edi2007
24.11.09, 00:52
Witam,
Mimo, że w głowie mam gonitwę myśli z powodu tej kobiety, to jednak spróbuję to wszystko przedstawić wam w sposób uporządkowany, licząc na waszą pomoc :)
Oboje jesteśmy koło 30, wolni. Nie pracujemy razem. Można powiedzieć, że nasze firmy współpracują i na styku tej współpracy pojawiamy się MY. Widujemy się cyklicznie, mnie więcej raz na 3 tygodnie. Niestety, po takim biznesowym spotkaniu nie mogę spać przez 2 noce, a kolejne kilka dni jestem rozbity, bo ciągle myślę o niej. Być może trochę to dziwne w tym wieku? Wiem, też mi z tym głupio...
Nie muszę dodawać, że ona jest mądra, inteligentna, ciepła i oszałamiająco piękna (typ Nataszy Urbańskiej, ale dla mnie 3 razy ładniejsza).
Mój ból głowy i jednocześnie prośba do was, to jak w najdelikatniejszy z możliwych sposobów próbować przenieść tą znajomość na grunt bardziej prywatny?
Wydaje się, że to nic prostszego, skoro się spotykamy, rozmawiamy, to spróbować się nią umówić. Jednak niezupełnie. Nasza współpraca jest bardzo ważna z punktu widzenia naszych firm i nie mogę tego zepsuć. Być może właśnie dlatego tak dobrze się nam współpracuje, że zachowuję dystans i odcinam się od tych wszystkich śliniących się na jej widok facetów. Jako kobiety pewnie wiecie o czym mówię? Poza tym, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, jestem pełen wątpliwości, czy ona mogłby się mną zainteresować poza pracą... w końcu adoratorów pewnie jej nie brak...
Wprawdzie widzę, że jest bardzo otwarta, zabawna, miła, rozmowna -nawet na tematy nieco oddalone od biznesowych- ale czy ja nie zachowuję się tak samo i to również w stosunku do innych kobiet w pracy? Jest to przejawem uprzejmości, grzeczności, a nie zaproszenia do flirtu. Zawsze jest tak, że gdy załatwimy sprawy, to chwilę porozmawiamy luźno i ona się żegna i wychodzi z budynku, nie dając mi żadnej szansy na wyjście z nią, jakby nie pozwalając na "spotkanie" poza pracą.
Z drugiej jednak strony, parę razy złapałem ją na mierzeniu mnie wzrokiem z góry na dół,dzisiejsza młodzież nazywa chyba tę czynność obczajaniem :), co jak kiedyś tu czytałem, świadczyć może o zainteresowaniu kobiety. Dodatkowo załatwiła mi pozytywnie pewną ważną i trudną firmową sprawę i kilkukrotnie wyraźnie wspomniała, że załatwiała ją specjalnie dla mnie i nie było łatwo. Wyczułem jakby minimalny ton wskazujący, iż powinienem się poczuć jej dłużnikiem. W każdej innej sytuacji zaproponowałbym obiad w rewanżu, ale tutaj... mógłbym wyjść na kolejnego napaleńca (choć ona pewnie jest przyzwyczajona) oraz mogłoby to zepsuć współpracę obu firm oraz nasze wzajemnie poprawne relacje, a to byłoby kiepsko...
Ale kanał, co? Liczę, że jako kobiety rozumiecie jej sytuację i podsuniecie mi jakieś trafne i delikatne rozwiązanie.
Z góry dziękuję i pozdrawiam serdecznie.