a-gulka
11.11.09, 11:14
Moja szwagierka - kobieta lat 45, po rozwodzie, wychowuje samotnie
piątkę dzieci. Utrzymywana przez najstarszego syna i najstarszą
córkę.
Sama nie pracuje, bo wg mojej opinii najzwyczajniej jej się nie
chce. Nawet jak proponują jej pół etatu - zawsze znajdzie wymówkę.
Bo za mało płacą, bo nie będzie miała z kim zostawić 10-letniej
córki, kto ją ze szkoły odbierze itp itd.
I tak od lat.
Zawsze bez pieniędzy, bo po wypłacie syna i córki zamiast narobić
zapasów, kupuje pizzę dla całej rodzinki. Starcza do 10 każdego
miesiąca. Potem bidowanie.
Odkąd pamiętam - najmłodsza dziewczynka w na wpół przetartych
butach, co miesiąc odłaczają prąd, bo rachunek nie zapłacony, opony
w samochodzie bardziej łyse od Kojaka. No i zawsze pusta lodówka.
Dziś przyszła do mnie niby na klachy. I zaczyna się użalać. Bo ona
nie ma, bo jej tak trudno, bo schudła 2 kg, bo nie je, bo nawet na
mleko jutro nie będzie miała, bo nie mają kurtek na zimę, bo pora
obiadowa a u niej dziś nic nie będzie się jadło.
Tymczasem zaraz po wypłacie zapłaciła ponad 100 euro abonamentu za
cyfrową telewizję (mieszkam za granicą). Bo bez cyforwej telewizji i
filmów na HBO ona się nudzi.
I szlag mnie trafia, bo wiem, że przyszła dziś na pożyczki. Nie
powiedziała wprost, ale wyczuwałam, że chce bym jej dała pieniądze i
ewentualne mięso z zamrażalnika.
Nie dałam. Nic. Cholera niech idzie do pracy.
Serce mi się kraja na myśl o dzieciach bez obiadu dzisiaj. Ale czy
to normalne by matka piątki dzieci nie pracowała tylko ciągle
liczyła na innych?
Wrrr, szlag mnie trafia i krew mi się gotuje w żyłach.