Kobiety w związkach uważają się za lepsze.

26.11.09, 22:37
To o czym piszę to moje subiektywne odczucia.
Tak zachowują się znajome w moim otoczeniu.
Dodam, że nie mieszkam w małej mieścinie tylko dużym mieście.
Nie wiem czy tylko ja mam takiego pecha do znajomych czy to jednak
szerszy problem?
Niestety moje znajome mające u swego boku partnerów często dają mi
odczuć subtelnie lub mniej subtelnie, że są lepsze niż ja, bo ktoś
je chciał.
Dlaczego kobiety samotne uważane są za desperatki, wariatki,
zgrzędy, marudy, które tylko marzą o poderwaniu, którejś faceta?
Pewnie są i takie, ale nie wszystkie.
Więc czemu z taką pogardą podchodzi się do kobiet samotnych, które
często miały zwyczajnie mniej szczęścia w życiu uczuciowym?
A może to ja przesadzam i jestem przewrażliwiona?
    • wanilinowa Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 22:41
      przecież jak nie zaczniesz marudzić na ten temat to nie widać że nie jesteś w
      związku
    • marzeka1 Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 22:44
      Jesteś przewrażliwiona, a wtedy człowiek ma tendencję do
      nadinterpretacji.Poczytaj niektóre posty mężatek czy "szczęśliwych
      narzeczonych:- ile tam desperacji, nieszczęścia, bo być to warto z porządnym
      facetem, a nie jakimkolwiek.
    • pinkville Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 22:47
      Przesadzasz, ja mam meza a moje kolezanki to glownie singielki. I wole je
      dlatego, ze nie odwoluja spotkan, bo mis to albo tamto no i maja ciekawsze
      historie do opowiadania. Aha i jak wychodzimy na drinka to nie patrza na zegarek
      i nie dzwonia/wysylaja sms do misia zeby sie nie denerwowal.
    • funny_game Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 22:49
      madunia0 napisała:

      > bo ktoś je chciał.

      I rozwiązałam problem.
      Leży on po Twojej stronie, ale wątpię, by dotarło.

      Neeeeeeeeeeeeeeeeext!
    • rosa_de_vratislavia Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 22:53
      madunia0 napisała:

      > Nie wiem czy tylko ja mam takiego pecha do znajomych czy to jednak
      > szerszy problem?

      stawiam jednak na pecha do znajomych.

      > A może to ja przesadzam i jestem przewrażliwiona?

      A jak Ci dają do zrozumienia tę Twoją "gorszość"?
      • madunia0 Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 23:47
        Pytania przy każdej okazji: znalazłaś wreszcie kogoś... tyle
        chłopów na świecie, a ty ciągle sama... kochana zegar biologiczny Ci
        tyka... jeśli rozmowa jest o facetach - co ty możesz o tym wiedzieć
        • rosa_de_vratislavia Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 00:24
          madunia0 napisała:

          > Pytania przy każdej okazji: znalazłaś wreszcie kogoś... tyle
          > chłopów na świecie, a ty ciągle sama... kochana zegar biologiczny
          Ci
          > tyka... jeśli rozmowa jest o facetach - co ty możesz o tym wiedzieć

          Ło matko... ograniczone te baby. Widac musza się dowartościować,a że
          sukcesów w życiu brak - chwalą się narzeczonym/męzem.

          Nie jesteś przewrażliwiona, masz "złe towarzystwo".
    • erillzw Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 22:58
      madunia0 napisała:
      > Niestety moje znajome mające u swego boku partnerów często dają mi
      > odczuć subtelnie lub mniej subtelnie, że są lepsze niż ja, bo ktoś
      > je chciał.

      To raczej swiadczy o sporych kompleksach tych pan niz Twoim
      problemie.
      Normalna kobieta, która nie potrzebuje budowac swojej wartosci
      wywyzszajac sie wobec innych kobiet tak nie robi.

      > Dlaczego kobiety samotne uważane są za desperatki, wariatki,
      > zgrzędy, marudy, które tylko marzą o poderwaniu, którejś faceta?

      Myśle, ze te panie które ktos chcial potepiaja te ktore
      odzwierciedlaja ich wlasne zachowania sprzed bycia z kims.
      fakt, faktem wiele kobiet samotnych to desperatki czy marudy, ale
      decydowanie nie wszystkie.

      > Więc czemu z taką pogardą podchodzi się do kobiet samotnych, które
      > często miały zwyczajnie mniej szczęścia w życiu uczuciowym?

      Mysle, ze to wynika z tego, ze taka kobieta przypomina tej "lepszej
      bo ma faceta" jaka byla zanim miala faceta i kim jest bez niego.

      > A może to ja przesadzam i jestem przewrażliwiona?

      Mysle, ze nie powinnas sie przejmowa takim traktowaniu bo to
      swiadczy o nich a nie o Tobie :)
      • maitresse.d.un.francais Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 23:07
        A cóż jest złego w marudach?

        Znacznie gorsze są dziumdzie, które pozwalają facetom być mentalnymi
        pięciolatkami do dziewięćdziesiątki.
    • grzeczna_dziewczynka15 Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 22:59
      Moze i niektore kobiety czuja sie lepsze, kto to wie;) Ale po co to analizowac?
      Jak masz sama poczucie wlasnej wartosci to nie narusza go odczucia innych. Jak
      czuja sie lepsze z tego powodu, to znaczy ze maja jakis problem, wiec ja bym
      miala dla nich wylacznie wyrozumialosc, bo zawsze skzoda mi ludzi pokrzywdzonych.
      • emma_ja Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 23:25
        ja jestem samotna z wyboru od pol roku i czuje podobnie

        kobiety-szczegolnie te mniej atrakcyjne, mniej inteligentne szczyca sie
        posiadaniem partnera(jaki by nie byl)
        jakby bycie z kims bylo najwiekszym osiagnieciem

        w pl jeszcze ciagle pokutuje sredniowieczne przekoanie, ze kobieta bez faceta
        musi byc gorsza, cos z nia nie tak
        za to posiadanie jakiegokolwiek-nobilituje, czyni ja do razu lepsza

        i chodza jedna z druga dumne jak pawie-bo obok jakis tepy, niedomyty bylejaki gosc

        podobnie z byciem matka
        bycie matka obsmarkanego niewychowanego dziecka oraz posiadaczka dlubiacego w
        nosie meza to ciagle najwieksza wartosc w kobiecie

        mam ciotke, niewazne ze byla w meksyku 5 razy, ze zna sie na sztuce i jest
        ladna, mila, wyksztalcona, ze pomaga dzieciom samotnym
        najwazniejsze dla ludzi-ze chlopa nie ma, znaczy jakas gorsza i ulomna
        po prostu ja mniej szanuja, mimo ze ma doktorat

        smutne, zasciankowe podejscie
        • emma_ja Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 26.11.09, 23:35
          spotkalam sie takze z wywyższaniem sie plynacym z faktu posiadania zony, meza
          czy rodziny

          a w domu maz nie do konca wierny, zona nie do konca piekna, klotnie,gustu-brak,
          zainteresowan-brak- ale i tak "co ja moge wiedziec"
          oni weszli na wyzszy stopien wtajemniczenia ;)

          spotykam sie glownie z taka postawa ze strony ludzi, ktorzy nie maja sie raczej
          pochwalic, ktorzy nie sa interesujacy
          wiec ta rodzina, maz-to jedyne ich osiagniecie i temat do rozmow oraz do dumy

          to chyba kwestia intelektu.horyzontow.mentalnosci.i kultury osobistej.
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 19:51
            Zgadzam sie z Toba w wielu kwestiach, oporcz tej z zwywyzszaniem;)
            Mi sie wydaje, ze babki z mezami czesto zazdroszcza singielkom czy babkom w
            luzniejszych zwiazkach, bo singielski/kobiety zyjace z dochodzacym facetem maja
            wiecej czasu dla siebie, rozwijaja sie, podczas, gdy zony i matki zaprzegniete
            sa do codziennego kieratu, ktory, mimo, ze przepelniony miloscia matczyna czy do
            meza okazuje sie kieratem.

            No i w koncu, jak sie sam czlowiek nie wywyzsza to nie podjerzewa inncyh o
            wywyzszanie sie. Ja tam nie czuje, ze ktos sie wywyzsza;) A jak sie wywyzsza to
            bardziej mnie to smieszy badz martwi niz boli.

            Bo istenieje taka prawidlowosc, ze im wiecej ktos wszystkich musi zapewniac o
            tym jaki jest szczesliwy tym mniej jest szczesliwy.
    • k2i głupoty prawisz moja miła 27.11.09, 00:34
      ja tak nie uważam a nawet gdy by to miej je w dupie!!
    • tow.ortalion Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 08:09
      madunia0 napisała:

      > Więc czemu z taką pogardą podchodzi się do kobiet samotnych, które
      > często miały zwyczajnie mniej szczęścia w życiu uczuciowym?

      ----------------------

      Nie wiem skąd te tezy wytrzasnęłaś.
      Ja tam nigdy nie wzgardziłem samotną kobietą.
    • blackcurrant82 Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 08:27
      A ja się ostatnio spotkałam z teorią (oczywiście "szczęśliwej"
      mężatki), że dlatego się rozwiodłam, bo nie zmieniłam swojego
      nazwiska na męża, tylko dopisałam jako drugie, co miało oznaczać, że
      ja tego chłopa nie chcę "tak w całości". A ona zmieniła, przyjęła,
      oddała mu się bezwolnie w posiadanie i dlatego jej małżeństwo już
      trwa 4 lata... Brr...
      • real_mayer Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 08:56
        blackcurrant82 napisała:

        > A ja się ostatnio spotkałam z teorią (oczywiście "szczęśliwej"
        > mężatki), że dlatego się rozwiodłam, bo nie zmieniłam swojego
        > nazwiska na męża,


        No ja nie mogę co za człek dziwny.
        Ale w sumie u mnie w rodzinie mam kuzynkę która ma pamiątkę po romansie z
        żonatym facetem. Dwa lata z dzieckiem, bardzo przeżywała, nie raz płakała mi w
        rękaw, że chciałby mieć kogoś u swojego boku (w sensie osobnik płci męskiej) i
        udało się. Poznała kogoś. Przy zaproszeniach do ślubu zapytała się mnie, czy
        moja siostrę (która nie ma faceta) ma zaprosić z osobą towarzyszącą czy samą!
        WTF !! Tak szybko zapomniała jak jej było źle?! Moja znajomość z nią się
        skończyła na tym głupim pytaniu.
    • kora3 Moje obserwacje sa takie, ze 27.11.09, 08:38
      istotnie są kobiety, które mają ogólne przekonanie, ze kobieta bez
      mezczyzny nic nie znaczy. Jesli są same nie tyle są traktowane
      gorzej przez to, co są przekonanne, ze sa gorsze i w otoczeniu
      nierzadko upatrują symptomów potwierdzających ich stan emocji.

      jesli są z kimś to niemozebnie sie tym "sczyca" kto by to nie
      był :), bo w ich pojeciu osiągneły cel - nie są same. takie baby
      moze faktycznie mogą jakoś tam dawac odczuć samej babce, ze jest w
      ich oczach gorsza.

      mam taką znajomą - długo saa, wiecznie narzekająca, ze ludzie sie z
      niej smieją (nieprawda, dopóki nie zaczynała biadolic), że ja
      gorzej traktują (nieprawda) itd. Teraz jest z kimś (komletny
      niewypał) i sama faktycznie ostatnio potraktowała swoją koelzankę z
      pracy w sposób "Poszłabym z Tobą na te zakuoy, ale mój X czeka na
      pyszny obiadekj mniam, mniam, który mu zrobię. Też owinnas kogoś
      mieć, bo tak to tylko zakupami zyjesz, pracą, znajomymi" ...
      żenada . Sama przez pare lat "zyła" wiecznym marudzeniem, ze jest
      sama itd.
    • aardwolf U mężczyzn jest tak samo 27.11.09, 08:41
      Ogólnie ludzie nie lubią samotnych - ktoś kto nie jest w stanie się rozmnażać
      jest uważany za bezwartościowego i należy go jak najbardziej wykorzystać jeśli
      tylko można.
      Bardzo wyrażnie odczuwam to nie tylko ze strony znajomych ale także rodziców.
      I tak masz dobrze że zajęte przyjaciółki chcą się z tobą zadawać. Z samotnym
      mężczyzna żaden szanujący się związany mężczyna się po prostu nie zadaje.
      I tu jest sprzężenie zwrotne - znacznie łatwiej jest kogoś spotkać w grupie ale
      jeśli jest się samemu to nie jest się nigdzie zapraszanym (a jeśli samemu chce
      się kogoś zaprosić to zostanie ono zignorowane)
      czyli najlepszy sposób poznania kogoś jest zamknięty.
      • kora3 kiedy czytam cos takiego zastanawiam się 27.11.09, 08:47
        wjakim świecie, srodowisku zyja ludzie mający takie diswiadczenia,
        czy tez obserwacje.
        Pewnie, ze współpracowników, czy sasiadów na ogół sie nie wybiera,
        ale przyjaciół, znajomych to juz chyba tak.

        a jeśli tak, to sk ad wy u licha "wytzraskujecie" takie towarzystwo
        co to nie zaprasza nigdzie osoby "niesparowanej"?
        Dziw po prostu ...

        Jest jeszzce pewnei szczegół osoba bez meza/żony/ partnera/partnerki
        to osoba wolna a nie zaraz samotna :) Samotny jest człowiek bez
        przyjaciół np. no, ale jeśli ma takich jak ipisano wyżej to fakt
        jest samtny - zgroza.
        • real_mayer Re: kiedy czytam cos takiego zastanawiam się 27.11.09, 08:48
          Właśnie miałam to samo napisać co do definicji samotności.
        • aardwolf Re: kiedy czytam cos takiego zastanawiam się 27.11.09, 08:54
          Środowisko pracowników międzynarodowej organizacji związanej z badaniami
          naukowymi (czyli 95% to mężczyźni).
          Sami europejczycy w wieku 27-36 lat, wszyscy z wyższym wykształeniem, 40% z
          doktoratem.
          • kora3 Re: kiedy czytam cos takiego zastanawiam się 27.11.09, 08:58
            no założmy - bo jakoś nie za bardzo chce mi ise wierzyć, chyba, ze o
            jakas specyfoczna organizacja. Ale nawet jesli - ludzie z pracy to
            jedyne osoby, z którymi się znamy? No chyba nie:)
            A zatem w czym jest problem?
            • aardwolf Re: kiedy czytam cos takiego zastanawiam się 27.11.09, 09:07
              Przypominam, ze zarzut kłamstwa jest to zarzut bardzo poważny.

              Co do poznania innych ludzi poza pracą to przecież wyraźnie napisałem - znacznie
              łatwiej kogoś poznać jeśli się jest w grupie. Różnica jest kolosalna, kiedy już
              jestem zaproszony bo po prostu wypada zaprosić wszystkich to nieraz zacznie się
              ktoś kręcić, choćby kelnerka. Tylko że takie spotkanie jest 2 razy do roku.

              Jeśli się jest samemu to z założenia jest się uważanym za desperata i poznanie
              kogokolwiek jest bardzo trudne.
              • kora3 Re: kiedy czytam cos takiego zastanawiam się 27.11.09, 09:27
                aardwolf napisał:

                > Przypominam, ze zarzut kłamstwa jest to zarzut bardzo poważny.

                uchodzisz za klamczucha?:) przykre
                >
                > Jeśli się jest samemu to z założenia jest się uważanym za
                desperata i poznanie
                > kogokolwiek jest bardzo trudne.

                Moim zdaniem bez urazy bredzisz. Po prostu jesteś najwyraxniej osobą
                niepewną siebie, która najelepiej czuje sie w grupie, a jesli grupy
                nie ma, nie ma odwagi.
                Jest mnstwo miejsc, gdzie mozesz isc calkiem sam i spotkac fajnych
                ludzi. Galeria, koncert, promocja ksiązki itd. No jesli bedziesz
                czekał tylko na te wymarzoną ,albo ejzze :lepiej', zeby sama do
                ciebie podeszła to pewnie wyjdziesz sam, ale jesli chcesz po prostu
                poznac ludzi gwarantuję, że poznasz:) I nie mów mi, ze to nieprawda.

                A propo desperata - ejslu się ktoś zachouje jest tak postrzegany,
                wiec zastanów się, czy aby nie sprwiasz takiego wrazenia.
        • emma_ja Re: kiedy czytam cos takiego zastanawiam się 27.11.09, 10:04
          samotny mezczyzna jest chetnie przyjmowany jako czlonek rodziny, taki weekendowy
          wujek, sama takiego mialam-spedzalismy wspolnie swieta, jezdzilismy na ferie

          moje samotne kolezanki twierdza, ze pomimo posiadania sporej grupy znajomych
          zostaly na pustyni tak ok 30tki
          czasem ktos zaprosi na imieniny, czasem wyskoczy na kawe
          ale do domu nikt ich nie zaprasza, a jesli juz-to raz na rok, kiedy nie ma meza itd.

          jesli do tego kobieta jest atrakcyjna..zostanie doslownie wykleta z

          kobiety sa zazdrosne, kobiety nie sa solidarne
          wiem cos o tym- widze co wyprawiaja zony moich kolegow byle tylko trzymac mnie
          jak najdalej od towarzystwa...
          a oni ulegaja im- choc potem pisza do mnie po kryjomu-tak niestety to wyglada
          potrafia mnie pominac w zaproszeniu na wspolna impreze, pomimo iz bylismy zgrana
          paczka
          okazuje sie potem, ze zaszczytu dostapili sami sparowani i w zwiazkach
          malzenskich...

          cale zycie dotad bylam w zwiazku- odkad rozstalam sie z mezczyzna- jestem
          wlasnie tak traktowana-jako wylacznie zagrozenie,konkurencja.a ludzie niby mili,
          wykszalceni.
          • kora3 hmmm no na serio mnie to przeraza 27.11.09, 10:23
            co piszecie. Ja byłam w sumie od czasów nastoletnich :) caly cza w
            zwiazkach z dwoma przerwami - raz z pól roku na studiach i raz rok
            nie tak dawno. Ani na studiac, ani te 3, 5-2,5 roku temu nie miałam
            podobnych doswiadczeń.
            zawsze miałam natomiast szerokie grono normalnych (!!!) znajomych i
            przjaciół, ludzie którzy mnie lubili i szanowali bez względu na to z
            km bylam, gdzie pracowałam itp.

            Nie uwazam sie za miss :), ale uchodze za atrakcyjną. Nigdy mi nie
            bakowało meskiego towarzystwa, takze towarzystwa po prostu kolegów,
            znajomych. Nogdy też nie przyszłoby mi do głowy jakiejś koleznce
            odbijac faceta. Raz dawno temu był ostry zgrzyt z narzeczoną mego
            orzyjaciela, ja poniekąd też miałam wówczas już narzeczonego, bo nie
            wierzyła, ze facet moze sie przyjaźnić z atrakcyjna babką i nic
            wiecej. A myśmy sie przyjaxnili od podstawówki :) z podwórka:).
            Poznałyśmy się, pogadały, zobaczyła jak jest i po sprawie, do dziś
            sie mło kontaktujemy, choc mieszkam daleko stosunkowo od nich.

            Nie bedac w związlu przez rok nie zculam sie wale
            samotna:) /spedzałam wiecej czasu ze znajomymi, poznawałam wiecej
            ludzi pozaawodowo - w sumie fajny okres w moim życiu. Wcale też nie
            szukalam nowego zwiazku - ot po prostu tak sie zdarzyło, ze sie
            poznaliśmy i mój facet zabiegał, zeby sie znajomosc roziwjała. Dla
            mnie na pczątku byla jedna z wielu kolezeńskich.
            • aardwolf Re: hmmm no na serio mnie to przeraza 27.11.09, 10:35
              Rok to niewiele, przez pewien czas ma się taki okres przejściowy gdzie się jest
              traktowanym normalnie.
              Też miałem takie pół roku kiedy spotykałem ludzi, spotykałem dziewczyny ale nie
              wiązałem się aż w końcu znalazłem modelkę.

              Kiedy się z nią rozstałem to też miałęm 7 miesięcy okresu przejściowego, nawet
              miałem propozycję związku ale dziewczyną nie byłem zachwycony i nie wiedziałem
              tego co wiem teraz że w pewnym momencie trzeba brać co jest to zostanie się
              samemu na zawsze. W pewnym momencie niestety okazało się, że jestem sam zbyt
              długo i "wypad z baru".
              • kora3 Re: hmmm no na serio mnie to przeraza 27.11.09, 10:47
                e przesadzasz moim zdaniem...
                Nie warto byc z komkolwiek byle był - wierz mi.
                Wydaje mi sie, ze sam siebie postrzegasz jako nieudacznika i dlatego
                sadzisz, ze itoczenia tak Cię postrzega. Kogos interesujacego, w
                sensie nawet znajomosci, kolezeństwa mozna poznac dosłownie
                wszedzie.
                • aardwolf Re: hmmm no na serio mnie to przeraza 27.11.09, 10:51
                  Musiałbym naprawdę zacząć znacznie lepiej o sobie myśleć żeby zacząć myśleć o
                  sobie jako o nieudaczniku.
                  W tej chwili jestem bardziej na etapie myśli o samobójstwie.
                  • kora3 ej no przestań!!!! 27.11.09, 11:12
                    aardwolf napisał:

                    > Musiałbym naprawdę zacząć znacznie lepiej o sobie myśleć żeby
                    zacząć myśleć o
                    > sobie jako o nieudaczniku.
                    > W tej chwili jestem bardziej na etapie myśli o samobójstwie.

                    Nie wygłupiaj się nawet !!!! jakie samobójstwo?
    • tarantinka Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 08:41
      subiektywne ale niestety nie bez przyczyny kobiety tak dążą do
      uzyskania statusu mężatki - w naszym społeczeństwie inne stany
      uznane są za przejściowe, gorsze a celem jest własnie zostanie żoną.
      Na szczęscie to się zmienia - pokolenie tak mniej więcej 20 latków
      myśli już innymi kategoriami. Dużo też zależy od środowiska, w
      którym się obracasz, grupy wiekowej - tak bliżej 40 pojawiają się
      rozwódki, no ale im też życzy się znalezienia faceta, w podtekscie
      jak go nie masz to jesteś jak wyrób czekoladopodobny ;)
    • nie.mam.tipsow Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 08:46
      Moje znajome nie traktują mnie z góry, ale to pewnie dlatego, że po
      pierwsze dobrze dobieram sobie znajomych, a po drugie wszyscy mnie
      lubią;)Praktycznie nigdy nie spotkałam się ze złośliwością ze strony
      innych, ani w związku z moim staropanieństwem (hehe) ani w ogóle:)
      • beata.1968 Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 09:14
        mam podobne odczucia jak autorka wątku. gdybym nie miała paru koleżanek
        singielek nie miałabym z kim gdziekolwiek iść. koleżanki mężatki nigdy mnie nie
        zapraszają do siebie ewentualnie rano na kawę jak mąż jest w pracy. na urodziny
        jestem zapraszana kiedy indziej żebym się nie czuła żle bo same pary i ja
        jedna.moje zaproszenia są odkładane na "kiedyś" a parę razy usłyszałam tezę że
        wszystkie te moje wyjazdy,kina,opery,teatry są po to żeby wypełnić pustkę w życiu.
    • elagresto Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 09:52
      > Niestety moje znajome mające u swego boku partnerów często dają mi
      > odczuć subtelnie lub mniej subtelnie, że są lepsze niż ja, bo ktoś
      > je chciał.

      to oznaka kompleksów, bez nich by raczej tak nie uważały. Tak samo
      jak z autami - jak ktoś gada "moje auto jest super, a Twoje to takie
      kiepskie" to czy mam sie tym przejmować? Gó... kogo obchodzi czy mam
      kogoś i jakie mam auto. Zaakceptuj zachwanie biednych
      zakompleksionych albo powiedz, żeby się zamkneły. W kazdym razie to
      ich problem a nie Twoj i nie pozwól, żeby stał sie Twoim.
    • mahadeva Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 10:23
      mysle, ze to nie jest tak, ze kobieta jest sama, bo nikt jej nie
      chce, po prostu jest wybreda lub chce sie wyszalec (ja tak mialam),
      przeciez kazda potwora znajdzie swojego amatora...
      co do kolezanek - niestety u wielu kobiet jest silna presja na
      posiadania chlopa i biora co bądz. potem, żeby sobie zrekompensowac
      te cierpienia poniżaja singielki, to cos jak wyzszosc kobiet z
      dziecmi, probuja jakos uzasadnic swoje cierpienia... wiem, ze jest
      to zmasowany atak i moze byc nieprzyjemne. staraj sie przyjaznic z
      singlami, badz otwarta, ciesz sie zyciem, nie zwracaj na nie
      uwagi... w koncu gdy sie zdecydujesz na swojego Misia problem sam
      zniknie :) choc ja teraz obrywam, ze Mis sie nie chce ze mna
      ozenic :) panny nie rozumieja, ze mozna byc razem bez slubu, albo
      miec wielu partnerow w zyciu...
    • twojabogini Re: Kobiety w związkach uważają się za lepsze. 27.11.09, 11:07
      Jesteś przewrażliwiona. To ty czujesz się niepełnowartościowa bez
      męzczyzny i masz poczucie porażki na tym polu. Gdyby temat był dla
      ciebie emocjonalnie obojatny zarciki typu znajdź sobie chłopa nie
      ruszałyby cię. raczej rzucałabys ripostą, w stylu "e nie dziękuję,
      wystarczy ze ty się męczysz". Tymczasem gdy slyszysz o tykającym
      zegarze bilogicznym - wpadasz w panikę i słyszysz jak tyka.
      Przez całe zycie zawsze miałam partnera lub wianuszek adoratorów
      wokół siebie. Ale przyszedł taki moment, że postanowiłam wyciszyć
      się, przewartosciować pewne sprawy i być zupełnie sama - i byłam. To
      był jeden z najwspanialszych okresów w moim zyciu - prawie rok. Z
      racji tego, ze przekroczyłam magiczne 25 słyszałam docinki, uwagi,
      ze mi sprzatną co lepsze partie sprzed nosa, że mężczyzna który mi
      sie podoba nie będzie czekał i w końcu go jakaś laska skusi (czekał,
      jest moim mężem :), ze dziecko ojca potrzebuje, ze będzie za duza
      róznica wieku między rodzeństwem. Bla, bla bla - bawiły mnie.
      Pomijam, ze kobitki maja rację - jesli chcesz rodziny, dzieci itp. a
      dobijasz 30 - no to czas brac się do roboty. Później z wielu
      względow jest trudniej. A jesli chcesz byc sama - no to w czym
      problem?
      • izabella9.0 moje zdanie 27.11.09, 11:32
        To są sieroty ,które nic nie potrafią tylko znaleźć sobie chłopaka czasem byle
        jakiego , pierwszego lepszego byleby był ( o tym świadczy fakt ,że jak spotkają
        kogoś odpowiedniejszego porzucają go żeby sobie prestiż < jaki ? > podnieść...a
        potem jak chłopak je rzuca to jest tragedia większa niż tsunami..bo nie dość ,że
        nie mają już czym sie pochwalić to uważają ze są żarami bosa same ,bo wg nich
        wartość maja t tylko wtedy jak kogoś mają.


        Skoro się z nimi zadajesz to wiesz jakie mają problemy hmm odgryź się jak ci
        powie " i co ty tam możesz wiedzieć "
        • twojabogini Re: moje zdanie 27.11.09, 12:04
          izabella9.0 napisała:

          > Skoro się z nimi zadajesz to wiesz jakie mają problemy hmm odgryź
          się jak ci powie " i co ty tam możesz wiedzieć "

          Inne słodkie odgryzki:

          O zegarze biologicznym:
          - tym się nie martwię, jestem z bardzo płodnej rodziny, u mnie
          kobiety rodzą nawet po 50, ale ty to juz chyba nie masz za wiele
          czasu?
          - nie spieszy mi sie do pieluch odkladam na podróż dookoła swiata, z
          wrzeszczacym niemowlakiem byłoby to utrudnione, nie zal ci czasem
          swobody jaka miałas zanim zostalaś matką?
          - pracuję nad swoja figurą i nie chcę sobie jej zrujnowac ciąża w
          młodym wieku, nie żal ci trochę? Zanim urodzilas miałas takie
          kształtne piersi?

          Co ty mozesz wiedzieć?

          - wiecej niz ty - spotykam się z wieloma mężczynami, ty przy jednym
          nie nabywasz zbyt wiele doswiadczenia
          - wiem już tyle, zeby nie łapac się za pierwszego lepszego z brzegu
          (to do takiej co często narzeka na męża, chłopaka)

          Znajdź sobie chłopaka/męża

          - E, wolę się jeszcze troszkę pobawic a nie ładowac w pieluchy (to
          do pani która wychodziła za mąż w ciązy, albo zaskoczyła zaraz po
          slubie).
          - jestem romatyczką i wierzę w miłośc od pierwszego wejrzenia. a
          zanim ja spotkam chcę sie troszkę pobawić. Nie wyobrażam sobie wyjśc
          za mąż bez miłosci (to do takiej co wyszła za mąz za prestiz, albo
          zeby nie byc stara panną)


Pełna wersja