Poradźcie mi coś, proszę - długie

23.11.09, 09:22
Trzy lata temu zostawił mnie mąż. Wyprowadził się do teściowej, a
potem do kawalerki. Mamy rozwód, ale ja tego nie akceptuję. JEstem
wierząca, nie chcę inego mężczyzny. Próbowałam o tym porozmawiać na
forum chrzescijańskim, ale tam uważają mnie za trolla, bo mają inne
niż moje podejście do tych spraw.
Nie mam siły jeszcze raz pisac tego samego. Przekopiowałam stamtąd,
nie gniewajcie się!
Proszę o jakąkolwiek radę. Tylko nie piszcie, ze mam sobie dać
spokój z mężem.

Moja rodzina, rodzeństwo, znajomi bardzo mi współczują, ale według
nich sprawa jest zamknięta, bo doszło do rozwodu i mój mąż
deklaruje, że już nie chce nigdy ze mną być. Siostra radziła mi
nawet, jak ktoś tutaj poszukać sobie innego mężczyzny. Nie chciała
mnie obrazić, ani mi dokuczyć. Wie, że bardzo chciałabym zostać
matką. Tylko, że ja chcę być matką dzieci mojego męża, a nie matką
dziecka spłodzonego z kimś przypadkowym, w dodatku w grzechu.
Mój proboszcz zna moją historię, nasze małżeństwo, był zaszokowany,
gdy mąż mnie zostawił, ale też mówi mi, żebym postarała się przejść
nad tym do porządku dziennego, wyciszyła się. Powiedz mi, jak ja mam
się wyciszyć? Jeszcze kiedy mój mąż, T. po prostu odszedł ale nie
miał tej baby, miałam nadzieję, że wróci do mnie i wszystko się
jakoś ułoży. Dzwoniłam do niego, pisałam, dwa razy byłam w jego
pracy porozmawiać ale mnie unikał. Byłam u dwóch terapeutów. Jedna
to była kobieta, taka zwyczajna psycholog. Ciężko to przeżyłam, bo
od razu mi powiedziała, że mąż mnie już nie chce i trzeba się z tym
pogodzić i iść dalej, oczywiście według niej, najlepiej z innym
mężczyzną. Załamałam się. Potem koleżanka mi wyszukała terapeutę,
który był wierzący. On bardziej mnie rozumiał, ale też nie umiał mi
nic poradzić, jak odzyskać męża, żeby do mnie wrócił. Kazał mi dać
mu spokój, nie narzucać się, nie dzwonić i czekać na gest z jego
strony. Żeby mi było łatwiej pojechałam na urlop z siostrą i
szwagrem i całe dwa tygodnie czekałam na jego telefon. Nie
zadzwonił, nawet się nie zainteresował, dlaczego nie dzwonię.
Tydzień po powrocie ja zadzwoniłam i powiedziałam mu, że się nawet
nie odezwał. Mąż mi powiedział, że się cieszy, że wypoczęłam i
nauczyłam się żyć bez niego. To było straszne. Przy okazji
powiedział, że złożył pozew o rozwód. Zupełna rozpacz. Rozmawiałam z
teściową, mąż wtedy u niej mieszkał. Ona też się starała skłonić go
do powrotu do domu, do normalności. Ale nie chciał jej słuchać.

Wtedy, jak rozmawiałyśmy mówiła, że mąż raczej z nikim się nie
spotyka, że większość czasu, w każdym razie noce, spędza w domu.
Potem mi się przyznała, że dwa, czy trzy razy ni było go w wekend na
noc. Mówił matce, że był u mnie, ale to nie jest prawda. W pozwie
napisał, że nie pasujemy do siebie mamy inne charaktery i
temperamenty i inne cele w życiu. Nic nie rozumiałam, jakie inne.
Kiedy się pobieraliśmy mieliśmy cel zbudować szczęśliwą rodzinę, w
miarę dostatnie życie, dzieci. Wszystko się nam układało. Ja po
dziadkach miałam mieszkanie, więc mieszkaliśmy sami od nocy
poślubnej. Wszystko mieliśmy, co do życia potrzebne. Mąż miał pracę,
ja też. Potem T. skończył studia, bo on się zaocznie uczył i znalazł
sobie nową pracę.
I wtedy się zaczęło. Oboje byliśmy głęboko wierzący, z takich też
rodzin pochodzimy. Nawet przez myśl nam nie przeszło, żeby mieszkać
razem przed ślubem, albo współżyć. Cieszyliśmy się każdym dniem
przybliżającym nas do nocy poślubnej. A potem sobą tak, jak powinno
małżeństwo. Z oddaniem, troską o drugie i godnością. Mąż był
szczęśliwy, mówił o tym. Ale właśnie do czasu kiedy znalazł tę nową
pracę. Najpierw był zaszokowany tym, jacy ludzie tam pracują, bo to
było i jest bagno. Pełno ludzi po rozwodach, w drugim, a nawet
trzecim „małżeństwie” (jedna taka osoba tam jest) , w konkubinatach,


    • crystyna.p Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie cd 23.11.09, 09:23
      tzw. single około 30-stki chodzący do klubów na „podryw”. Koszmar.
      Mąż się zdecydował tam zostać w pracy, bo była dobrze płatna. Ale ta
      firma przewiduje też „integrację pracowników” – imprezy, wyjazdy
      wspólne, także bez żon, mężów. Nie chciałam się na to godzić, ale
      mąż mnie przekonał, że jeśli nie będzie jeździć z nimi i chodzić na
      te imprezy to szefostwo pomyśli, że jest nielojalny wobec
      pracodawcy. Teraz wiem, że to był wykręt, on się po prostu chciał
      bawić. Raz pojechał na jakąś imprezę na kajaki podobno. Przez pół
      dnia nie odbierał telefonów, potem mi mówił, że zostawi w pokoju,
      żeby mu nie wpadł do wody. Kiedy w końcu odebrał to powiedział, że
      wychodzi na ognisko o tam nie ma zasięgu, więc zadzwoni rano.
      Pytałam dlaczego rano, a nie po ognisku, ale powiedział, że pewnie
      się późno skończy. Nie zadzwonił wiec ja zadzwoniłam. Był na
      śniadaniu podobno i musiał odejść od stolika. Powiedział mi ostro,
      że za dużo dzwonię i koledzy się z niego podśmiewają, że go żona
      krótko trzyma. Odłożył słuchawkę i wyłączył telefon! Kiedy wrócił
      pokłóciliśmy się o to wszystko. Powiedział mi, że jestem
      nienowoczesna, zazdrosna i za bardzo go kontroluję. Jego koledzy też
      maja żony, koleżanki mężów i nikt tak nie wydzwania. Przejrzałam
      jego rzeczy, które brałam do prania po wyjeździe i telefon, ale nic
      podejrzanego nie znalazłam. Niby było normalnie, ale dalej jeździł
      na imprezy i wyłączał czasem telefon, bo jak mówił wstydzi się, że
      dzwonię.

      Lepiej staliśmy finansowo i zaczęłam mu mówić o dziecku, że już na
      nie czas. Całkiem mnie zaskoczyła odpowiedź, ze trzeba poczekać
      jeszcze. Po ślubie dużo mówiliśmy o potomstwie. Mąż od razu chciał
      być ojcem, ale nie było nas wtedy stać, ja dopiero znalazłam pracę.
      Teraz kiedy już moglibyśmy spokojnie mieć dziecko on nie chciał.
      Mówił, ze musi dużo pracować i nie będzie mi mógł dużo pomóc przy
      maleństwie, a ja sobie sama nie poradzę. To był wykręt, bo mama by
      mi pomogła, teściowa tez na pewno.

      Stosowaliśmy metody naturalne, nawet do głowy nam antykoncepcja nie
      przyszła. Mąż mnie wspierał, ale mi ufał. To ja mówiłam kiedy możemy
      współżyć, a on się dostosowywał i wcale nie narzekał. A wtedy zaczął
      kontrolować moje zapiski, sam liczyć, jest matematykiem-
      informatykiem. Unikał współżycia, że niby niepewne te wyliczenia.
      Jak to niepewne, jak tyle czasu opierając się na nich byliśmy razem
      i jakoś nie mamy dziecka?
      W końcu zaproponował, żebyśmy stosowali prezerwatywę, a najlepiej
      tabletki! Bo wtedy jak to określił będziemy mogli być razem bez
      ryzyka i na luzie. Oczywiście się nie zgodziłam, podobnie, jak na
      jego propozycje, żebym była bardziej „otwarta i spontaniczna” w
      sypialni. Nie chcę się wdawać w szczegóły, bo to intymne sprawy, ale
      nie poznawałam swojego męża, gdy mówił co przez to rozumie.

      Powiedziałam to wszystko w sądzie na rozwodzie. Ale powiedziałam
      też, że męża kocham, wybaczam mu i chcę ratować nasze małżeństwo i
      na rozwód się nie godzę.
      Miałam adwokatkę, porządną kobietę, która rozumiała, że dla mnie
      • crystyna.p Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie cd2 23.11.09, 09:24
        rozwód to grzech i niewyobrażalne. Maż stał uparcie przy swoim, że
        już nie chce być ze mną i basta.
        Sędzina najpierw tak mi się zdawało chciała nas pogodzić. Mówiła
        mężowi, żeby się zastanowił, że małżeństwa mają różne
        problemy , „docierają się”, ale potem przeszła na jego stronę. Moja
        adwokatka powiedziała, że to dlatego, że ja otwarcie powiedziałam na
        rozprawie, że dla mnie małżeństwo to święty sakrament, a nie sprawa
        sądu na Ziemi, bo jestem wierząca. Podobno w sądach tego nie
        tolerują. Koniec końców po wielu upokorzeniach zgodziłam się na
        rozwód, bo moja pani mecenas powiedziała, że nic się nie da zrobić.
        Nie mieliśmy dzieci, które mogłyby ucierpieć przez rozwód.

        Nadal jednak miałam nadzieję, że mąż wróci. Rozwód rozwodem, ale
        zaczął być dla mnie po nim milszy.
        Odpowiadał na moje esemesy, odbierał telefony, przysłał mi kartkę na
        urodziny nawet. Myślałam, że ten rozwód nim poruszył, zrozumiał to,
        co mówiłam na sali rozpraw i pisałam w odpowiedziach na jego pisma.
        Myliłam się, on się po prostu cieszył z wolności, która mu według
        niego dałam w sądzie. Dowiedziałam się, że wynajął kawalerkę i
        wyprowadził się od teściowej. Zadzwoniłam i zapytałam po co, skoro
        ma dom, nasz dom. Zachowywał się jakby nie rozumiał co mówię.
        Powiedział, że nie może wiecznie siedzieć u matki, bo nie jest
        nastolatkiem, tylko dorosłym mężczyzną. Poza tym chce mieć
        prywatność, móc przyjmować gości. Znów się załamałam, ale miałam
        nadzieję dalej. Wiedziałam od znajomych, że mieszka sam i z nikim
        się stale nie spotyka, tylko z gronem znajomych z pracy. Mieszanym
        gronem, w tym były kobiety po rozwodach i tzw. „singielki”.

        Dalej był dla mnie miły, odpisywał na esemesy, ale nie na wszystkie,
        czasem nie odbierał telefonu, ale w większości tak. Nie chciał mnie
        zaprosić do siebie, ale pomyślałam, ze nie jest jeszcze gotowy. Aż
        się tu dowiaduję, że poznał jakąś kobietę. Podobno klientka tej
        firmy. Ma 32 lata, tak, jak ja. Jest po rozwodzie, jej mąż podobno
        jest w Irlandii. O niej i moim mężu mówią, ze to jest „wielka
        miłość”!

        Akurat. Po tej kobiecie widać o co jej chodzi. O pieniądze, seks i
        przyjemności. Ubiera się wyzywająco: dekolty, spódniczki przed
        kolana w tym wieku!, obcisłe dżinsy, wysokie obcasy, makijaż jak u
        młodej dziewczyny. Rozmawiała ze mną grzecznie, ale powiedziała
        że jesteśmy po rozwodzie, więc ona nie wie, o co mi chodzi,
        że nie jestem żoną, a ona mi małżeństwa nie rozbiła, tylko się
        skończyło przed nią i że ona i T. mają prawo do szczęścia i chcą
        mieć dziecko i „pobiorą się”. On chyba naprawdę tak myśli, mówi to
        samo, zamienił mieszkanie na większe.
        Najgorsze jest to, że nawet teściowa która obstawała za mną i
        nakłaniała go do powrotu do domu teraz zmieniła front i przyznaje im
        rację! Mówi, że jesteśmy po rozwodzie, on znalazł swoją „połówkę”,
        ja też powinnam ułożyć sobie życie. Zamurowało mnie! Moja teściowa
        to religijna kobieta. Mówiła mojemu T. przy mnie wcześniej, że ma
        żonę, ślubował przed Bogiem, że jej nie opuści i odszedł, a teraz
        już jakby mnie nie było! Teraz teściowa mówi, ze mamy prawo do
        szczęścia bez siebie! Jakiego szczęścia? Z kim? Z kochanką i
        kochankiem?
        Nikt mnie nie rozumie, każdy im przyznaje prawo do bycia razem, do
        szczęścia. Nawet koleżanka moja najbliższa, też wierząca osoba
        powiedziała mi ostatnio, żebym „dała już spokój tym mrzonkom, on ma
        inną, pewnie niedługo weźmie ślub i głową muru nie przebije”.

        Czasem nachodzi mnie takie zwątpienie, że może rzeczywiście powinnam
        dać spokój. Wszystkim i wszystkiemu. Jestem w rozpaczy. Mąż już nie
        odpisuje na esemesy, telefonów nie odbiera. W pracy, jak do niego
        dzwonię tam mówią, ze go nie ma, bo poznają mnie po głosie. Nie wiem
        co mam robić. Pomóżcie!
        • wilczyca.0 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie cd2 23.11.09, 09:30
          crystyna.p napisała:


          > się tu dowiaduję, że poznał jakąś kobietę. Podobno klientka tej
          > firmy. Ma 32 lata, tak, jak ja.
          (...)
          Ubiera się wyzywająco: dekolty, spódniczki przed
          > kolana w tym wieku!, obcisłe dżinsy, wysokie obcasy, makijaż jak u
          > młodej dziewczyny.

          To to teraz pojechałas po bandzie! Zwłasza w tym ostatnim zdaniu ....
          wiesz co? Świetnie, że Cię zostawił. Jesteś jakąś moherowa dewotką,
          masz 32 lata i co? Pewnie chodzisz w bezowych tweedowych garsonkach??
          Żal.....
          • baba67 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie cd2 24.11.09, 13:55
            Gdybym byla na Twoim miejscu rozumowalabym tak(a tez jestem wierzaca i watpie
            czybym sie zdecydowala na zwiazek bez slubu koscielnego)
            Ten facet za ktorego wyszlam i ktoremu slubowalam po grob NIE ISTNIEJE I NIGDY
            NIE ISTNIAL.
            Jest jakas palancina z duzym talentem aktorskim ktorej udawalo sie mnie naiwna
            i latwowierna zwiesc. Palancina na widok swoezej doopy dostala malpiego rozumu i
            juz.
            Poniewaz nie jest to czlowiek za ktorego wyszlam chce jak najszybciej
            uniewaznic malzentwo koscielne by spotkac kogos kto jest naprawde gleboko
            wierzacym, wartosciowm gosnym mnie czlowiekiem a nie jakim pajacem strojacym sie
            w swiete piorka.
            Katolicyzm , wbrew temu co duza czesc Polakow o nim sadzi, nie jest religia
            dla masochistow. Usilujesz byc bardziej katolicka od papieza i pewnie dlatego
            przegosnili Cie z forum koscielnego.
            Radze przestac popadac w nerwice religijna i poszukac dobrego psychologa.
        • malwan Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie cd2 23.11.09, 10:42
          oszszsz qrwa...
          w ogóle to słów mi zabrakło. Ale jazda.
        • grassant Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie cd2 23.11.09, 19:23
          ... w tym były kobiety po rozwodach i tzw. „singielki”.

          Tak to one wszystkiemu sa winne, twój chłop jest wporzo. Powinnaś z
          każdą z nich rozmówić się i przedstawić swoją historię, jak na
          łamach FK. Z pewnościa zrozumią Twój punkt widzenia i poprą Cię w
          staraniach o odzyskanie jego miłości. A gdy juz wróci do Ciebie
          zacznij być otwarta na jego potrzeby i ubieraj się swobodniej.
          Poniewż nie ma bolca, abyś zmieniła się z dnia na dzień, zacznij
          przemianę od jutra. Powitaj go otwarcie z nowymi umiejętnościami.
          Sukcesów, PA.
        • zla_ksiezniczka Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie cd2 23.11.09, 23:13
          Nie rozumiem Cię, ale akceptuję Twoje poglądy i zaskoczyły mnie komentarze- to,
          że jest baaaardzo wierząca nie oznacza, że coś z nią nie tak. Poznała faceta z
          przekonaniami podobnymi do siebie który nagle zmienił poglądy o 180 stopni. To
          musi być dla niej przykre i choćby nie wiem jak was dziwiły jej poglądy to jest
          to zrozumiałe, że zabolała ją nagła zmiana. I żeby uprzedzić ociekające
          komentarze, to jestem całkowitym przeciwieństwem crystyny :] po prostu staram
          się rozumieć ludzi.

          A co do Ciebie crystyna to niestety, najwyraźniej on już nie wróci. Ok, wg
          naszej religii rozwód jest grzechem, ale ten nie był absolutnie Twoją winą,
          zwróć uwagę, że dałaś z siebie wszystko, walczyłaś do samego końca, nie mogłaś
          zrobić nic więcej. Dlatego nie traktuj tego jak swojego grzechu, to nie Ty go
          zostawiłaś, za to Ty pomimo upokorzenia i jego niechęci walczyłaś o ten związek.
          Widocznie nie był Ciebie wart. Eeee... jak to ująć... myślę, że Bóg to zrozumie :)
          A co robić dalej? czekać. Tylko czas może Ci pomóc. Tylko błagam, nie dzwoń do
          niego, nie pisz. Po co? ukazujesz mu w ten sposób tylko swoją słabość. Zajmij
          się czymś, zainteresuj, staraj się o nim zapomnieć. A jeśli na horyzoncie pojawi
          się inny, cudowny mężczyzna, to nie obawiaj się go pokochać i z nim być- to nie
          Ty zrobiłaś źle, masz również prawo do szczęścia i do bycia kochaną.

          Powodzenia!
        • agulha Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie cd2 28.11.09, 01:22
          Wydaje mi się, że prawdziwie dobra chrześcijanka w takiej (trudnej) sytuacji nie
          skupiałaby się na "pracy" nad mężem, tylko nad sobą. O nawrócenie (i powrót)
          męża to możesz się tylko modlić, ale nachodzenie go w pracy i molestowanie
          telefoniczne jest niezgodne z prawem. Chcesz mieć dzieci? I koniecznie z nim?
          Niestety - pogódź się z tym, że nie będziesz miała. Przypomnij sobie naukę
          Kościoła katolickiego dotyczącą in vitro - nie każdy ma "prawo do dziecka".
          Musisz nauczyć się żyć sama jak żona marynarza albo żona jeńca wojennego, albo
          żona więźnia. Jeżeli normalnych, codziennych spraw Ci nie wystarcza, żeby
          zapełnić sobie życie, zastanów się, komu możesz pomóc: wolontariat w hospicjum?
          Nieodpłatne korepetycje dla dzieci niezamożnych sąsiadów? Działalność w kole
          parafialnym? Może jakieś hobby?
          To nieprawda, że kobieta musi mieć mężczyznę. Twoja wiara zakazuje Ci mieć
          innego mężczyznę, ale nie zakazuje Ci czystości.
          Niestety, nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby.
          Twoja "wolność do" (dzieci, domu, męża) kończy się tam, gdzie zaczyna się
          "wolność od" - w tym przypadku wolność T. i tamtej kobiety od nagabywania przez
          crystynę.
      • wacikowa Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie cd 23.11.09, 09:37
        "Zabiłaś" chłopa za życia:)
        Drugi człowiek to nie Twoja własność.
        Psa sobie weź na wychowanie i tresurę:)
        Będziesz mu rozkazywać kiedy co ma robić,kiedy się kochać,kiedy siku itp.
        Niedojrzała jesteś do małżeństwa(związku) i to cała prawda o Tobie.
        • wilczyca.0 wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 09:40
          widziałaś co ona napisała w 3 częsci? to jakas masakra ta baba!
          • wacikowa Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 09:42
            Czytałam:) Wszystkie 3 części. Kobieta chora dla mnie. I niestety powinna się
            leczyć.
            • mruff Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 09:44
              Ta historia jest wynikiem prania mózgu jakie robi ludziom katolicyzm.

              Crystyna jesteś ofiarą religi. Żal to wszystko czytać.
              • wacikowa Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 09:46
                Mnie tam nikt prania nie robi. Mam swój mózg i nim się posługuję.
                • nesetr Re: 23.11.09, 09:51
                  Twoja postawa nie jest w dzisiejszych czasach typowa. Dlatego nie znalazlas
                  zrozumienia na innym forum, nie znajdziesz go i tutaj. W zasadzie jakie sa twoje
                  oczekiwania w stosunku do forumowiczow? Maja przyznac ci racje, potwierdzic cie
                  w twoich oczekiwaniach? Osadzic cie? W jakim celu? Szukasz akceptacji twoich
                  pogladow?
              • alpepe Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 09:50
                Odezwała się mądra. Mnie tam katolicyzm prania mózgu nie zrobił, ta kobieta jest
                zwyczajnie chora, katolicyzm nie ma tu nic do rzeczy.
                • wacikowa Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 09:55
                  Ale prościej jest ludziom zwalić na religię niż własny brak mózgu.
                  To są typowi ludzie którzy uważają,że inni są w stanie myśleć za nich.
                  Autorka wątku niestety jest chora i powinna się leczyć.
                  • chomsterek Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 21:14
                    Otóż to, nie religia jest winna, a podejście Crystyny, której wydaje
                    się, że wiara załatwi za nią wszystko i że wychodząc za mąż dostaje się
                    akt własności drugiej osoby.
                • malwan Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 12:03
                  no chyba ma.
                  Pani na każdym kroku podkreśla wartości chrześcijańskie i swoje ortodoksyjne
                  podejście do wiary.
                  • emma_ja Re: wacikowa czytałas to całe?!! 24.11.09, 12:46
                    ta pani ma ortodoksyjne podejscie tylko do nierozerwalnosci malzenstwa- bo jej
                    to akurat pasuje
                    a juz szacunku do drugiego czlowieka nie ma za grosz
                    ksiedza(czyli slugi bozego) nie szanuje i nie slucha, rodzicow -martwi
                    taka z niej katoliczka
                    chora osoba...
                • annajustyna Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 20:45
                  Moze i ma, bo faktycznie rozwod dla osoby wierzacej to prawdziwy dramat. A nie
                  byloby podstaw do stwierdzenia niewaznosci? ze maz niedojrzaly? A jakby co, to
                  KK nie odrzuca ludzi w nowym, cywilnych zwiazkach, w koncu rozwod byl ze strony
                  meza...
                • puszka_pandory1 Re: wacikowa czytałas to całe?!! 24.11.09, 10:36
                  Jednak troche ma, skoro pierwszy raz dopiero po slubie, seks
                  tylko "po Bozemu", antykoncepcja wylacznie naturalna oraz
                  niedopuszczanie mysli o rozwodzie, nawet gdyby pil i bil. Gdyby
                  crystyna byla wyznawczynia islamu, z podobna zapewne konsekwencja
                  wyrzeklaby sie wieprzowiny, zredukowala swoja role zony do sluzacej
                  i akceptowalaby liczne "przyjaciolki" meza-pana. Zycie crystyny jest
                  zdominowane przez religie, poniewaz zapewnia jej ona gotowe
                  wskazowki i rady odnosnie tego, jak zyc. To z kolei gwarantuje jej
                  poczucie bezpieczenstwa. Crystyna nie musi snuc refleksji na temat
                  co jest wlasciwe, a co nie, wystarczy, ze zna przykazania Boze. Inna
                  rzecz, ze to slepe podazanie za przykazaniami przybralo u crystyny
                  postac monstrualna i w efekcie zniszczylo jej malzenstwo. Zabraklo
                  tu umiaru, refleksyjnosci, umiejetnosci wlasnej oceny sytuacji. Te
                  braki cechuja osoby o waskich horyzontach myslowych, niekreatywnych,
                  lekliwych. Ale to jeszcze nie choroba.
                  • alpepe Re: wacikowa czytałas to całe?!! 24.11.09, 10:47
                    Nie ma. Jestem katoliczką i to, co piszesz z takim lekceważeniem i mnie dotyczy.
                    Jednak dopuszczam myśl o separacji lub rozwodzie, bo jedno z drugim nie ma nic
                    wspólnego, każdy ksiądz ci to powie.
                    • puszka_pandory1 Re: wacikowa czytałas to całe?!! 24.11.09, 16:36
                      Ma zwiazek czy nie ma-zdania na ten temat sa podzielone i spierac
                      sie o to dluzej nie zamierzam. Absolutnie nie lekcewaze czyjejs
                      wiary; to, co napisalam mialo byc poparciem dla tezy, ze crystyna
                      przyjela zasady kosciola katolickiego bezkrytycznie i kierujac sie
                      wylacznie nimi zamiast zdrowym rozsadkiem zachowuje sie
                      irracjonalnie (walczy o bylego meza, ktory jest o krok od zalozenia
                      nowej rodziny). I nie chodzi mi tu o to, ze powinna zrezygnowac z
                      wyznawanej wiary i nagle zaczac brac piguly, stac sie demonem seksu
                      itd.; powinna natomiast pogodzic sie z odejsciem meza i znalezc
                      sobie kogos, kto rownie gleboko jak ona wierzy w slusznosc
                      katolickich zasad.
                      Ludzi wierzacych i praktykujacych podziwiam i szanuje, bo to sa
                      wyrzeczenia.
                      Fanatykow sie boje.
                      A tak w ogole to caly ten watek to jedna wielka sciema. Amen.
              • 007lenka Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 09:54
                Dokładnie, pierwsze co sobie pomyślałam to właśnie to: "jak to religia ludziom
                wodę z mózgu robi" :-/ jeśli to wszystko prawda, chociaż jak dla mnie ładunek
                absurdu i surrealizmu jest zbyt duży ;-) to ja chyba powstrzymam się od
                udzielania rady w tej kwestii ;-)
                • zawszezabulinka Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 10:07
                  przeczytalam, i padlam trupem ;]

                  nic dziwnego ze uciekl pewnie zachowalas sie jak babsztyl i sadzac po opisie

                  - kontrolowalas go. kazdy ma prawo wyjscia na impreze i nie odbierac telefonu
                  przez x czasu. ja tak swojego facia kontrolowalam. po jakims czasie przestalam.
                  smieszny byl final, jak wyszedl na 4 godziny a ja nie zadzwonilam : zapytal czy
                  mam kogos na boku, bo on i jego koledzy sa w szoku moja postawa
                  - antykoncepcja : facet nie chcial ewidentnie dziecka i nie dziwie sie ze
                  kontrolowal zapiski. ty go zmuszalas tak jakby do dziecka. moj facet tez nie
                  wierzy w npr, a dziecko nam nie jest potrzebne
                  - w lozku nie chcialas byc wyluzowana, czyli co , ty lezysz na pleckach a on
                  posuwa, bo inaczej co? jestes najgorsza grzesnica?
                  - to w jaki sposob oceniasz tamta pania to jest chore. mnostwo kobiet ma
                  dekolty, obcisle spodnie, zaklada spodniczki i nie sa paniami spod latarni

                  juz strach pomyslec co by bylo gdyby facet sie onanizowal albo ogladal porno.

                  mimo wszystkiego ze wzieliscie rozwod i on ma kogos - chcialabys byc z facetem
                  na sile bo ty jestes wierzaca i nie mozesz inaczej?
                  to dopiero bylby sajgon gdybys zaszla w ciaze

                  ale na szczescie nie mozna nikogo zmusic do slubu :)
                  • grassant Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 19:29
                    juz strach pomyslec co by bylo gdyby facet sie onanizowal albo
                    ogladal porno.

                    nie obawiałbym się tego.skoro mieszkal jakiś czas u matki a potem
                    sam, nie ma bolc robił to w wielkim stylu.
                  • vandikia Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 23:23
                    a nie pomyslałaś, że moga być dwie osoby dla których porno i walenie
                    w kiblu nie są wyznacznikami 'wolnego życia'??
                    z tego co pisze, to facet chciał dziecko ale odwidziało mu się wraz
                    z nową pracą, po co przeinaczasz to, co napisane?

                    nie rozumiem dlaczego czyjeś wartości są dla innych powodem do
                    smiechu (nawet jeśli ten wątek to podpucha, kolejny temat do mgr czy
                    pseudoreportażu), za to porno i kupa gnoju to powód do dumy
                • emma_ja Re: wacikowa czytałas to całe?!! 24.11.09, 12:52
                  to nie religia jej zrobila wode z mozgu
                  to chora osoba, w religii szuka wsparcia i uzasadnienia, czepila sie czegos po
                  prostu kurczowo

              • mruff Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 09:58
                Niektórzy mają mózgi jak gąbki i chłoną to co do nich mówi się.
                Tymbardziej ksiądz, który jest przecież mądry itd.

                Osobowość crystyny jest ukształtowana religią.

                Swoją drogą znam kobietę od której odszedł mąż do kochanki. Kiedyś
                małżeństwo to(oboje lekarze) razem czytało ewangelię na mszach, 3
                dzieci, prowadzili nawet przykościelną poradnię rodzinną.
                I ta ex żona od 7 lat czeka aż jej były mąż nawróci się :( i wróci
                do niej. Sama nie ma chłopa bo przed Bogiem ma mężą. Żona codziennie
                modli się o jego nawrócenie-opowiadała o tym wszystkim.
                • croyance Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 19:23
                  Nie, religia nie ma tu nic do rzeczy, na tym poziomie to juz jakas
                  obsesja, mania, ktora przybrala akurat sobie religijna forme. Niektorym
                  odbija, ze UFO ich porywa, a inni maja religijne jazdy. Zauwaz, ze
                  nawet proboszcz, wierzacy psycholog i religijna tesciowa mowil jej, ze
                  ma sie uspokoic, a ona nadal swoje.
                  • kora3 też tak sądzę 23.11.09, 22:21
                    to po prostu maniakalne uzaleznienie od eksmeża, niemający wiele
                    wspólnego z religią.
                    Kobieta nie umie pogodzić się z faktami, które zaistniały, a wątek
                    religijny jest tylko wymówka - usprawiedliwieniem dla uzaleznienia,
                    z którego nie chce zrezygnowac. Gdyby nie była religijna to nie
                    chciałaby rezygnować "dla dzieci", albo, bo "to miłosc mojego
                    zycia" .
                    To prawda , ze w KRK małzeństwo to sakrament, to prawda, ze z
                    załozenia na całe życie, ale nie da sie kpgoś zmusic do miłosci i
                    bycia z drugim. Wierząca osoba dochowuje wiernosci współmałzonkowi,
                    nawet gdy tamtenm odejdzie i zwiae sie z kimś innym,ale godzi sie z
                    zreczywistoscią, bo nie ma wyjscia.Musi dla swego zdrowia
                    psychicznego.
              • annjen Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 23:59
                nie, ona jest ofiarą własnego fanatyzmu...
          • vandikia Re: wacikowa czytałas to całe?!! 23.11.09, 23:19
            wilczyca.0 napisała:

            > widziałaś co ona napisała w 3 częsci? to jakas masakra ta baba!


            sama jestes masakra i jeszcze podpierasz się czyjąś opnią, jakbyś za
            własną nie miała odwagi odpowiadać sama..
            w grupie raźniej, normalnie jak u dresów
        • sapalka1 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie cd 23.11.09, 11:37
          Szkoda psa - będzie chciał jeść mięso w piątek ;)
          A serio to szkoda kobiety, wiara - wiarą, ale do niej fakty nie docierają :(
          Dobrze, że facet ulożył sobie życie
    • yoko0202 to MUSI być żart, po prostu musi.... 23.11.09, 10:00
      jeżeli nie, to dziwię się jedynie że facet jeszcze nie wyjechał np. w himalaje
      albo na platformy do norwegii
      • damka9 to się kobieta do końca załamała pewnie 23.11.09, 10:08
        jak poczytała tu parę rzeczy hehe ale akt faktem jest wysublimowanym przypadkiem
        w tymswim spojrzeniu na kwestię małżeństwa.. ciekawi mnie, że po takim czasie
        dopiero crystyno podniosłaś lament świętokrzyski jak to wam się wszystko źle
        ułożyło, a nie zauważyłaś wcześniej, że najwidoczniej zamuliłaś ten związek do
        szpiku kości? bo jeśli zwróciłaś uwagę na to, że jego nowa kobieta jest skrajnie
        różna od Ciebie to znaczy, że on potrzebował odmiany( czyt. rozrywki,
        urozmaicenia)! a jak dla mnie to do pewnego momentu mogłaś Ty sama mu to
        zapewnić.... no ale nie, bo przecież jak można wyjść w spódnicy przed kolano!!:|
        • vandikia Re: to się kobieta do końca załamała pewnie 23.11.09, 23:25
          jasne jej wielka wina, wór pokutny i marsz do Częstochowy
          bo trwałość związku jest uzależniona od 1 osoby
    • stinefraexeter Wyluzujcie 23.11.09, 10:12
      To prowokacja przecież o antykatolickim charakterze.
      • alpepe Re: Wyluzujcie 23.11.09, 10:18
        Raczej tak, ale zdarzyło mi się poznać podobne osoby.
      • 007lenka Re: Wyluzujcie 23.11.09, 12:31
        Daj buk ;-)
        • green-chmurka Re: Wyluzujcie 24.11.09, 13:44
          007lenka napisała:

          > Daj buk ;-)
          A co to jest buk?
          • palya Re: Wyluzujcie 24.11.09, 18:58
            pl.wikipedia.org/wiki/Buk no przecież uczą tego od pierwszych lat podstawówki...:)
      • vandikia Re: Wyluzujcie 23.11.09, 23:27
        i to jest najlepsze, że prawie nikt nie bierze pod uwagę uczuć i
        ewentualnej prawdziwości sytuacji, że nikt nie wierzy, że można tak
        kochać, że mozna miec wspólne wartości
        wystarczy słowo 'kościół' albo 'ksiądz' nie mówiąc o 'kk' i połowa
        szału dostaje i jest po czym jeździć
        żenada
    • tarantinka Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 10:13
      znajdź jaiegoś psychoterapeutę, to co piszesz to już obsesja, to się
      moze tragicznie skończyć.
    • martishia7 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 10:20
      Nikt mnie nie rozumie, każdy im przyznaje prawo do bycia razem, do
      szczęścia. Nawet koleżanka moja najbliższa, też wierząca osoba
      powiedziała mi ostatnio, żebym „dała już spokój tym mrzonkom, on ma
      inną, pewnie niedługo weźmie ślub i głową muru nie przebije”.


      Koleżanka ma rację.

      Twój były nie jest Twoją własnością. Może robić co chce i z kim chce. I będzie
      to robił. Jeżeli chcesz żyć zgodnie z wymogami swojej wiary, to chyba pozostaje
      Ci jedynie zostać samej i czekać na jego powrót do końca dni swoich.
      • mruff Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 10:31
        Wątek świetnie pokazuje, że w doopę wsadzić sobie można jakiekolwiek
        rokowania co do trwałości związku.
        Czystość przedmałżeńska, miłość, wiara, święty sakrament...

        A potem wypala na wiele lat (jak nie do grobu) związek z kochanką.

        Takie to życie jest pokręcone i NIEPRZEWIDYWALNE.
        • dobranoc911 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 11:06
          a nie pomyslalas moze (skoro jestes wierzaca) ze to znak od Boga - moze dla ciebie nie jest przeznaczona rodzina, moze masz wstapic do klasztoru, opiekowac sie sierotami i potrzebujacymy?
          a z inna sprawa - powiedzial ci dlaczego odchodzi, co mu nie pasuje? bo nie wierze ze po prostu spakowal walizki i wyszedl, musialy byc jakies sygnaly, klotnie?
        • kora3 to nie jest kochanka Mruff! 23.11.09, 11:18
          Kochanka to byłany, gdyby żył z żoną i z nią,a z tego co mozna
          wyczytać gosc sie wyprowadził, potem rozwiódł i później związał z tą
          babką - jaka to kochanka? przecież gosc był rozwiedziony, nie w
          żadnym zwiażku
          • mruff Re: to nie jest kochanka Mruff! 23.11.09, 19:08
            kora3 napisała:

            > Kochanka to byłany, gdyby żył z żoną i z nią,a z tego co mozna
            > wyczytać gosc sie wyprowadził, potem rozwiódł i później związał z

            > babką - jaka to kochanka? przecież gosc był rozwiedziony, nie w
            > żadnym zwiażku

            Nie mają rozwodu kościelnego więc przed Bogiem są nadal małżeństwem.
            • kora3 Re: to nie jest kochanka Mruff! 23.11.09, 22:09
              mruff napisała:
              >
              > Nie mają rozwodu kościelnego więc przed Bogiem są nadal
              małżeństwem.

              Mruff nie ma rozwodów koscielnych, a do stwierdzania niewaznosci
              musza być powody.

              Natomiast nie każdy jest wierzący, czy też nue każdy traktuje
              wiernosc małzeńską w ten sposobów, nawet wśród katolików.
              Powszechnie za kochankę uwaza się babke która zadaje się z
              faktycznie zajętym facetem, który żje z kims w zwiazku , a ten drugi
              ukrywa. Ja doczytałam, ze tu facet roziwdziony na czas jakis przed
              tym jak te kobiete poznał. Jesli sie z nia ozeni teraz to nadal
              tamta bezdie sakramentalną żona, ale ta bedzie w swietle prawa:)
              nadal bedziesz ją nazywac kochanką?
        • annjen Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 00:04
          no, niestety przekonałam się o tym na własnej skórze...
    • ind-ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 10:29
      zycze chlopu szczescia,a tobie wiecej rozumu
    • sapalka1 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 11:39
      Wystąp o rozwód kościelny (możliwe, że sa podstawy)i ułóż sobie życie z kimś
      innym, uczęszczaj na spotkania z terapeutą.
      • alpepe Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 11:43
        przerabialiśmy to ostatnio na forum. Nie ma rozwodów kościelnych.
        • wacikowa Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 11:59
          Są tylko trza cudzysłów wstawić:))
          A to akurat jej nie urządza chyba bo ona chce chłopa i rozmnażania a nie rozwodu:)
    • wicehrabia.julian jak dla mnie wątek miesiąca 23.11.09, 11:54
      a tej pani współczuję
    • barshtchu Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 12:05
      Oczywiście crystyno.p masz we wszystkim rację. Ten łajdak powienien
      być z tobą i już. Nie ma innej opcji. Oto co ci doradzam w twoim
      problemie. Kup kajdanki, znajdź go i przykuj do siebie, a klucz
      wyrzuć np. do kanalizacji. Po pewnym czasie wszystko się ułoży...
      Mam nadzieję. Pozdrawiam. :)
    • green-chmurka Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 12:05
      wez poszukaj se innego chlopa, jak cie pare razy do porzadku przeleci to
      zmienisz zdanie.
    • ygawa81 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 12:24
      No niestety nie zmienisz tego "bagna"-jak piszesz- jakim można
      nazwać życie. Wspólczesne miejsce pracy, mężaci, żonaci, czarani i
      biali, piękni i brzydcy, takiej czy innej orentacji
      seksulanej.Piszesz rozwodnicy, zaczliczasz się już do tej
      grupy "bagna"

      Co ksiądz Ci doradzi?A co obcy terapeuta?-napewno nie tego jak
      odzyskać męża.

      I tu przykro mi stwierdzić taka jest nasza religia, taka jak Ty.
      Pozdrawiam
      • mesz Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 20:39
        strasznie Ci wspólczuję.Rozumiem, że wszelkie rady typu -pogódź się
        z tym, nie zmusisz go do niczego - w żaden sposób do Ciebie nie
        trafiają. Myślę, że po prostu potrzeba czasu. Zapewne w modlitwie
        znajdziesz ukojenie. Pewnego dnia znowu dla Ciebie zaświeci słońce,
        może przy innym mężczyźnie,choć na razie pewnie nie chcesz o tym
        mysleć, a może z innego źródla. W końcu nie wszyscy musza się z kimś
        wiązać. Trzymam kciuki i powodzenia:-)
    • ma_dre Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 21:00
      crystyna.p, mysle ze powinnas zrozumiec ze czlowiek z ktorym zlaczyl cie swiety
      sakrament i czlowiek, ktory odszedl od ciebie to dwie rozne osoby. Twoj maz juz
      nie istnieje, zdradzil wasze kiedys wspole idealy, zdradzil przysiege jaka was
      laczyla. Zrozum to. Warto walczyc o uniewaznienei malzenstwa, po to aby moc
      zlaczyc los z kims, kto jest tego wart. Ten czlowiek juz nie podziela twoich
      wartosci. Czy mimo tego chcialabys aby wrocil? Przeciez to nie ma sensu! Chcesz
      aby swoje obecne wartosci przekazal kiedys waszym dzieciom? Przeciez dla ciebie
      bylaby to porazka! Znajdz kogos, kto wychowa z toba dzieci w wierze w Chrystusa.
    • vandikia Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 23:18
      a mnie jest Ciebie żal, bo wiążąc się mieliście takie samo
      spojrzenie na życie, takie same - silne wartości i jedna strona pod
      wpływem innych ludzi zrezygnowała ze wszystkiego w co wierzyła
      zostawiając drugą osobę na pastwę losu

      co masz zrobić? nie wiem. Małżeństwem to już raczej nie będziecie,
      na Twoim miejscu dałabym sobie czas, później unieważnienie związku w
      świetle kościoła i spróbowanie z kimś innym
      • baba67 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 14:35
        Nie wierze w to ze mozna sie tak zmienic pod wplywem obcych ludzi. Nade mna w
        bloku mieszka para gejow, mili ludzie. jakos nie pomyslalam zeby porzucic
        rodzine i poszukac sobie milej przyjacioleczki. A moj maz nie jest jakims znowu
        idealem.
        ten facet od poczatku udawal Moze nie do konca swiadomie ale udawal.
    • annjen Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 23.11.09, 23:58
      sorry za trochę chaotyczny post, ale późna pora...
      czy ty rozmawiałaś z jakimś księdzem? bo wiesz, kiedy ja byłam po rozwodzie i w
      trakcie procesu o stwierdzenie nieważnosci, zwierzyłam się znajomemu księdzu, że
      ciężko mi spotykać się i planować wspólne życie z innym mężczyzną, on mi
      odpowiedział, że przecież nie zdradzam męża, bo jesteśmy po rozwodzie. mimo iż
      jestem katoliczką, nie rozumiem, jak kobiety mogą się tak na własne życzenie
      unieszczęsliwiać. kościół nie zmusza cię do męczeństwa. skoro były mąż nie chce
      z tobą być, to nie wiem, w imię czego mu się narzucasz i rościsz sobie do niego
      jakieś prawa, bo nasza religia na pewno tak nie uczy. wiesz, nie obraź się, ale
      nie dziwię się twojemu eksowi, że cię zostawił. katoliczka to naprawdę nie musi
      być niedojda ubierająca się i zachowująca jak zakonnica. to, co piszesz z
      oburzeniem o stylu ubierania się twojej rywalki to jakiś purnonsens. kobieta
      nawet w wieku 32 lat;) ma prawo wyglądać ładnie i kobieco. w tym co opisałaś nie
      ma nic wyzywajacego. seks jest po to, by zbliżać małżonków i dobra żona stara
      powinna się starać, aby mąż czerpał radość z bliskości (w drugą stronę
      oczywiście też). w przeciwnym wypadku to jest egoizm, nieważne z jakich pobudek
      by on wynikał. moim zdaniem powinnaś porozmawiać z madrym ksiedzem o szansach na
      orzeczenie nieważności i próbować układać sobie życie na nowo. to, co teraz
      robisz na pewno nie służy twojemu rozwojowi duchowemu. ostatecznie po uzyskaniu
      wyroku możesz wstąpić do zakonu, jeśli naprawdę nie widzisz się w zdrowym
      związku z mężczyzną. życzę ci roztropności, bo w tej chwili jesteś z całą
      pewnością na najlepszej drodze do zmarnowania sobie życia.
    • haylee Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 01:30
      wydaje mi się,że "świętość sakramentu małżeństwa" nie jest tym, co
      nie pozwala Ci pozwolić mężowi odejść. Słyszałaś kiedyś o osobowości
      rozlanej? zanim wzięliście ślub i w trakcie trwania małżeństwa
      nigdy, ani razu nie pomyślałaś, co by było gdyby mąż Cię zostawił?
      nigdy nie słyszałaś o tym, że związki się rozpadają, ludzie się
      rozstają? rozwodzą? zanim poznałaś byłego męża nie byłaś nigdy z
      nikim innym w związku? nikt Cię nigdy wcześniej nie porzucił ani Ty
      nikogo?
      jak długo byliście ze sobą zanim wzięliście ślub? ja dobrze
      zdążyliście się poznać? ile trwało wasze małżeństwo? wiesz, ludzie
      czasem pochopnie podejmują decyzję o małżeństwie. Spróbuj oddzielić
      na moment religię od tego, czym jest małżeństwo. Jest związkim
      dwojga żywych ludzi, nie jakąś nienaruszalną świętością. To, że
      braliście ślub w kościele nie znaczy że r z e c z y w i ś c i e na
      zawsze ze sobą będziecie.
      nie rozumiem tego,że po tym wszystkim co się wydarzyło Ty nadal
      wierzysz w wasze wspólne życie. I z tego pisałaś wynika coś jeszcze:
      Ty w ogóle nie wyobrażasz sobie życia bez niego , tak jakbyście byli
      jedną osobą.
      www.tczew.edu.pl/index.php?id=26,228,0,0,1,0
    • crystyna.p Do wszystkich 24.11.09, 08:24
      Dziękuję za ciepłe słowa i zrozumienie niektórych z was. Dobrze, że
      znalazłam tu ludzi, którzy rozumieją moje wartości. Widzę, że jest
      kilka takich osób, które się śmieją ze mnie, ale do tego już
      przywykłam.

      Niektóre z was piszą mi o stwierdzeniu nieważności małżeństwa. Otóż
      ja tak naprawdę tego nie uznaję. To jakaś taka „furtka”, jak rozwód,
      tak mi się wydaje. Z drugiej strony na pewno są sytuacje, w których
      małżeństwo naprawdę zostaje nieważnie zawarte. Wtedy, gdy ktoś
      kłamie, oszukuje, nie kocha, ale z nami tak nie było.

      Poznaliśmy się dziewięć lat temu. Przez koleżankę, T. był kolegą jej
      brata. Od razu sobie przypadliśmy do gustu: wspólne rozmowy, takie
      samo spojrzenie na świat, na wiarę. Rok spotykaliśmy się tak po
      młodzieżowemu: kino, wspólne wyjazdy na pielgrzymki, wypady ze
      znajomymi. Poznaliśmy nasze rodziny. Prawie równo w rocznicę
      poznania były zaręczyny. Dał mi pierścionek po swojej babci. Byliśmy
      tacy szczęśliwi. W niecały rok później staliśmy przed ołtarzem i
      przysięgaliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Krzty
      fałszu tu nie było, ani z mojej, ani z T. strony, jestem pewna.

      Któraś z was pyta, czy nie rozstałam się wcześniej z nikim: nie.
      Miałam kolegów, znajomych, takie normalne młodzieżowe znajomości,
      ale nie „chodziłam” przed T. z nikim. Zaraz się dowiem, że jestem
      głupia i nienowoczesna, ale ja po prostu w nikim się wcześniej nie
      zakochałam, po co miałam z kimś „chodzić”? Dla zabawy, dla
      koleżanek?

      Czy nie wiedziałam, że ludzie się rozstają? Wiedziałam, bo w mojej
      rodzinie się to zdarzyło: kuzynka mężatka z dziećmi „zakochała” się
      w innym mężczyźnie i zostawiła męża dla niego. Mnie się takie coś
      nie mieściło w głowie! Moim rodzicom też nie, z kuzynką nie
      utrzymujemy kontaktu. Obraziła się zresztą, bo zaprosiła nas
      na „ślub” z tym drugim, cywilny ma się rozumieć i tata jej grzecznie
      odmówił, wyjaśniając, ze dla nas takie „ślub” nie istnieje. To było,
      gdy jeszcze nie byliśmy z T. małżeństwem, ale rozmawialiśmy o tym.

      Może to niektórym z was ciężko będzie zrozumieć, ale dla mnie
      właśnie postawa wobec sakramentu małżeństwa, jego nierozerwalności
      była kluczowa, gdy rozglądałam się wokół wypatrując, jako młoda
      dziewczyna przyszłego męża. Nie interesował mnie „nowoczesny”
      związek na zasadzie: weźmiemy ślub w kościele, bo ładnie, ale żyć
      będziemy tak, jakby go nie było. Dla mnie i mojego męża to nie była
      ceremonia, a sakrament, którym dobrowolnie związaliśmy się na całe
      życie.

      Przyznaję, że w jednej rozmowie z księdzem był poruszany temat
      nieważności, przez księdza, nie przeze mnie. Pytał mnie o sprawy
      przed ślubem. Jego zdaniem, a także moim żadnych podstaw, żeby
      wnieść o stwierdzenie nieważności nie ma. Ani się T. ze mną dla
      pieniędzy nie żenił, ani innej nie miał wtedy, z niczym mnie nie
      okłamał, dzieci chciał mieć, nawet już później, kiedy mówił, ze
      trzeba poczekać, w małżeństwie nie mówił, ze nie chce mieć, tylko,
      że nie teraz. Nie ma nic takiego, co byłoby przesłanką do
      nieważności. To byłaby zwyczajna próba oszustwa. T. i ja kiedy się
      pobieraliśmy byliśmy dorośli, ja niemal 25 lat, on 2 lata więcej.
      Przez trzy lata nasze małżeństwo układało się idealnie: wspólne
      cele, wspólnie spędzany czas, wspólni znajomi. Chociaż bywało
      ciężko, bo nie mieliśmy dużo pieniędzy, a T. się jeszcze uczył,
      nawet się nie pokłóciliśmy nigdy, naprawdę. Gzie tu jakaś
      niedojrzałość?

      Zaczęło się psuć dopiero, jak znalazł tę nową pracę. Zaczął się
      zachowywać tak, jak pisałam. To wyglądało na jakiś amok, w którym on
      trwa po prostu.
      Któraś tu napisała, że ja piszę tak, jakbyśmy byli jedną osobą. Ja
      tak czuję! Jesteśmy jedną osoba, bo jesteśmy małżeństwem, na tym
      polega istota małżeństwa, że nie jesteśmy każde sobie, a jednością!
      Małżeństwem jest się na dobre i na złe. Teraz przyszło złe, ale czy
      to znaczy, że ja mam zostawić męża samemu sobie? A gdyby był chory,
      to też radziłybyście go zostawić?

      Któraś się pytała, czy ja jestem jakaś moherowa dewotka, bo
      krytykowałam kochankę męża za wygląd. Nie, nie jestem! Dbam o
      siebie! Tyle, że ubieram się po prostu przyzwoicie, nie żeby
      wszystko pokazać w ubraniu. Po to się człowiek ubiera, żeby nie być
      rozebranym, prawda? Jaki sens wkładać bluzkę, skoro połowę piersi
      widać przez dekolt? Jaki spódniczkę, skoro widać całe nogi?

      Ktoś też napisał, że ona nie jest kochanką, bo jesteśmy po
      rozwodzie. Ona też tak mówiła do mnie i mąż. Rozwód noc nie znaczy:
      jesteśmy sakramentalnym małżeństwem na zawsze, a kobieta, która żyje
      z cudzym mężem to kochanka, prawda?
      • kora3 Crystyno ... 24.11.09, 09:05
        W punktach :)

        1. Spotkalam osoby podobne do Ciebie w swoim zyciu i sczerze wierzę,
        ze masz takie, a nie inne podejscie. Poniekąd rozumiem je, choc nie
        podzielam zupełnie

        2. Co do stw.nieważnosci - nie wiem z kim rozmawiałaś, ale zakładam,
        ze taki zwyczajny ksiądz moze się niekoniecznie dobrze znac na
        rzeczy, przypadkiem cos tam o stw. nieważnosci wiem.
        Może jest tak, że czegos o eksmęzu jednak nie wiesz, a byłoby to
        przeslanka? radze w temacie pogadac z kims kompetentnym w kurii

        3. potrzebna ci terapia!!! nie oczekuj od terapeuty recepty na to,
        jak skłonic meza do zmiany decyzji. Terapeuta ma TOBIE pomóc wyjśc z
        totalnego uzależnienia od eksmęza, pogodzic się z faktami. Fakty są
        takie, ze mąz jst osobą posiadającą z wili boskiej wolną wolę. Nawet
        Bóg moze na nas wpływac na tyle, na ile dopszczamy Go do tego. Sam
        Bóg tak zdecydował dają owa wolna wole. Twój eksmąz tak korzysta z
        wolnej woli, jak korzysta. Nie mozesz tego zmienić Crystyno. Jesli
        coś, kogoś mozesz zmienić, to siebie. Nie ma żadnych modlitw, ani
        zaklec które wywołaja zmianę zachowania meża od zaraz, zrozum to.
        Niema też takic sposobów. Jedynym sposobem jest tzw. "stanowcza
        miłośc" znajdź sobie info w sieci na temat. Niezależnie od
        swiatopogladu wlasnego i drugiej osoby w podobnej do twej sytuacji
        należy pogodzic się z faktami, spojrzec prawdzie w oczy i przestać
        się narzucac! To podstawa. Tylko to MOZE zadzialać, ale wcale nie
        MUSI. tak sprawa wyglada. Nie ma szans zadnymi prawnymi, ani
        nadprzyrodzonych sposobów na zmianę myslenia meza, ani jego
        zachowania. Moze być tak, ze nigdy nie zechce z Tobą juz być. Musisz
        to zrozumiec, ale to wymaga "przepracowania" z terapeutą i to
        dobrym, a nie pisania na forum.
        • baba67 Re: Crystyno ... 24.11.09, 14:21
          IMHO czlowiek gleboko i szczerze wierzacy za jakiego chcial uchodzic Twoj maz
          NIE ZACHOWALBY SIE TAK NIGDY. Chyba zeby zrobiono mu lobotomie i przestalby byc
          soba.
          Moze on jakos swiadomie nie udawal, ale byl pod Twoim wplywem. Wplyw sie
          skonczyl skonczyly sie wartosci. Gdyby okazalo sie ze Twoj maz jest gejem to tez
          nie uznawalabys orzeczenia niewaznosci? Powiedzmy ze facet nigdy z innym facetem
          nie spal i wierzyl ze poslubienie Ciebie sprawi cuda?
          To co opisalas to przypadek dajacy sie bez problemu zakwalifikowac jako
          niedojrzalosc-trzeba tylko bardziej rozeznanego w temacie ksiedza .
          Nie ma zadnego powodu zebys sie skazywala na takie zycie bez swojej winy.
          Popadasz w obsesje i psycholog Ci potrzebny.
          • kora3 obawiam się Babo, że możesz nie mieć racji 25.11.09, 10:30
            nie, ze przesadzam, bo żaden ze mnie ekspert, ale... Proces stw.
            nieważnosci to raczej farsa, choc czasem jak u mnie "wychynie" sie
            cos sensownego.
            Niemniej do przyjęcia pozwu sa jakieś kryteria. I tu nie za bardzo
            widac, zeby były Babo. Nie wyglada na to, że gośc udawał, czy też
            znajdował się pod wpływem Crystyny przed slubem. Pisze, że taki już
            był, gdy sie poznali.

            Gdyby każdą zmiane dało się podciagnąc pod niedojrzałosc do
            tworzenia trwałej wiezi małzeńskiej praktycznie mielibyśmy SAME
            niewazne małzeństwa, które się rozpadły. Bo czyż za niedijrzałosc
            nie mozna uznac, ze powiedzmy kobieta po 10 latach małzeństwa
            zakochuje się w inym? Można, nie?:)
            A jednak się tego nie uznaje.
            Musi zostac stwierdzone, ze taki człowiek w chwili zawierania
            małzeństwa nie był zdolny do tworzenia tejze więzi. to bywa trudne,
            aczkolwiek jesli człowiek np. był chory, czy dysfinkcyjny na tyle,
            że faktycznie nie mógł, choc o tym nie wiedział moze sie to udac.
            Tyle,ze tego nie wiemy, a specjalistów biegłych powołuje Kuria, nie
            bardzo masz mozliwosc polemiki z nimi, czy przedstawiania innych
            opinii.

            Wiele zależy od tego, czy i w jaki spsób jej eksmąz bedzie chciał
            uczestniczyc w procesie. Moze nie chcieć i nikt go nie zmusi. Ale
            może też upatrywac szansę w tym dla siebie. ja na początku też się
            wahałam, czy uczestniczyć, dopóki mi znajoma nie uświadomila, ze
            warto, bo jesli nieważnosc zostanie orzeczona mój eks uzna, ze mozna
            się ode mnie odczepić:)

            Jest jeszcze jedno ryzyko Babo. Otóż moze sie okazaxc tak, ze to
            Crystyna była i JEST niezdolna do tworzenia więzi. Mze zaistnieć
            sytuacja, ze SB uzna małzeństwo za niewaznie zwarte, bo np. ona jest
            z powodu dysfuncji niezolna do tworzenia wiezi.
            • baba67 Re: obawiam się Babo, że możesz nie mieć racji 25.11.09, 14:51
              A ja sie z Toba zgadzam, moze sie okazac ze nasza bohaterka przez projektowanie
              wlasnych wyobrazen na czlowieka rozniacego sie od tych wyobrazen wcale nie
              odrobine nie byla w stanie zawrzzec waznego zwiazku.

              Malo tego, uwazam ze bez pomocy dobrego terapeuty nadal nie bedzie.
              Ale co to za roznica?Orzeczenie niewaznosci by nastapilo. Po terapii i jakims
              czasie na dojscie do rownowagi miala by szanse poznac faceta z kregoslupem ,
              ktory jest konsekwentny w tym za czym sie opowiada. Miala by szanse zrealizowac
              swoje marzenie o katolickiej rodzinie, bo ono jest mozliwe do
              realizacji-przyklad mam w bardzo bliskiej rodzinie.
              Ja bym na jej miejscu zrobila absolutnie wszystko lacznie z obwinianiem
              siebie(za slepote i latwowiernoc) zeby to takiego orzeczenia doprowadzic.
              Bo uwazam ze gosc tez nie jest bez winy. Deklaruje sie jako gleboko wierzacy
              katolik a tu nagle pod wplywem kolesi i paru popijaw probuje wymusic na zonie
              rzeczy ktore sa nie zaakceptowania dla osoby wierzacej. W imie swojej
              przyjemnosci zmusza bliska osobe do rzeczy razaco sprzecznych z wartosciami
              jakie rzekomo niedawno wyznawal.
              Chce pigulek, nie chce dziecka.Dlatego pisze ze faceta jakigo w nim widzial
              nigdy nie bylo.
      • 007lenka Re: Do wszystkich 24.11.09, 09:10
        No, ale pytanie zupełnie serio: czy Ty kiedyś brałaś pod uwagę, że , niezależnie
        od tego, jak bardzo byś zaprzeczała rzeczywistości, on jest drugą osobą z
        indywidualnym życiem wewnętrznym i własnymi potrzebami? czy zaprojektowałaś
        wszystkie swoje potrzeby na niego i przypisałaś mu te same myśli, które Tobie
        siedzą w głowie? Prawom psychologii nie uciekniesz, w jakiekokolwiek boga byś
        nie wierzyła. Człowiek MUSI się rozwijać, żeby zachować zdrowie emocjonalne, i
        musi stać się psychicznie odrębną istotą; brak tej autonomi skutkuje takimi
        dramatami właśnie, jak jego "amok" i Twoja rozpacz teraz. Jemu może i odbiło,
        gdy poczuł "wolność", ale abstrahując od jego zachowania - czy na pewno można
        było go zmusić do szczęścia i miłości, jeśli poczuł się nagle w tym związku
        samotny? Słowem - dbałaś o szczęście męża (szczęście "tu i teraz", nie mówię o
        dbanie o zbawienie jego duszy) z uwzględnieniem jego prawdziwych potrzeb i
        kierunku rozwoju, czy dbałaś o SWOJE szczęście, przypisując mu te same
        pragnienia? No bo ja tu widzę jednak duży ładunek egoizmu z Twojej strony. Wasz
        bóg chyba za to nei nagradza? Pozdrawiam
        • baba67 Re: Do wszystkich 24.11.09, 14:23
          No dokladnie, ja mysle ze ona go sobie wymyslila i kazala mu zyc wedlug wlasnych
          wyobrazen. A facet tak naprawde nie byll nigdy gleboko wierzacy ale wygodniej mu
          bylo zeby ona tak myslala.Wyszla za maz z nieistniejacego goscia. I nie
          zwalajcie calej winy na nia.
      • annajustyna Re: Do wszystkich 24.11.09, 09:16
        Crystyno, ja bym sprobowala ze stwierdezniem niewaznosci na podstawie bledu co
        do osoby, bo w koncu T. okazal sie inna osoba nize ta, ktorej przysiegalas pod
        oltarzem. Po co masz niesc az tak ciezki Krzyz? Chyba ze faktycznie chcesz robic
        za cierpietnice, ale nie warto.
      • wacikowa Re: Do wszystkich 24.11.09, 09:31
        Widzisz to jest tak:
        Dostałaś nauczkę za kuzynkę:) Nie gardzi się ludźmi nawet jeśli błądzą.
        Dopóki nie uświadomisz sobie ,że masz obsesje,żaden psychiatra Ci nie pomoże.
        Winną rozpadu małżeństwa jesteś Ty i tylko Ty. Zadusiłaś i zniszczyłaś tę
        miłość. Własną chorą wiarą i egoizmem.
        Próbuj się leczyć.Choć powodzenie wyleczenia marnie widzę.
        • 007lenka Re: Do wszystkich 24.11.09, 09:36
          Amen. Jak dla mnie to najbardziej trafna i najlepiej sformułowana wypowiedź w
          tym wątku. Pozdrawiam
          • dobranoc911 Re: Do wszystkich 24.11.09, 10:55
            czyli od 4 lat nekasz eksmeza? to jest chore, na jego miejscu dawno zmienilabym juz numery telefonow, jak tak daje pojdze to wniesie sprawe do sadu o nekanie, a jak na rozprawie zaczniesz rozprawiac o bogu to cie w szpitalu psychiatrycznym zamkna. Dlatego przemysl swoje zachowania jesli nie chcesz tak skonczyc, czas zaczac zyc na nowo :)
          • kora3 oj dziewczyny 24.11.09, 10:55
            za surowe dla niej jesteście :(
          • generalizacja Re: Do wszystkich 24.11.09, 11:01
            Wacikowa podsumowała najlepiej.
            Mimo to dorzuce swoje trzy grosze.

            Szanuję to, że jesteś głęboko wierząca, nie podoba mi się jednak
            Twój stosunek do ludzi w twoim otoczeniu. Wydaje mi się, że zbyt
            restrykcyjnie podchodzisz do kwestii wiary. Każdy ma prawo do
            szczęścia- zarówno Twój były juz mąż, jak i Ty. Jeśli bycie razem
            nie jest Wam pisane, trzeba go poszukać gdzie indziej.

            Obecna partnerka Twojego byłgo męża (w Twoim odczuciu- kochanka) nie
            jest winna temu, że nie jesteście już razem. Jeśli faktycznie nadal
            kochasz T. powinnaś pogodzic się z tym, że buduje swoje życie z kimś
            innym i zyczyć mu szczęscia. Nie jest to łatwe, ale wiara pomaga
            znosić żal i cierpnienie.

            Co do rzekomego wyzywającego wyglądu owej dziewczyny- 32 lata, to
            nie jest bynajmniej wiek podeszły, "wypada" więc jak najbardziej
            nosić spódnice przed kolano, jak i bluzki z dekoltem. Wszak wszystko
            jest dla ludzi, a każdy ma prawo wyglądac jak mu sie podoba, tak
            samo jak każdy ma prawo do własnej wiary.

            Bardzo mi się nie podoba również to, że zerwałaś kontakty z kuzynką
            tylko dlatego, że wzieła ślub cywilny, a Tobie się to nie podobało.
            To nie Twój ślub, Ciebie nikt do niego nie zmuszał, a jeśli kuzynka
            Cię zaprosiła, to moim zdaniem, przez szacunek dla samej jej osoby
            powinnać przynajmniej złożyć jej życzenia. Wierz mi- sama byłam w
            sytuacji kiedy na mój ślub cywilny nie przyszli dziadkowie mojego
            męża, argumentując to tym właśnie że "dla nich to nie ślub". Tylko
            ja wiem jak było mu przykro w tym bardzo ważym dla nas dniu.

            Kończąc mój przydługi wywód powiem tylko, że moim zdaniem masz
            problemy z tolerancją. Ludzie są różni i trzeba to zaakceptować. Nie
            można z kogoś zrobić swojego niewolnika i zasłaniać się wiarą. Wiara
            to dobro i miłosierdzie, a to co piszesz świadczy niestety o tym, że
            niekoniecznie tak postępujesz.
        • crystyna.p nie jestem egoistką! 24.11.09, 11:30
          Czytam co piszecie i jest mi słabo! Żadną egoistką nie jestem. Po
          ślubie mój mąż jak najbardziej mógł się rozwijać, uczył się
          przecież! Mieliśmy znajomych, wspólnie spędzaliśmy czas, tak, jak
          oboje chcieliśmy. T nigdy nie mówił, że mu czegoś brak, że chciałby
          coś robić inaczej, przeciwnie: podkreślał, że jest szczęśliwy.
          Dopiero kolestwo z ludźmi z pracy tej nowej spowodowało, że zaczął
          lubić te omprezy z nimi, jakies wyjażdy integracyjne i mieć
          nieprzyzwote pomysły na współżycie.
          Gdzie tu mój egoizm jakiś?
          Że dzwoniłam do męża, jak się pół dnia na wyjeździe nie odzywał to
          jakieś dziwne? Przecież chyba normalne, że chciałam wiedzieć co u
          niego? Ciekawe, czy wy byście się godziły, żeby wasi mężowie sobie
          pojechali na taki wyjazd, gdzie pełno kolegów i kobiet, które się
          niekoniecznie szanują i wyłączal telefon.

          A kuzynką nie pogardzam, tylko nie akceptuję jej wyboru i dałam temu
          wyraz.
          • catthe Re: nie jestem egoistką! 24.11.09, 11:40
            Powinnaś uzmysłowić sobie chyba jedną rzecz. Człowiek rzadko kiedy
            stoi w miejscu. To co robimy-praca, nowe znajomości, hobby,
            spotkania zmieniają nas, kształtują, otwierają na nowe rzeczy. To,
            że kiedyś byliście szczęśliwi a Twojemu męzowi odpowiadała
            Twoja/Wasza wspolna wizja życie nie znaczy, że tak będzie już zawsze.
            On miał prawo się zmienić, zwerfikowac swoje potrzeby czy wizje
            życia. Jego życia. Coś co przez jakiś czas było dla niego dobre po
            prostu przestało mu odpowiadać.
            Nie ma rady na taką sytuację. Nie mozemy nikogo zamknąć w klatce ze
            strachu, że pozna cos nowego i się zmieni. Szkoda, że jego zmiana
            nie była Waszą wspolną zmianą. Ty zostalas ze swoją wizją jego i
            Waszego zycia, on się zmienił.
            Powtorzę za dziewczynami, że moim zdaniem również powinnaś iść na
            psychoterapię. I nie po to, żeby terapeuta powiedział Ci jak
            odzyskać męża. Ale po to, żebyś nauczyla się zyć bez niego,
            zaakcpetowała tę zmianę. To nie stanie się pewnie w tydzien ale jak
            będziesz tego chciala i pojdziesz do dobrego terapeuty to na pewno
            Ci się uda.
            Życzę Ci wszystkiego dobrego!
          • grassant jestem egoistką! 24.11.09, 12:08
            ...i mieć nieprzyzwote pomysły na współżycie.

            podaj przykłady, ocenimy przegiął, czy nie. Jakie współżycie uważasz
            za przyzwoite? Bo dla mnie każde je.anie jest wstrętne i
            nieprzyzwoite. Dlaczego pozwalałaś się upodlać?

            ... i wyłączal telefon.

            myślę, że jest to powód do unieważnienia ślubu.

            • baba67 Re: jestem egoistką! 24.11.09, 14:40
              Chyba chcial loda-ale to KK dopuszcza. I loda i minete i seksowne stroje.
              Dlaczego wiekszosc ludzi spoza KK uwaza ze instytucja ta zatrzymala sie w
              sredniowieczu (zaden papiez zreszta takich praktyk w bullach nie zakazal )?
          • generalizacja Re: nie jestem egoistką! 24.11.09, 12:22
            Nie twierdzę, ze jesteś egoistką. Nie znam Cię, więc nie mogę tego
            stwierdzić. Piszesz, więc odpowiadam zgodnie ze swoim zdaniem.

            Nie dziwi mnie, że dzwoniłaś do męża gdy był w delegacji,ale dziwi
            za to,że przeszukiwałaś mu kieszenie, od razu oceniłaś jego
            współpracowników, nie znając ich kompletnie. Dlaczego kobiety z jego
            pracy mają "nie koniecznie się szanować"? A gdzie zaufanie, wzajemny
            szacunek i zrozumienie dla partnera? Nie oceniam, ale być może Twój
            mąż znalazł poza domem właśnie tą tolerancje której Tobie nieco
            brakuje.

            Nie mniej jednak współczuję i naprawdę polecam wizytę u
            psychoterapeuty. Pomoże Ci to "przepracować" obecną sytuację i
            zacząć patrzeć na świat i innych ludzi pod nieco innym kątem.
          • wacikowa Re: nie jestem egoistką! 24.11.09, 12:33
            Sorry kobieto ale jak dla mnie nie jesteś osoba wierzącą a zwykłą fanatyczką
            religijną interpretującą wiarę według własnego uznania.
            Nie wiesz co to miłosierdzie,szacunek do ludzi. Ktoś wyprał Ci mózg. I
            podejrzewam,że są to Twoi rodzice. Nie nauczyli Cię kochać a tylko mieć i
            posiadać. Nie nauczyli Cię szacunku do ludzi i samej siebie.
            Zasłaniasz się wiarą.A wiara to dobro w każdym tego słowa znaczeniu.
            Podejrzewam ,że Twój mąż właśnie miał dość tego fanatyzmu. Dla niego byłaś
            nijaka jak kukła którą ktoś manipuluje i steruje.
            Twój błąd polegał na tym,że nie słuchałaś co mąż mówi do Ciebie. Liczyło się
            tylko to co Ty myślisz i rozumiesz.Reszta była nie istotna. Przekopałaś jego
            rzeczy, telefon i nic nie znalazłaś a mimo to dalej kombinowałaś jak mu
            spieprzyć życie chorą wizją zdrad i nie wiadomo czego jeszcze. Małżeństwo to nie
            więzienie. To zaufanie którego Ty nigdy nie miałaś. Miał dobrą pracę,zarabiał
            więcej a Tobie nadal było źle. Już sobie wyobrażam jaki koszmar musiał z Tobą
            przechodzić i nadal przechodzi. Bardzo mu współczuję,że go oszukałaś. Tak
            oszukałaś. Okazałaś się nie tą osobą którą byłaś wcześniej. Jeśli kiedyś
            dojdzie do unieważnienia tego małżeństwa to na pewno kościół weźmie pod uwagę
            Twoja chorobę psychiczną bo takowa na pewno się ujawniła.
            Miej jeszcze tyle godności i wiary w Boga jak to podkreślasz i daj mu żyć
            spokojnie. Niech będzie szczęśliwy bo na to zasłużył po takim koszmarnym
            małżeństwie.
            Bóg(ale ten dobry ,nie mściwy)z Tobą kobieto!.
            • grassant Re: nie jestem egoistką! 24.11.09, 12:54
              wój błąd polegał na tym,że nie słuchałaś co mąż mówi do Ciebie.

              O, o! Głos męża głosem boga. Tak , jak i jego ręce.
          • 007lenka Re: nie jestem egoistką! 24.11.09, 12:43
            crystyna.p napisała:

            > Gdzie tu mój egoizm jakiś?

            Tu: akceptowałaś tylko te potrzeby Męża, które Tobie pasowały. To, że nic nie
            mówił, nie znaczy, że nic nie czuł. Nie starałaś sie go zrozumieć. Miał potrzebę
            zmian, co jest objawem zdrowia psychicznego, i postępował na początku fair -
            mówił Ci o tym, próbował ulepszyć Wasz związek, co znaczy, że Cię rzeczywiście
            kochał. Nie wskoczył od razu do łóżka innej kobiecie. Odmówiłaś definitywnie
            pójścia na kompromis, nawet nie zastanawiając się, czy nie uszczęśliwiłaby go
            odrobina otwartości i zrozumienia z Twojej strony.Ale przecież ważne, że Ty się
            dobrze czułaś. Oto Twój egoizm.
      • annjen Re: Do wszystkich 24.11.09, 10:56
        wiesz, jesli jesteś przekonana o ważności swojego małżeństwa, to powinnaś zostać
        sama, ale na pewno nic ci nie da osaczanie i szantażowanie twojego byłego.
        człowiek nawet po ślubie jest odrębną osobą z wolną wolą. z drugiej strony
        złożenie skargi do sądu metropolitalnego nie oznacza, że upierasz się, iż
        małżeństwo było nieważne, tylko prosisz władze koscielne o sprawdzenie tego. do
        czasu prawomocnego orzeczenia małżeństwo jest ważne. skoro Kościół daje taką
        mozliwość ludziom, którym się życie poplątało, to warto z tego skorzystać. a
        niedojrzałość twojego męża polega choćby na tym, że miał wyobrażenia na temat
        małżeństwa, które nie wytrzymały konfrontacji z rzeczywistoscią oraz na tym, że
        nie potrafił oprzeć się pokusie i zostać wiernym swojemu wyborowi. myślę, że
        właśnie zbyt idealistycznie podeszliście do waszego małżeństwa i w sumie oboje
        byliście niedojrzali.
      • gamonek Re: Do wszystkich 24.11.09, 13:43
        A ja uważam , że postępujesz zgodnie z przykazami swojej religii i
        zgodnie z wypowiedzianą przysięgą małżeńską ( "i że Cię nie opuszczę
        aż do śmierci") i nie widzę w tym nic dziwnego. Inna sprawa, że to
        nijak nie przystaje do rzeczywistości w jakiej żyjemy i że czyni to
        z ciebie nieszczęśliwego człowieka, ale przynajmniej jesteś wierna
        swoim zasadom i konsekwentna. Tak, drogie Panie i Panowie,
        katolicyzm to nie jest takie hop siup .
        • annjen Re: Do wszystkich 24.11.09, 13:49
          ale ona odrzuca możliwości, jakie daje jej Kosciół, bo uważa to za furtkę,
          naciaganie itp. nie słucha księdza ani nikogo innego, bo wie lepiej. to nie jest
          postawa katolika, tylko fanatyka. poza tym nienawiść, nieakceptowanie wolności
          innych ludzi oraz brak szacunku dla nich to zaprzeczenie zasad wiary, w tym
          najważniejszego przykazania. po prostu uroiła sobie, że odzyska męża i nagina
          wszystko do swojej obsesji.
          • gamonek Re: Do wszystkich 24.11.09, 14:04
            To prawda, niemniej jednak uważa, że po zawarciu małżeństwa i
            złożeniu sobie przysięgi przed Bogiem, mężem i żoną jest się do
            końca życia i jej"prawnie były mąż" jest dla niej wciąż jej mężem. O
            ile się nie mylę, Cejrowski też tak twierdzi. Co ja zresztą piszę,
            wszyscy katolicy powinni tak uważać. Reszta zachowania autorki
            wynika pewnie z jej zasad moralnych, które są promowane przez
            Kościół Katolicki, czy się mylę?
            • annjen Re: Do wszystkich 24.11.09, 14:32
              jedyna zasada religijna, której przestrzega Crystyna, to zasada nierozerwalności
              małżeństwa. czepiła się tego i nic innego nie dostrzega, nawet tego, że jej mąż
              jest wolnym człowiekiem i powinna uszanować jego wolę, sama pozostając mu
              wierna, jeśli tak uważa za słuszne. nierozerwalność nie oznacza
              ubezwłasnowolnienia. przy tym katolik akceptuje swój los, bo we wszystkim
              dostrzega wolę Bożą.
        • baba67 Re: Do wszystkich 24.11.09, 14:44
          Co za bzdury, katolicyzm nie ma nic wspolnego z masochizmem i nerwicami religijnymi!
          • gamonek Re: Do wszystkich 24.11.09, 15:15
            Być może, ale z tego co widzę na codzień od x lat, większość jego
            wyznawców dopasowuje sobie to co wolno i czego nie powinno się robić
            do swoich własnych potrzeb i wygód. Poza tym wiele osób myli reguły
            katolicyzmu z zasadami chrześcijaństwa, a to nie zawsze się pokrywa
            mimo, że jedno poniekąd zawiera się w drugim. Co do masochizmu,
            myślę, że autorka wątku wcale się nie uważa za masochistkę.
      • panismok Re: Do wszystkich 25.11.09, 21:08
        Cześć

        Pytasz, czy gdyby był chory, to radziłybyśmy Ci go zostawić. Oczywiście, że nie, pod warunkiem, że on też chciałby z Tobą być.
        On nie jest chory. On Cię nie chce.

        Nie da się stworzyć związku siłami i wolą jednej osoby. Obojętnie, jakie przysięgi i sakramenty Was łączyły - Twój mąż już ich nie uznaje. On Cię nie chce - i naprawdę najzdrowiej będzie przyjąć to do wiadomości i się z tym pogodzić.

        Twój mąż jest dorosłym, świadomym człowiekiem i dokonał wyboru, żeby od Ciebie odejść. Być może wpłynęła na jego wybór praca czy koledzy/koleżanki - ale to cały czas jego decyzja i jego własny rozum. Nie zwalaj winy na te paskudne "singielki" z pracy - i nie pisz o nich z taką pogardą, bo to z chrześcijaństwem nic wspólnego nie ma.

        Możesz się obrazić i nie przyjmować do wiadomości - tak jak się obraziłaś na kuzynkę. A ona i tak robi swoje i żyje w takim związku, jaki sobie wybrała. Twój mąż też zrobi to, co będzie chciał.

        A co do tego, że przysięgał - ludzie czasem łamią obietnice, składane Bogu, samemu sobie, czy innym ludziom. Nigdy o tym nie słyszałaś? Ludzie są grzeszni i słabi, to norma, a nie tragedia.

        Wyobrażałaś sobie, że Ciebie i męża ta słabość nie dotknie?
        Że sobie tutaj prywatny raj zbudujecie?

        To żaden raj, kiedy stawia się człowiekowi taką masę ograniczeń.
        Nigdy nie będzie spontanicznego seksu, nigdy nie założysz mini albo fajnej bielizny, nigdy nie pójdziecie razem na dyskotekę (bo tam półnagie laski, zgroza), plus ciągła kontrola, nadzór telefoniczny... Nie jestem facetem, ale w takiej klatce, z osobą tak skrępowaną gorsetem zasad jak Ty, bym ani dnia nie wytrzymała.

        A Ty byłaś szczęśliwa? Bo że Twój mąż nie, to wiemy...
    • wojtek80_0 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 12:09
      Proponuje zglosic sie do lekarza psychiatry.Wspoczuje.Albo i nie,bo nie cierpie
      takich dewot.
      • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 12:34
        ja to czytam jak jakis zart, maz uciekl-nic dziwnego

        skoro lekarze, przyjaciele,obcy, znajomi, ksiadz, rodzina- mowia ci, ze cos nie
        tak z twoja postawa..to zastanow sie nad tym.
        leczenia wymagasz.ale nie chcialabym byc twoim lekarzem.bo jestes fanatyczka.

        ja ciagle mysle, ze to zart
        • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 12:43
          cytujesz boga- bo nie chcesz rozstania z mezem
          ale juz innych zasad nie uznajesz?

          poza nierozerwalnoscia malzenstwa wiara to szereg wartosci:
          m.in.poszanowanie dla drugiego czlowieka( a jak sznaujesz te kobiete ktora
          poznal twoj maz?), a takze umiejetnosc godzenia sie z wyrokami boskimi.
          skoro wierzysz tak bardzo- to dlaczego nie przyjmujesz tego co Bog ci zeslal(
          zapewne po cos)?
          dlaczego zachowujesz sie jak histeryczka, ktora nie przyjmuje faktow do
          wiadomosci- co musi zasmuca twoje otoczenie, martwic twoich bliskich

          jak dla mnie nie jestes az tak wierzaca jak deklarujesz- bo postawy odpowiedniej
          u ciebie nie widac( pokora, godzenie sie losem itp)
          ty jedynie WYKORZYSTUJESZ egoistycznie pewne aspekty swojej wiary- aby zatrzymac
          na siłę faceta...

          i wiesz nawet lepiej co BOg chce niz ksiadz...ktory ci powiedzial jak nalezy to
          potraktowac.szastasz imieniem Boga zeby trzymac niewolnika( ktory nie chce
          myslec jak ty)
          • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 12:50
            znalam jedna taka pania
            klamala, oszukiwala, wyzywala kochanke od najgorszych a jednoczesnie straszyla
            bogiem, nierozerwalnoscia sakramentu, az do smierci itd
            tylko czy osoba wierzac i kochajaca boga grozi innym smiercia i zyczy
            wszytskiego najgorszego?!

            nic to nie ma wspolnego z wiara
            instrumentalne traktowanie nawet boga cie cechuje

            ludzkie opinie tez masz gdzies- piszesz na kolejnym forum-liczac, ze w koncu
            uslyszysz to CZEGO CHCESZ

            moim zdaniem twoje zachowanie to objaw zaburzen psychicznych
            a bog ci tylko daje uzasadnienie
            • grassant Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 12:57
              bog ci tylko daje uzasadnienie


              jakie uzasadnienie? Bóg ją UPOMINA
              • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 13:09
                no i tego upomnienia ona wlasnie nie chce zauwazyc
                bo boga ma gdzies tak naprawde i wiare
                • grassant Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 14:14
                  Tak emma, ma gdzieś (wiemy gdzie) całą wiarę, której niuanse
                  wychwytujesz natychmiast. Ona nie jest katoliczką.
                  • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 14:33
                    jest niezrownowazona, zaburzona
                    i zupelnie niepotrzebnie miesza do tego Boga
                    rownie dobrze moglby byc ufo

                    grassant napisał:

                    > Tak emma, ma gdzieś (wiemy gdzie) całą wiarę, której niuanse
                    > wychwytujesz natychmiast. Ona nie jest katoliczką.
        • kag73 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 12:49
          Nie chcialo mi sie czytac wszystkich komentarzy. Powiem krotko:
          Kobieto, maz nie chce z Toba byc, bo juz Cie nie kocha. Zaakceptuj
          to i zyj dalej. Przeciez chyba nie chcialabys, zeby byl z Toba tylko
          z litosci/przymusu, badz, bo Ty go kochasz. To nie wystarczy i nie
          bylabys szczesliwa. Czas leczy rany, zaakceptuj sytuacje i zyj.
          Zapamietaj: maz nie jest/nie powinien byc jedyna trescia Twojego
          zycia!
          Poza tym wychodzac za maz nigdy nie wiesz co przyniesie zycie, to
          loteria. Jestes wierzaca, ale nawet slowa ksiedza nie pomagaja.
          Wez sie w gars i przestan zebrac o jego wzgledy. Ludzie przychodza i
          odchodza i trzeba sie z tym pogodzic.
          • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 12:56
            jak dla mnie
            to typ czlowieka, ktory za zlamanie jakichs zasad-zabije i jeszcze bedzie z tego
            dumna
            to osoba chora psychicznie i nie ma specjalnie o czym dyskutowac

            dla mnie ona jest niebezpieczna
            • wilczyca.0 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 13:53
              emma_ja napisała:

              > jak dla mnie
              > to typ czlowieka, ktory za zlamanie jakichs zasad-zabije i jeszcze
              bedzie z teg
              > o
              > dumna
              > to osoba chora psychicznie i nie ma specjalnie o czym dyskutowac
              >
              > dla mnie ona jest niebezpieczna

              oglądałam jakiś film kiedys o takiej jednej...
              to były zakonnice i katowały swoje podopieczne w zakonie, czyli
              kandydatki na zakonnice, nie znam fachowego okreslenia takich osób.
              jakies baty na gołe ciało, zimne prysznice itd za np schowanie
              kromki chleba na później...
    • wilczyca.0 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 14:19
      Tylko, że ja chcę być matką dzieci mojego męża, a nie matką
      dziecka spłodzonego z kimś przypadkowym, w dodatku w grzechu.
      Mój proboszcz zna moją historię, nasze małżeństwo, był zaszokowany,
      gdy mąż mnie zostawił, ale też mówi mi, żebym postarała się przejść
      nad tym do porządku dziennego, wyciszyła się. Powiedz mi, jak ja mam
      się wyciszyć? Jeszcze kiedy mój mąż, T. po prostu odszedł ale nie
      miał tej baby, miałam nadzieję, że wróci do mnie i wszystko się
      jakoś ułoży. Dzwoniłam do niego, pisałam, dwa razy byłam w jego
      pracy porozmawiać ale mnie unikał.


      wiecie co ja dopiero doczytałam ten watek a to powyżej to mnie
      zmroziło!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      biedny facet, jak bym na jego miejscu zmieniła planete......
      • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 14:37
        dla mnie ta osoba ma zaburzenia psychiczne, jest emocjonalnie niezrownowazona

        tacy ludzie czesto robia cos obsesyjnie chociazby wierza w boga, chociazby
        kochaja meza
        co nie zmienia faktu, ze z wiara to nic wspolnego nie ma
        to raczej choroba

        ja bym sie bala na jego miejscu,
        gotowa im udowodnic ze popelniaja grzech i myla sie wszyscy lacznie z ksiedzem,
        ktory okazal sie nie dosc dobrym sluga boga

        tylko patrzec jak ona wbije komus noz- "zeby go zbawic"oczywiscie -ja piernicze...
        • annjen Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 14:41
          aż tak bym nie dramatyzowała, ale fakt, że kobieta nie potrafi przyjąć faktów,
          to jest mania i to trzeba leczyć.
        • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 14:42
          takie wlasnie wariatki- wbijaja facetowi noz w serce a jak przyjezdza policja to
          mowia jak bardzo go kochaly i jak nie rouzmieja dlaczego on nie chcial jej posluchac
          a ona tylko chciala ratowac ich milosc..

          a jego opetal demon w postaci rozwiazlych ludzi w pracy i ladacznicy w
          spodniczce przed kolanko
          a ona chce go uratowac...tylko patrzec jak zrobi to wbrew jego woli

          jesli to nie troll
          to miejsce tej pani jest w szpitalu psychiatr zanim jeszcze troche sie nakreci i
          komus zrobi krzywde
        • catthe Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 14:44
          Jasne, jedna autorkę wątku porownuje już do torturujących swoich
          podopiecznych zakonnic(ktore widziała w filmie) a drugą juz ją widzi
          z nozem w ręce.
          Do tego dochodzi diagnoza via nez przez osoby, ktore jak sądzę z
          psychiatrią nie mają nic wspolnego.
          Naprawde nie wiem, kto tu jest bardziej zaburzony.
          • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 14:58
            chyba wlasnie po to napisala zeby ludzie oceniali i pisali co sadza.....

            dla mnie to troll i prowokacja

            catthe napisała:

            > Jasne, jedna autorkę wątku porownuje już do torturujących swoich
            > podopiecznych zakonnic(ktore widziała w filmie) a drugą juz ją widzi
            > z nozem w ręce.
            > Do tego dochodzi diagnoza via nez przez osoby, ktore jak sądzę z
            > psychiatrią nie mają nic wspolnego.
            > Naprawde nie wiem, kto tu jest bardziej zaburzony.
          • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 15:09
            a moze wypowiedziec swoje zdanie nt watku?
            a nie jezdzic po tym co maja swoje zdanie, odmienne od twojego?
            nie mozesz tego zniesc?

            ja pisze co JA mysle a nie tropie przeciwnikow i pisze, ze maja cos z glowa...
            wiec kto tu jest zaburzony?

            catthe napisała:

            > Jasne, jedna autorkę wątku porownuje już do torturujących swoich
            > podopiecznych zakonnic(ktore widziała w filmie) a drugą juz ją widzi
            > z nozem w ręce.
            > Do tego dochodzi diagnoza via nez przez osoby, ktore jak sądzę z
            > psychiatrią nie mają nic wspolnego.
            > Naprawde nie wiem, kto tu jest bardziej zaburzony.
            • emma_ja Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 15:11
              jakbys byla pewna swojego zdania to napisalabys po prostu CO TY SADZISZ, bez
              uciekania sie do tak niskich sposobow na dyskusje
              i tyle


              > > Jasne, jedna autorkę wątku porownuje już do torturujących swoich
              > > podopiecznych zakonnic(ktore widziała w filmie) a drugą juz ją widzi
              > > z nozem w ręce.
              > > Do tego dochodzi diagnoza via nez przez osoby, ktore jak sądzę z
              > > psychiatrią nie mają nic wspolnego.
              > > Naprawde nie wiem, kto tu jest bardziej zaburzony.
              • catthe Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 15:17
                emma_ja napisała:

                > jakbys byla pewna swojego zdania to napisalabys po prostu CO TY
                SADZISZ, bez
                > uciekania sie do tak niskich sposobow na dyskusje
                > i tyle

                Ja już się w tym wątku wypowiedziałam.
                Tutaj:
                forum.gazeta.pl/forum/w,16,103374597,103432150,Re_nie_jestem_egoistka_.html
                I mam równiez prawo powiedzieć, że uważam, że to głupie, żeby teraz
                wymyślać niestworzone historie na temat tej kobiety. Na przyklad
                takie jakie przytoczyłam wczesniej-film o zakonnicach czy
                twierdzenie, że ona jest niebezpieczna i będzie miala noz w rece. Na
                jakiej podstawie wypisujesz takie bzdury?
                • dobranoc911 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 17:53
                  Nie będę się wdawać w szczegóły. Powiem tylko tyle, że mój maż był porządnym człowiekiem, katolikiem dopóki nie poznał
                  tzw. „nowoczesnych ludzi”. To mu zamieszało w rozumie i sercu.
                  Zamiast małżeńskiej miłości zaczęło go interesować to, czym żyje
                  dzisiejszy „nowoczesny” świat: wyuzdane pozycje, seks oralny, seks
                  kiedy się zachce (powiedział, ze nie chce już metod naturalnego
                  planowania rodziny) i bez konsekwencji (antykoncepcja). Ciekawe, jak
                  ty się poczuła byś gdyby tobie mąż powiedział, ze się nudzi!? Bo nie
                  chciałam być @#$@$% tylko żoną! Teraz ma „szczęście” to znaczy seks
                  kiedy i jak chce. Nie nauczyli go tego w szkole tylko koledzy i „koleżanki” – kobiety z pracy, które się porozwodziły i „korzystają z życia”

                  i wiemy dlaczego odszedl...
                  • whenshewasgood Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 19:00
                    A skad to? Bo to niezle...
                    • wacikowa Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 19:45
                      forum.gazeta.pl/forum/w,92767,103101194,103235601,Re_Brak_seksu_lepszy_niz_seks.html
                      • whenshewasgood Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 20:02
                        Whoops - dzieki Wacikowa!

                        PS. Dalej jestem pod wrazeniem Crystyny. Ja bym sie juz daawno
                        poddala, no ale ja to chyba malej wiary jestem...
          • grassant Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 17:45
            catthe napisała:

            > Jasne, jedna autorkę wątku porownuje już do torturujących swoich
            > podopiecznych zakonnic(ktore widziała w filmie) a drugą juz ją
            widzi
            > z nozem w ręce.
            > Do tego dochodzi diagnoza via nez przez osoby, ktore jak sądzę z
            > psychiatrią nie mają nic wspolnego.
            > Naprawde nie wiem, kto tu jest bardziej zaburzony.

            chyba nie Ty. Jedyna sprawiedliwa wśród narodu
    • takajatysia Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 14:46
      hm.. no wiesz.. może postarasz się o rozwód kościelny? Może to, że Twój były mąż
      zmienił poglądy byłoby uzasadnieniem? Wtedy grzechu chyba nie ma... Twojego
      byłego męża rozumiem bardzo dobrze. Przy takim osaczeniu i kontroli jakie mu
      serwowałaś + nieudane życie seksualne to odejście było kwestia czasu. Chyba żeby
      miał ambicje męczennikiem zostać, ale widać wiary nie starczyło.
      Nie znam się, bo niewierząca jestem, po rozwodzie i pewnie uznałabyś mnie za
      koszmarną rozpustnicę mimo że zwykłą kobietą jestem :D
      • annajustyna Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 15:05
        To ze zmienil KK nie interesuje. Istotny jest stan faktycznie przed slubem.
        Nawet jakby teraz stal sie satanista, to nie ma to wplywu na sakrament. Co
        innego gdyby potajemnie czcil szatana przed slubem...
        • takajatysia Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 25.11.09, 22:49
          a no to może argumentować, że po ślubie pokazał swą prawdziwą (jakże okropną !)
          naturę :D
    • mrs.solis Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 24.11.09, 15:01
      Nie pozostaje ci wiec nic innego tylko w wierze czekac do konca
      swojego zycia na jego powrot. Na koniec umierajac w poczuciu dobrze
      spelnionego obowiazku wobec boga i nadzieja na zycie wieczne zaraz
      po smierci dowiesz sie,ze drugiego zycia nie ma a ty swoje
      zmarnowalas.
      Druga bardziej optymistyczna opcja jest taka,ze niebo istnieje i
      spotkasz tam znajomych,ktorzy nie zadreczali sie za zycia wiara, a
      do nieba i tak sie dostali.
      • douglas.beauty A jednak chyba Krysia to TROLL... 24.11.09, 16:05
        forum.gazeta.pl/forum/w,92767,103103283,,Smutny_los_konkubin.html?v=2

        • wacikowa Krystyna ma ogolone jajka? 24.11.09, 16:12
          :))
          • martishia7 Re: Krystyna ma ogolone jajka? 24.11.09, 16:14
            Wątpię.

            Golenie jajek to grzech, sromota i wyuzdanie seksualne.
        • dobranoc911 Re: A jednak chyba Krysia to TROLL... 24.11.09, 17:42
          jej wypowiedzi mnie przerażają... czy na Świecie naprawdę istnieją tacy ludzie? jestem pewna ze nawet słuchaczki radia maryja nie maja tak radykalnych poglądów... i na kawę do kawiarni chodzą bez podtekstów
      • aneta-skarpeta Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 28.11.09, 00:37
        Na koniec umierajac w poczuciu dobrze
        > spelnionego obowiazku wobec boga i nadzieja na zycie wieczne zaraz
        > po smierci dowiesz sie,ze drugiego zycia nie ma a ty swoje
        > zmarnowalas.


        niestety wtedy sie nie dowie, ze zmarnowała:)
    • mahadeva To bardzo proste 24.11.09, 18:30
      Ty jestes wierząca, on nie. wiekszosc ludzi nie jest. rozstaja sie,
      wiażą z innymi. to, że ktos nie jest wierzący, nie znaczy, ze nie ma
      zasad. ale to prawda, że do siebie nie pasujecie. chocby kwestia
      antykoncepcji. o ile ateista moze przyznac, ze tabletki sa
      niezdrowe, o tyle prezerwatywa oprocz pewnych niewygód jest
      powszechnie uwazana za dobra antykoncepcje, zlo konieczne. Ty masz
      niszowe poglady i takiej osoby powinnas szukac. dodatkowo, nie
      mozesz myslec, ze wiara Cie uchroni przed rozstaniem. wiele osob sie
      rozstawalo, bylo rzucanych, wiara nie czyni Cie uprzywilejowana. ja
      tez sie nacierpialam w zwiazkach, kazdy... ja mam swoja ateistyczna
      teorie, ze czlowiek musi sie wyszalec. tak chyba bylo w przypadku
      Twojego meza. poza tym to, ze Ty tego oczekujesz, wcale nie oznacza,
      ze on bedzie wierzacy, nawet jesli tak mowi. zycie jest bardziej
      skomplikowane niż proste katolickie zasady. przykro mi. moze ja Cie
      nie bede zachecac do rzucenia wiary, ale troche racjonalnosci i
      pokory by Ci sie przydalo. jak mowie Twoja wiara nie chroni Cie
      przed rozwodem. jesli np. Twoja sasiadka nie wierzy i chlop ja
      rzuca, to jest ok - a jesli Twoj odchodzi,to juz nie? a przeciez to
      Jezus mowil o sprawiedliwosci i pokorze. chcesz miec meza i dzieci?
      ok! ale to nie jest proste. dla nikogo nie jest. wiec zamiast
      myslec, ze wiara daje Ci jakies przywileje bycia ponad problemy
      ludzkie, wez sie do roboty. znajdz faceta, ktory ma takie
      przekonania jak Ty i probuj zwiazku. ja od lat probuje i jest
      naprawde ciezko. a Ty myslisz, ze wszystko bedzie na tacy. meza
      bylego zostaw juz w spokoju, on juz ma nowa zone. przykro, ze
      uwazasz, ze jest gorsza, bo jest 'kochanka'. niestety katolicy
      wydaja sie slepi na pewne wazne wartosci, ale to juz Twoj problem. w
      kazdym razie teraz trzeba zakasac rekawy i do dziela.
      • annjen Re: To bardzo proste 24.11.09, 19:38
        naprawdę nie rozumiesz, że ona nie chce nikogo innego, bo nie wyobraża sobie
        żeby mogła zdradzać męża? obawiam się że twoja misja nawracania Crystyny.p na
        właściwą (czyt: taką jak Twoja) drogę jest bezsensowna...
      • alis123 Crystyno! 24.11.09, 19:51
        Jestes chrześcijanka, tak? Wiec żyj jak chrzescijanka!
        Teraz przechodzisz przez trudny czas, zostawił cie mąz. Cierpisz.
        Wiec przyjmij to cierpienie, zaakceptuj je, pogodz sie z ta
        sytuacja.Nie koncentruj sie na sobie i swoim cierpieniu, ale wyjdz
        do ludzi, zyj dla innych, staraj sie pomagac innym ludziom, a kiedys
        radosc wroci do twojego zycia. Bog sam o to zadba - nie martw sie.
        Wiara w Boga nie oznacza, ze omina cię wszystkie trudne
        doswiadczenia, pamietaj o tym.
        Pamietaj tez, ze Bog dal nam wolna wole i szanuje nasze wybory. Tak
        jak ty wybierasz wiare, twoj maz moze wybierac odwrocenie sie od
        niej i powinnas to uszanowac. On nie chce z toba byc. To jego wybor -
        zly, ale on ma do niego prawo i uszanuj to. Nie probuj go do
        niczego zmuszac. To jego decyzja. Ty mozesz sie tylko za niego
        modlic.
        • wacikowa Re: Crystyno! 25.11.09, 10:28
          I koniecznie na koniec modlitwy powinna dodać
          "Pokój z Tobą Misiu":)
      • baba67 Re: To bardzo proste 24.11.09, 20:11
        Ona go specjalnie wybrala pod katem nierozerwalnosci malzenstwa. Szukala
        chlopaka wierzacego rownie gleboko jak ona. I zdawalo jej sie ze znalazla a tu
        taki szok. Widac jak na dloni ze nie tylko on ponosi wine za rozklad malzenstwa-
        z takim typwm czlowieka jak Crystyna latwo sie nie zyje. Ale przeciez on znal ja
        nie udawala innej niz jest a mimo to ja poslubil a pozniej zapewnial ze jest
        szczesliwy.
        Mysle ze poza gleboka wiara to ona ma obsesje religijna typ osobowosci
        nerwicowej.To jest trudne do leczenia bo posiadacz takiej osobowosci uwaza ze on
        ma racje a wszyscy inni to banda zgnilych oportunistow.
        Ludzie dojrzali mocni w wierze zupelnie inaczej reaguja na podobne przejscia.
        Perzede wszystkim chronia swoj spokoj wewnetrzny nie szukaja konfrontacji, nie
        objawiaja obsesyjnych zachowan.
      • crystyna.p Kobiety 25.11.09, 09:53
        Przeczytałam wszystkie wpisy. Niektóre z was kompletnie nie
        rozumieją o czym piszę. Osoba o nicku Mahadeva na przykład.
        Ja nie będę nikogo szukać, bo jestem mężatką – nie rozumiesz tego?
        To co napisałaś, że trzeba szukać według siebie, swoich oczekiwań to
        jest mądre. Ja tak właśnie szukałam i znalazłam: mam męża i teraz
        już ani szukać nie chcę, a ni nawet nie przyszłoby mi to do głowy.

        Pokochałam T. i związałam się z nim właśnie dlatego, że miał takie
        same poglądy na temat życia, jak ja. Nie byłabym z człowiekiem
        niewierzącym, ani takim, który niepoważnie traktuje sakramenty, czy
        też niezgodnie z nauką Kościoła antykoncepcję. Mój mąż był osobą o
        poglądach podobnych do mnie. Ale się zmienił! I wierzę, że za
        podszeptem szatana przemawiającego przez ludzi z jego nowej pracy.
        Gdyby taki był od początku nawet byśmy się nie spotykali, nie mówiąc
        o ślubie!

        Któraś z was pytała o jego zachcianki w sypialni już w nowej pracy.
        Cóż, to są intymne sprawy, chyba zbyt intymne, by pisać o tym na
        forum. Dość jeśli powiem, że chodzi o rzeczy, które w
        świecie „nowoczesnych” są podobno normalne: różne wyuzdane pozycje,
        pieszczoty, a przy tym antykoncepcja. Nie miałam na to chęci i
        uważałam to za niegodne. Mam takie prawo, jako żona, człowiek i
        kobieta.

        Nie było tak, że nie rozmawialiśmy o seksie i to był jakiś temat
        tabu. Rozmawialiśmy i to jeszcze przed ślubem: jakie są nasze
        poglądy, oczekiwania. Byliśmy zgodni co do tego. W pełni
        podzielaliśmy zdanie na ten temat i tak było przez trzy lata
        małżeństwa. Zatem opinia, ze go ograniczałam w tym zakresie, czy w
        innych jest krzywdząca. Waszym zdaniem jeśli nie robicie z mężem
        czegoś na co ani on, ani wy ochoty nie macie to go krzywdzicie?

        Z rzekomego trollowania już nie mam sil się tłumaczyć. Napisałam na
        początku wątku, że chciałam o tym porozmawiać na religijnym forum i
        że nie mam sił pisać tego samego raz jeszcze, więc przekopiuję
        stamtąd, za co przepraszam. Szukałam tam zrozumienia i rady ludzi o
        podobnym do mego światopoglądzie, ale tylko mnie wyśmiali i
        oskarżyli o trolling. Widocznie takie wartości sobą reprezentują, do
        których nie przystaje nawet próba zrozumienia kogoś myślącego, tak,
        jak ja. W każdym razie tutaj przynajmniej jakieś osoby pisały, że
        mnie rozumieją, tam mnie tylko wyzwano od trolli.

        Ja wiem, że nie mogę zmusić męża, żeby wrócił! I nie chcę go
        zmuszać. Chciałabym, żeby się ocknął po prostu. Przecież tak bywa,
        że człowiek zrozumie swój błąd, prawda? Czytałam tutaj też różne
        historie i kobiety dawały rady, jak odzyskać narzeczonego na
        przykład. O takie cos mi chodzi. Żeby zrozumiał ze stracił żonę,
        wartości, które wyznawał, zatęsknił.

        Wszyscy mi mówią, żebym mu dała spokój, to może wtedy zatęskni.
        Może! A jeśli nie? Teraz sytuacja jest trudniejsza, bo pojawiła się
        tamta kobieta. Jeśli pozwolę mężowi z nią być będzie trwał w amoku,
        może i latami, a ja pozostanę sama, bez dzieci, rodziny. Macie na
        pewno jakieś kobiece sposoby na zdradzającego męża. Ja nie mam
        doświadczenia, dlatego proszę was o radę.
        • douglas.beauty Re: Kobiety 25.11.09, 10:18
          Re: Oto moja historia
          crystyna.p 20.11.09, 14:26 Odpowiedz
          karafka_do_wina napisała:
          > a malujesz sie? masz modne ubrania? to nie jest najwazniejsze, ale
          poprawia
          > samopoczucie

          na codzień się nie maluję, tylko na okazję - oczy tuszem, puder i
          błyszczyk.
          Nie sądzę, by makijaż poprawiał samopoczucie. Nie chcę się zmieniać
          na siłę.


          > mozez pojsc sama, w kinie towarzystwo nie jets potrzebne. idziesz
          tam tylko aby
          > obejrzec film. wiele osob chodzi sama do kina.

          Może ty poszłabyś sama do kina, ale ja napewno nie. Wstydziła bym
          się tak samej iść po prostu.

          >
          > to wspaniale! zapisz sie na lekcje plywania! zrobisz cos dla
          siebie, a sport
          > jest zdrowy i poprawia samopoczucie. towarzystwo tu nie potrzebne,
          bedziesz mie
          > c
          > nauczyciele i innych uczacych sie za towarzystwo

          No nie wiem. Stara baba na naukę pływania? To raczej dla młodzieży
          .
          >
          > dlaczego? milo wyjsc z koleznaka i zjesc pyszne ciacho lub lody
          plus kawka

          Czasem się zapraszamy z najbliższą koleżanką do siebie na kawę,
          ale
          do domu. Do kawiarni chodziłyśmy, ale z mężami razem. Samej było by
          mi nijako.
          >
          >
          > na pewno wychodza z domu rowniez bez mezow, zapytaj je.

          raczej nie. po co?
          >
          > nie. w kawiarni pije sie kawe jak nazwa wskazuje, a nie szuka
          okazji.

          tak piszesz, jakbyś na tym świecie nie żyła Karafka. Miałam taką
          znajomą, co to po kawiarniach "kawę" piła. Okazało się, że ma romans
          z żonatym! Daj spokój z takimi propozycjami. Kawy się napić i
          ciastko zjeść mozna w domu przecież. Po co przyzwoite kobiety
          miałyby same do kawiarni chodzić?
          > >
          >
          > czas abys zmienila zdanie i uczynila swoje zycie bardziej
          pogodnym.

          Uważasz, że jak bym widziała, że inni się na mnie patrzą ze
          zgorszeniem to byłabym pogodna?
          Po kawiarniach pełno par tych małżeńskich i niemałżeńskich. Tam
          miejsca dla samych kobiet nie ma. Zaraz są skojarzenia, że szukają
          męskiego towarzystwa, a ja nie szukam!
          >
          > ale sama wiesz, ze to niemozliwe w tej chwili. adopcja to jedyne
          rozsadne
          > rozwiazanie.

          Dobijasz mnie, chociaż pewnie chcesz dobrze. Ja wierzę, że miedzy
          mną a T. się ułoży. Jesli zaczne starać się o adopcję to bedzie dla
          niego znak, że "odpuściłam" i napewno już nie wróci. Nie chcę sama
          wychowywać dziecka poza tym. Chcę mieć swoje i chować je z nim.
          >
          >
          > mysle ze nie. maz placilby ci alimenty i byl niedzielnym ojcem
          nadal zyjac ze
          > swoja kobieta.

          To nie jest jego kobieta! To zona innego mezczyzny, a on ma swoją
          żonę - mnie!
          Jakby musiał płacić alimenty na pewno by go zostawiła, widać po
          niej, że jest chytra na pieniądze. Myślałam, że jakby T. stracił tę
          pracę to by ona go zostawiła, ale nie ma na to widoków. On tam
          odnosi sukcesy, a to, że żyje z cudzą żoną a swoją zostawił nie robi
          na szefostwie wrażenia, bo jak pisałam, tam samo bagno jest i
          wszyscy tak robią.



          wlasnie dlatego uwazam ze zmyslasz. Twoje odpowiedzi sa jak wyrwane
          z XIX wieku. Zwlaszcza Twoja odpowiedz na zachete do nauki plywania.
          Gdyby sie jednak (choc nie sadze) okazalo,ze jestes prawdziwa osoba
          to skad w Tobie taki brak szacunku dla ludzi o innym stylu zycia,
          innych pogladach? Praca Twojego bylego meza to bagno? Wyuzdane
          pozycje i pieszczoty i antykoncepcja sa nienormalne? Mi sie wydaje
          ze te rzeczy ludzie robia po prostu z milosci ( a pozadanie jest jej
          czescia - niezaleznie od tego co mowi na ten temam twoj czy inny
          kosciol), tak sa skonstruowane nasze ciala i umysly.

        • wilczyca.0 Re: Kobiety 25.11.09, 10:22
          crystyna.p napisała:

          >
          > Ja nie będę nikogo szukać, bo jestem mężatką – nie rozumiesz tego?
          > To co napisałaś, że trzeba szukać według siebie, swoich oczekiwań
          to
          > jest mądre. Ja tak właśnie szukałam i znalazłam: mam męża

          taaaaa... :/

          >
          > Pokochałam T. i związałam się z nim właśnie dlatego, że miał takie
          > same poglądy na temat życia, jak ja.

          co teraz udowodnił.

          Mój mąż był osobą o
          > poglądach podobnych do mnie. Ale się zmienił!

          I czas najwyższy


          >I wierzę, że za podszeptem szatana przemawiającego przez ludzi z
          jego nowej pracy.

          Szkoda, że sama tego szatana czasem nie posłuchasz, może wtedy Twój
          T. nie szukałby gdzie indziej tego, co powinna mu dawać ŻONA!






          Dość jeśli powiem, że chodzi o rzeczy, które w
          > świecie „nowoczesnych” są podobno normalne: różne wyuzdane pozycje,
          >
          > pieszczoty, a przy tym antykoncepcja. Nie miałam na to chęci i
          > uważałam to za niegodne. Mam takie prawo, jako żona, człowiek i
          > kobieta.
          >
          A czy twój mąż wiedział o tym przed slubem? Czy przed ślubem NIC a
          po slubie dopiero sie dowiedział, że jego potrzeby będzie miała
          zaspokajać zakonnica, pod kołdrą, po ciemku i gdyby to było mozliwe
          to w osobnych pomieszczeniach a zbliżenia beda miały tylko na celu
          prokreację, ZERO przyjemności????


          > Nie było tak, że nie rozmawialiśmy o seksie i to był jakiś temat
          > tabu. Rozmawialiśmy i to jeszcze przed ślubem: jakie są nasze
          > poglądy, oczekiwania. Byliśmy zgodni co do tego.

          W rozmowie to można wiele rzeczy opisać, gorzej to potem zrealizowć
          w praktyce i myslę, że tutaj go lekko oszukałaś....

          Waszym zdaniem jeśli nie robicie z mężem
          > czegoś na co ani on, ani wy ochoty nie macie to go krzywdzicie?

          Teraz widać jak bardzo jemu to było obojętne i jak bardzo wasze
          poglądy sa zgodne....
          >

          Jeśli pozwolę mężowi z nią być będzie trwał w amoku,
          > może i latami, a ja pozostanę sama, bez dzieci, rodziny.


          Aaaaa czyli o to chodzi? Do tego Ci jest potrzebny? Do spłodzenia
          dziecka i bycia rodziną? Ale jego potrzeby sa nieważne?
          Według mnie zanudziłas faceta. Facet to facet i choćby nie wiadomo
          jak święty to kazdy ma diabła za uszami i potrzebuje pożądnego sexu.
          Bo potem ich bolą jądra, nie moga myśleć i są całkiem rozsypani jak
          porządnie nie "zasekszą" :)))
          Będę brutalna ale z Twojej opowieści tak wynika. Nie odszedł od
          Ciebie żeby wstąpic do zakonu. Poszedł do tej, która spełniając
          SWOJE pragnienia, nie zapomina przy tym o JEGO. To sie bardzo łatwo
          daje połączyć wiesz?.....
        • zawszezabulinka Re: Kobiety 25.11.09, 10:28
          > Ja nie będę nikogo szukać, bo jestem mężatką – nie rozumiesz tego?

          no dobrze, wg prawa nie jestescie malzenstwem, ale to nie twoja wina
          (opcjonalnie) ze on odszedl od ciebie. to on zlozyl papiery rozwodowe, a nie ty.

          jest cos takiego jak uniewaznienie malzenstwa w kosciele, potocznie mowiac
          rozwod. zglasza sie czlowiek do sady koscielnego i przed bogiem przestajesz byc
          mezatka.

          jestes mloda, ciekawe ile wytrzymasz bez seksu i faceta, bo rozumiem ze onanizm
          jest grzechem wg twojej religi

          Zamiast korzystac z zycia to robisz siebie cierpietnice rodem z telenowel - cos
          jak : romansowalismy, byla wmowila mu dziecko i odszedl, i wzial z nia slub bo
          nie wypada, a ja bede ryczec do poduszki

          no ale nie bede wnikac w to, bo to twoja sprawa

          >Dość jeśli powiem, że chodzi o rzeczy, które w
          > świecie „nowoczesnych” są podobno normalne: różne wyuzdane pozycje,
          >
          > pieszczoty, a przy tym antykoncepcja. Nie miałam na to chęci i
          > uważałam to za niegodne. Mam takie prawo, jako żona, człowiek i
          > kobieta.

          to jest 1 z elementow ktory mowi ze nie spasowaliscie sie

          skoro facet odszedl do innej to znaczy ze nie mial tego co chcial miec.
          mezczyzni lubia eksperymenty w lozku, spontanicznosc i porno i rozne pieszczoty
          itp itd.
          jak nie dasz mu tego co on chce to jest przez to nieszczesliwy i to was tak
          jakby dzieli.facet z reguly ucieka sie do zdrady itp itd.
          chociaz zdrady to chyba co wpisane w nature mezczyzny

          mozew twojej ocenie sie zmienil dlatego ze nie mogl wczesniej pokazac ci twojej
          natury ; zanim wzieliscie slub

          w pracy mogl rozmawiac z mezczyznami i wymieniac sie doswiadczeniami i mogl
          pomyslec ze cos jest nie tak w jego "domu" - dlaczego akurat mowisz o tym
          szatan? kazdy ma swoj rozum i korzysta z tego co daje mu zycie i wolnosc
          • wilczyca.0 Bulinko mamy takie samo zdanie :))) 25.11.09, 10:33
          • kora3 Żabulinko - nie czytasz uwaznie :) 25.11.09, 15:51
            zawszezabulinka napisała:
            >
            > no dobrze, wg prawa nie jestescie malzenstwem, ale to nie twoja
            wina
            > (opcjonalnie) ze on odszedl od ciebie. to on zlozyl papiery
            rozwodowe, a nie ty

            I chyba nie do końca rozumeisz istote sprawy. Crystyna nie neguje
            prawa swieckiego, po prostu wg prawa kanonicznego orzeczenie rozwodu
            nie zmienia wcale statusu małzonków, jako sakramentalnych.

            >
            > jest cos takiego jak uniewaznienie malzenstwa w kosciele,
            potocznie mowiac
            > rozwod. zglasza sie czlowiek do sady koscielnego i przed bogiem
            przestajesz byc
            > mezatka.

            no no no :) to takie proste Żabulinko nie jest :)
            Mozesz mi wierzyć :)
            >

            >
            > skoro facet odszedl do innej to znaczy ze nie mial tego co chcial
            miec.
            > mezczyzni lubia eksperymenty w lozku, spontanicznosc i porno i
            rozne pieszczoty
            > itp itd.

            Żabulinko, nie czytałaś dokładnie. JEj mąz wcale nie odszedł do
            innej. Odszedł od niej wyprowadził sie do matki, a potem wynajął coś
            sobie. Inna pojawiła się w jego życiu, z tego co crystyna pisze -
            niedawno. Zatem przełożenie nie jest takie proste.

            Poza tym - jakkolwiek ja nie jestem osobą pruderyjną i diametralnie
            wręcz od Crystyny sie róznię także uwazam, ze jako człowiek i
            kobieta mam prawo nie chcieć robić rzeczy, które uwazam za
            obrzydliwe np.
            JAkkolwiek jej postawa mi sie nie podoba, to twoja też. Napisałaś
            tak, jakby było założenie, ze faceci coś tam lubią w łozku i nie ma
            innego wyjścia, tylko zaspokajac wszelkie ich zachcianki, bo sobie
            pójdą - mozesz tak robić, ale ci nie polecam na dłuzszą mete
            oczywiscie robić tego, co budzi w tobie wstret, tylko dlatego, żeby
            ktoś z tobą był.

            > jak nie dasz mu tego co on chce to jest przez to nieszczesliwy i
            to was tak
            > jakby dzieli.facet z reguly ucieka sie do zdrady itp itd.
            > chociaz zdrady to chyba co wpisane w nature mezczyzny

            no potwierdza się twoja postawa niewolnicza - nie przesadzaj :)
            • zawszezabulinka Re: Żabulinko - nie czytasz uwaznie :) 25.11.09, 17:56
              wiesz koro, czytalam ale nie chcialam sie babrac ze szczegolami, co jak, dla kogo itp
              wiem ze on spotkal ta druga kiedys tam

              dobrze koro, wytlumaczylas chociaz ze mimo "rozwodu" koscielnego nadal jestesmy malzonkami

              wiesz w sumie nie wiem dlaczego krystyna nie chciala sie zgodzic na spontanicznosc, nie chcialam powiedziec ze faceta trzeba zaspokajac, ale raczej faceci sa tacy nastawieni na nowinki z branzy porno itp itd. tylko to ze jedno chce tak a drugie tak sprawia ze nas cos jednak dzieli. wiesz ja z facetem sie idealnie dobralam. ja sie moge na cos zgodzic a nie musze, on to zrozumie to dziala tez i odwrotnie. moge zrozumiec ze ona nie lubi- ale dlaczego? czy taki ma kaprys czy chodzi o religijnosc tj czy uwazala to za nieczystosc? moze sie bala bo nie miala doswiadczenia? mogla powiedziec a, nie i koniec kropka

              tak samo sie tyczy dziecka - facet nie chcial i prosil o pigulki itp itd. a ona nie chciala bo zapragnela ciazy

              tu ewidentnie widac dwie rozne postawy
              chociaz facet zakomunikowal ze chce miec z nowa kobieta dziecko - to jednak uwazam ze lepiej jest miec z kims z kim sie chce, a nie na sile udawac w zwiazku ;)
              • kora3 Re: Żabulinko - nie czytasz uwaznie :) 25.11.09, 21:54
                zawszezabulinka napisała:

                > wiesz koro, czytalam ale nie chcialam sie babrac ze szczegolami,
                co jak, dla ko
                > go itp
                > wiem ze on spotkal ta druga kiedys tam
                >
                > dobrze koro, wytlumaczylas chociaz ze mimo "rozwodu" koscielnego
                nadal jestesmy
                > malzonkami
                >
                > wiesz w sumie nie wiem dlaczego krystyna nie chciala sie zgodzic
                na spontaniczn
                > osc, nie chcialam powiedziec ze faceta trzeba zaspokajac, ale
                raczej faceci sa
                > tacy nastawieni na nowinki z branzy porno itp itd. tylko to ze
                jedno chce tak a
                > drugie tak sprawia ze nas cos jednak dzieli. wiesz ja z facetem
                sie idealnie d
                > obralam. ja sie moge na cos zgodzic a nie musze, on to zrozumie to
                dziala tez i
                > odwrotnie. moge zrozumiec ze ona nie lubi- ale dlaczego? czy taki
                ma kaprys cz
                > y chodzi o religijnosc tj czy uwazala to za nieczystosc? moze sie
                bala bo nie m
                > iala doswiadczenia? mogla powiedziec a, nie i koniec kropka
                >
                > tak samo sie tyczy dziecka - facet nie chcial i prosil o pigulki
                itp itd. a ona
                > nie chciala bo zapragnela ciazy
                >
                > tu ewidentnie widac dwie rozne postawy
                > chociaz facet zakomunikowal ze chce miec z nowa kobieta dziecko -
                to jednak uwa
                > zam ze lepiej jest miec z kims z kim sie chce, a nie na sile
                udawac w zwiazku ;
                > )
                >
                • kora3 Żabulinko za wczesnie dałam enter 25.11.09, 22:15
                  sorry za poprzedni pusty post :)

                  kora3 napisała:

                  > zawszezabulinka napisała:
                  >
                  > > wiesz koro, czytalam ale nie chcialam sie babrac ze szczegolami,
                  > co jak, dla ko
                  > > go itp
                  > > wiem ze on spotkal ta druga kiedys tam

                  rozumiem, tylko jesliu masz ten szczegół na uwadze, to jak tłumaczyć
                  tekst "odszedł do innej
                  "?:)

                  > >
                  > > dobrze koro, wytlumaczylas chociaz ze mimo "rozwodu" koscielnego
                  > nadal jestesmy
                  > > malzonkami

                  nie nie - nie rozumiesz :)
                  "Rozwód" kościelny, to znaczy stwierdzenie nieważnosci jest
                  orzeczeniem stwierdzającym, ze nie doszło do sakramentalnego
                  małzeństwa wcale, słowem : sakrament nie został udzielony waznie, a
                  tylko z pozoru wygladało, ze zostal.

                  ja napisałam tylko, że w swietle prawa kanonicznego prawdziwy
                  rozwód - w sadzie świeckim nie zmienia statusu sakramentalnych
                  małzonków. Jeśli nie mają stwierdzonej nieważnosci - sa w świetle
                  prawa kanonicznego nadal małzonkami.

                  > >
                  > > wiesz w sumie nie wiem dlaczego krystyna nie chciala sie zgodzic
                  > na spontaniczn
                  > > osc,

                  tez nie wiem, przyczyny mogą tkwić w mentalnosci, przekonaniach,
                  zahamowaniach, ale takze moglo być tak, ze i dla Ciebie pomysły jej
                  meza wydałyby sie nie do przyjecia. Tego nie wiemy ...
                  moge zrozumiec ze ona nie lubi- ale dlaczego? czy taki
                  > ma kaprys cz
                  > > y chodzi o religijnosc tj czy uwazala to za nieczystosc? moze
                  sie
                  > bala bo nie m
                  > > iala doswiadczenia? mogla powiedziec a, nie i koniec kropka

                  Żabulinko, ja nie siedze w Crystynie, wiec nie wiem jak było, tak,
                  jak pisałam wyzej.
                  I tak, jak pisałam juz wczesniej - od Crystyny, takze na tym polu
                  bardzo się róznię, ale staram się rozumieć o co jej chodzi, tym
                  bardziej, ze choc się róznię :) dla mnie TEŻ istnieje cala gama
                  zachowań seksualnych, które mnie osobiscie nie odpowiadałyby. Np.
                  seks analny, sado-maso, "urozmaicenia" z wydalaniem, czy seks
                  grupowy. KAzdy z nas ma te granice gdzie indziej, inne i nie nam
                  oceniac granice pozostałych.

                  > >
                  > > tak samo sie tyczy dziecka - facet nie chcial i prosil o pigulki
                  > itp itd. a ona
                  > > nie chciala bo zapragnela ciazy

                  Żabulinko, nie czytałas uwaznie znów. Crystyna to katoliczka, za
                  takiegoż goscia też wyszła. naturalne jest zatem, że antykoncepcja
                  nie wchodziła w grę.
                  ja sie doczytałam, ze OBOJE chcieli dziecka po slubie, ale nie było
                  ich stać, wiec stosowali dopuszczalne przez kosciół NPR. Widocznie
                  skutecznie, bo tego dziecka nie maja. Rzecz cała w tym, ze mąz
                  wówczas, gdy ich stac już było na owo dziecko, nagle przesyał być
                  potomstwem zaintersowany. To był swoisty sygnał moim zdaniem.


                  > > zam ze lepiej jest miec z kims z kim sie chce, a nie na sile
                  > udawac w zwiazku ;
                  > > )
                  > >
                  też tak uwazam - tu pełna zgoda. Po prostu związek z Crystyną
                  przestał go interesowac w moemncie gdy poznał ludzi o innym
                  podejsciu do życia i nie chciał miec zx nią dzieci, bo planował
                  rozstanie - tak mysle.

                  >
            • mahadeva Re: Żabulinko - nie czytasz uwaznie :) 25.11.09, 20:49
              koro, oczywiscie, ze nie trzeba robic rzeczy wbrew sobie, ale nie mozna tez byc
              slepym na fakty. do tego dochodzi sie latami, przez doswiadczenia, a autorka
              watku najchetniej w ogole nie wychodzilaby z brzucha matki, albo od razu trafila
              do nieba. tak sie nie da zyc normalnie. normlane zycie to doswiadczenia i walka.
              facet nie chce jej widziec, chce miec inne zycie, a ona sie upiera, ze zgodnie z
              wiara sa malzenstwem. tyle, ze w tym czasie moglaby juz romansowac z innym,
              dobrze sie bawic. ale to juz wymaga zmiany podejscia. niestety. wiedza boli,
              wszystkiemu czego sie uczymy towarzyszy zwykle szok poznawczy. niech dziewczyna
              robi, co chce, ale nikomu jej nie zal.

              kora3 napisała:
              • kora3 Droga Mahadevo 25.11.09, 22:25
                mahadeva napisała:

                normlane zycie to doswiadczenia i walka
                > .
                > facet nie chce jej widziec, chce miec inne zycie, a ona sie
                upiera, ze zgodnie
                > z
                > wiara sa malzenstwem. tyle, ze w tym czasie moglaby juz romansowac
                z innym,
                > dobrze sie bawic. ale to juz wymaga zmiany podejscia. niestety.

                Obawiam się, ze Tobie jeszcze brak doświadczenia zyciowego i dlatego
                tak piszesz. Nie obrazaj się, ale tak to widzę:)

                Jedyne co mozna Crystynie zarzucić to to, ze jest megauzależniona od
                eksmeża i nie chce tego znienić, niestety. Mnóstwo kobiet
                niezależnie od swiatopogladu tak miewa. Nie chcę uprawiac osobistych
                wycieczek, ale Ty też - kiedyś Ci to napisałam.
                Szczerze mówiąc, gdyby mnie jakikolwiek facet traktował tak, jak
                Ciebie ów "Misio" z tego co pisałaś, to dostałby kopa i już dawno
                jak to ujęlas korzystałabym z życia i romasowala z innymi. Serio.
                Pod warunkie, ze nie byłanym od typa uzalezniona, bo gdybym byla to
                tlumaczyłabym sobie, ze to najlepszy gosc, jaki mógłby mnie
                zechcieć, ze go kocham, że to ten jedyny itp. Tak z grubsza to
                wyglada.
                Zrozum, ze dla kobiety o takim światopogladzie nie wchodzi w
                gre "romasowanie" z innymi. Ona sie musi uwolnić od eksmeza
                emocjonalnie, pogodzić z faktami, ze odszedł i nic nie zrobi na to,
                ani groźba, ani prośbą. To podstawa. Jesli to jej się uda to bedzie
                wielki sukces. a jak dalej pokieruje swym życiem zależy, czy zmienia
                się jej poglady, czy nie.


                wiedza boli,
                > wszystkiemu czego sie uczymy towarzyszy zwykle szok poznawczy.
                niech dziewczyna
                > robi, co chce, ale nikomu jej nie zal.

                A mnie jej żal własnie Mahadevo. Ciebie też zresztą, ale nic nie da
                sie zrobić, dopóki taka osoba sama nie zechce się leczyć z
                uzaleznienia.
                • mahadeva Re: Droga Mahadevo 25.11.09, 23:47
                  tylko ze jej mąż definitywnie ja opuscil i ma inna, poza tym ma inne poglady niz
                  ona, nie chce miec dzieci, chce uprawiac seks w gumce - przeciez to nie do
                  pogodzenia... a jelsi chodzi o Misia - Mis ostatnio jest miluśki - po prostu byl
                  niewychowany i bal sie kobiet, teraz robi postepy, zapamietal sobie, co mnie
                  rani i juz tak nei robi, do tego widze jego entuazjazm.
                  • kora3 Re: Droga Mahadevo 26.11.09, 00:01
                    mahadeva napisała:

                    > tylko ze jej mąż definitywnie ja opuscil i ma inna, poza tym ma
                    inne poglady ni
                    > z
                    > ona, nie chce miec dzieci, chce uprawiac seks w gumce - przeciez
                    to nie do
                    > pogodzenia...


                    No dzieci to chce mieć, tyle, ze nie z nią. Masz rację: przede
                    wszystkim ja opuscił i musi się z tym pogodzić. także z tym, że jej
                    eksmąż się zmienił, jest innym czlowiekiem niż ten, za którego
                    wyszła i na to też nic nie poradzi.
                    Tu pełna zgoda, natomiast zrozum, ze pisanie jej w stylu, zeby
                    zaczeła romansować z innymi jest kula w płot.


                    a jelsi chodzi o Misia - Mis ostatnio jest miluśki - po prostu by
                    > l
                    > niewychowany i bal sie kobiet, teraz robi postepy, zapamietal
                    sobie, co mnie
                    > rani i juz tak nei robi, do tego widze jego entuazjazm.

                    No mozliwe, a mozliwe, ze chcesz to tak widzieć. Życze i Tobie i
                    Crystynie, jak najlepiej, ale obie - w róznym stopniu co prawda
                    jesteście uzaleznione od facetów, których darzycie uczuciami.
                    Nadmieniam, ze owo uzaleznienie nie jest miłoscia, jest od niej
                    niezalezne.
        • 007lenka Re: Kobiety 25.11.09, 10:48
          crystyna.p napisała:

          > Mam takie prawo, jako żona, człowiek i kobieta.

          Ty, zdaje się, miałaś tylko prawa w tym związku, i byłaś ich jedyną ustawodawczynią.

          Chłop musiałby zgłupieć do reszty, żeby wrócić do psychopatki pozbawionej
          szacunku dla niego i innych ludzi.
          • wilczyca.0 Re: Kobiety 25.11.09, 10:53
            noo psyche ma lekko zkrzywioną... :/
            "podszepty szatana w postaci ludzi z pracy"......

            OMG :)
        • mama862 Re: Kobiety 25.11.09, 12:43
          a ja mam dla Ciebie Krystyno zupełnie inną radę- skoro, zgodnie z Twoim
          przekonaniem, jesteś na zawsze związana z mężem....wprowadź się do niego- dbaj o
          niego, gotuj mu posiłki, pierz jego rzeczy, pocieszaj gdy będzie smutny,
          przytul(itd...)- słowem- dbaj o to co jest Twoim jako żony obowiązkiem. nie
          zapominaj też o troszczenie się o jego(waszego?) gościa jakim jest
          jego...hm..."przyjaciółka"nazwana przez Ciebie(zapewne w chwili słabości i za
          podszeptem szatana)wulgarnie- kochanką. wszak Twoim obowiązkiem jako prawowitej
          żony jest dbanie o potrzeby męża. nie rozumiem więc czemu Cię przy nim nie
          ma????????zastanowiło mnie też jak mogliście przed ślubem rozmawiać o seksie(a
          feee).To tak jak ja miałabym dyskutować o np.sposobach przyrządzania krewetek
          czy kulebiaków czyli czymś na czym się kompletnie nie znam, więc nie mam pojęcia
          zielonego(bladego?) o czym mówię i (w związku z tym)zupełnie nie mam zdania na
          ten temat. To tak apropos gdybyś jednak nie była trollem(lub gdyby ktoś, kto
          założył ten wątek potrzebował opinii od osób przeciętnych)
        • baba67 Re: Kobiety 25.11.09, 14:58
          A nie widzisz ze czlowieka z ktorym sie zwiazalas juz nie ma, a osobiscie uwazam
          ze nigdy nie bylo, bo to co pozniej zrobil jaskrawo przeczy temu co mowil i do
          czego zobowiazywal sie decydujac na zalozenie katolickiej rodziny?
          Ty nie tylko mozesz ale powinnas przestac go traktowac jak meza uniewaznic
          zwiazek, isc na terapie i szukac kogos kto nAPRAWDE jest taki jak sie deklaruje
          a nie taki farbowany lisek. Ponadto cierpisz na milosc obsesyjna ktora nie ma
          jakiegos zwiazku z religia-to jest Twoj osobisty problem i w tym kierunku
          powinnas szukac pomocy.
          Ale obawiam sie, ze nic nie zmieni Twojego nastawienia-Z Bogiem na ustach
          zmarnujesz sobie zycie. Smutne. Moze zatem mala zmiana-przestan go nekac i
          zacznij sie modlic o jego nawrocenie. Potem moze Duch SWiety oswieci? Trzeba
          wierzyc, cuda sie zdarzaja.
        • malwan Re: Kobiety 25.11.09, 18:24
          Ja wiem, że nie mogę zmusić męża, żeby wrócił! I nie chcę go
          > zmuszać. Chciałabym, żeby się ocknął po prostu. Przecież tak bywa,
          > że człowiek zrozumie swój błąd, prawda?


          a rozumiesz to, że on cie może po prostu przestał kochać i najnormalniej w
          świecie stwierdził, że być już z tobą nie chce?
          Nie kocha cię, nie tęskni, zmienił system wartości i ma w dupie nakazy kościoła
          i religię.

          Ja tak właśnie szukałam i znalazłam: mam męża i teraz
          > już ani szukać nie chcę, a ni nawet nie przyszłoby mi to do głowy
          .

          no sęk w tym, że już nie masz...

          A w ogóle to jesteś trollem, nie wierzę, że dorośli ludzie mogą myśleć w sposób
          tak idiotyczny. Dla ciebie on może jest mężem w dalszym ciągu, ale dla niego ty
          żoną już nie.
        • mahadeva Re: Kobiety 25.11.09, 21:02
          ja jestem jednak ciekawa, jak osoby z takimi pogladami funkcjonuja w ogole?
          szatan w pracy? to chyba ten szatan jest wszedzie, bo rozwody sa wszedzie.
          szkoda tylko, ze nie ma zadnego szatana, sa tylko ludzie, slabi, popelniajacy
          bledy, uczacy sie caly czas. ale najlatwiej niby nazwac wszystko co nam nie
          pasuje szatanem... ok. ale zrozum, ze wcale sie od tych ludzi tak abrdzo nie
          roznisz, tez jestes slaba i popelniasz bledy. ja raczej widze szatana w Twoim
          braku checi zrozumienia skomplikowanego swiata, poznania go, stworzenia wlasnych
          dróg. piszesz do nas, bo chyba cierpisz. odpowiedz jest taka, ze sama ja musisz
          znalezc. ze nikt nie ma łatwo. jesli nie chcesz innego faceta ok - ale
          roznoczesnie mowisz, ze chce miec rodzine. mowisz, ze chce z bylym, ale szatan
          go od Ciebie odciagnal i masz nadzieje, ze uda Ci sie go nawrócic. ale powiem
          Ci, ze tak jak ci szatanscy koledzy Twojego, mysli caly swiat. na normalnych
          ludzi prezerwatywa nie jest grzechem. obciagania tez mozna najpierw sie
          brzydzic, ale w zwiazku trzeba isc na kompromisy i w koncu sie to robi z
          przyjemnoscia (widac, ze facetowi jest naprawde dobrze, ze ma lepszy humor
          dzieki temu i wcale nie jest tak, ze traci dla nas szacunek, wrecz przeciwnie -
          ale Ty tego nei wiesz, bo ni einteresuje Cie swiat, jego wyzwania, wolisz nie
          nabywac madrosci z obserwacji, tylko zabarykadowalas sie w KK)
          • baba67 Re: Kobiety 25.11.09, 21:17
            Obciagania KK nie zabrania. Ani sukienek mini.Ani koronkowej bielizny. Ani 101
            jednej pozycji. Nerwica religijna to okropny rodzaj nerwicy.
            Wiem bo za mlodu mialam. Na przyklad mialam gleboko zakorzenione przeczucie, ze
            jesli nie pojda w niedziel do kosciola z wlasnej winy, to w nastepnym tygodniu
            same najgorsze rzeczy beda walic mi sie na glowe. Chyba obrazalam Boga traktujac
            Go jako msciwego sadyste...
          • annjen Re: Kobiety 26.11.09, 15:45
            teraz już jestem pewna, że Ty jesteś niereformowalna, nie potrafisz słuchać ani
            zrozumieć innych, nie masz za grosz empatii ani taktu. że miesiącami setki osób
            Ci tłumaczy, iż tkwisz w chorym związku, do Ciebie nie dociera - ok, można się
            przyzwyczaić albo traktować jako nieszkodliwą osobliwość tego forum. ale swoje
            wulgarne rady racz ograniczyć, bo Crystyna.p na pewno nie uzna ich za zbawienne...
    • kadfael Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 25.11.09, 11:09
      wielodzietni.org/comments.php?DiscussionID=259
      Przeczytaj sobie Krystyno artykuł o ludziach naprawdę wierzących
      . To inna wiara, mozna się zgodzić z ich wierzeniami i poglądami
      lub nie, uznać je za dziwactwo czy wariactwo, ale jednego nie można
      im odmówić. Oni są w tym co robią i w co wierzą autentyczni.
      I dlatego mam szacunek dla tych ludzi.
      A to co TY opisujesz, to jest jakaś kpina i karykaturyzowanie KK.
      Mam nadzieję, że nieświadoma i wynikająca z zaburzeń psychicznych.
      Ale jeśli robisz to specjalnie i chodzisz po forach żeby wysmiać
      katolików, to słów mi brak.
      • wilczyca.0 z całym szacunkiem 25.11.09, 11:58
        ale to jest okrutne, to wycinek ze strony, która poleciłes:

        W świetle Arystotelesa sytuacja wygląda więc następująco:
        - Najwyższym, naturalnym i ostatecznym celem małżeństwa jest
        rodzenie i wychowanie potomstwa - przy czym to ostatnie rozumie on
        dość wąsko - jako ochronę życia. (Zapewnienie potomstwu "lepszej
        przyszłości", rozwoju itd. wykracza poza możliwosci i kompetencje
        rodziny. Może być realizowane dopiero w szerszej wspólnocie
        społeczno - politycznej.)

        - NIE jest celem małżeństwa w szczególności:

        - budowanie relacji interpersonalnych (to tylko środek służący
        realizacji celu, którego przydatność jest zresztą dyskusyjna i
        zależy od modelu społecznego - w rzeczywistości starożytnej żona
        jest poddana mężowi a nie żadnym partnerem)

        - szczęście indywidualne (jest ono jedynie pochodną realizacji celu -
        nie ma też tu miejsca na jakąś subiektywną samorealizację)

        - troska o zbawienie małżonków (i nie tylko dlatego, że Arystoteles
        w żadną eschatologię nie wierzy: cel małżeństwa to cel SPOŁECZNY,
        obiektywny a nie indywidualne szczęście - podobnie jak szcęście
        doczesne - zbawienie może być jedynie pochodną realizacji celu)

        - miłość romantyczna między małżonkami (W starożytności, gardzącej
        emocjami i bezrozumnymi afektami - rzecz nie do pojęcia. Koncepcja
        miłości romantycznej narodziła się dopiero pod koniec średniowiecza
        i - co charakterystyczne - w kontekście relacji "pozamałżeńskich".
        Nawet gdyby Arystoteles docenił taki aspekt - to jedynie jako środek
        do celu, pewne spoiwo czy "zaczyn" zwiazku.)
        • kadfael Re: z całym szacunkiem 25.11.09, 12:30
          Ja napisałam, że z tym się nie trzeba zgadzać a nawet uznać to za
          wariactwo. Chodzi mi o to, że to jest w jakiś tam sposób
          autentyczne. Że amisze jako tacy są autentyczni. Natomiast to tutaj
          to jest wg mnie kpina z religii. Ciekawe, że pani weszła nie na
          żadne forum na portalu religijnym (gdzie prawdopodobnie natychmiast
          by ją zdemaskowano) tylko na fora na GW, która pismem religijnym nie
          jest :)
          • wilczyca.0 Re: z całym szacunkiem 25.11.09, 12:34
            też mi sie to z nia kłóci, ze taka religijna a zwierza sie ludziom
            na forum ze swoich dość jednak intymnych kłopotów jakim jest zdrada
            małzeńska.. :/
            na jej miejscu, skoro jest taka, że wstydzi sie iśc z koleżanką na
            kawę do kawiarni BEZ MĘŻA to taki ekshibicjonizm na forum o zdradzie
            jest bardziej nie na miejscu... :/
    • stedo Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 25.11.09, 16:50
      Nie prowokuj, mała, nie prowokuj
      Nie jest z ciebie znowu taki cud...najwyżej cudak;))
      Przekroczyłaś granicę prawdopodobieństwa sytuacji a nawet absurdu, by to mogło być prawdziwe, jeśli przyjmiemy że jesteś w miarę zdrowa psychicznie;)Wg mnie to prowokacja, by skompromitować takie doktrynalne trzymanie się zasad wiary katolickiej, które nijak się mają do współczesnego świata, jeśli chcemy funkcjonować normalnie.
      Ale załóżmy, że istniejesz jednak ze swoim porąbaniem i faktycznie szukasz wsparcia.To trafiłaś kulą w płot, szukając go na tych forach. Udaj się na forum ortodoksyjnie religijne jak np. Fronda. Tam znajdziesz się wśród swoich, którzy podzielą Twoje poglądy i wesprą.
      Ale nawet tam, sądzę, nie otrzymasz praktycznych rad jak nawrócić byłego, powtarzam BYŁEGO twojego męża.Bo taki za jakiego wyszłaś, a przynajmniej ci się wydawało, już nie istnieje, jeśli istniał kiedykolwiek.Więc spójrz w przyszłość.Jeśli chcesz trzymać się sztywno doktryn wiary katolickiej i pozostać wierna wizji byłego męża, to albo wstąp do klasztoru, jak to ongiś bywało w takich sytuacjach, albo oddaj się działalności charytatywnej prowadzonej przez kościół,gdy chcesz jakoś zorganizować sobie życie w tym duchu, a nie wegetować.
      • baba67 Re: Poradźcie mi coś, proszę - długie 25.11.09, 18:55
        Ona nie moze wstapic do klasztoru o ile nie uniewazni swojego malzenstwa. Do
        klasztoru moga wstepowac osoby stanu wolnego wg prawa kanonicznego. Ona nie jest.
      • kora3 No cóz Stedo 25.11.09, 22:33
        jescze 10 lat temu byłabym przekonana, ze to prowokacja, ale trochę
        poznalam takich ludzi, jak Crystyna. Mam na myśli swiatopoglad, a
        nie obsesje w temacie eksmeza, bo takowe obsesje wcale nie sa
        rzadkie, co mozna zaobserwować czytając chocby TO forum.
        Jesli gosc babke zdradza, a ona ma ochote "walczyc" dyskutując z ta
        drugą, błaga meza otp. to czymze sie rózni od obseyjnej Crystyny?
        Niczym.
    • stedo I dla informacji 25.11.09, 17:02

      dla zainteresowanych tematem ogólnie:
      www.esgieha.pl/index.php?kind=aktualnosci&type=aktualnie&nr_id=960
      • prosta-kobieta56 Re: I dla informacji 25.11.09, 18:10
        Mysle ze powinnas meza zmusic sila do kochania i bycia z toba.Nie widze
        innej opcji skoro sie upiera ze nie chce-zmus go najzwyczajniej w
        swiecie.Nie wiem moze policja moze ksiadz mu nakarze?
        • baba67 Re: I dla informacji 25.11.09, 18:57
          Madry ksiadz to ja najwyzej do psychologa wysle.
          • prosta-kobieta56 Re: I dla informacji 25.11.09, 20:33
            Tak wiem ale co takiej niemadrej kobiecie mozna doradzic?psychiatra
            bylby najlepszy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja