jan_owy
18.11.09, 13:25
Witam.
Tak sobie pomyślałem, że spytam się o punkt widzenia i podejście kobiet w
mojej sprawie. Sprawa nie jest wielkiej wagi, kwestii życia lub śmierci hehe,
ale jest dla mnie istotna.
Otóż od pewnego czasu spotykałem się z dziewczyną. Parę dni temu doszło do
bardzo miłego spotkania wieczornego, które przeciągnęło się do późnych godzin
wieczornych. Było bardzo przyjemnie i doszło do pocałunków. W między czasie
powiedziała mi że musi wstawać z samego rana do pracy. Ale jakoś się
zasiedzieliśmy w tej knajpce. Później ją odprowadziłem do domu. Wszedłem z
nią do mieszkania i trochę się "wprosiłem" na późną kolację mimo że
wiedziałem, że ona wstaje rano i sama martwiła się jak ona wstanie. Jednak ja,
bezczelny i głupi trochę, posiedziałem u niej tę dodatkową 1 godzinę i zjadłem
z nią kolację. Wyszedłem około 2 w nocy.
Myślałem najwyraźniej "drugą głową".
Następnego dnia zadzwoniłem z zainteresowanie co i jak: niestety, okazało się
że zaspała parę godzin do pracy ;/! Przeprosiłem ją, powiedziałem, że to moja
wina, że zachowałem się samolubnie, i że mam nadzieję, że będzie chciała się
ze mną jeszcze spotkać. Powiedziała wprawdzie że nic się nie stało takiego
(ale słyszałem w głosie lekką złość i oschłość raczej).
I teraz pytanie: Czy ja tu w ogóle spaliłem sytuację ?
Czy może przeciwnie - nie zrobiłem czegoś tak bardzo niewłaściwego, żeby
dziewczyna nie chciała się już ze mną spotkać?
I co robić teraz?