Być na utrzymaniu faceta czy....

13.11.09, 18:44
Witajcie Kobietki. Na forum zakładam pierwszy wątek, do tej pory tylko
czytałam, także witam Was serdecznie. Co powiecie na mój dylemat.Mam 27 lat,
mój chłopak 30. Poznaliśmy się dwa lata temu, ja wychowałam się w małym
miasteczku, on jest z Warszawy. Rzuciłam dla niego moje miasto, ale w
Warszawie nic mi się nie układa. Mam tutaj pracę, ale bardzo mało mi płacą i
ledwo co starcza mi na czynsz i jedzenie. Problem polega na tym, że jestem
trochę na utrzymaniu faceta. Jedzenie i czynsz na pół, jednak gdy pojawią się
niespodziewane wydatki, typu impreza, wyjazd, wyższy rachunek to musi płacić
on. Nie jest to z mojej inicjatywy, ja najbardziej lubię siedzieć w domu. Na
rynku pracy nie jestem atrakcyjna ;-) Jestem kiepska, w moim mieście
pracowałam w sklepie odzieżowym, było mi dobrze, bo nigdy nie marzyłam o
karierze. Teraz dopiero uczę się języka (szlifuję go,żeby móc się swobodnie
porozumiewać), za rok zacznę studia. Mój chłopak skończył dobrą uczelnię, ale
ma kiepsko płatną pracę (na własne życzenie, bo ją uwielbia ). Na czym polega
mój dylemat? Otóż ta sytuacja trwa rok i mam jej dość. Nie chcę wracać już do
siebie, zamknęłam ten rozdział, ale chciałabym być w zupełności samodzielna.
Szukam pracy w Warszawie, ale nie oszukujmy się, firmy raczej się o mnie nie
biją. Czynsz i żarcie drogie, a ja jestem kobietą i chciałabym także żyć jak
kobieta, czyli od czasu do czasu jakiś ciuch, fryzjer itd. Postanowiłam
wyjechać za granicę. Już pracowałam, znajomość języków (niemiecki i angielski)
pozwala mi się swobodnie dogadać w pracy typu opiekun osoby starszej. Robiłam
to i to lubię :-) Mój chłopak powiedział, że jeśli wyjadę, to ze mną zerwie,
bo nie wierzy w związki na odległość. Ja mam już dość mojej biedy i tego, że
on mi pomaga finansowo...co zrobiłybyście na moim miejscu?
    • fanka_potopu Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 18:46
      Acha, zapomniałam dodać, że teraz kończę jedne studia, ale są kiepskie. Uczelnia
      jest kiepska i kierunek też :-) Wybrałam ją, bo było blisko domu, poza tym,
      wydawała mi się super. Za rok chciałabym wybrać się na jakąś dobrą uczelnię. PS.
      Studia opłacam sobie sama :-)
      • malwan Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 20:00
        ja bym wyjechała.
    • kunegunda123 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 20:09
      a wiążesz ze swoim facetem jakieś plany życiowe?
      • kag73 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 20:12
        Zalezy jak wazny jest dla Ciebie ten facet czy go kochasz i wiazesz
        z nim przyszlosc. I na jak dlugo chcialabys wyjechac.
        Warto nadal szukac pracy, moze cos znajdziesz. Na razie Wam
        wystarcza, moze w przyszlosci i facet musialby zmienic prace, bo dla
        rodziny z dzieckiem bedzie za malo.
        • fanka_potopu Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 20:15
          Cóż, obydwoje wiążemy ze sobą plany życiowe, chcemy wziąć kiedyś ślub, mieć
          dzieci (pewnie w odwrotnej kolejności). Wyjechać chciałabym na pół roku.
          Podkształciłabym angielski, zarobiłabym pieniążki, pomieszkałabym gdzieś
          indziej. Warszawa mnie wkurza i nie mam szczególnego powodu, żeby tutaj
          mieszkać. mamy plany aby znaleźć lepiej płatną pracę, jemu się to pewnie uda,
          ale ja w Warszawie jestem nikim :-)
          • kunegunda123 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 20:18
            a tłumaczyłaś mu jak się z tym wszystkim czujesz?
            • fanka_potopu Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 20:21
              Tak, tłumaczyłam. On uważa, że nie mam się czym martwić,ale ślepa nie jestem,
              widzę, że go to męczy, bo sam chciałby mieć pieniążki na swoje hobby itd. Ciągle
              sądzi, że lada dzień dostanę pracę...ale jest jak jest :-)
              • szpil1 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 14.11.09, 13:05
                fanka_potopu napisała:

                > Tak, tłumaczyłam. On uważa, że nie mam się czym martwić,ale ślepa
                nie jestem,
                > widzę, że go to męczy, bo sam chciałby mieć pieniążki na swoje
                hobby itd. Ciągl
                > e
                > sądzi, że lada dzień dostanę pracę...ale jest jak jest :-)

                Moje podsumowanie tego co napisałaś:
                - on Ci w jakiś tam sposób pomaga finansowo - nie utrzymuje Cię, bo
                zarabiasz na życie, ale jakieś wydatki extra typu imprezy
                - ma słabo płatną pracę, ale na własne życzenie, bo to jego hobby -
                czyli rozumiem, że z tej miłości do czegoś tam nie szuka niczego
                innego, aby lepiej zarabiać, choć jednocześnie brakuje mu kasy na
                jego hobby (inne niż praca?)
                - nie chce, żebyś wyjechała, bo nie wierzy w zwiazki na odległość,
                choć zdaje sobie sprawę, że w W-wie raczej nie masz perspektyw
                - w tym poście piszesz, że on liczy,że to TY dostaniesz lepiej
                płatną pracę

                Czyli co? Ty dostaniesz lepiej płatną pracę i będziesz go z kolei
                finansować, żeby on mógł dalej tkwić w swojej kiepsko płatnej pracy,
                którą za to kocha i której nie chce zmieniać? A jak wyjedziesz za
                granicę to może z nim zerwiesz i wtedy zainwestowane w Ciebie
                pieniądze i szansa na lepsze życie przepadnie? Bo dla mnie tak to
                brzmi: koleś jest zbyt wygodny, by polepszyć swój byt, liczy na to,
                że może los się odmieni i Ty będziesz w stanie go utrzymywać, a on
                dalej będzie się zajmował swoim hobby.
                Jeśli masz jakąś pracę nagraną za granicą i możesz sobie pozwolić na
                to, żeby od razu iść na kurs, i jednocześnie pracować to warto to
                przemyśleć. Gorzej, jeśli przyjedziesz i będziesz dopiero szukała
                pracy, bo teraz już nie jest tak łatwo (kryzys itd.) i może się
                okazać, że cały wysiłek idzie na to, żeby znaleźć jakieś zajęcie i
                zarobić na życie, a na naukę już nie ma sił. To właśnie spotkało
                mojego znajomego, który przyjechał do Anglii z pewnością, że w kilka
                miesięcy nauczy się języka i jeszcze sporo zarobi. Zarabia tak, że
                musi wybierać pieniądze z konta w Polsce, żeby zapłacić za
                mieszkanie (ma pracę ciężką i słabo płatną, a życie w Anglii nie
                jest tanie), a na kurs jezykowy i tak nie poszedł, bo nie ma sił na
                naukę po pracy.
                • wanilinowa Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 14.11.09, 13:28
                  > Czyli co? Ty dostaniesz lepiej płatną pracę i będziesz go z kolei
                  > finansować, żeby on mógł dalej tkwić w swojej kiepsko płatnej pracy,
                  > którą za to kocha i której nie chce zmieniać? A jak wyjedziesz za
                  > granicę to może z nim zerwiesz i wtedy zainwestowane w Ciebie
                  > pieniądze i szansa na lepsze życie przepadnie? Bo dla mnie tak to
                  > brzmi: koleś jest zbyt wygodny, by polepszyć swój byt, liczy na to,
                  > że może los się odmieni i Ty będziesz w stanie go utrzymywać, a on
                  > dalej będzie się zajmował swoim hobby.

                  przecież to on ją utrzymuje, więc robienie z niego utrzymanka jest trochę na wyrost?
                  • szpil1 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 14.11.09, 18:38

                    wanilinowa napisała:

                    > > Czyli co? Ty dostaniesz lepiej płatną pracę i będziesz go z kolei
                    > > finansować, żeby on mógł dalej tkwić w swojej kiepsko płatnej
                    pracy,
                    > > którą za to kocha i której nie chce zmieniać? A jak wyjedziesz za
                    > > granicę to może z nim zerwiesz i wtedy zainwestowane w Ciebie
                    > > pieniądze i szansa na lepsze życie przepadnie? Bo dla mnie tak to
                    > > brzmi: koleś jest zbyt wygodny, by polepszyć swój byt, liczy na
                    to,
                    > > że może los się odmieni i Ty będziesz w stanie go utrzymywać, a
                    on
                    > > dalej będzie się zajmował swoim hobby.
                    >
                    > przecież to on ją utrzymuje, więc robienie z niego utrzymanka jest
                    trochę na wy
                    > rost?
                    >

                    Ależ ja nie robię z niego utrzymanka. Zauważ, że on jej nie
                    utrzymuje. Póki co autorka wątku, z trudem, ale jednak sama zarabia
                    na siebie. On płaci za extra wydatki typu impreza, a jak pisze
                    autorka takie rozrywki nie są aż tak jej do szczęścia potrzebne.
                    Dalej autorka pisze, że on ma pracę, słabo platną, ale nie chce jej
                    zmienić, bo ją lubi, choć biedak męczy się, bo brakuje mu pieniędzy
                    na jego hobby. Ale jednak nic nie robi, żeby to zmienić. Za to
                    liczy, że ona dostanie jakąś lepszą pracę. Rozumiem, że wtedy
                    starczy i jemu? Moim zdaniem: wygodnicki facet, i tyle. A autorka
                    powinna spróbować zrealizować swoje plany, bo inaczej za kilka lat
                    on ciągle będzie realizował się w swojej ukochanej pracy - hobby, a
                    ona - dwie wersje: albo uda jej się znaleźć coś lepszego i to ona
                    bedzie go utrzymywać, albo nie uda się i ciągle będzie liczyć się z
                    każdym groszem i żałować, że jednak nie probowała.
          • yoko0202 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 20:47
            fanka_potopu napisała:

            > Cóż, obydwoje wiążemy ze sobą plany życiowe, chcemy wziąć kiedyś ślub, mieć
            dzieci (pewnie w odwrotnej kolejności). Wyjechać chciałabym na pół roku.
            Podkształciłabym angielski, zarobiłabym pieniążki, pomieszkałabym gdzieś
            indziej. Warszawa mnie wkurza i nie mam szczególnego powodu, żeby tutaj
            mieszkać. mamy plany aby znaleźć lepiej płatną pracę, jemu się to pewnie uda ale
            ja w Warszawie jestem nikim :-)

            a za granicą kim niby będziesz? bez języka, z doświadczeniem tylko w pracy w
            sklepie?
            jakie ty tam pieniążki chcesz zarobić i gdzie??? ktoś ci chyba głupot o tej
            "zagranicy" nagadał...
            mam bliską przyjaciółkę w Anglii, też pojechała głównie z uwagi na język, niby
            podłapała robotę za niezłe [jak jej się wydawało] pieniądze, w zasadzie niewiele
            odłożyła, i chce wracać; pół roku to za mało żeby język podszkolić na tyle, aby
            ta znajomość była bardzo atrakcyjna dla pracodawców, musiałabyś posiedzieć tam
            minimum rok.
            • flying.magnolia79 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 20:55
              mieszkam w USA ponad 8 lat.przylecialam do niego i dopiero teraz jak
              mnie zostawil przejrzalam,ze musze sobie dawac rade sama.jak sie
              chce to wszystko mozna.choc gdzie pracowalam juz.wiem,ze mozna jak
              sie tego chce.wiele razy trzeba zacisnac zeby.to nie tak ,ze chwale
              zagraniczne kraje,ale obcy traktuja nas tutaj lepiej niz nasi...i
              obojetnie czy jestemy w swoim kraju czy za granica...rowniez ze
              swoimi...
              w dzisiejszych czasach niestety trzeba myslec tylko o sobie...wiem
              cos o tym...dlatego bo jak wczesniej napisalam,on niby mi
              pomagal...i niestety nic z tej pomocy nie mam...
              podnosze sie ciagle...ale tylko o wlasnych silach...jak chcesz
              kochana wyjechac to wyjedz...liczy sie ambicja i to ze chcesz...a
              pozniej sprawdzisz czy sie nadajesz...proby sie licza...
            • kag73 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 21:23
              "mam bliską przyjaciółkę w Anglii, też pojechała głównie z uwagi na
              język, niby
              > podłapała robotę za niezłe [jak jej się wydawało] pieniądze, w
              zasadzie niewiel
              > e
              > odłożyła, i chce wracać; pół roku to za mało żeby język podszkolić
              na tyle, aby
              > ta znajomość była bardzo atrakcyjna dla pracodawców, musiałabyś
              posiedzieć tam
              > minimum rok.2

              W pol roku owszem mozna niezle doszliwfowac jezyk, zwlascza jezeli
              nie zacyna sie od posdstaw. Ale przez pol roku odlozyc pieniadze, to
              juz raczej trudniej. Chyba, ze mialabys nagrana jakas prace i od
              razu zaczela pracowac. Utrzymac sie tam tez trzeba a pieniadze na
              drzweie nie rosna.
    • zeberdee24 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 20:15
      Co to ku... jest ? Ulysses 2 ?
    • flying.magnolia79 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 20:27
      NAJLEPSZE TO TO,ZE JAK WYJEDZIESZ TO ON ZERWIE Z TOBA...NO WEZ JUZ
      bez przesady...a coz to za facet???
      w zyciu nie pozwolilabym sobie,zeby mi facet mowil co mam
      robic.najwyrazniej moja droga meczysz sie w tym zwiazku,bo nie masz
      satysfakcji z tego co sie dzieje.zmiany zawsze sa wazne i zawsze na
      lepsze.masz miec lepiej a nie gorzej.pomysl co moze byc po paru
      latach.a caly czas na utrzymaniu nie chcesz byc???

      zwiazki na odleglosc sie zdarzaja dla prawdizwych uczuc.wiem,bo
      jestem i bylam w takich sytuacjach wczesniej.
      a kiedys nie tak dawno to ja uslyszalam,ze nic nie mialam KIEDYS i
      on mi rzekomo wszystko dal.WIEc sie musialam rozwiesc...a teraz daje
      sobie rade sama,bo jasnie ksiaze ma mnie gdzies i ta cala jego pomoc
      nie powiem co trafilo...wiec glowa do gory i walcz o siebie...i to
      nie ma byc tak,ze masz caly czas oddychac jego plecami.przede
      wszystkim kochanie TY.masz byc kobieta,swiadoma swoic wartosci i
      swojego JA.napewno stac CIE na to. a jak facet tego nie
      docenia...to....


      wierz mi,wiem co pisze:)pozdrawiam
      • fanka_potopu Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 21:03
        Dziękuję za odzew. Masz rację flying.magnolia. Liczą się ambicje. Ja jestem
        nauczona żyć w związkach na odległość, on też, ale żaden taki związek nam nie
        wyszedł, może stąd ten strach u niego. O to mi właśnie chodzi, że są różne
        przypadki w życiu, choroba, rozstanie, wtedy zostaję sama. Przecież z mojej
        pensji, nie mogłabym nawet opłacić mieszkania w całości, dlatego myśl o
        wyjeździe. Nie myślę o zarobieniu kokosów, ale o półrocznym normalnym życiu, bo
        nawet jeśli te pieniądze odłożyłabym tylko na jeden rok studiów to i tak byłby
        to sukces, prawda? Teraz nie mogę odłożyć nawet 100 zł miesięcznie. Pytanie czy
        warto ryzykować udanym związkiem ,szczęśliwym życiem, które jednak mnie do końca
        nie uszczęśliwia. Ja wiem że tak, temat założyłam żeby trochę przekonać
        chłopaka, bo zamierzam mu to pokazać :-)
        • flying.magnolia79 Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 13.11.09, 21:08
          wiesz,to wszystko ma sens co piszesz.czy warto ryzykowac???
          WARTO!
          bo po pierwsze jest to sprawdzenie wlasnej siebie NA ILE MNIE STAC...
          po drugie sprawdzenie milosci i uczucia...czasem jest tak,ze
          odleglosci zblizaja...bardziej sie teskni i wie sie ,ze to jest
          wlasnie to COS.
          udowadniasz sobie i swiatu,ze jeszcze na cos CIE stac.
          a FACET???

          chyba moze CIE tylko wtedy bardziej kochac...


    • mahadeva Re: Być na utrzymaniu faceta czy.... 14.11.09, 18:55
      rozumiem Cie, ale musisz zdecydowac, czy ta milosc jest dla Ciebie
      najwazniejsza? jesli tak, zostan tu i niestety facet musi finansowac, czasem my
      kobiety z naszymi marnymi zarobkami nie mamy kasy za wiele - sama tak mam, po
      porstu nie mam. jesli facet placi to bierz
Pełna wersja