czy sa powody do zazdrosci??!!

07.11.09, 22:49

Zaczne od tego, ze juz sama nie wiem czy jestem normalna czy wrecz przeciwnie, nie wiem czy robie z igly widly, czy mam tez swiete prawo do wkurzania sie i "przeprowadzania rozmow" na ten temat. Przewalkowalam to ze wszystkimi przyjaciolkami, ale wciaz nie wiem czy sa one obiektywne, czy sa po prostu prawdziwymi przyjaciolkami i trzymaja moja strone.

Partner moj bowiem ma najlepsza/jedyna przyjaciolke, ktora 1. jest nie tylko kobieta 2. nie tylko z nim pracuje i widuja sie codziennie 3. jest rowniez ex-dziewczyna z ktora spotykal sie przez dobre 8 lat.

Pomiedzy ich rozstaniem, a naszym poczatkiem minelo moze 4 lata, jest to tylko moje szacunkowe obliczenie, bo nidgy nie rozmawiamy na "ich" temat- probowalam pytac, dal jasno do zrozumienia ze nie ma tematu.
Jestesmy razem od 2,5 roku, od czasu do czasu znajde/dostane/powie przez przypadek jakies szczatki informacji (wspolne mieszkanie, wakacje o ktorych zawsze opowiadal jakby byl sam, a okazalo sie ze byli razem, kolacje we dwoje podczas kiedy nie bylo mnie na weekend)Za kazdym razem dostaje szalu. Mysle ze bardziej z powodu tego zatajania prawdy niz tego co sie stalo.
O powodzie rozstania bardzo niejasno opowiedzial mi dopiero ostatnio (patrz zeszly miesiac). Plus telefony i smsy ktorych istnienie permanentnie ignoruje- potrafi rozmawiac przez pol godziny, a pozniej wrocic do dokladnego momentu naszej przerwanej rozmowy lub zaczac calkiem nowa, jakby ostatnie 30 min. w ogole nie mialo miejsca. Tylko w jej przypadku nie powie kto dzwonil, albo napisal, wiec nie musze juz pytac, bo w kazdym innym przypadku dostaje pelna relacje zdarzenia.

Zdaje sobie sprawe, ze wiele punktow widzenia i on z uporem osla caly czas twierdzi, ze sa tylko przyjaciolmi. Coraz czesciej nie wytrzymuje i mowie, ze nie potrafie tak dalej zyc, on na to ze wymyslam sobie problemy. W zlosci uslyszalam juz tez, ze chce go kontrolowac oraz ze zabraniam mu spotkan z przyjaciolmi...

Chcialam pojsc do psychologa, na razie nie mam okazji, musze poczekac do grudnia, mam nadzieje na jakies madre slowa, bo oszaleje...
    • varia1 Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 07.11.09, 22:57
      kiedyś usłyszałam takie zdanie:
      przyjaźń między kobietą a mężczyzną zaczyna się lub kończy w łóżku

      u mnie to powiedzenie się sprawdziło, mam i taką przyjaźń która ię w łózku zaczęła i taką która się tam skończyła
      • varia1 Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 07.11.09, 22:59
        no i za wcześnie wysłałam posta

        chciałam powiedzieć, że jeśli przyjaźń twojego partnera z byłą trwa, to chyba nic nie możesz na to poradzić

        raczej zaakceptować
        on z tego nie zrezygnuje

        ale ciekawe jaki był powód ich rozstania skoro im było tak dobrze ze sobą
        i czy ta pani jest teraz w zwiazku
    • wanilinowa Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 07.11.09, 22:59
      no cóż, nie jesteś na szczycie jego potrzeb emocjonalnych i albo się z tym
      pogodzisz albo odejdziesz
      • lidka_77 hm 07.11.09, 23:07
        gdyby nie była na szczycie jego potrzeb to by chyba z nia nie był?

        wydaje mi się, że mężczyźni tacy są, że jeśli naprawdę nie musza, to
        nie zrywają kontaktu - zwłaszcza, że (o ile doczytałam), oni mają w
        kółko okazje do spotkań.

        jeśli będziesz się ciągle myśleć, że coś ich nadal łączy, to
        naprawdę ich może znowu cos połączy. on już i tak woli Ci nie mówić,
        że z nią rozmawiał i stajesz się kimś w rodzaju hm jakiegoś
        żandarma, rodzica, któremu nie można powiedzieć o wielu rzeczach.
        • wanilinowa Re: hm 07.11.09, 23:13
          lidka_77 napisała:

          > gdyby nie była na szczycie jego potrzeb to by chyba z nia nie był?

          gdyby była dla niego najważniejsza to nie zatajałby istoty swojego związku z
          przyjaciółką/ex, a także przejąłby się chociaż trochę jej kiepskim
          samopoczuciem. oczywiście możemy założyć że autorka to herod baba która trzyma
          jego jaja w złotej klatce, ale gdyby tak faktycznie było to nie znosiłaby w
          spokoju przez dwa lata tak bliskiego związku z inną kobietą.

          >
          > wydaje mi się, że mężczyźni tacy są, że jeśli naprawdę nie musza, to
          > nie zrywają kontaktu - zwłaszcza, że (o ile doczytałam), oni mają w
          > kółko okazje do spotkań.
          >
          > jeśli będziesz się ciągle myśleć, że coś ich nadal łączy, to
          > naprawdę ich może znowu cos połączy. on już i tak woli Ci nie mówić,
          > że z nią rozmawiał i stajesz się kimś w rodzaju hm jakiegoś
          > żandarma, rodzica, któremu nie można powiedzieć o wielu rzeczach.

          jak wyżej: żadna żandarmica nie patrzyłaby spokojnie przez 2 lata na taką
          przyjaźń, z postu wynika że dopiero zaczyna mieć tego dosyć
          • lidka_77 Re: hm 07.11.09, 23:21
            moze wcale nie zatajał, ale uznał, ze to stara historia i nic jej do
            tego. moze nie chcial opowiadac, bo wtedy ona mogłaby pomyslec, ze
            wciaz mysli o tamtej?

            ciezko nie umiec sie ze sobą porozumiec, ludzie na forum mogą pisac,
            a ona i tak bedzie ciagle niepewna i... zawiedziona.
            • wanilinowa Re: hm 07.11.09, 23:32
              lidka_77 napisała:

              > moze wcale nie zatajał, ale uznał, ze to stara historia i nic jej do
              > tego.

              pewnie tak uznał, ale to nieprawda. ich wspólna historia jest jak najbardziej
              aktualna.

              > moze nie chcial opowiadac, bo wtedy ona mogłaby pomyslec, ze
              > wciaz mysli o tamtej?

              gdyby przejmował się co ona myśli o jego związku z przyjaciółką, to nie
              spotykałby się na intymnych kolacjach i nie wisiał na telefonie godzinami
              notorycznie przemilczając kto dzwonił.

              > ciezko nie umiec sie ze sobą porozumiec, ludzie na forum mogą pisac,
              > a ona i tak bedzie ciagle niepewna i... zawiedziona.

              a z tym się zgadzam, rozmowa przede wszystkim. samotne rozmyślanie i radzenie
              się osób postronnych tylko nakręcają spiralę
            • erillzw Re: hm 08.11.09, 04:18
              lidka_77 napisała:

              > moze wcale nie zatajał, ale uznał, ze to stara historia i nic jej
              do
              > tego.

              No nie taka stara skoro caly czas sie dzieje jednak.
              Nie musi sie jej tłumaczyc czy opowiadac jak bylo i wogole ale
              kurcze gdy ma sie tak bliski, serdeczny i cieply kontakt z eks i
              jest sie w nowym zwiazku to naprawde tak trudno pojac, ze jest to
              dla partnerki trudne gdy sie unika tematu?

              > moze nie chcial opowiadac, bo wtedy ona mogłaby pomyslec, ze
              > wciaz mysli o tamtej?

              A nie mysli? Oczywiscie, ze mysli. Przyjaznia sie, pewne sie sobie
              zwierzaja z problemow. Nie ma opcji by nie myslal.
              Mnie to sie tam wydaje ze to ciut nie zdrowe jest. Utrzymanie
              kontakru i serdecznosc rozumiem, ale zagrzała przyjazn po rozstaniu
              i utajnianie jej stanu przed partnerka jest dla mnie lekko
              patologiczne. Juz nie chodzi o sama przyjazn ale o ukrywanie, nie
              mowienie lub ignorowanie tematu.


              > ciezko nie umiec sie ze sobą porozumiec, ludzie na forum mogą
              pisac,
              > a ona i tak bedzie ciagle niepewna i... zawiedziona.

              Problem lezy w tym, ze ten gosc nie chce za wiele mowic. Nie wiem,
              ale nie wyobrazam sobie ukrywac istoty takich relacji przed swoim
              partnerem. W głowie mi sie nie miesi udawanie, ze nie ma tematu.
              Poza tym.. nie mam potrzeby przyjaznienia sie z bylymi. Utrzymujemy
              ciepły i sympatyczny ale sporadyczny kontakt. I to tak naprawde z
              jednym, z reszta mi sie skutecznie drogi porozchodziły.
              Ona mu wisi nad głowa, on sie czuje postawiony pod sciana i jakby go
              do czegos zmuszali i zdaje sie ze ciezko mu pojac, ze wystarczy, ze
              bedzie szczery a nikt nie bedzie mu głowy suszył.
              No chyba, ze autorka zacznie robic raban o to, ze tak o wszystkim
              gadaja ze soba a on z nia np. nie..
    • fantastyczna Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 07.11.09, 23:29
      Czy Wy naprawdę tak słabo znacie facetów??? Przecież skoro ucina
      rozmowy o tej przyjaciółce i wyszło na jaw, że spotkali się podczas
      nieobecności dziewczyny, to jest jasne, że coś między nimi jest-
      chociażby sentyment. Sama byłam przyjaciółką i wiem,że to właśnie
      ja byłam tym szczytem emocjonalnym w życiu mojego kolegi i
      ostatecznie skończyliśmy jako para.
      • kag73 Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 08.11.09, 00:14
        "...bo nidgy nie rozmawiamy na "ich" temat- probowalam pytac, dal jasno do
        zrozumienia ze nie ma tematu."

        No cos tutaj nie gra i on udaje Greka, temat jest jak najbardziej, bo ona
        z jego zycia nie zniknela.
        Moze to ona z nim zerwala, on nadal do niej cos czuje, jest bardzo wazna
        osoba w jego zyciu. I byc moze sam nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, ze
        gdyby ona tylko powiedziala "wroc" i dala mu szanse, zrobilby to.
        Facet zachowuje sie nie fair i pewnie o tym wie ale udaje, ze tematu nie
        ma i ze to nieistotne.

        Ty jestes jego dziewczyna, masz prawo wymagac komfortowej sytuacji w
        Waszym zwiazku, nie czujesz sie dobrze w obecnej sytuacji, nie chcesz,
        zeby utrzymywal z nia kontakty, zaczyna Cie to meczyc.
        Niech inni mowia co chca, albo uwazja mnie za staroswiecka albo zaborcza,
        ja bym jasno powiedziala ona albo ja.
        Jezeli powie, ze ograniczasz jego wolnosc i takie tam, jasne, nic nie
        zrobisz, sprawa jest jasna kto w tym "trojkacie" jest najwazniejszy.
        Moze problem w tym, ze na poczatku nie mialas nic przeciwko ich spotkaniom
        i kontaktom. Moze facet nie wie jak bardzo Cie to boli i powoli meczy.
        Rozmowa!
    • brak.slow Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 08.11.09, 01:25
      on ma Cie w poważaniu.moze i tam cos do Ciebie czuje, może jest z Toba dla seksu
      lub zwyczajnie nie lubi mieszkać sam... jednak wydaje mi się, że więcej łączy go
      z nią i do niej czuje coś głębszego.

      Pamiętaj jedno, związek ma uszczęśliwiać, jesli jest na odwrót to się powaznie
      zastanow czy nie marnujesz czasu., nie jest na tobie skupiony w 100% swiadczą o
      tym ich bardzo czeste spotkania pozapracowe(nie dosc sie naoglądają w miejscu
      pracy?)
      i na koniec taki gwozdz do trumny.. nie chcialabym będąc w związku ciągle
      wysłuchiwać opowiastek nt ich wspólnej przeszłości, spotkań, i do tego móc
      jeszcze odczuwać obecność tamtej kobiety na co dzień...
      wydaje mi się, że twój związek to porażka...
    • brak.slow Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 08.11.09, 01:28
      tak, jesteś normalna i zamiast marnować czas na psychologa (i pieniądze)
      zafunduj sobie takiego przyjaciela współpracownika i odwróć kota ogonem.. nie
      tylko humor Ci sie polepszy, może przy okazji twoj pan zrozumie w jakiej stawia
      Cie sytuacji..
    • wisia78 Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 08.11.09, 01:51
      Dla mnie to bardzo dziwna sytuacja. Sama dlugo bylam z kims, jednak
      gdy pojawia sie nowy ktos, to nowa osoba jest najwazniejsza. Juz
      zanika potrzeba kontaktu z kims bylym. Mozna sie lubic, byc w
      kontakcie, ale zeby az tak? Na dodatek widuja sie codziennie, bo
      pracuja razem.
      Facet ktory tak dlugo rozmawiam przez tel z bylą, to tez ewenement
      dla mnie. Mezczyzni sa z reguly konkretni i dluga rozmowa
      telefoniczna w ich przypadku raczej odpada. Tak 'nawiajac' potrafia
      w pierwszej fazie zwiazku.
      I w ogole dlaczego ukrywa przed Toba, ze z nia sie spotykal podczas
      Twojej nieobecnosci?
      Cale zycie tak ma byc? Ewidentnie sytuacja Ci nie odpowiada, czemu
      sie nie dziwie, powiedz mu to otwarcie. Niech on sie postawi w
      Twojej sytuacji.
      Ty powinnas byc jego najlepsza przyjaciolka, a nie byla dziewczyna.
      Z reszta o czym on z nia tyle rozmawia? Ja rozumiem, ze nie mozna
      nikogo ograniczac, odseparowywac od przyaciol, ale tu jest jedna
      przyjaciolka faworyzowana.
      Nie ma sensu isc do psychologa. Porozmawiaj z nim.
      Domyslalm sie, ze jego przyjaciolka jest sama, bo pewnie gdyby miala
      faceta, to taka sytuacja srednio by mu odpowiadala.

      Mozesz tez przez jakis czas robic tak jak Twoj facet. Zacznij
      spotykac sie z przyjacielem. Albo udawaj, ze sie spotykasz i niech
      to koniecznie bedzie przyjaciel z pracy, taki z którym i tak duzo
      czasu spedzasz. Mozesz sobie nawet alam w tel ustawiac, ze ot niby
      tel :) i udawac, ze rozmawiasz. Ciekawe, co na to Twoj facet? Wiem,
      ze to dziecinne, ale nie rozumiem, czy on nie widzi, jak cala
      sytuacja na Ciebie wplywa, a to Ty powinnas byc dla niego
      najwazniejsza.
      Jeszcze jak ja bym sie dowiedziala przypadkiem lub po czasie, ze moj
      facet z byla sie spotyka, kiedy mnie nie ma, to wscieklabym sie.
    • rosal2 Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 08.11.09, 06:08
      Nie chcę Cię martwic, ale to nie jest zdrowa sytuacja. Podam
      przykład z mojego życia.
      Jakiś czas temu rozstałam się z ojcem mojego dziecka, ale nasze
      uczucia do siebie tak do końca nie wygasły. Rozstaliśmy się w
      zgodzie, mamy wspolne dziecko i siłą rzeczy musimy ze sobą
      utrzymywac kontakty. Wiem że on ma jakąś babkę, która jest w nim
      strasznie zakochana (wiem to na pewno - nie od niego), a on nie
      specjalnie ją darzy uczuciem, raczej chodzi mu o sex. Wielkokrotnie
      gdy bywał u mnie proponował mi sex, oczywiście bezskutecznie, ale
      niespecjalnie się zrażał i następnym razem było to samo.
      Mężczyźni tacy są, gdyby nie miał nic do ukrycia powiedziałby Ci
      całą prawdę o ich związku i o charakterze łączącej ich znajomości.
      Może się mylę, ale sytuacja nie jest zdrowa, wymaga wyjaśnienia, bo
      się dziewczyno wykończysz. Nie odkryję Ameryki jak napiszę, że
      mężczyźni to egoiści kierujący się w życiu swoimi potrzebami
      i "zasadami", które nie zawsze są przez nas akceptowane.
    • 8magdalena8 Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 08.11.09, 09:29
      pytanie jest nie na miejscu, jesli ktos czuje zazdrosc to zawsze sa
      powody, dla kazdego inne. nie starcza mi wyobrazni na zazdrosc o to
      ze ktos z kims rozmawia, spotyka sie, a nawet chyba sypia, za to
      latwo wyobrazic mi jest sobie zazdrosc o to ze ktos inny, inni sa o
      wiele wazniejsi, wiecej znacza. latwo jest mi sobie wyobrazic
      dlaczego tak jest i uwazam ze to bardzo wazne, a moze wrecz
      najwazniejsze w zyciu, nie mozna dowolnie zmieniac swoich uczuc,moza
      je tylko tlumic lub nie zwracac na nie uwagi, zapomnialabym mozna
      jeszcze zaprzeczac. mozna byc z kims zwiazanym emocjonalnie, kto
      jest nieobecny, bez kontaktu na drugim koncu swiata lub na tzw
      tamtym swiecie i ci ludzie tez moga byc najwazniejsi dla kogos. co
      mozna zrobic ?jedyna wlasciwa odpowiedz jaka przychodzi mi do glowy
      to to ze po prostu trzeba z tym zyc tak na porzadku dziennym
    • figgin1 Podam przykład ze swojego życia 08.11.09, 11:29
      Przyjaźnię się z moim exem. Potrafimy godzinami gadać przez telefon, piszemy do
      siebie maile, jak on przyjeżdża do Polski jesteśmy nierozłączni. I co? I nic.
      Jest moim przyjacielem a mój facet moim facetem. Nie bez powodu się z tamtym
      rozstałam. Jeden mój były miał z tym straszne problemy, po telefonie od tamtego
      potrafił nie odzywać się do mnie przez godzinę... I to był jeden z powodów
      naszego rozstania, nie mój ex ale jego patologiczna zazdrość.
      • erillzw Re: Podam przykład ze swojego życia 08.11.09, 16:13
        figgin1 napisała:

        > Przyjaźnię się z moim exem. Potrafimy godzinami gadać przez
        telefon, piszemy do
        > siebie maile, jak on przyjeżdża do Polski jesteśmy nierozłączni. I
        co? I nic.
        > Jest moim przyjacielem a mój facet moim facetem. Nie bez powodu
        się z tamtym
        > rozstałam.

        Ale czy TY tez udajesz, ze sprawy nie ma gdy Twój facet pyta o
        niego? Albo unikasz rozmow na ten temat?
    • 007lenka Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 08.11.09, 11:52
      Nie zaakceptowałabym czegoś takiego. Szczególnie dotknąłby mnie i
      dał do myślenia fakt, że facet kompletnie ignoruje moje uczucia w
      tej sytuacji i zostawia mnie z tym problemem samą. Jemu jest tak
      wygodnie, więc tak ma zostać. Nie, to nie Ty powinnaś iść do
      psychologa.
      Swoją drogą, oboje z narzeczonym wyznajemy zasadę: kontakty z ex w
      miarę możliwości ucina się lub mocno ogranicza do zdawkowych
      uprzejmości. Przede wszystkim dla zdrowej atmosfery w następnym
      związku i komfortu psychicznego następnego partnera. O jeden problem
      w związku mniej. Dzięki temu, że oboje mieliśmy taki pogląd na te
      sprawy, pomimo bagażu doświadczeń weszliśmy w związek na równych
      prawach, bez ciągnięcia za sobą zaszłości, sentymentów i
      dwuznaczności, od początku byliśmy czystą kartą, na ktorej mogliśmy
      zapisać naszą, TYLKO naszą historię. Każdemu życzę takiego startu.
      To poczucie bezpieczeństwa jest dla obojga bezcenne. Życie to sztuka
      wyboru, trudno - to nie z przyjaciółką i z kumplami ma się budować
      przyszłość, starzeć i wychowywać dzieci. Przyjaciele są ważni,trzeba
      pielęgnować życie towarzyskie - również własne,nie tylko to
      "dzielone" z partnerem, ale jakieś proporcje i hierarchię wartości
      trzeba zachować, jeśli chce się mieć harmonijny związek bez "brudów"
      zamiatanych pod dywan, niedomówień i cierpienia jednej ze stron.
      Jeśli on ma to w dupie, to niestety chyba - jak to ładnie
      Forumowiczka określiła - "nie jesteś na szczycie jego potrzeb
      emocjonalnych", a to, że trwa w związku z Tobą, nie świadczy o czym
      innym - jemu jest tak wygodnie. Odpuść sobie myślenie, że coś z Tobą
      nie tak, bo obniżanie sobie jeszcze bardziej samooceny tylko
      pogorszy sprawę. Ja nie chciałabym być z kimś takim, ale jeżeli chce
      Ci się użerać z tym problemem, czas na poważne zmiany w Waszym
      życiu.
      Może na początek znajdź sobie przyjaciela do weekendowych kolacyjek?
      ;-)
    • brms Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 08.11.09, 16:43
      Najbardziej nie podobało mi się z opisu, że w trakcie twojej
      nieobecności umawia się z nią i ten fakt przemilcza (jak się o tym
      dowiedziałaś?)
      Poza tym, ważne jest, jak ta przyjaźń wpływa na wasz związek, czy
      czujesz się z tego powodu zaniedbana emocjonalnie?
      Bo jeśli toczycie rozmowę i nagle on znika na 30 minut żeby
      porozmawiać z przyjaciółką to jest to forma 'porzucenia'. W takiej
      sytuacji mówi jej, 'zadzwonię do ciebie potem', albo mówi do
      ciebie, 'przepraszam, ale przyjaciółka ma naprawdę ważny problem,
      mogę cię zostawić na chwilę?'. Istnieją priorytety. I bycie fair.
    • qw994 Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 08.11.09, 16:49
      Ja na twoim miejscu wzięłabym byka za rogi i zapytała partnera, czy miałby coś
      przeciwko temu, żebyście od czasu do czasu spotykali się w trójkę. Jeśli będzie
      miał, to moim zdaniem masz już rzeczywiście powody do zaniepokojenia.
    • kuku-lka Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 08.11.09, 19:15
      nie wierze w przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna
      no chyba ze na odleglosc:)
    • omgz Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 09.11.09, 09:55

      Dziewczyny!!! Wszystkim Wam bardzo dziekuje za odpowiedz na moj post. Przeczytalam uwaznie, wzielam sobie do serca.
      Przeprowadzilam kolejna rozmowe, oczywiscie nie obylo sie bez placzu- tak, niestety psyche to mam juz nadwyrezona- ale powiedzialam mu wszystko od poczatku do konca, co mnie boli, co uwazam, ze nie jest fair, dlaczego boli tak bardzo i czego chcialabym sprobowac na poczatek jako rozwiazania problemu, a przynajmniej jego czesci.

      On na to wszystko odpowiedzial, ze potrafi zrozumiec dlaczego jestem wsciekla o wszystkie "tajemnice", zatajanie i przemilczanie spraw (o kolacyjkach dowiedzialam sie z rachunku, on prowadzi swoje finanse bardzo dokladnie i wszystko zapisuje, pokazal mi pare numerkow, zapytalam o £80 z niejasnym dopiskiem, najpierw probowal sie wykrecic, ze to chleb i jajaka, a po moim "czy robil zapasy na caly rok" na koniec przyznal, ze byli w restauracji).

      Nie zapytalam jeszcze o wszystko co chcialabym wiedziec, troszke sie boje, ze nakrece sie jeszcze bardziej?! Poza tym nie byl to najlepszy moment, zeby z zaplakanymi oczami i cala roztrzesiona wypytywac o wszystkie szczegoly z ponad 10-letniej znajomosci. Mam zamiar zapytac, obiecalam sobie, ze nie bede juz unikac tematow dla jego wygody i bede oczekiwac jasnego wyajsnienia.

      Choc wiem -intuicja plus jego slowa- ze on nie rozumie mojego problemu, obiecal ze postara sie zmienic swoje zachowanie, obiecal, ze bedzie szczery i bedzie mowil jak spawy sie maja na biezaco.
      Nie wiem czy naiwnie, postanowilam sprobowac jeszcze raz. Ida dzisiaj wieczorem ogladac mecz w knajpie i zobaczymy jak sie zachowa po tym spotkaniu (musze przyznac, ze chcial mnie wziac ze soba, nie chce isc, bo boje sie ze w obecnym stanie umyslu dostane ataku niepoczytalnosci i rozwale jej kufel na glowie, albo w wersji mini, obleje ja piwem).

      W obronie stron pokrzywdzonych.
      Ja przedstawil mi na samym poczatku naszej znajomosci. Sama nie wiedzialam wtedy jeszcze czy ja i on to cos powaznego czy tylko letnia znajomosc na dwa miesiace. Zgodze sie z postem jednej forumowiczki- sama zawalilam, bo na poczatku nie przeszkadzala mi ta ich przyjazn tak bardzo.
      Z nieprzyjamnym uczuciem w zaladku musze tez przyznac, ze ona jest jak najbardziej w porzadku. Nigdy nie dala mi odczuc, ze mnie nie lubi, ani pol zlego, zlosliwego slowa, dosc znacznie pomogla przy paru okazjach. Kiedy zaprasza go na wspolny lunch zawsze bierze mnie tez pod uwage.

      On twierdzi i ma racje, ze jest dla mnie bardzo dobry. Wiem, ze mu zalezy, ze sie mna opiekuje, spelnia prawie wszystkio co mi sie w glowce urodzi, organizuje nam czas i planuje co potencjalnie chcielibysmy zrobic, zobaczyc. Ja juz od dwoch miesiecy nie pracuje, wiec na dodatek tez nas utrzymuje.

      Jeszcze inny wpis mowil o emocjach. Faktycznie mysle, ze to drazni mnie najbardziej. Szczerze nie mam nic przeciwko ze oglada porno w internecie albo chodzi z kolegami na rura-tance. To ta emocjonalna wiez boli mnie najbardziej.

      Postanowilam sprobowac jeszcze raz, wiem za to przynajmniej co robiec jesli sie nie uda. Moze faktycznie nie oszalalam jeszcze do konca i mam prawo byc jedyna i najwazniejsza kobieta w jego zyciu.

      PS wlasnie przyszla poczta, jedyny list na dzisiaj jest... do niej :/
      • wanilinowa Re: czy sa powody do zazdrosci??!! 09.11.09, 10:03
        omgz napisała:

        > On na to wszystko odpowiedzial, ze potrafi zrozumiec dlaczego
        jestem wsciekla o
        > wszystkie "tajemnice", zatajanie i przemilczanie spraw (o
        kolacyjkach dowiedzi
        > alam sie z rachunku, on prowadzi swoje finanse bardzo dokladnie i
        wszystko zapi
        > suje, pokazal mi pare numerkow, zapytalam o £80 z niejasnym
        dopiskiem, naj
        > pierw probowal sie wykrecic, ze to chleb i jajaka, a po moim "czy
        robil zapasy
        > na caly rok" na koniec przyznal, ze byli w restauracji).

        po takiej akcji byłby koniec. jedyna szansa na naprawienie
        czegokolwiek to całkowite zerwanie konktaktów, a nie obiecanki że
        jak będzie z nią dziś w knajpie to będzie się grzecznie zachowywał..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja