hermina25
01.12.09, 23:45
Kiedy takowy posiadacie,od razu zwierzacie przyjaciołom,partnerowi...czy też
dusicie go w sobie i rozwiązujecie samodzielnie?
Ja się zwierzać nie potrafię,wstydzę,mimo,że mam komu...wole sto razy bardziej
słuchać problemów niż przychodzić do kogoś z własnymi.
Najgorsze,że przyjaciele odbierają to personalnie...Ostatnio kumpel wyskoczył
do mnie z pretensjami,że skoro nie chce nic mówić,to znakiem tego nie traktuję
go jak przyjaciela...dzisiaj mój facet doszedł do wniosku,że może nie mam
potrzeby mu już mówić o swoich kłopotach.Ehh...
Zapewniłam jednego i drugiego (partnera rzecz jasna bardziej),że to nie
dlatego,że im nie ufam,albo nie mam już potrzeby wygadania się.A po prostu
dlatego,że mówienie o kłopotach sprawia mi trudność,oznacza,że odniosłam jakąś
formę porażki.Sama muszę stawić czoła temu w co się wpakowałam,nie otrzymując
od nikogo pomocy,bo pomoc uznałabym za akt mojej słabości...
Ciężko mi,to fakt z takim podejściem,ale jeszcze gorzej czułabym się mówiąc
bliskim o swoich problemach,po wszystkim czułabym się taka "odkryta"pozbawiona
maski twardzielki ...
A jak to z Wami,od razy wypłakujecie się na ramieniu bliskiej osoby,czy
podobnie jak ja poddajecie się egzystencjalnemu masochizmowi ;)