no_ale_o_co_chodzi
06.12.09, 23:10
Nie potrafię tego wytłumaczyć, czuję do siebie wstręt i obrzydzenie. W
sobotę odprowadzał mnie po imprezie (oboje trzeźwi) znajomy, nic
poważnego, jakieś drobne pocłaunki wcześniej, kilka spotkań w sumie,
chyba polubiliśmy się ale to wszystko. Odprowadził mnie do drzwi a ja
zaprosiłam go, nie było jeszcze tak późno i zaproponowałam herbatę.
Było miło i sympatycznie. W którymś momencie zaczeliśmy tulić się i
całować ale to było wszystko czego chciałam. On rozkręcał się coraz
bardziej a ja go stopowałam, chyba myślał że to taka gra mimo, iż
kilkakrotnie mówiłam mu żeby przestał i wyrywałam się. On jednak był
coraz bardziej podniecony i nie zważał na to. Wykorzystując dużą
przewagę fizyczną zaczął "dobierać się" do mnie ale nie udało mu się
bo zacisnęłam się cała więc poprzestał na pobudzaniu mnie dłonią. Nie
broniłam się bo wolałam tak niż miałby mnie znowu próbować zgwałcić.
Najgorsze jest to ze po pewnym czasie zaczęłam odczuwać przyjemność
mimo, że bardzo się przed tym broniłam a na koniec doznałam silnego
orgazmu. Nie zapomnę jego triumfującego spojrzenia... Potem mnie
wykorzystał oralnie :( nie byłam psychicznie w stanie przeciwstawić mu
się.
Nie chodzi mi o to, że została wykorzystana moja naiwność i
łatwowierność ale o ten nieszczęsny orgazm - czuję do siebie taką
złość i niechęć... Naprawdę nie chciałam tego. To był właściwie gwałt
z jego strony a jednak przez jakiś czas odczuwałam fizyczną (iylko
fizyczną) przyjemność.
Czy ze mną jest coś nie tak??