Gość: Artudi2
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
14.01.04, 18:42
Od roku jestem w związku z kobietą, którą darzę wielkim uczuciem i z którą
chciałbym spędzić całe życie. Niestety na przeszkodzie stoi jej 6 letni
zazdrosny synek, który rozstawia wszystkich po kątach. Wpada w histerie,
miewa niezrozumiałe fobie. Na początku byłem nim zafascynowany, szczególnie
jego wyobraźnią, rozwiniętymi jak na swój wiek i płeć zdolnościami
werbalnymi. Wydawał mi się bardzo mądrym i pogodnym dzieckiem. Jednakże im
dłużej mu się przyglądam dochodzę do wniosku, że to mały psychopata. Na
początku starałem się z nim zaprzyjaźnić. Zdawałem sobie sprawę że nie
zastąpię mu ojca, którego na nieszczęście lub szczęście widuje raz w
miesiącu. W każdym razie byłem pełen optymizmu i akceptacji dla niego, do
czasu gdy zauważyłem, że dzieciak traktuje mnie jak zabawkę. Nasze zabawy
kończyły się zazwyczaj histerią. Gdy próbowałem przywołać go do porządku,
rzucał się na ziemie w spazmach, rozrzucał w złości zabawki i zmuszał się do
wymiotów. Agresywnie zachowywał się w stosunku do babci jak i do matki. I
tak jest do dziś. Dziecko nie lubi wychodzić na dwór. Zaczynam obserwować u
niego skłonności homoseksualne i kompleks Edypa w jednym. Wchodzi do
łazienki podczas kąpieli matki. Włazi do łóżka w nocy i łapie za nogi matkę
odciągając ją ode mnie. Dzieciak wszystkiego się boi, chociażby zjechać na
sankach. Ze wszystkiego robi problem. Histeryzuje z powodu buta który wydaje
sie mu być za luźno zawiązany. Miewa masę dziwacznych fobii i natręctw. Gdy
gdzieś wychodzimy, staje co chwilę i wyje w niebogłosy. Dziecko w wieku 6
lat nie potrafi się samo podetrzeć ani zawiązać buta. Ciągle robi nam na
złość, rozkazuje i szantażuje.
Moim zdaniem bachor jest rozpuszczony jak ruski bicz. Matka, chcąc mu
wynagrodzić brak ojca, dogadzając mu na każdym kroku, stworzyła z niego
ofiarę życiową. Stwierdziłem, że coś z tym zrobię. Zabrałem go w wakacje na
biwak. Nauczyłem rozbijać namiot, nauczyłem kilku piosenek, piekliśmy
kiełbaski, uczyłem go pływać itd., ale czegoś brakowało. Nie widziałem
entuzjazmu. Po prostu nie kręciła go ta forma zabawy. Był przynajmniej
grzeczny, ale do czasu gdy wrócił do domu. Zacząłem mieć już dość fochów
bachora. Z czasem zacząłem go nienawidzić. Potrafił wyprowadzić mnie z
równowagi tekstem w stylu, że jego ojciec ma lepszy samochód i w ogóle jest
naj, a ja do chrzanu. Ciekły mi łzy ze złości, że gówniarz mnie nie szanuje.
W dodatku prowokował spięcia. Próbował mnie wyprowadzić z równowagi,
oczerniając w ten sposób w oczach matki. Dobrze wiedziałem, że mały smark
jest dla niej najważniejszy. Musiałem być bardzo dyplomatyczny, choć krew
mnie nieraz zalewała. Bachor stał się nie do zniesienia. W dodatku śnił mi
się po nocach. Sny były koszmarne. Np. Śniło mi się pewnego razu że on i
jego ojciec to ta sama osoba, która wpełza do mego łóżka i zaczyna dobierać
się do mojej ukochanej, śmiejąc się ze mnie. Dzieciak stał się moją obsesją.
Zacząłem zamykać się w sobie i tłumić agresję, jednak nie potrafiłem być już
dla niego wyrozumiały. Nienawiść wzięła górę. Sęk w tym, że to nie jest moja
wina. Dałem z siebie bardzo dużo. Starałem się go wyprostować. Im bardziej
się starałem tym bardziej mnie ignorował. Więc stwierdziłem że gówniarzowi
pas jest potrzebny a nie dobra wola. Wprowadziłem system kar i nagród.
Wcześniej wymuszał wszystko szantażem. Jednakże moje radykalne kroki
spowodowały oziębienie stosunków. Moja kobieta widząc to stwierdziła,
że "brak akceptacji" dla jej dziecka, przekreśla naszą przyszłość. I nie
możemy razem mieszkać, gdyż wprowadzam nerwową atmosferę i przy mnie nie
może dogadać się z synem.
Nie wydaje się wam to chore? Czasem mam ochotę rzucić to wszystko i odejść w
swoją stronę. Jednakże zaangażowałem się bardzo w ten chory związek i nie
jest to łatwe.