wacikowa
31.12.09, 08:15
W przyszłym roku będę egoistką i suczyną do kwadratu.
Zmienię nr tel. adres zamieszkania i niech się wszyscy ode mnie odpitolą.
Nie macie wrażenia ,że jak sobie radzicie ze wszystkim(a przynajmniej jak coś źle idzie to tego nie okazujecie) rośnie liczba znajomych marudzących wam nad uchem?Dzwoniących o każdej porze dnia i zdających relację jak im to źle. Chyba mam już dość ciągnięcia wszystkich za sobą coby się nie poddawali i szli do przodu. Tak mnie pykło w wigilię kiedy zamiast spędzić z rodziną te święta wpakowała mi się kumpela bo uciekła od faceta. Od 10 lat jej tłukę,żeby na spokojnie pogadali ze sobą a jak nie potrafią to niech idą do psychologa.Jedno i drugie warte siebie.Ale po co? Przecież łatwiej robić się w buca na wzajem i polecieć do mnie się wyżalić a co za tym idzie ściągnąć całą jej rodzinę mi na głowę,żebym jej przegadała. A co ja mogę? Jestem za nimi razem. Nie chce stać po czyjejś stronie bo znam ich od 15 lat.W drugi dzień świąt dzwoni sąsiadka i płacze jak to wigilię sama spędziła bo chłop u kochanki i prosi,żebym przyszła. No dobra poszłam bom miękka dupa. Mówię,żeby się nie przejmowała,że wszystko będzie dobrze,mówię co ja bym zrobiła na jej miejscu. Ok uspokaja się i mówi,że tak zrobi. Po czym znowu to samo... Masa takich sytuacji jest.Kumpel który od 5 lat podbija do panny a ona robi uniki i w sumie nie wiadomo o co jej chodzi,dzwoni,przychodzi na potęgę z żalami. Od 5 lat mówię,żeby z nią pogadał.Nosz kurna co ja mam to zrobić za niego? Ludzie wcale pomocy nie chcą. Oni chcą tylko przerzucić ten żal na innych. Ulży na chwilę i jest ok.A ja mam już dość, za dużo moja głowa już objęła.
Żeby chociaż raz ktoś zapytał "Ryśka a co u Ciebie?" U mnie jak zwykle super i daję radę. Wiem,że to moja wina bo tak ich przyzwyczaiłam ale mam zamiar ich odzwyczaić i pewnie będzie się zmniejszać grono moich znajomych ale trudno.Ile można słuchać jednego i tego samego.Przecież też jestem człowiekiem i też mam różnie ale wszystkim się wydaję,że oni maja gorzej i co? Zostaje łazienka. Szkoda,że mówić nie może bo pewnie zalała by ich moimi problemami i żalami.
Czy to nie jest tak,że jak jest problem to najpierw powinno się załatwiać go samemu a później dopiero obarczać nim innych? Nie mówię o forum a o realnym życiu.
Przemyślcie czy przypadkiem nie ma obok Was kogoś kogo zalewacie żalami i problemami.A jeśli jest ktoś taki to weźcie telefon i zapytajcie "co u Ciebie dobrego słychać?". Mały gest a zmienia nastawienie do ludzi.
Miłego dnia.I jak najmniej problemów Wam życzę:)
Się wyżaliłam:))Pierdoła ale chciałam pokazać obraz sytuacji w której pewnie wielu z Was się znalazło,znajdzie lub znajduje albo po jednej albo po drugiej stronie.:)