fora_ze_dwora
10.11.09, 20:47
Mruff mnie zainspirowała...
nie chcę nikogo osądzać, bo każdy robi jak uważa i w zgodzie z
sumieniem...
napiszę tylko, że nie rozumiem kobiet, ktore są takimi "koleżankami"
zajętych facetów, a którzy to panowie się nimi ewidentnie
interesują. nie szanuję zajętych facetów szukających uciech w
ramionach koleżanek. nie wyobrażam sobie mówić "koledze" - "póki
jesteś zajęty seksu i glębszej relacji nie będzie" - jesli w ogóle
padają takie słowa to znaczy, że ta relacja jest już i tak daleko
posunięta...
poza tym, co z tego, że to obca kobieta? po co mam się komuś
wpieprzac w życie? jak im nie wyjdzie to nie wyjdzie, a ja nie
przyloże do tego ręki. powiedzialam kiedyś zajętemu, który mnie
podrywał, że dla mnie zajęty facet, któr szuka przygód, to zwykły
leszcz - przestal sie odzywać. i dla mnie to, ze bezczelnie mnie
podrywał, choc wiedzialam ze ma dziewczynę skreśla go raz na zawsze.
kiedyś spotkalam sie 3 razy z facetem, który przy mnie na 3
spotkaniu odrzucal telefony. zapytałam go, czy kogoś ma. on
powiedzial ze tak, ale że to już raczej koniec tego związku.
powiedziałam mu, ze to nasze ostatnie spotkanie, jesli ma
nierozwiązaną sprawę i wyszłam. z tamtą dziewczyną jest do dziś.
zarówno zajęty facet śliniący sie na koleżanki, jak i koleżanki,
które sie godzą na takie flirty albo i więcej, bo chcą tez
mieć "coś" z tego zycia (to cytat) to ludzie, którzy nie grają w
mojej lidze.
ale coż, life is brutal...
a ja umawiam sie tylko z wolnymi, a zajęci dla mnie nie istnieja i
są traktowani z góry, jeśli czegoś ode mnie chcą... nawet jak są
ósmym cudem świata... nie chciałabym sie potem zastanawiać, czy mnie
też robią w ch.. z jakąś nowa koleżanką...
mam też normalnych zajętych kolegów, którzy nie uganiają się za
koleżankami, tylko kochaja swoje kobiety, a nawet twierdzą, że każda
inna nie dorasta jej do pięt... takich facetów lubię i szanuję:)
a wy dziewczyny co myślicie?