, czasem 10. ale coś na rzeczy musi być. oczywiście, to tylko
                  teoria i nie zamierzam jej bronić rękami i nogami.

                  to, że "zakochanie" w sensie chemicznym mija po 4-7 latach jest naukowo
                  udowodnione. i takie właśnie ma przyczyny.

                  a jeśli nie doceniasz autorefleksji, introspekcji itp pożytecznych zachowań,
                  pozostaje mi jedynie współczuć.

                  zaś dramaty, jakie spowodowała piguła antykoncepcyjna (w sensie obniżenia
                  atrakcyjności partnerki na skutek blokady feromonów) cóż, gdybyś tylko potrafiła
                  to dostrzec w całej swojej masie, była byś mniej sarkastyczna. to są fakty, mało
                  znane, ale są.



                  PS. i żyj sobie w tym swoim bezrefleksyjnym świecie, w którym pewnie i palenie
                  nie jest szkodliwe, i aspartam, i margaryna, ach, fajny świat, szkoda że taki
                  głupi ;/
                  • erillzw Re: bo to jest tak.... 15.10.09, 14:30
                    4v napisał:

                    > nie mnie to spotkało i nie jedną kobietę obserwowałem.

                    Widac rozne kobiety znamy.
                    Ja sie obracam w gronie kobiet ktore maja wiecej ambicji niz
                    posiadanie dziecka tak szybko jak to mozliwe.


                    > co do "9 miesięcy" to zauważyłem to w kilku, może nawet kilkunastu
                    przypadkach.
                    > czasem jest to 8, czasem 10. ale coś na rzeczy musi być.
                    oczywiście, to tylko
                    > teoria i nie zamierzam jej bronić rękami i nogami.

                    To dobrze.
                    Ujelabym to jako obserwacje a nie jako teorie. Ale o nomenklature
                    nie bedziemy sie tutaj sprzeczac.


                    > to, że "zakochanie" w sensie chemicznym mija po 4-7 latach jest
                    naukowo
                    > udowodnione. i takie właśnie ma przyczyny.

                    Przepraszam jakie? 4 lata to bardzo duzo czasu na to by wpracowac
                    wiez miedzy ludzmi, przyjazn, zaufanie i bliskosc ktora bedzie trwac
                    mimo konca burzy hormonalnej. A 7 tym bardziej. Ale trzeba chciec i
                    byc pewnym, ze chce sie z tym człowiekiem i ten czlowiek chce z
                    nami.


                    > a jeśli nie doceniasz autorefleksji, introspekcji itp pożytecznych
                    zachowań,
                    > pozostaje mi jedynie współczuć.

                    Nic takiego nie pisałam.
                    Tylko, ze ja nie probuje wskazywac ze kontroluje swoje popedy i
                    atawizmy i jestem taaaka refleksyjna bo wymyslilam sobie, ze kryzys
                    po 9 miesiacach wynika z tego, ze kobieta ma cisnienie na ciaze. Tak
                    sie sklada, ze 9 miesiecy to jest maksymalny okres działania
                    najsilniejszej chemii w mozgu osoby w ktrej jestesmy zakochani. I na
                    to sa badania naukowe.



                    > zaś dramaty, jakie spowodowała piguła antykoncepcyjna (w sensie
                    obniżenia
                    > atrakcyjności partnerki na skutek blokady feromonów) cóż, gdybyś
                    tylko potrafił
                    > a
                    > to dostrzec w całej swojej masie, była byś mniej sarkastyczna. to
                    są fakty, mał
                    > o
                    > znane, ale są.

                    W takim razie poprosze zrodlo tych faktów. Zawsze dobrze jest sie
                    nauczyc czegos nowego na temat "uboczyn" działan tabletki
                    antykoncepcyjej.
                    Apropo feromonów to jakos nasz wybitny antropolog pan Bogusław
                    Pawłowski, ktory od lat bada działanie hormonów nie wspominał o tym,
                    zeby branie tabletek korelowalo na tyle silnie z feromonami, ze
                    miało powodowac dramtaty na tle seksualnym. O ile pigułki obnizaja
                    faktycznie libido bo to u kobiet jest skorelowane z owulacja tak
                    feromony az tak nie zostaja uszkodzone. Ale moze od dwóch lat gdy
                    chodziłam na zajecia do pana Pawłowskiego coś sie zmieniło. Zatem
                    chętnie sie doedukuje.
                    >
                    > PS. i żyj sobie w tym swoim bezrefleksyjnym świecie, w którym
                    pewnie i palenie
                    > nie jest szkodliwe, i aspartam, i margaryna, ach, fajny świat,
                    szkoda że taki
                    > głupi ;/
                    • 4v ok 15.10.09, 14:40
                      no więc teraz już piszesz mądrzej, o jakieś tam drobiazgi nie chce już mi się
                      sprzeczać.

                      co do pigułki:

                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,1880
                      a od drugiej strony:

                      www.zdrowie.med.pl/nowosc.phtml?slowo=owulacji&nr=14
                      zdrowie.onet.pl/1503073,2042,,,,pigulka_moze_zniechecic_do_zapachu_partnera,seks.html
                      medycyna24.pl/pigulki-antykoncepcyjne-a-postrzeganie-mezczyzn-przez-kobiety
                      • erillzw Re: ok 15.10.09, 14:53
                        Wiesz co.. Fajnie, ze przytoczyles te badania.. ale to sa pojedyncze
                        gdzie wszystko opiera sie na "moga, może, być może".
                        To nie fakt, że tak sie dzieje, tylko to jest prawdopodobienstwo ze
                        tak sie moze dziac.
                        Ciekawostowe to tylko dlaczego to sa pojedyncze badania? Im wiecej
                        powielania i prob falsyfikacji tym bardziej wyniki sa bliskie
                        rzeczywistosci.
                        ja tam jestem ostrozna jesli chodzi o to by przyjmowac za fakt cos
                        co ktos raz pokazał.
                        Jakkolwiek nie od dzis wiadomo, ze przyjmowanie hormonów zaburza
                        naturalna ich prace w ogranizmie. Podobnie jak to, ze pary ktore
                        zgłaszją się do seksuologa maja głebsze problemy niz nizszy poziom
                        libido od tego przed tabletkami czy tez inny zapach.
                        Akurat zyjemy w takim swiecie, ze feromony mozemy "zastapic"
                        perfumamy ktore coraz czesciej zawieraja jakies sladowe ilosci
                        zapachow działajacych na libido.
                        Mam nadzieje, ze ktos podejmie wiecej takich badan ktore coś wiecej
                        ukaza.
                        • 4v Re: ok 15.10.09, 15:22
                          wiesz jak juz tak rozmawiamy totalnie OT, to powiem Ci, byc moze sa jakies
                          blokady koncernów farmaceutycznych. trochę się tym interesuje, mechanizmem
                          "uwalania" tego co dobre. tak jest w różnych dziedzinach, w hi-tech jest tak
                          samo, ale koncerny paliwowe i farmaceutyczne to już najgorsze dranie, jeśli
                          chodzi o blokowanie nowej wiedzy.

                          nie bez powodu przytoczyłem też aspartam, margaryny, wiesz, o niektórych
                          rzeczach się mówi, ale niezbyt głośno, bo ktoś tam ma w tym interes. a to są
                          oczywiste rzeczy. ale często nawet lekarz jest przekupiony i wciska ludziom
                          kity. i tylko lekarz na tyle dobry, by być samodzielnym a nie wisieć na pasku
                          koncernu... mówi prawdę.

                          ja wiem jedno, wiem jak mozna sie uzaleznic od fajnego zapachu kobiety, jak od
                          narkotyku. i nigdy bym z tego nie zrezygnował, a fakt że rozumiem mechanizm
                          bardzo mi (i nam, w związku) pomaga.
                          • erillzw Re: ok 15.10.09, 15:32
                            Wiesz co ale badania ktore przytoczyles wykazaly, ze kobieta inaczej
                            pachnie na codzien a inaczej w trakcie owulacji - swoja droga jest
                            jeszcze kwestia wygladu. Bo sa badania ktore ukazały, ze kobieta w
                            trakcie owulacji inaczej wyglada na twarzy i mezczyzna to
                            odczytuje.. Ale w dobie makijazu.. Jest w stanie zawsze wyglądac jak
                            w stanie owulacji :)
                            Atawizm to jedno a psychika po trosze drugie. Bo jesli spelnia Cie
                            bycie z ta kobieta, lubisz jej zapach i jeszcze kilka innych rzeczy
                            to one skladaja sie na calosc. trudno rozpatrywac czlowieka tylko
                            pod katem feromonów lub wyglądu buzi w trakcie owulacji. To jest
                            cala gama cech i zachowan ktore poteguje twoje szalenstwo za
                            zapachem tej kobiety.
                            Tak mi sie wydadje :)
                            Nie przepadam za samym podejsciem ewolucyjnym bo odbiera nam ludziom
                            zdolnosci myslenia, przyswajania doswiadczen i uczenia się na rzecz
                            genotypu, hormonów i chemii w mozgu.
                            Nie chce mowic tutaj ze ja odrzucam, ale ze traktuje jako jedną z
                            wypadkowych gdy mowimy o zachowaiach ludzi.
                            • 4v Re: ok 15.10.09, 18:16
                              > Nie przepadam za samym podejsciem ewolucyjnym bo odbiera nam ludziom
                              > zdolnosci myslenia, przyswajania doswiadczen i uczenia się na rzecz
                              > genotypu, hormonów i chemii w mozgu.

                              Ależ ja tak samo! Choć im dłużej obserwuje, tym bardziej widzę, jak człowiek
                              jest wypadkową zwierzęcia, ssaka, naczelnego, prymitywnego homo sapiens, jak ma
                              w sobie pozostałości kultury starożytnej, średniowiecznej, XIX-wiecznej... plus
                              współczesność. i wychowanie, a nawet takie drobiazgi jak to jakie kto ma
                              rodzeństwo (młodsze, starsze, płeć).

                              I to chyba od człowieka, jego samo-świadomości zależy, czy poddaje się naturze
                              (bezrefleksyjnie) jak i społeczeństwu. Sam zresztą nie wiem, co jest gorsze.
                              Skrajni konformiści są dla mnie bardzo... bardzo obrzydliwi....
            • puszka_pandory1 Re: możliwe! 15.10.09, 13:37
              U mnie było podobnie. W pierwszych miesiącach oboje uważaliśmy, że
              nasza relacja jest niezniszczalna. Uśmiecham się sama do siebie na
              wspomnienie mojej naiwności...W tej chwili (po 2 latach z kawałkiem)
              jesteśmy w bardzo poważnym kryzysie. Nie wiem, jak to się skończy...
              • 0riana Re: możliwe! 15.10.09, 13:42
                O, to dokladnie jak ja... I nie wiem co mam zrobic :-(
                • puszka_pandory1 Re: możliwe! 15.10.09, 13:56
                  Dużo zależy od tego, co CHCESZ zrobić i co CHCE zrobić partner. W
                  takich sytuacjach proponuje się rozmowę, ale z doświadczenia wiem,
                  że gdy oboje partnerzy mają wzajemne żale, pretensje i zszargane
                  nerwy, to takie rozmowy kończą się kolejną kłótnią nasilającą
                  kryzys. My jeszcze ze sobą nie rozmawiamy, za mało czasu minęło od
                  ostatniej awantury. To znaczy rozmawiamy, ale zdawkowo, najczęściej
                  na temat dziecka. Do rozmowy na temat źródła naszych problemów
                  dojdzie, gdy uznam, że jestem gotowa na spokojną i rzeczową rozmowę
                  bez krzyków. Jak się dogadamy, to może jakoś przetrwamy. Jeśli nie,
                  to prawdopodobnie nasze drogi rozejdą się. Gdyby nie syn, rozeszłyby
                  się już dawno temu...
                  • erillzw Re: możliwe! 15.10.09, 14:15
                    puszka_pandory1 napisała:

                    > Dużo zależy od tego, co CHCESZ zrobić i co CHCE zrobić partner. W
                    > takich sytuacjach proponuje się rozmowę, ale z doświadczenia wiem,
                    > że gdy oboje partnerzy mają wzajemne żale, pretensje i zszargane
                    > nerwy, to takie rozmowy kończą się kolejną kłótnią nasilającą
                    > kryzys.

                    A to nie jest tak, ze takie zale, pretensje i zszargane nerwy to
                    trzeba nazbierac?? To nie narasta po jednej sprzeczce.. na to trzeba
                    czasu...

                    > My jeszcze ze sobą nie rozmawiamy, za mało czasu minęło od
                    > ostatniej awantury.

                    Współczuje.
                    przechodziłam przez zwiazek gdzie mi sie "facet" fochował i zdawkowo
                    rozmawiał. Koszmar! Co gorsza nigdy nie było dobrego czasu na
                    rozmowe bo jak jemu przeszło to problem znikał. :/


                    > Do rozmowy na temat źródła naszych problemów
                    > dojdzie, gdy uznam, że jestem gotowa na spokojną i rzeczową
                    rozmowę
                    > bez krzyków.

                    serio uwazasz, ze dotkniecie sedna problemu? Bo mi sie wydaje ze
                    pogadacie o tym o co sie kłociliscie ostatnio.. a nie o tym co
                    doprowadziło do tego, ze nagromadziło sie w was tylu zalu i
                    pretensji.

                    >Jak się dogadamy, to może jakoś przetrwamy. Jeśli nie,
                    > to prawdopodobnie nasze drogi rozejdą się. Gdyby nie syn,
                    rozeszłyby
                    > się już dawno temu...

                    No wiec wlasnie.
                    Wam jest terapia potrzeba a nie "spokojna rozmowa".
    • framp Możliwe choć trudne 15.10.09, 11:09
      Przede wszystkim trudne na etapie doboru partnerów, ponieważ rzadko wtedy
      towarzyszy nam rozum, aby trzeźwo ocenić czy ten człowiek ma osobowość,
      charakter, temperament itp. odpowiadający mojemu czy też nie, ludzie się po
      prostu zakochują, zakładają różowe okulary, myślą organami płciowymi i nie
      dostrzegają ewidentnych różnic, braków, wad, złych zachowań. A potem jest już po
      ptokach, ślub, dziecko i zostajemy razem choć rzeczywistość skrzypi i trzeszczy.
      Dlatego dobrą rzeczą jest obecnie praktykowany konkubinat "na próbę",
      zamieszkanie razem aby przekonać się jak będzie na co dzień, kiedy opadną
      emocje, przestanie nas nakręcać seks, przestaniemy chodzić na imprezy i trzeba
      będzie spłacać kredyt, pozmywać naczynia i odebrać dziecko z przedszkola, to
      dobra szkoła życia i możliwość oceny relacji partnerskich. I wtedy można się
      przekonać czy lubimy podobnie spędzać czas wolny, mamy zbliżony model życia
      rodzinnego, jakie są nasze wzorce kulturowe i czy grają ze sobą nasze
      charaktery. I wielu ludziom się udaje odnaleźć, o ile tylko nie oczekuje się
      cudów i jest się skłonnym do kompromisów - to podstawa w związku!
    • sondey Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 11:13
      to jest nie możliwe.mam znajomą,która opowiada jak to u niej jest super! Mąż
      robi to,tamto ... Ona co innego i tak świetnie jest. wcale się nie kłócą... a ja
      w to nie wierzę:) tzn. w to że wcale się nie kłócą.My też się dogadujemy,
      pomagamy sobie! ale zgrzyty, poważniejsze kłótnie też są.
    • makakson Możliwe i stosunkowo proste do zrealizowania 15.10.09, 11:18
      Tak, to możliwe i nawet proste do zrealizowania. Po prostu w momencie kiedy
      widzicie, że między wami są problemy i szarpanie, należy zakończyć taki związek
      i szukać osoby która pasuje nam pod każdym względem. Nie dziwie się, że macie
      takie problemy i większość z waszych związków nie jest idealna, skoro tkwicie w
      tych nie do końca fajnych. Jak macie znaleźć ideał skoro go nie szukacie?
      • kania144 Re: Możliwe i stosunkowo proste do zrealizowania 15.10.09, 11:30
        Masz rację, zgadzam się w 100 %. W moim poprzednim związku się nie układało, po
        5 latach postanowiłam się rozstać mimo iż mój chłopak mi się oświadczył. Nie
        chciałam być nieszczęśliwą mężatką, nie wyobrażałam sobie tego. Po 6 miesiącach
        bycia szczęśliwą singielką, odżyłam i... poznałam mojego idealnego, cudownego
        chłopaka:) Podobne charaktery, podejście do życia, sposób patrzenia na świat.
        Naprawdę myślałam że to jest niemożliwe, a jednak :) Dziewczyny nie poddawajcie
        się, warto szukać i znaleźć kogoś naprawdę wartościowego!
      • sala_solo Re: Możliwe i stosunkowo proste do zrealizowania 15.10.09, 11:33
        cos w tym jest. slodko, idealnie i ze zrozumieniem jest najczesciej
        na poczatku, jak zauroczenie jest jeszcze na tyle mocne ze nie widzi
        sie szarej codziennosci. spiecia mniejsze czy wieksze zaczynaja sie
        zwykle pozniej. ale do kiedy dawac sobie szanse a po ilu problemach
        i szarpaninach zakonczyc zwiazek - oto jest pytanie ;-)
        • puszka_pandory1 I to są święte słowa! A raczej święte pytanie;-) 15.10.09, 13:43
          "...ale do kiedy dawac sobie szanse a po ilu problemach
          i szarpaninach zakonczyc zwiazek - oto jest pytanie ;-) "
      • erillzw Re: Możliwe i stosunkowo proste do zrealizowania 15.10.09, 13:25
        makakson napisał:

        > Tak, to możliwe i nawet proste do zrealizowania. Po prostu w
        momencie kiedy
        > widzicie, że między wami są problemy i szarpanie, należy zakończyć
        taki związek
        > i szukać osoby która pasuje nam pod każdym względem. Nie dziwie
        się, że macie
        > takie problemy i większość z waszych związków nie jest idealna,
        skoro tkwicie w
        > tych nie do końca fajnych. Jak macie znaleźć ideał skoro go nie
        szukacie?

        Bzdura na kółkach. Takie zachowania charakteruzuja osoby słabe i
        niedojrzałe. Jesli ktos ucieka gdy miłosc nie okazuje sie byc
        idealna i romantyczna znaczy nie dojrzał do związku i partnerstwa.
        jestesmy mamieni obrazem romantycznej milosci, pelnej uniesien i
        ktora nie kalaja zadne problemy, ze zawsze moze byc pieknie i
        idealnie. A gdy ten obraz sie burzy jestesmy zawiedzieni, ze miało
        byc pieknie i nie jest.. i ze pewnie to nie to...
        Nieprawda.
        Poczytajcie sobie Terrenca Reala bo to bardzo trafiona książka i
        uwagi w niej.
        • makakson Re: Możliwe i stosunkowo proste do zrealizowania 15.10.09, 16:53
          Albo na odwrót - osoba słaba i niedojrzała nie jest w stanie podjąć męskiej
          decyzji i zakończyć czegoś co nie jest tym o czym marzy. Dlaczego mam zadowalać
          się półśrodkami, czymś "nawet fajnym"? Chcę dążyć do ideału, bo to moje życie i
          nikt za mnie tego nie zrobi.
          • erillzw Re: Możliwe i stosunkowo proste do zrealizowania 15.10.09, 17:17
            makakson napisał:

            > Albo na odwrót - osoba słaba i niedojrzała nie jest w stanie
            podjąć męskiej
            > decyzji i zakończyć czegoś co nie jest tym o czym marzy.


            Rzecz w tym, ze gdy za każdym razem podejmuje taka "meska decyzje"
            to nie znaczy, ze jest dojrzała i dazy do realizacji marzen ale o
            tym, ze cos jest z nia nie tak.
            Nie dosc, ze wciaz wybiera nie TEGO człowieka to jeszcze ciagle sie
            wywija z relacji gdy tylko przychodza do niej codzienne problemy.

            >Dlaczego mam zadowalać
            > się półśrodkami, czymś "nawet fajnym"?

            Wiec dlaczego wybrałaś półsrodek i coś całkiem fajnego?
            Jesli raz to jest to bład, ale jesli drugi i trzeci to chyba jest
            problem z przyswajaniem sobie dosiwadczen..

            > Chcę dążyć do ideału, bo to moje życie i
            > nikt za mnie tego nie zrobi.

            Zgadza sie. Ale dazenie do idealu nie zawsze znaczy uciekanie i
            wymiane modelu bo to "półsrodek".
            Nie mowie o jednorazowym wypadku, ale o stałym podejciu pt "cos nie
            gra? aha, wiec to nie to, ide szukac dalej".
    • pyzz Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 11:26
      Tak.
      Na przykład mój i mojej ukochanej.
      • pk.korzen Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 11:34
        Ideały ideałama. Ja swój znalazłem jeśli można tak powiedzieć. Ma swoje wady, ale akceptuję je. O to właśnie chodzi w związku, bo jest on na tyle idealny i na tyle dobry dla nas, na ile nie przeszkadzają nam wady partnera/partnerki. Tak naprawdę ktoś może być ideałem, ale wystarczy jedna najmniejsza wada, która będzie nam wiercić dziurę w brzuchu i taki związek prędzej czy później się rozpadnie. Tak samo jak i jakakolwiek konstrukcja jest na tyle silna, na ile silne jest jej najsłabsze ogniwo :)
    • one.nostromo Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 11:34
      Co to znaczy związek bez problemów ?
      Jeśli sami nie stwarzamy sobie problemów i ich nie mamy, oczywiście są rzeczy na
      które nie mamy wpływu, choroby i wypadki losowe.
    • cirilla28 Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 11:52
      Może solidnym fundamentem jest przyjaźń?
      Jak minie fascynacja pozostaje nadal trwała więź...

      Najszczęśliwsze pary jakie znam to ludzie w drugich związkach...
      Moze jest sie już dojrzalszym, wie czego chce, umie docenić
      i dbać o związek, uczy się na błędach...
      • erillzw Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 13:31
        cirilla28 napisała:

        > Może solidnym fundamentem jest przyjaźń?

        O i tu sie w pełni zgadzam :)
        Zwiazki ktore w fundamencie maja przyjazn omijaja troche te zmory
        zauroczenia, idealizowania i swoistego wstydu w okazaniu partnerowi
        ze nie jestesmy tak ideali jak on/a nas widzi.

        > Jak minie fascynacja pozostaje nadal trwała więź...

        Więc właśnie.


        > Najszczęśliwsze pary jakie znam to ludzie w drugich związkach...
        > Moze jest sie już dojrzalszym, wie czego chce, umie docenić
        > i dbać o związek, uczy się na błędach...

        Tez mi sie wydaje, ze ludzie sie z latami lepiej znaja i jesli po
        latach potrafia sie akceptowac i byc blisko to znaczy ze chca i
        wiedza, ze warto byc razem..
    • life_m Re: Związek bez problemów - możliwe? 15.10.09, 12:14
      Moj przypadek swiadczy o tym, ze mozliwe (5 lat sie znamy). Ale mysle,
      ze takie 'zadeklarowanie sie' od samego poczatku wymaga odwagi.
      Poza tym: musi byc milosc:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja