inkainka2009
29.11.09, 22:45
Taka sie czuje od pewnego czasu. Widze ze moj mezczyzna mnie nie rozumie, ze
nawet deprecjonuje moje podejscie do zycia, uwaza ze tylko jego jest tym
jedynym wlasciwym. Nie jest zlym czlowiekiem, ale nie wiem jak mu przekazac ze
czuje sie nieszczesliwa z nim. Rozmawiamy, jesli jestem smutna stara sie mnie
pocieszyc, pyta o co mi znowu chodzi, a ja czasami juz nawet nie potrafie
wypowiedziec tych mysli, ubrac w slowa tego co mnie trapi.
Nie jestesmy ludzmi o podobnych zainteresowaniach, mamy nieco odmienne
spojrzenie na swiat, wychowywalismy sie w rozniacych sie od siebie grupach.
Jego wszyscy znajomi nie moga znalezc pracy, kombinuja, wymyslaja, wyjezdzaja
gdzies, potem wracaja, zaden z nich nie ma konkretnego zawodu, nie maja
pomyslu na zycie, a ja sie wsrod nich nie moge odnalezc. Tak samo on nie
rozumie moich, ich podejscia i motywow dzialania.
Nie mam z kim porozmawiac o tym co przeczytalam, o czyms wiecej niz "co tam
dzisiaj bylo w pracy i co trzeba kupic na jutrzejszy obiad".
Chcialabym abysmy byli czyms wiecej niz dwoma odrebnymi osobami zyjacymi
razem, zeby bylo cos co nas laczy, co uwielbiamy i popieramy oboje. Nie chodzi
mi o to abysmy stali sie jakims jednym cialem i odrzucili swoja
indywidualnosc. Ale zeby oprocz tych indywidualnosci bylo cos, co stanowiloby
trzon zwiazku.
Czesto az tak bardzo sie nie rozumiemy ze dochodzi do powaznych klotni.
Oczywiscie po tym przychodzi zgoda i powierzchownie patrzac, przez pewien czas
jest dobrze, ale wcale nie jest.
Nie wiem co mam zrobic, jak podejsc do problemu? Zaznaczam, ze rozmawiamy ze
soba i czasami jakis tam madry wniosek wysnujemy, ale w wiekszosci przypadkow
po prostu staje na tym ze jest jak jest i trudno.
Nie chce zeby tak to wygladalo, chce cos naprawic w tym zwiazku.
Prosze o rady i przepraszam, ze wypowiedz taka dluga...