omgz
07.11.09, 22:49
Zaczne od tego, ze juz sama nie wiem czy jestem normalna czy wrecz przeciwnie, nie wiem czy robie z igly widly, czy mam tez swiete prawo do wkurzania sie i "przeprowadzania rozmow" na ten temat. Przewalkowalam to ze wszystkimi przyjaciolkami, ale wciaz nie wiem czy sa one obiektywne, czy sa po prostu prawdziwymi przyjaciolkami i trzymaja moja strone.
Partner moj bowiem ma najlepsza/jedyna przyjaciolke, ktora 1. jest nie tylko kobieta 2. nie tylko z nim pracuje i widuja sie codziennie 3. jest rowniez ex-dziewczyna z ktora spotykal sie przez dobre 8 lat.
Pomiedzy ich rozstaniem, a naszym poczatkiem minelo moze 4 lata, jest to tylko moje szacunkowe obliczenie, bo nidgy nie rozmawiamy na "ich" temat- probowalam pytac, dal jasno do zrozumienia ze nie ma tematu.
Jestesmy razem od 2,5 roku, od czasu do czasu znajde/dostane/powie przez przypadek jakies szczatki informacji (wspolne mieszkanie, wakacje o ktorych zawsze opowiadal jakby byl sam, a okazalo sie ze byli razem, kolacje we dwoje podczas kiedy nie bylo mnie na weekend)Za kazdym razem dostaje szalu. Mysle ze bardziej z powodu tego zatajania prawdy niz tego co sie stalo.
O powodzie rozstania bardzo niejasno opowiedzial mi dopiero ostatnio (patrz zeszly miesiac). Plus telefony i smsy ktorych istnienie permanentnie ignoruje- potrafi rozmawiac przez pol godziny, a pozniej wrocic do dokladnego momentu naszej przerwanej rozmowy lub zaczac calkiem nowa, jakby ostatnie 30 min. w ogole nie mialo miejsca. Tylko w jej przypadku nie powie kto dzwonil, albo napisal, wiec nie musze juz pytac, bo w kazdym innym przypadku dostaje pelna relacje zdarzenia.
Zdaje sobie sprawe, ze wiele punktow widzenia i on z uporem osla caly czas twierdzi, ze sa tylko przyjaciolmi. Coraz czesciej nie wytrzymuje i mowie, ze nie potrafie tak dalej zyc, on na to ze wymyslam sobie problemy. W zlosci uslyszalam juz tez, ze chce go kontrolowac oraz ze zabraniam mu spotkan z przyjaciolmi...
Chcialam pojsc do psychologa, na razie nie mam okazji, musze poczekac do grudnia, mam nadzieje na jakies madre slowa, bo oszaleje...