palya
15.12.09, 17:47
smutna refleksja, ale niestety prawdziwa..bo mysle, ze nie ja jedna przeceniłam swoją intuicję:
ja to jednak nie znam sie na ludziach tak dobrze, jak myślałam..
zawsze miałam dobrą intuicję, która pomagała mi odróżnić drani od normalnych facetów...druga sprawa ze na własne życzenie wybierałam sobie życie z tymi pierwszymi..
ale czyżbym zdziczała i nie odrózniała flirtu od zwykłej rozmowy i w dodatku interpretowała to jako 'coś więcej'...
*po raz 1szy przejechałam sie na facecie gdy poznałam milego faceta na poziomie (tylko kolega) a tydzien pozniej okazało sie ze od 3 lat regularnie leje swoją dziewczyne.. nigdy bym sie tego nie spodziewała..moja wiara we własną intuicję osłabła..
*...ostatecznie runęła, gdy przejechałam sie na facecie po raz 2gi: mój obecny facet wyznał mi, ze na początku naszej znajomości, gdy byl tuż po rozwodzie z winy małżonki (zdrada) to planował mnie (lub jakąkolwiek inną kobiete) rozkochać i porzucić, jako karę i lek na swój ból.. no a ja-idiotka dałam sie nabrać i myślałam ze naprawde mu zależy... no ale tutaj akurat był happy end bo uwiódł ale ani nie rzucił ani nie zranił tylko wyznał wszystko. plan mu nie wypalił bo faktycznie zaczęło mu zależeć na mnie, czego nie planował... no i żyjemy sobie tak fajnie i szczęśliwie i ja sobie tylko czasem mysle...'no to rozkochał, zdobył zaufanie...no to za czas jakiś pewnie rzuci' ehh