Tak zwane problemy

22.11.09, 21:57
Gros użytkowniczek forum porusza tutaj tragicznie banalne problemy, zwykle
chodzi o to, że mają problem z gościem, którego same sobie wybrały, a jest:
zajęty, głupi, niedobry, zwodzi je, zdradza, etc. niepotrzebne skreślić albo
wszystkie podkreślić. Pomijam kwestię prawdziwości tych wynurzeń, bo pachnie
mi to robotą osób chcących podsycać zainteresowanie forum, ale po prostu
niedobrze mi się od tego robi. Czy to są prawdziwe problemy? Problemy to coś,
na co nie mamy wpływu, czego nie możemy zmienić.
Dla mnie problemem jest kiepska praca, płaca, marne widoki na przyszłość, to,
że ani mnie, ani mojego narzeczonego nie stać, by zamieszkać razem, wreszcie
to, że choć kocham i jestem kochana, to muszę patrzeć, jak najbliższa mi osoba
jest chora i cierpi, a ja nie mogę jej (w tym przypadku jemu) pomóc. Nie ma
leku, bo skończył mu się przed wypisaniem, i ma objawy odstawienia. Nikomu
tego nie życzę. Chcę jedynie zaakcentować to, że takie pierdoły, jakie tu są
wypisywane, nijak mają się do prawdziwych kłopotów, na które nie mamy wpływu.
Tyle mojego żalu :-)
    • mason_i_cyklista Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:03
      idąc dalej tym tropem można w ogóle nie pisać nie mając na nic wpływu. każdy
      chce się tu wyżalić w takim stopniu w jakim potrzebuje. reszta się nudzi i
      płodzi bessęsu jak np ja.
      • rzeka.chaosu Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:08
        > reszta się nudzi i płodzi bessęsu jak np ja.

        + za szczerość
    • rzeka.chaosu Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:06
      Może piszą to osoby, które z braku prawdziwego lub ważnego tematu nie mają o
      czym pisać, a koniecznie chcą coś napisać. Jak się nie da do TV, to chociaż na
      forum można spróbować "popisać" się skomplikowaniem sytuacji osobistych i
      "elokwencją".
      Może rozwiązaniem jest nieodpisywanie na takie posty, ale czasem, aż korci żeby
      pojechać takiej osobie ;D
      • alpepe Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:10
        to ulegaj czasem tym ciągotom, jeszcze nigdy nie widziałam cię w akcji :-)
        • rzeka.chaosu Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:16
          Z barku czasu tylko czytam i odwiedzam przeważnie te wątki, które wydają się
          ciekawe, ale na wszystko przyjdzie czas... Wybitnemu trollowi nikt chyba nie
          przepuści.

          Co do słowa troll. Mi ono kojarzy się pozytywnie. po szwedzku trolla =
          czarować.
          • nutka07 Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:51
            Troll trolluje Trollice.

            Moze byc odwrotnie, jak kto woli.
    • wartosc.energetyczna Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:08
      Technicznie rzecz biorąc kiepska praca jest jak kiepski facet - to też kwestia
      wyboru.
    • tow.ortalion Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:10
      Przecież przyczyna typu:

      "zajęty, głupi, niedobry, zwodzi, zdradza" etc. niepotrzebne skreślić

      jest ściśle związana ze skutkiem: 'odszedł/wyrzuciłam go' (właściwe podkreślić)

      i powoduje skutek: "kiepska praca, płaca, marne widoki na przyszłość, to, że mnie nie stać, by mieszkać gdziekolwiek".
    • kadfael Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:21
      Zycie już jest takie, że dla jednego problemem są jego relacje z
      partnerem, dla innnego kiepska praca, a dla jeszcze innego problemem
      jest, jakie problemy mają inni ludzie. ;)
    • arbuzunia jaka jest różnica? 22.11.09, 22:21
      Faceta trudno zmienić na lepszego. Pracę trudno zmienić na lepszą.
      Jednak chyba mamy jakiś wpływa na jedno i drugie, prawda?
    • mesz Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:27
      punk widzenia zależy od punktu siedzenia:-)
    • kronur Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:27
      To co dla Ciebie nie jest problemem,dla innych właśnie nim jest i odwrotnie.
      Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, dlatego nie należy bagatelizować
      niczyjego problemu, bo nigdy nie wiadomo co nas samych w życiu czeka.
    • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:29
      Myślę, że z facetem jest trochę łatwiej, niż z pracą. Skoro jest niedobry,
      zdradza, czy coś w podobie, można go wykopać za drzwi, pokazać, że ma się swoją
      godność. O dobrą pracę jest bardzo trudno. Mam wyższe wykształcenie, ale jakoś
      nie mogę trafić na nic lepszego. Nie mam wpływu na to, żeby mnie zatrudniono
      gdzie indziej, bo to jest widzimisię szefa/osoby odpowiedzialnej za zatrudnienie.
      Ale to nawet nie praca jest w tym wszystkim najgorsza, ale brak wpływu na
      zdrowie najbliższych. Jest mi z tym beznadziejnie.
      • wartosc.energetyczna Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:35
        pochodnia_nerona napisała:

        > Myślę, że z facetem jest trochę łatwiej, niż z pracą.

        Myślisz tak właśnie dlatego, że masz problem z pracą, a nie z facetem :-)

        > Skoro jest niedobry,
        > zdradza, czy coś w podobie, można go wykopać za drzwi, pokazać, że ma się swoją
        > godność. O dobrą pracę jest bardzo trudno. Mam wyższe wykształcenie, ale jakoś
        > nie mogę trafić na nic lepszego. Nie mam wpływu na to, żeby mnie zatrudniono
        > gdzie indziej, bo to jest widzimisię szefa/osoby odpowiedzialnej za zatrudnieni
        > e.

        Ile CV wysyłasz tygodniowo? Na jaki kurs chodzisz?

        > Ale to nawet nie praca jest w tym wszystkim najgorsza, ale brak wpływu na
        > zdrowie najbliższych. Jest mi z tym beznadziejnie.

        A na to już faktycznie nie ma wpływu
        • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:48
          wartosc.energetyczna napisała:

          Ile CV wysyłasz tygodniowo? Na jaki kurs chodzisz?

          Podejrzewam, że gdybym napisała 100, to napisałabyś: wysyłaj 200, albo masz źle
          napisane CV. Ja nie chcę żadnych rad odnośnie pracy, nie proszę o to na tym
          forum. Ja sama mam problem z tym, co chciałabym w tym życiu robić. Mnie jednak
          chodzi o powtarzanie do znudzenia tych samych pierdołowatych wątków o tym, jaki
          to on jest zły i czy z nim zerwać. Szkoda, że nikt nie pochwali się, że ma fajne
          życie, że miał udaną wycieczkę, albo nie poruszy w jakiś sposób naszych sumień.
          Wychodzi na to, że życie większości babek z tego forum kręci się wkoło
          niedobrego Misia.
          • wartosc.energetyczna Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:56
            pochodnia_nerona napisała:

            > wartosc.energetyczna napisała:
            >
            > Ile CV wysyłasz tygodniowo? Na jaki kurs chodzisz?
            >
            > Podejrzewam, że gdybym napisała 100, to napisałabyś: wysyłaj 200, albo masz źle
            > napisane CV.

            Czyli zero?

            > Ja nie chcę żadnych rad odnośnie pracy, nie proszę o to na tym
            > forum. Ja sama mam problem z tym, co chciałabym w tym życiu robić.

            Nie piszę dlatego żeby Ci doradzać, ale żeby uświadomić, że na to gdzie
            pracujesz masz taki sam wpływ jak na to z kim się spotykasz.

            Mnie jednak
            > chodzi o powtarzanie do znudzenia tych samych pierdołowatych wątków o tym, jaki
            > to on jest zły i czy z nim zerwać.

            I piszesz to z obiektywnego punktu widzenia szczęśliwej narzeczonej? Życzę Ci
            żeby punkt widzenia Ci się nie zmienił, bo gdyby facet zostawił Cię dla kolegi,
            albo zaczął pić to może się okazać, że nie masz ochoty pisać o udanej wycieczce ;)

            > Szkoda, że nikt nie pochwali się, że ma fajn
            > e
            > życie, że miał udaną wycieczkę, albo nie poruszy w jakiś sposób naszych sumień.
            > Wychodzi na to, że życie większości babek z tego forum kręci się wkoło
            > niedobrego Misia.

            Zawsze możesz zacząć pozytywne wątki :)
            • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:06
              Odnoszę wrażenie, że masz jakiś problem. Ze sobą. Co za impertynencja.
              • wartosc.energetyczna Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:08
                pochodnia_nerona napisała:

                > Odnoszę wrażenie, że masz jakiś problem. Ze sobą. Co za impertynencja.

                A umiesz wyrażać się bez emocji i z użyciem właściwych słów?
                • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:11
                  A co, uważasz, że nie jest impertynencją imputowanie komuś pewnych rzeczy,
                  pisanie odpowiedzi typu: czyli zero, etc.? Taka jesteś wszechwiedząca?
                  • wartosc.energetyczna Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:14
                    pochodnia_nerona napisała:

                    > A co, uważasz, że nie jest impertynencją imputowanie komuś pewnych rzeczy,
                    > pisanie odpowiedzi typu: czyli zero, etc.? Taka jesteś wszechwiedząca?

                    Jednak nie umiesz.. :)
                    Zapytałam ile, odpowiedziałaś cynicznie - miałam prawo zapytać jeszcze raz,
                    sugerując tym razem odpowiedź.
                    Zresztą nie próbuję Ci doradzać - nie wiem jak mam to wyraźniej napisać, bo
                    piszę to po raz kolejny już..
                    • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:17
                      Nic tak bardzo mnie nie wkurza, jak podsumowywanie innej osoby w sposób, który
                      pasuje bezczelnemu interlokutorowi. "Jednak nie umiesz", "Czyli zero", czyli
                      "taka jestem zajebista i i tak wiem swoje".
                      Zostawiam Cię z tym wyznaniem ;-)
                      • wartosc.energetyczna Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:20
                        pochodnia_nerona napisała:

                        > Nic tak bardzo mnie nie wkurza, jak podsumowywanie innej osoby w sposób, który
                        > pasuje bezczelnemu interlokutorowi. "Jednak nie umiesz", "Czyli zero", czyli
                        > "taka jestem zajebista i i tak wiem swoje".


                        A ja do tego kanonu dodam jeszcze "a co wy wiecie o prawdziwych problemach..
                        JA to dopiero mam ciężko" :-)
                        • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:26
                          Wcale nie ja mam aż tak ciężko, choć nie mam łatwo. Inni mają ciężej :-)
                          Zostawiam Cię z tym problemem samą ;-)
                          • wartosc.energetyczna Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:27
                            pochodnia_nerona napisała:

                            > Wcale nie ja mam aż tak ciężko, choć nie mam łatwo. Inni mają ciężej

                            E tam, inni mają tak zwane problemy, które powinni trzymać w jednym worku żeby
                            nie walały się bezpańsko po forum :)

                            > Zostawiam Cię z tym problemem samą ;-)

                            Znowu? :)
      • avital84 Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:52
        A widzisz, ja problemów z pracą nie miałam i nie mam. Czuję, że w
        tej kwestii panuję nad wszystkim i decyduję o swoich kwalifikacjach,
        mam wpływ na swoje umiejętności, wiedzę, kontroluję tę sferę życia.
        Mam wrażenie, że umiem dokonywać dobrych wyborów zawodowych. Często
        w pracy narzekam, ponieważ dużo od niej wymagam, ale zdeycydowanie
        większe problemy mam w życiu osobistym i było tak zawsze. W szkole,
        w pracy zawsze czułam się pewnie, bo wiem, że w 90 % wszystko zależy
        od tego co robię, kim jestem.

        Miłość jest dla mnie bardziej skomplikowana, chociażby dlatego, że
        mamy tu do czynienia z drugą osobą, która jest jak kosmos, którego
        nigdy nie można do końca ogarnąć i zrozumieć. Np. ostatnio porzucił
        mnie ktoś kogo kochałam i kocham ponad wszystko. Powodów, całego
        procesu jak do tego doszedł nadal nie mogę zrozumieć. Upadły
        wszystkie moje plany, nagle musiałam się przeprowadzić, podjąć
        decyzję czy wracać do miasta rodzinnego, czy rzucić studia,
        pracę...wszystko wynikało z problemów miłosnych.

        Dlatego nie bagatelizowałabym tej sfery życia. Każdy ma swoją piętę
        achillesową.
        • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:10
          avital84 napisała:
          > Miłość jest dla mnie bardziej skomplikowana, chociażby dlatego, że
          > mamy tu do czynienia z drugą osobą, która jest jak kosmos, którego
          > nigdy nie można do końca ogarnąć i zrozumieć. Np. ostatnio porzucił
          > mnie ktoś kogo kochałam i kocham ponad wszystko. Powodów, całego
          > procesu jak do tego doszedł nadal nie mogę zrozumieć. Upadły
          > wszystkie moje plany, nagle musiałam się przeprowadzić, podjąć
          > decyzję czy wracać do miasta rodzinnego, czy rzucić studia,
          > pracę...wszystko wynikało z problemów miłosnych.
          >
          > Dlatego nie bagatelizowałabym tej sfery życia. Każdy ma swoją piętę
          > achillesową.

          Avital, ale ja nie piszę o tym, że wszystkie problemy miłosne to pryszcz, itp.
          Mnie po prostu zirytowała ilość wątków na temat Złego Misia i czy odejść od
          niego. Bardzo Ci współczuję Twojego niepowodzenia w miłości, bo faktycznie, nie
          miałaś wpływu na to, czy ten gość będzie z Tobą, czy nie. Takich rzeczy nigdy
          bym nie napiętnowała, czy wyśmiała. To faktycznie jest problem.
          Chodziło mi raczej o te wątki, w których dziewczyna wyżala się, jaki on dla niej
          niedobry, zdradza, zwodzi, pomiata, a ona... jest z nim, kocha, pyta, czy go
          zostawić. To już pachnie jakąś robotą moderatorów czy osób odpowiedzialnych za
          ruch na forum, bo przecież ileż można.
          Mam nadzieję, że w sferze uczuć ułoży Ci się równie dobrze, jak w zawodowej :-)
    • 2szarozielone Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:31
      Na wszystkie wymienione przez Ciebie problemy poza chorobą - też masz wpływ. I
      też nikt Ci na forum mądrej rady nie udzieli.
      • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:35
        A gdzie ja, u licha, napisałam o jakichkolwiek radach? Nie potrzebuję ich.
        Chodziło mi o to, że masa wątków jest dosłownie o dupie Maryny, podczas gdy
        ludzie mają problemy, które ich przerastają. To forum po prostu głupieje,
        powinno nazywać się nie Kobieta, a Problemy z facetami. Tak, jakby poza nimi nie
        było tematów do rozmowy.
        • 2szarozielone Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:46
          Hmmm... Ale naprawdę trzeba by upaść na głowę, żeby o naprawdę poważnych
          problemach pisać na FK - to ogólnodostępne forum, na ogólny temat, z kilkoma
          sensownymi ludźmi i dużą grupą sfrustrowanych dokopywaczy, których docinki do
          niczego nie są potrzebne komuś, komu umarł ktoś bliski, kto stracił dom, komu
          amputowali kończyny, albo kto przeżył zbiorowy gwałt. Dziwi Cię to, że tu nie ma
          poważnych problemów? Są wyspecjalizowane fora poświęcone takim tematom, można
          sobie poczytać, jak ktoś lubi...
          • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:53
            Racja, choć mogłoby tu nie być 100 klonów jednego wątku pt. mój Miś jest zły,
            bo... ale ja go i tak kocham i co mam zrobić. Ręce mi opadły po prostu ;-)
            • wartosc.energetyczna Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:06
              pochodnia_nerona napisała:

              > Racja, choć mogłoby tu nie być 100 klonów jednego wątku pt. mój Miś jest zły,
              > bo... ale ja go i tak kocham i co mam zrobić. Ręce mi opadły po prostu ;-)

              No dobra, ile % z 50 wątków na pierwsze stronie umieściłabyś w worku "mój miś
              jest zły ale i tak go kocham"?
              • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:16
                Niemal co drugi. Te wszystkie wątki smutnych, zdradzonych, oszukanych, kłócących
                się z mężem, proszących o radę. Chodzi zwykle o jedno i to samo. Wygląda na
                trolling.
                • wartosc.energetyczna Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:24
                  pochodnia_nerona napisała:

                  > Niemal co drugi. Te wszystkie wątki smutnych, zdradzonych, oszukanych, kłócącyc
                  > h
                  > się z mężem, proszących o radę. Chodzi zwykle o jedno i to samo. Wygląda na
                  > trolling.

                  Patrzymy na tę samą stronę? Ja widzę góra 8 wątków o facetach jako takich, z
                  czego tylko małą część można streścić "mój miś jest zły i co ja mam robić".
                  Chyba troszkę przesadzasz, może po prostu rażą Cię takie wątki i dlatego
                  pączkują w oczach?
                  • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:31
                    Codziennie przybywa nowych.
          • rzeka.chaosu Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:58
            których docinki do niczego nie są potrzebne komuś, komu umarł ktoś bliski,
            kto stracił dom, komu amputowali kończyny, albo kto przeżył zbiorowy gwałt.


            To forum pod nazwą ma napisane "podyskutuj o sprawach kobiet". przypuszczam, że
            autorkę wątku (mnie też) irytuje to, że na forum Kobieta sprawami kobiet są w
            90% problemy z seksem i exem. Prawie nikt nie pisze o sprawach, które naprawdę
            wnoszą coś ciekawego i są związane z problemami kobiet w społeczeństwie, na
            rynku pracy, w życiu religijnym, nauce, etc. Tylko chłopy i sex.
            Nie mam problemów z facetami i czuję się na tym forum troszkę dziwnie, a kobieta
            przecież jestem i interesują mnie problemy kobiet, co nie znaczy, że lubię
            czytać o cudzym życiu prywatnym, ich seksie i teściach.
            Innym problemem jest to, że wiele wątków wygląda na trollowane.
            • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:19
              To naprawdę cud, że trafiła się rzeka.chaosu, która wie, o co chodzi :-)
              Dziękuję Ci, rzeko.
    • avital84 Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:44
      Ja myślałam, że problemy z pracą są problemem póki nie zrozumiałam,
      że praca jest tylko pracą i nijak się ma do miłości, która jest
      najważniejsza, ale wtedy było już za poźno. Wolałabym mieć naprawdę
      problemy materialne, ale mając świadomość tego, że towarzyszy mi
      druga połówka, niż ich nie mieć wiedząc, że jej już nie ma.

      Dla każdego człowieka problem, który przeżywa w danej chwili jest
      poważny. Ja z perspektywy czasu miewałam problemy, które teraz
      wydają mi się banalne, ale wówczas byłam na takim etapie, że jednak
      przerastały mnie one i nie pozwalały spać. Nie można ocenić
      obiektywnie co jest mniej a co bardziej ważne. Dla każdego co innego
      jest tragedią. Dla mnie to co opisałaś nie jest mega problemem.
      Również znam wiele przykładów większych zmartwień, bo problemy
      materialne są akurat do przeszkoczenia. Lepiej być szczęśliwym o
      suchym chlebie niż udając szczęście mając wszystko.
      • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:51
        Wszystko OK, ale myślę, że nie do końca mnie tutaj zrozumieliście. Po prostu
        forum Kobieta jest forum Złego Misia i w zasadzie prawie każdy wątek tego
        dotyczy, mało tego, wychodzi na to, że nikt nie uczy się na cudzych błędach,
        albo nie wyciąga wniosków z własnego życia. Tak, jakby życie prawie wszystkich
        kobiet kręciło się koło niedobrego faceta. Skoro jest jeden taki wątek, to
        dlaczego robi się ich nagle 100 i o tym samym?
        • avital84 Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:57
          Uczenie się na cudzych błędach chyba nie istnieje. Każdy może uczyć
          się tylko na swoich i to nie zawsze skutkuje, bo gdy w grę wchodzą
          emocje, nie zawsze można je kontrolować i panować nad nimi.

          Ja nie zaprzeczam, że życie większości kobiet kręci się wokół
          mężczyzny bądź jego braku. Nie wiem jak to przeżywają faceci, myślę,
          że dla nich często praca jest ważniejsza. Ale dla kobiet jednak
          często najważniejsza jest miłość i wszystko co jest z nią związane.
          • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:05
            Rozumiem problemy miłosne. Nie rozumiem jednej rzeczy - 100 wątków dziennie na
            ten sam niemal temat. To uwaga również do twórców fałszywych wątków
            problematycznych. Sprawia to, że podobne wątki służą jednym do używania sobie na
            drugich i spłycania problemu.
    • nutka07 Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:53
      Najwazniejsze jest zdrowie.
      • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:55
        Tak, to jest najważniejsze. Szczególnie najbliższych osób. To naprawdę cholernie
        przykre uczucie, kiedy nie można pomóc. Kiedy widzi się cierpienie i nic nie
        można zrobić. Kiedy ma się świadomość niezmienności pewnych rzeczy.
    • 007lenka Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 22:56
      Logika typu: "jak śmiesz narzekać na cokolwiek, skoro tyle dzieci w
      Somalii głoduje". Gdzie ludzie mają emocjonować się swoimi
      "banalnymi" problemami, jak nie tutaj? Nikomu to nie szkodzi (poza
      kłuciem Twoich szlachetnych oczu), a może niektórym pomaga zmagać
      się z codziennością. Nie Tobie oceniać, czyje łzy są bardziej
      wartościowe i czyje problemy bardziej godne uwagi. Nie znoszę
      samozwańczych arbitrów :-/

      ---
      https://lh4.ggpht.com/argv/SBQxuzLcS7I/AAAAAAAAROY/WGq5AHhNsbI/s
144/violator_rose.jpg
      • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:00
        Hmm, wsiadacie na mnie, ale nie widzicie jednej rzeczy. Ja rozumiem, że
        potrzebne są wątki do wyżalenia na chłopa, ale dlaczego musi ich być tyle i
        codziennie nowe? Przecież o Złym Misiu można wyżalać się w jednym... to też
        trochę przytyk w kierunku tych osób, które chcą "rozkręcić" forum, bo
        podejrzewam, ze one nadają większość takich tematów. Zmieńcie płytę, drodzy
        moderatorzy ;-)
        • stinefraexeter Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:10
          Pochodnia, po prostu nie rozumiesz idei forum (bez złośliwości).

          Forum to nie jest "zwierciadło przechadzające się gościńcem". Tak myślą
          początkujący, którzy fora internetowe traktują jak prawdziwy obraz społeczeństwa
          (bo anonimowość, bo ogólnopolskie), a tak wcale nie jest. To jest jedynie
          karykatura. Taki wentyl, który pozwala wyrzucić z siebie trochę frustracji pod
          postacią głupawych wątków. Nie doceniasz tej roli forum.

          Inna sprawa, że masz setki for tematycznych na gazecie. Istnieje cały dział o
          nazwie Kobieta, którego te skromne forum jest jedynie małą częścią. O innych
          sprawach piszą emamy, o innych Zdrowie Kobiety, o innych komputerowcy, itp.

          No a argument, że problemy innych są nieważne w obliczu twoich jest tak głupi,
          że aż żal komentować.
          • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:21
            stinefraexeter napisała:


            > No a argument, że problemy innych są nieważne w obliczu twoich jest tak głupi,
            > że aż żal komentować.

            To może raczej trzeba by samemu zrozumieć, że ja niczego takiego nie napisałam?
            • stinefraexeter Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:25
              Oj na forum anonimowym brakuje ci cywilnej odwagi? Napisałaś napisałaś, nawet
              tytuł wymowny skreśliłaś.
              • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:30
                Nie ma, jak jednostronna interpretacja. Tak zwane problemy dotyczą wszystkich
                problemów.
        • kronur Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:20
          Wątków o facetach jest tyle, ile kobiet mających problemy z nimi. Dla każdej z
          nas jej problem wydaje się najważniejszy, każdy ma do tego prawo, jeśli mierżą
          Cię takie wątki to zwyczajnie je omijaj, zwykle po tytule można wywnioskować,
          kto o czym pisze. Dla Ciebie Twoje niespełnione ambicje są numerem jeden w
          hierarchii problemów, dla kogoś innego facet, którego ktoś kocha, a który nie
          zadzwonił. Uważasz, że łatwo takiego poprostu lekceważyć, ponieważ ten problem
          nie dotyczy narazie Ciebie, może nie przeżywałaś czegoś takiego. Inna osoba Ci
          może powiedzieć, dziewczyno źle Ci w tej pracy, czujesz się pokrzywdzona, zmień
          pracę.
          • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:29
            Sporo osób czepia się tutaj tej pracy, choć akurat ona nie wiedzie prymu wśród
            moich problemów :-) W przeciwnym wypadku byłby wątek z serii: mam problemy z
            pracą ;-) Gdybyś prześledziła wątek uważnie, zobaczyłabyś, że znacznie bardziej
            dobija mnie zdrowie mojej miłości. Ale nie o tym chciałam pisać. Jedna chyba
            osoba zrozumiała, co miałam na myśli.
    • lacido Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:00
      jasne tylko jak się mają Twoje tzw problemy do osób śmiertelnie chorych, tych
      którzy przez przypadek spowodowali czyjąś śmierć itp
      • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:03
        Właśnie o to mi chodzi - problemy, które są problemami, bo nie mamy istotnego na
        nie wpływu. Ja nie staram się nikogo przekonać, że mam najgorzej, ale widać, nie
        każdy umie to odczytać.
        • lacido Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:04
          czyli coś co jest rezultatem naszych działań nie jest problemem? coś dziwna
          klasyfikacja.

          Twoja praca jest wynikiem Twoich studiów więc...
          • 2szarozielone Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:08
            Ale w ogóle nie ma obowiązku posiadania problemów. To, że ktoś nie ma problemów,
            albo ma malutkie i banalne, nie znaczy, że jest gorszy :)
            • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:24
              2szarozielone napisała:

              > Ale w ogóle nie ma obowiązku posiadania problemów. To, że ktoś nie ma problemów
              > ,
              > albo ma malutkie i banalne, nie znaczy, że jest gorszy :)

              Pewnie, że nie :-) Chodzi o to, że jest nadmiar tego samego, przez co zaciera
              się obraz problemów różnych osób. Dlatego podejrzewam trolling.
            • lacido Re: Tak zwane problemy 23.11.09, 11:19
              mam wrażenie że jest jakaś hierarchia problemów i z niektórymi lepiej się nie
              wychylać bo przecież one są banalne i dla kogoś są to są drobnostki ;/
        • 007lenka Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:13
          Chyba nie zrozumiałaś wypowiedzi @Lacido - więc zapytam jeszcze
          bardziej wprost niż Ona - po co zaśmiecasz nasze forum wątkami o
          swoich tak zwanych problemach? po co tworzysz kolejny wątek o
          kiepskich zarobkach, pracy i smutnych sprawach? dlaczego nie
          dopisałaś się w wątku o podobnej tematyce? to nie są prawdziwe
          problemy, problemy to są wtedy, gdy ktoś Ci umarł, albo gdy masz
          raka. Dopóki nie osiągnie się tego pułapu nieszczęścia, nie powinno
          się zakładać nowych wątków na forum!

          Twój post to jeden z największych od kilku dni "zaśmiecaczy" na
          forum. Niestety, masz takie samo prawo się tu produkować, jak
          kobiety zdradzane przez mężów. Czyli z tak zwanym problemem.
          • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:23
            Życzę Ci dobrej nocy, złośliwa dziewczyno. Polecam zobaczyć, o czym napisała
            rzeka.chaosu parę postów wyżej.
            Może dotknęłam czułego punktu. Ale nieważne.
            • 007lenka Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:54
              Ups, to chyba ja dotknęłam czułego punktu, widzę zdenerwowanie :-) nie
              myl złośliwości z dobitnym wykazaniem, że piszesz głupoty. Dobranoc
              również, i lepszego humoru jutro życzę :-)
          • simply_z Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:34
            może mnogość głupich wątków wynika też z czegoś zupełnie innego.
            Pamiętam kiedy zaczęłam wchodzić na fora gazety ,nie chcę niczego
            mitoligizować ale kiedyś wątki na fk czytało się dużo przyjemniej.
            wiecej dowcipniej piszących ludzi ,mnostwo wątków ,które trafiały na
            stronę główną i czesto faktycznie poruszających jakieś ważne kwestie
            społecznie ,a nie tylko czy misio mnie rzucił itd..
            potem częśc osob wyniosła się z forum i tak to wszystko oklapło...
            • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:37
              Możliwe. I może ktoś chce rozkręcić forum, więc tworzy bliźniacze wątki-klony, w
              których ludzie piszą ciągle to samo, ktoś komuś przyładuje i lepiej się
              poczuje... szkoda, że tak właśnie to wygląda.
          • lacido Re: Tak zwane problemy 23.11.09, 11:19
            mnie więcej o to mi chodziło :)
    • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 22.11.09, 23:38
      Życzę wszystkim dobrej nocy :-)
      • cus27 Re: Tak zwane problemy 23.11.09, 06:58
        "Podszywanie" sie jednej osoby.... pod wiele nick-ow i zakladanie
        watkow o podobnych "problemach", to nastepna przyczyna!
    • wacikowa Re: Tak zwane problemy 23.11.09, 07:17
      Jeśli nie masz wpływu na swoją pracę to znaczy,że nie jesteś najlepsza w tym co
      robisz:)
      Idąc z nastawieniem (znowu nie dostane tej pracy bo wszystko zależy od
      widzimisie pracodawcy)to tak właśnie się dzieje:)
      Nie widzę różnicy między Twoim ględzeniem a innych:) Widocznie należysz do
      takiego typu ludzi którzy tylko narzekają na wszystko i wszystkich:)Każdy z nas
      ma w życiu jakieś "góry". Ale wystarczy zamienić "górę"na "idę ciągle w górę i
      już problem znika.":)
      Nie zazdrość ludziom błahych problemów ale skup się jak pokonać własne. :)
    • kora3 z pozoru dojrzałe podejscie Pochodnio 23.11.09, 08:35
      ale tylko z pozoru.

      Otóż, jak ci tu juz napisało kilka osób, wiekszosc rzeczyw życiu
      zalezy od nas samych, a problemem jest to, co nas aktualnie dreczy,
      czy po prostu przeszkadza.

      Pewnie, że obiektywnie sa problemy wieksze i mniejsze, bo wszak no
      trudno tak samo traktowac czyjąś ciezką chorobę i pryszcz na
      nosie:), ale jesteś niezwykle niesprawiedliwa twierdząc, że tylko ty
      masz problemy godne uwagi i opisania na forum:)

      TWój problem z pracą mozna tak samo banalnie potraktować, jak Ty
      traktujesz problemy innych: masz niedobrą prace to sobie ją zmień!
      Co robisz, zeby zmienić? - najpewniej niewiele, no nie wierysz, ze
      się da, w siebie trż nie wierzysz, nie masz sił itd. ale wyzalic się
      chciałaś.
      Czesc ludzi tu ma podobnie z innymi problemami. Wiesz, pracę jest
      stosunkowo łatwiej zmienic, nż przestać kogos kochac np. A jeszcze
      łatwiej jest ją zmienić, niz skreślic kogoś od kogo jest sie
      uzależnionym emocjonalnie, co wcale nie jest rzadkoscią - taka
      prawda moja droga.
      Nie zrozum mnie źle- sama wielokroć łapałam się za głowe czytając
      niektóre wątki, ale rozumiem, że najłatwiej jst temu radzic i być
      mądrym, kogo sprawa nie dotyczy.

      Idać twoim tropem podkreślam - twoim tobie samej powinnam napisac co
      nastepuje: jesteś osobą niezaradną życiowo i podobnego meżczyznę
      wybrałas. To nie wrózy nic dobrego. Nie wiesz za bardzo co
      chciałabyś robic w życiu, brak ci pomysłu i wiary w siebie, co
      pogłebia niezaradny narzeczony i twego boku. Wyglada na to, ze nie
      starasz sie zmienic swej sytuacji na jote upajając się tym, że jest
      niefajna.
      Rada: skoro jestes panną nieobarczoną rodziną pisz gdzie sie da CV,
      w kraju, za granicę. Jaki to dla ciebie problem przeniesc sie do
      innego miasta, czy kraju? Żaden. Ach prawda - jest narzeczony. Ale
      zcy to ten na pewno? Chcesz reszte życia klepać z nim biede i
      ciągnąc go za sobą? No moze niekoniecznie. Jesteś młoda, spotkasz
      pewnie na swej drodze innych męzczyzn interesujacych i takich,
      którzy nie beda dla ciebie balastem, a podporą - pomyśl o tym. Na
      razie zajmj się sobą, a nie nańczeniem faceta.
      Podoba Ci się taka rada? No przecież to sama prawda jest Pochodnio:)

      Z grubsza, bez wnikania w szczegóły tak to z boku się prezentuje.
      Tyle, ze na serio napisane pewnie by cie bardzo oburzyło, nie?

      No jakże tak? Rzucić dotychczasowe zycie, jechac w nieznane? Rzucić
      jego, bo niezaradny, skoro kochasz? Co mi tu baba podpowiada?

      no sama widzisz, wiec nie oceniaj tych dziewczyn, które
      mają "głupie" problemy, bo ten, którego kochają jest dziś inny niż
      rok, dwa, pięc temu. radę na szybko - wywal za drzwi łatwo dać,
      natomiast najczesciej w stanie ducha tych dziewczyn jest ona tyleż
      dobra, co nierealizowalna, bo tego nie zrobią. Nie sa w stanie!
      Madra rada dla takiej osoby to przede wszystkim uswiadomienie jej,
      że jest UZALEŻNIONA od goscia i stąd nie ocnia trzeźwo sytuacji.
      Tylko próba uniezaleznienia się moze coś dać, wzystko ine sprowadza
      sie do walki o kolesia, z góry skazanej na przegraną Pochodnio.

      Podobnie, jak w Twojej sytuacji psu na bude rada: pozukaj lepszej
      pracy. Nie szukasz, bo w ogóle nie wierzysz, ze mozesz znaleźć.
      Najpierw musisz uwierzyć w siebie, docenić się - bez tego szanse są
      marne, o ile nie zerowe.

      Z powyższych powodów uważam, ze twoje zdane jest z pozoru dojrzałe,
      tak naprawde jest dokładnie takie samo, jak te, które krytykujesz,
      tylko dotyczy innego problemu.
      • 007lenka Re: z pozoru dojrzałe podejscie Pochodnio 23.11.09, 09:29
        No właśnie z mojej perspektywy sprawa wygląda tak, że dopóki mam co jeść i nie
        muszę zbierać po śmietnikach, to problemy materialno-zawodowe są sprawą
        drugorzędną w stosunku do powikłań uczuciowo-emocjonalnych. W tym kontekście
        mogłabym napisać, że problemy Autorki są dla mnie pierdołami mało wartymi uwagi,
        w dodatku podtopionymi niestrawnym martyrologicznym sosem. Ale w życiu nie
        miałabym tyle tupetu, żeby wyskoczyć na forum z arbitralnymi ocenami tego typu
        spraw. Bo mam świadomość, że a)to tylko mój punkt widzenia, b)nie znam
        wszystkich aspektów sprawy,nie wiem co tak naprawdę ktoś czuje, jak przeżywa,
        c)każdy ma prawo tutaj się pożalić,popłakać i ponarzekać,i jeśli nawet takie
        miejsca jak forum internetowe zostaną objęte cenzurą wykraczającą poza
        podstawową netykietę, to właściwie stracą rację bytu. Oraz że nie mam moralnego
        prawa na wściubianie nosa i wskazywanie paluszkiem, kto z jakimi problemami może
        się na forum wypowiadać, a kto nie. Nie ośmieliłabym się.
    • yoko0202 przeczysz sama sobie 23.11.09, 09:00
      pochodnia_nerona napisała:

      > Problemy to coś, na co nie mamy wpływu, czego nie możemy zmienić.
      > Dla mnie problemem jest kiepska praca, płaca, marne widoki na przyszłość, to,
      że ani mnie, ani mojego narzeczonego nie stać, by zamieszkać razem,

      a kto niby ma wpływ na to, gdzie pracujesz i ile zarabiasz, jak nie ty sama?
      pracę to akurat można zmienić, może nie z dnia na dzień, ale można.

      charakteru człowieka z kolei nie można zmienić, i w tym kontekście osoby piszące
      np. o swoich związkach naprawdę mają problem.
      • kora3 mała uwaga Yoko w temacie charakeru 23.11.09, 09:14
        nasza watkodawczyni też mze mieć taki charakter:), ze jet
        niezaradna, za to narzekalska, prawda?

        No właśnie - nie można wszytskiego charakterem tłumaczyć. Gdyby ta
        było niepotrzebne byłoby zadne wychowanie, terapie nic. Człowiek by
        się urodził z taka a nie inną postawa i koniec.
    • ygawa81 Re: Tak zwane problemy 23.11.09, 09:27
      Może to trochę ironiczne co napiszę ale

      -jeśli myślisz że jeśli ktoś ma na chleb, pracę i zdrowie to nie ma
      innych kłopotów-jakie by one nie były-
      -jeśli ktoś ma auto to zapewne będzie myślał za niedługo o lepszym
      aucie, a drugiego by ucieszyła chulajnoga..
      -wszystko zależy od punktu siedzenia niestety
    • wilczyca.0 Re: Tak zwane problemy 23.11.09, 09:34
      dla każdego JEGO problemy sa największe, bo sa JEGO :)
      Ja nie mówię, że to co opisałam w moim watku jest szczególnym
      problemem, poprostu troche siedzi mi to na żołądku, ale owszem
      bywają większe problemy.
      chciałabym to rozwiązać, ale świat mi sie nie zwali jak sie nie uda
      (chcociaz takiej sytuacji nie dopuszczam)
      • 007lenka Re: Tak zwane problemy 23.11.09, 09:37
        Lepiej, że się wygadasz tutaj, a nie plotkarskim znajomym albo w barze po pijaku
        ;-) i po to, wydaje mi się, między innymi jest forum.
    • mahadeva Re: Tak zwane problemy 23.11.09, 09:36
      no nie wiem, dla mnie brak dobrej pracy to jest pierdółka!
      natomiast relacje damsko-meskie i w ogole miedzy ludzmi sa bardziej
      skomplikowane
    • pochodnia_nerona Re: Tak zwane problemy 23.11.09, 22:26
      Rozpoczynając ten wątek, nie miałam świadomości, jaki oddźwięk on wywoła wśród
      użytkowniczek tego forum. Bynajmniej nie miałam chęci na rozpoczęcie dyskusji z
      serii: jak mi źle, wspomniałam o pracy, o tym, jak wielkim problemem jest dla
      mnie niemożność pomocy ukochanej osobie w jej chorobie, ale chodziło mi przede
      wszystkim o problemy poruszane non stop, codziennie te same, posty-klony o
      zdradzonych dziewczynach i chłopakach, dziewczynach pragnących kolego
      męża/narzeczonego, dziewczynach, które są w związku, ale nie wiedzą, czy w nim
      być. Zwróciłam uwagę na to, że wątki te są do złudzenia do siebie podobne,
      produkowane taśmowo, czy to przez administrację (???), czy trolli, a może
      znudzonych socjologów, produkujących materiał do prac semestralnych, nie wiem.
      Wiem tylko, że nie spotkałam się dotychczas z tak negatywną reakcją na słowa, że
      uczepiono się tej mojej nieszczęsnej pracy, która, choć upierdliwa i kiepska, to
      jednak jakaś jest, stwierdzono niemal, że jestem nieudacznikiem ja i mój
      chłopak, zarzucono głupotę, wyzłośliwiono się na 1000 różnych sposobów. Z tego
      morza postów, jakie błyskawicznie narosły, zaledwie kilka jest neutralnych,
      bodaj jedna czy dwie osoby zrozumiały, o co mi chodziło. Niestety, kilka
      dziewczyn przebijało siebie nawzajem w złośliwości i wylewaniu jadu. Zaszokowało
      mnie to. Potwierdza to smutną prawdę, że nikt nie umie zrobić takiej przykrości
      kobiecie, jak inna kobieta. Oczywiście, nie płaczę od nocy w poduszkę ;-), bo
      jednak zdaję sobie sprawę z tego, że wirtualna rzeczywistość rządzi się
      własnymi, dość brutalnymi prawami, ale jednak jest coś w tym.
      Chciałabym więc pozdrowić wszystkie uczestniczki powyższej dyskusji, ale tez
      prosić o refleksję nas sobą i nad tym, czego właściwie broniłyście. Tych
      fałszywych, sztucznie tworzonych wątków?
      Zakładam więc inny, mam nadzieję, że to forum przestanie do znudzenia wałkować
      jeden temat odmieniany przez wszystkie przypadki i że dziewczyny przestaną sięna
      to nabierać.
      • 007lenka Re: Tak zwane problemy 24.11.09, 08:25
        pochodnia_nerona napisała:

        > Bynajmniej nie miałam chęci na rozpoczęcie dyskusji z
        > serii: jak mi źle, wspomniałam o pracy, o tym, jak wielkim problemem jest dla
        > mnie niemożność pomocy ukochanej osobie w jej chorobie (...)
        > bodaj jedna czy dwie osoby zrozumiały, o co mi chodziło

        Bynajmniej musisz popracować nad precyzją wypowiedzi i jasnością formułowanych
        problemów :-)


        >Zwróciłam uwagę na to, że wątki te są do złudzenia do siebie podobne,
        > produkowane taśmowo, czy to przez administrację (???), czy trolli, a może
        > znudzonych socjologów, produkujących materiał do prac semestralnych, nie wiem.
        > nikt nie umie zrobić takiej przykrości kobiecie, jak inna kobieta.(...)
        > wirtualna rzeczywistość rządzi się własnymi, dość brutalnymi prawami
        >(...)Tych fałszywych, sztucznie tworzonych wątków?

        Chyba masz lekkie skłonności do teorii spiskowych i w ogóle do przypisywania
        innym intencji, których istnienia nie możesz udowodnić. Nie sądzę, żeby
        kierowała tu kimkolwiek złośliwość. Mną w każdym razie nie. Zastosowałaś tu
        kilkukrotnie typowy zabieg "zamydlania" tematu - zamiast odnieść się rzeczowo do
        TREŚCI argumentów, skupiłaś się na ich formie, sprzeciw i ostrą niekiedy
        kontrargumentację nazywając "złośliwośćią" i oskarżając adwersarzy o chęć
        wyżycia się na Tobie. Problemy z przełknięciem krytyki?

        > Chciałabym więc pozdrowić wszystkie uczestniczki powyższej dyskusji, ale tez
        > prosić o refleksję nas sobą i nad tym, czego właściwie broniłyście.

        Ja Ciebie również pozdrawiam, ale o refleksję nie proszę, bo, primo, jakoś nie
        mam ambicji nawracania użytkowników forum na jedynie słuszne poglądy, i, secundo
        - jestem optymistką i wierzę, że ta refleksja jest w większości stale obecna, na
        co zresztą mam dowody. Po prostu widzę, że większość użytkowników to rozgarnięci
        ludzie i zarzucać im brak refleksji to wątpienie w ich inteligencję... co już
        zakrawa na lekką bezczelność. Więcej wiary w ludzi! :-)
      • kora3 nie uwazam, bym wylała jad na Ciebie :) 24.11.09, 08:49
        ale pozwole sobie na wypowiedź ponownie.

        nie odniosłam wrazenia, ze sie wyplakujesz z ta pracą, a jedynie
        takie, ze dokonujesz wartosciowania problemów innych wg swego
        aktualnego.
        Tearz doczytuję, ze uwazasz, iż te wątki o problemach w związkach
        tworzą trolle, bo jak mi się dzaje, masz przekonanie, że to
        niemożliwe, by ludzie mieli takie "problemy".
        Owszem moja droga - mozliwe i dodam jeszcze, że chyba musisz być
        bardzo młoda, skoro wokół siebie nie dostrzegasz, ze takowe w
        większosci mają ludzie. Rodzina, związki, byt, praca, seks,
        zdrowie - wokół tego kreci się ludzkie życie i z tym są związanie
        ludzkie problemy - mniej albo bardziej powazne.

        Uwazasz dobre rady w stylu :szukaj innej pracy- za wyzłośliwianie
        się? A Dlaczegóż to?
        Przeciez ludzie na całym swiecie zmieniają pracę. Nie musi ci się
        zaraz jutro udać, ale zemu to zaraz "złosliwosc"?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja