wroce_tu
18.12.09, 22:04
Będę szczera - w niektórych kręgach ten piękny zwyczaj mnie żenuje,
albo może lepsze słowo - krępuje. Szczyt zniechęcenia do dzielenia
się opłatkiem to wigilia firmowa. Ale również w rodzinie mojego
męża, z ciotkami lub innymi ludźmi słabo mi znanymi, zaproszonymi
przez teściową na wigilię.....Oczywiście szanuję, że zaprasza kogo
chce, ale ja nie widzę powodów żeby się z każdym dzielić tylko
głupio się wyłamać. Toleruję dzielenie się opłatkiem z moją bliską
rodziną, lubię dzielić się z mężem i małym synkiem - bo te życzenia
są szczere, z serca. W przypadku rodziców też oczywiście, ale jak
obserwuję miny podczas dzielenia się osób mniej sobie znanych to
widzę ich zakłopotanie, klepanie tych samych życzeń każdemu i jakoś
przechodzi mi ochota na taką wigilię. Bo po co na siłę to robić.
Jakiś czas temu spotkałam się ze zwyczajem skladania życzeń ogólnie
wypowiedzianym przez głowę rodziny, z opłatkiem trzymanym przez
każdą osobę dla siebie, przy swoim krześle, na stojąco, bez
dzielenia się każdy z każdym.I taka forma chyba najbardziej mi
odpowiada. A wy macie jakieś przemyślenia w tej sprawie?