jopi81
01.11.09, 15:56
jestesmy razem 7 lat. jego dziecko z pierwszego malzenstwa ma prawie
9 lat. zaczelismy byc razem, kiedy On z eks juz nie mieszkali razem.
przez te 7 lat naszego zwiazku zycie wygladalo w ten sposob:
3 raz w tygodniu chodził (i chodzi) do swojego syna, do mieszkania
swojej eks. idzie tam zaraz po pracy, wiec po 16 i wraca po 22,
kiedy syn juz zasnie. w czasie, kiedy przebywa w Jej domu, ona tez
jest tam obecna. poniewaz chodzi tam od razu po pracy, wiec zdarza
Mu sie (dosc czesto zapewne) tam jadac (no tyle godzin bez jedzenia
byloby trudno) - wspolny obiad przy jednym stole?
przez pierwsze lata naszego zwiazku, On odwozil ich na wakacje i
zostawal z nimi kilka dni (w jednym pokoju). jak tupnelam noga i
powiedzialam, ze mi sie to nie podoba, odwozi ich i nastepnego dnia
wraca (to samo z powrotem, dzien wczesniej jedzie, nastepnego wraca.
spi w tym samym pokoju).
kiedy tupnelam noga drugi raz i powiedzialam, ze nieznosze, ze on
tam chodzi 3 razy w tygodniu, je tam i przebywa tak duzo z nia
rowniez, wystaral sie, zeby ten trzeci raz w tygodniu byl u nas (z
piatku na sobote i cala sobota). mozna byc skomentowac - brawo, czyz
nie?
On placi 700zł alimentow, oprocz tego, wiekszosc ubran jest
kupiowanych przez Niego (alimenty, mam wrazenie, ida na jej splate
kredytu mieszkaniowego). i nie chodzi mi oto, ile wydaje na syna, bo
nic mi do tego. zreszta mam w tym samym wieku siostrzenice-
chrzesnice, ktorej tez uwielnbiam kupowac ubrania. chodzi oto, ze
ona jest biedna (wg Niego. pracuje na uczelni wyzszej, ma tytul
doktora) i jej nie stac na kupowanie ich dziecku tylu fajnych
(markowych) rzeczy.
spodziewam sie dziecka za 3 miesiace. naszego wspolnego. i zaczelam
sie zastanawiac jak bedzie wygladalo nasze zycie po narodzinach.
srednio wyobrazam sobie dalej godzic sie na ten uklad - On 2 razy w
tygodniu popludniami tam. On juz o tym wie. ale sie zamartwia, bo
eks nigdy wczesniej nie wyrazala zgody na to, zeby bral syna do
siebie w te 2 dni w tygodniu rowniez (bo syn musi wiedziec gdzie
jego dom - dlatego nie moze do nas przychodzic w tygodniu).
jeszcze jedno - On jest ze mna, Ona nie ma nikogo. tzn ma syna i
mojego partnera - to chyba dosc mezczyzn w jej zyciu, co? Ona nigdy
mu nie wybaczyla, ze odszedl.
i co Wy na to? czy jest ktos, kto ma eks-zone, eks-meza + wspolne
dziecko? i jak sie ukladaja takie relacje? i czy uwazacie, ze to w
czym zyje jest normalne? (za slowa typu - tyle lat w tym zyjez i
nagle ci to zaczelo przeszkadzac? - dziekuje z gory:))