agnieszkaaaaa39
21.11.09, 18:57
Moja niespelna osiemnastoletnia córka (skonczy 18 za dwa miesiące)
postanowila żyć swoim życiem i wszelkie zasady panujące miedzy nami
ma w nosie. Jako dziecko
często chorowała...bardzo czesto i nieraz bardzo bolesnie. Co za
tym idzie we wszystkim miała ulgi...żyła sobie pod kloszem
praktycznie bez większych obowiązków. Wiem..wiem...to moja wina,ale
czasu nie cofnę,niestety.Gdy chciałam ten fakt zmienić,okazała
sie ,ze jest za późno.Migala się od wszystkiego,ale i to jakos
znosiłam ...tłumaczyłam sobie,że jeżdzi do szkoły do innego
miasta,ze moze trzeba jej ulzyc bo jest zmęczona...Dzis wiem jaka
byłlam naiwna. Niestety od kilku miesięcy jest jeszcze
gorzej...późne powroty....olewanie wszystkiego...finałem jest
dzisiejsza sytuacja...stwierdzila ,że nie musi sie tłumaczyc gdzie
idzie i z kim i kiedy wróci...walnęła drzwiami i wyszła.Autorytetem
dla niej jest mama kolezanki ktora nie marudzi jej o wczesniejsze
wracanie do domu,nie troszczy sie o jej zdrowie...nie dzwoni gdy ta
nie wraca na umowioną godz do domu...i oczywiscie pozwala na
imprezowanie młodzieży w swoim domu. na szczęscie nie mam jeszcze
problemu z piciem,ale kto wie co będzie dalej.Więc wychodzi na to,ze
ja jestem ta zła matka. Serce
mi pęka,bo wiem ,że to moja wina..miała za duży luz.Czy juz
wszystko stracone? co w tej sytuacji mogę zrobić ,żeby siebie nie
pogrążyć? Może ktos przeżył to na własnej skórze
i poradził sobie z taką sytuacją? Jestem kompletnie bezradna.
Dziękuję za przeczytanie tego wpisu.