Stare panny,,,,,

IP: *.chello.pl 02.02.04, 10:07
Mam koleżankę, niezamężna. Nigdy nie załozyła rodziny. Najpierw opiekowała
się chorymi rodzicami, potem angażowała w toksyczne związki,
później.....praca wśród kobiet, okreslone wymagania związane z wiekiem (
ponad czterdzieści lat), głęboka, niespotykana religijność spowodowały, że
nie załózyła rodziny, nie związała sie z nikim.
Jest sama jak palec, jest jej z tym źle, jest sfrustrowana do granic
i...zachowuje sie dziwacznie.
- Telefony odbiera tylko wtedy gdy ma ochote, i dziwi się, ze tak rzadko do
niej dzwonię
- Umawiac sie z nia trzeba z kilkutygodniowym wyprzedzeniem - nie rozumie, że
ja ( dom, mąż, praca, 2 dzieci, rość liczna rodzina) - nie potrafię
przewidzieć co wydarzy się za 2 miesiące, moge wiedzieć, że mam wolny sobotni
wieczór
- Wyciagnięcie jej gdziekolwiek graniczy z cudem - jesli już wybierzemy się
raz na 2 lata do teatru, to spotykamy sie u niej 2 godziny przed spektaklem i
odbywa sie wielkie przymierzanie i przeglad kreacji ( moim zdaniem, a
wychodzę do teatrów i na koncerty dośc często na przygotowanie się wystarczy
kwadrans)
Ponadto moja kolezanka wszystko wie najlepiej - na temat mężczyzn, dzieci,
kuchni, mody, polityki - tu może mniej-, zdrowia itp.
Znamy sie z czasów szkolnych, zyjemy w dwóch różnych światach, żal mi jej,
ale chwilami mam jej dość. Mój mąz uważa moja koleżanke za zwariowaną stara
pannę i unika z nią kontaktu.
Zastanawiam sie, czy zerwać ostatnie ląćzące nas nitki czy akceptować jej
dziwactwa. Rozmowy, życzliwe, serdeczne, nic nie pomagają. Ona wie swoje i
juz. Narzeka na brak pieniędzy, bierze pozyczki, ale urlopy spędza w
najatrakcyjniejszym (?) okresie- lipiec lub sierpień nad morzem. Nie daje się
namówić na wysok poza sezonem nad ciepłe morze. W kontaktach , bardzo
powierzchownych, z nowopoznanymi ludźmi usiłuje grać podlotka.
Jest w tym śmieszna i żałosna. Czy jest szansa aby jej pomóc? Czy nie lepiej
po prostu sobie odpuścić?
    • kini Re: Stare panny,,,,, 02.02.04, 10:15
      Odpuść sobie. Przecież nie zmienisz dorosłego człowieka.

      A... Poza tym, to czy lubisz ją? Bo jakoś nie odniosłam takiego wrażenia z
      twojego postu...
    • Gość: Inka Re: Stare panny,,,,, IP: 217.153.15.* 02.02.04, 10:15
      Też mam taką koleżankę. Siedzę z nią w tym samym biurze i mam na codzień do
      czynienia z jej dziwactwami, o których mogłabym długo, więc chyba sobie daruję.
      Nie jest złą osobą, ale czasami nie do wytrzymania. Jest młodsza od Twojej
      koleżanki (ponad trzydzieści lat) lecz aż strach pomyśleć co to będzie za parę
      lat.
      Życzę jej dobrze i próbowałam nawet wyperswadować jej to czy owo. Bez szans.
      Nie można jej zmienić teraz, a im później tym gorzej będzie.
    • triss_merigold6 Re: Stare panny,,,,, 02.02.04, 10:26
      - telefony odbiera tylko wtedy gdy ma ochotę - zupełnie jak ja;
      - umawiać się trzeba z wyprzedzeniem - ze mną również, nie trawię niespodzianek;
      - wie wszystko najlepiej - cholera znowu ja;
      - dwa różne światy - owszem dla mnie świat kobiet z liczną rodziną i dwojgiem
      dzieci jest obcy
      - urlopy spędza w najatrakcyjniejszych miesiącach i nie daje się namówić na
      wyskok poza sezonem - hm.. znowu pasuje

      Po co jej Twoja pomoc? Nie zmieniaj innym życia, zajmij się swoim.
    • pajdeczka Gratuluję Ci cierpliwości przez tyle lat 02.02.04, 10:33
      Starą panną zostaje się nie z braku powodzenia u mężczyzn (albo też u własnej
      płci:))), ale z powodu specyficznego charakteru.
      Na pewno są też plusy tej znajomości. Jeśli Cię bardzo męczy jej stosunek do
      życia to faktycznie ją sobie odpuść, ale z drugiej strony dobrze mieć taką
      koleżankę , która zawsze ma czas. Szczególnie może być cenna, kiedy Ty już
      będziesz miała więcej czasu dla siebie. Łatw jest coś zniszczyć - trudniej
      zbudować od nowa.
      • triss_merigold6 Re: Gratuluję Ci cierpliwości przez tyle lat 02.02.04, 10:37
        Pajda a skąd wiesz, że koleżanka zawsze ma i bedzie miała czas. A nawet jeśli,
        to bedzie chciała go poswięcić na wysłuchiwanie o problemach i radościach z
        dziećmi, mężem i spotkaniach rodzinnych. Może to ta koleżanka jest cierpliwa bo
        chce słuchać o czymś co kompletnie jej nie obchodzi i nie ma nic wspólnego z
        jej życiem?
        • pajdeczka Re: Gratuluję Ci cierpliwości przez tyle lat 02.02.04, 10:53
          triss_merigold6 napisała:

          > Pajda a skąd wiesz, że koleżanka zawsze ma i bedzie miała czas. A nawet
          jeśli,
          > to bedzie chciała go poswięcić na wysłuchiwanie o problemach i radościach z
          > dziećmi, mężem i spotkaniach rodzinnych. Może to ta koleżanka jest cierpliwa
          bo chce słuchać o czymś co kompletnie jej nie obchodzi i nie ma nic wspólnego z
          > jej życiem?

          I vice versa. Jeśli chodzi o mnie to niechętnie rozmawiam o moich rodzinnych
          problemach z koleżankami. Jeśli juz się spotkam to po to, by oderwać się od
          problemów dnia codziennego i sobie poplotkować o świecie. Mniemam, że o to
          chodzi Autorce wątku. A jeśli nie to jej nie rozumiem.
          • Gość: Cyna Re: Gratuluję Ci cierpliwości przez tyle lat IP: *.chello.pl 02.02.04, 13:05
            To moja koleżanka z dawnych , szkolnych lat. Chciałabym od czasu do czasu się z
            nia spotkać, poplotkować, powspominac i tyle.
    • raszefka Re: Stare panny,,,,, 02.02.04, 10:47
      Jak wyżej - odpuść. To dorosły człowiek, nie zmienisz jej. Mam podobny
      przypadek przypadek w najbliższej rodzinie - tylko zamiast głębokiej
      religijności głębokie przekonanie o byciu pępkiem świata. Mogę tylko pokiwać
      głową (żałosne hehe - nad STRASZĄ siostrą)i machnąć ręką. Bo wszelkie
      próby "pomocy" odbierze jako atak na swoją niezależność. I nie zabiegam
      specjalnie o ścisłe i bliskie kontakty... jeszcze mi zaszkodzą ;)
      • triss_merigold6 Re: Stare panny,,,,, 02.02.04, 10:51
        Na logikę - dla siebie jest pępkiem świata. Nie dzieli czasu, pieniędzy i uczuć
        między dzieci i męża. Szczerze mówiąc nie rozumiem po co pomagać. Proszą Was te
        stare panny o jakąkolwiek pomoc? Może nie chcą być takie jak "pomocne" na siłę
        osoby z otoczenia?
        • Gość: Inka Re: Stare panny,,,,, IP: 217.153.15.* 02.02.04, 10:54
          Nie proszą, ale i tak żal mi ich.
          Są bardzo samotne i swoją samotność maskują poczuciem tzw. mocno rozwiniętej
          niezależności.
          • triss_merigold6 Re: Stare panny,,,,, 02.02.04, 11:01
            Inko znam kilka samotnych kobiet w wieku 30 i 30+ lat. Sama byłam po rozwodzie
            przez parę lat bez partnera. Uwierz mi, że za nic w świecie nie zamieniłabym
            swojej samotności na życie rodzinne. Moja najbliższa koleżanka podobnie (dzieci
            nie lubi, lubi za to ciszę, spokój i zero ustępstw).
            Nie każdy jest stadny. Nie każdy dobrze czuje się dzieląc z innymi, ustepując,
            angażując się itd.
            To mnie było żal kobiet - mężatek z dziećmi - ich braku czasu, zaganiania,
            konieczności dostosowywania się, znoszenia kaprysów, braku kasy tylko dla
            siebie, braku ciszy.
            Uważasz, że to tylko maska? Mylisz się. Mimo, że jestem z kimś w stałym związku
            to lubię być sama. Gdybym miała mniejsze mieszkanie to byśmy razem nie
            zamieszkali. Lubię ciszę i mogę nic nie mówić przez cały dzień.
            • Gość: Inka Re: Stare panny,,,,, IP: 217.153.15.* 02.02.04, 11:08
              Zgadzam się z Tobą Triss, choć przypadek mojej koleżanki zza biurka jest inny.
              Zdążyłam już poznać ją na tyle, aby stwierdzić, że niczego bardziej ona nie
              pragnie, jak założenia własnej rodziny i stałego mężczyzny. Nigdy tego nie
              powiedziała, ale zbyt krzykliwie i obcesowo rozgłasza wszystkim wkoło, że tak
              nie jest i jaka to ona niezależna. Tu widać rozpacz i bezsilność.
            • pajdeczka Re: Stare panny,,,,, 02.02.04, 11:23
              triss_merigold6 napisała:

              > To mnie było żal kobiet - mężatek z dziećmi - ich braku czasu, zaganiania,
              > konieczności dostosowywania się, znoszenia kaprysów, braku kasy tylko dla
              > siebie, braku ciszy.
              >
              Było? A co się stało, że już Ci nie żal?
              • triss_merigold6 Re: Stare panny,,,,, 02.02.04, 11:34
                Bo pewnie niedługo z tych samych powodów będzie mi siebie żal :)))) Zobaczymy.
                Chcąc coś mieć (rodzinę i dzieci) muszę z czegoś zrezygnować (z ciszy, czasu
                tylko dla siebie, niezależności). Świadomy i chciany wybór.
                • pajdeczka Triss.... 02.02.04, 12:57
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Bo pewnie niedługo z tych samych powodów będzie mi siebie żal :)))) Zobaczymy.
                  > Chcąc coś mieć (rodzinę i dzieci) muszę z czegoś zrezygnować (z ciszy, czasu
                  > tylko dla siebie, niezależności). Świadomy i chciany wybór.

                  Żeby zbierać trzeba najpierw zasiać. Ja teraz nie narzekam. Wychowałam dziecko,
                  tzn. dalej wychowuję, ale jest coraz bardziej samodzielne. Mąż wyjężdza często
                  zmienił pracę). Są dni, kiedy syna i męża nie ma w domu, wtedy odpoczywam i
                  robię co chcę (przeważnie latem). Ale powiem ci coś - po paru dniach tęsknię do
                  krzyków i zamieszania. Jestem też typem samotnika (jak moja matka), ale dobrze
                  jest mieć świadomość , że za chwilę ktoś wejdzie w drzwi i wniesie do domu
                  trochę zamieszania (z błotem na butach włącznie:)))))
            • Gość: Cyna Re: Stare panny,,,,, IP: *.chello.pl 02.02.04, 13:16
              Ja też lubie spokój i cisze, ale.....przez chwilę. Odpoczywam, gdy dzieci -
              dzis juz nastolatki - są na nartach , przez pierwsze dwa dni. Potem, mimo
              ciekawej i absorbujacej pracy i dobrych kontaktów z mężem, czegoś mi brak.
              Kasę mam - starczy na dobre i wygodne zycie i dla nas i dla dzieci. Nie musze
              wybierać czy kupic książke czy gre komputerową. Od dobrych kilku lat urlopy (
              zagraniczne) spędzamy wspólnie, i nie ma dla mnie większej radości niz
              pokazywanie świata moim dzieciom, słuchanie jak dobrze posługują się obcymi
              językami ( serio). To nie jest dokładnie tak jak piszesz.
          • malymilykrzys Re: Stare panny,,,,, 06.02.04, 18:46
            masz racje, wlasnie tak to wyglada i naprawde jest to, najczesciej od nich
            niezalezne
            • mamosz Re: Stare panny,,,,, 06.02.04, 23:18
              A może żyjmy po swojemu i innym też pozwólmy nie rozprawiając o wyzszosci
              Wielkanocy nad Świętami Bożego Narodzenia.
        • Gość: Cyna Re: Stare panny,,,,, IP: *.chello.pl 02.02.04, 13:10
          Owszem, prosiła o pomoc w kilku ciężkich dla siebie chwilach - chocby wtedy gdy
          umierała jej matka, ciężko zachorował a potem zmarł ojciec ( była bez pieniędzy
          i kompletnie ogłuszona). Nie było istotne dla niej to, że ja byłam w
          zaawansowanej ciąży . Mogłam - pomogłam. Nie wymawiam. Podaję przykład.
    • Gość: renia Re: Stare panny,,,,, IP: *.ath.spark.net.gr 02.02.04, 11:00
      Czesc
      CZemu uwazasz, ze gleboka religijnosc jest jednym z powodow nie zalozenia
      rodziny? Gdy zakladalam rodzine oboje z mezem bylismy w szczytowym stadium,
      jesli mozna tak powiedziec, naszej religijnosci i wrecz powiem, ze to wlzsnie
      religijnosc byla jednym z glownych powodow (o ile , w moim przypadku nie
      jedynym) tego, ze zalozylam rodzine. Tak wiec dziwi mnie, ze wsrod tych
      czynnikow, ktore spowodowaly, ze twoja kolezanka tego nie zrobila wymieniasz
      wlasnie rligijnosc.

      To tak po pierwsze. Po drugie zas to uwazam, ze nic sie nie da zrobic, nie
      pomozesz jej w zaden sposob zmienic jej nawykow, zwyczajow, sposobu bycia.
      Zreszta nie da sie tego zrobic na sile z nikim, ale z panna, ktora ma juz
      swoje lata, jest to moim zdaniem wrecz niemozliwe. Co nie znaczy, ze przeciez
      moze spotka kiedys jeszcze kogos, kto ja pokocha, zaakceptuje taka jaka jest,
      kogo ona tez takiego jaki bedzie pokocha, moze kiedys bedzie miala partnera,
      uwazam, ze nie ma sensu na sile jej uszczesliwiac, bo nawet jesli ona
      faktycznie nie jest szczesliwa, to na sile i tak nie uda Ci sie jej
      uszczesliwic. Po prostu akceptuj ja, jesli ja lubisz i zalezy Ci na niej, a
      jesli ci nie odpowiada to tez nie zmuszaj sie do kontynuowania znajomosci z
      nia. Udawanie przyjaciolki z litosci to obrzydliwa rzecz, nie chcialabym, zeby
      ktos kierujac sie wspolczuciem wobec mojej sytuacji zmuszal sie do
      kolezankowania ze mna. KAzdy ma prawo byc soba i polelniac swoje bledy i
      dziwactwa, kazdy tez ma prawo wybierac sobie znajomych, przynajmniej tam,
      gdzie dotyczy to sfery czysto przywatnej. Na gruncie zawodowym czesto bowiem
      trzeba prowadzic spotkania towarzyskie z osobami, ktorych nie lubimy, ale to
      inna dzialka i Waszej znajomosci, jak rozumiem nie dotyczy.
      • Gość: Cyna Re: Stare panny,,,,, IP: *.chello.pl 02.02.04, 13:24
        Nie mam nic przeciwo osobom wierzącym, choć sama się do nich nie zaliczam.
        uważam, że sprawa wiary i praktyk religijnych jest sprawą osobista i nie
        powinna byc eksponowana publicznie. Moja kolezanka w wielu sprawach zycia
        codziennego odwołuje się do Kościoła jako instytucji dzieląc ludzi jako
        wierzących i partyjnych (!). Na marginesie nigdy w żadnej tego typu organizacji
        nie byłam. Nie ma u niej środka są skrajności . To zraża do niej ludzi.
    • Gość: Leoncione czy to opis triss? ona tez nigdy nie zalozy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:03
      rodziny

      przerazajace
      • triss_merigold6 Pasuje do mnie w 70% z wyjątkiem: 02.02.04, 11:08
        - wieku
        - religijności
        - pożyczek (nigdy nie brałam pozyczek ani kredytów)
        - urlopu nad morzem (chyba, że nie w Polsce)
        - podlotkowatości - nie zachowuję się jak podlotek
        Wcale nie uważam, że załozenie rodziny jest najlepszym wyjściem dla każdego i
        proszę mi nie współczuć.
        • Gość: Leoncione jesli nie zakladac rodziny to po co zyc? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:14
          wg. takie zycie jest stracone bo czlowiek sie budzi w wieku 70 lat przewaznie
          samotny, opuszczony i zastanawia sie co ja po sobie zostawie co ja tu wogole
          robie i patrzy z zazdroscia na innych ktorzy maja dzieci wnuki.

          tak jak juz pisalem
          TRAGEDIA
          • Gość: renia Re: jesli nie zakladac rodziny to po co zyc? IP: *.ath.spark.net.gr 02.02.04, 11:23
            To jest bzdura. Spojrz kto mieszka w domach starcow - przewaznie staruszkowie,
            ktorzy maja po kilkoro dzieci, wnuki i nikt o nich i tak ne pamieta. Nie ma
            zadnej gwarancji, ze rodzina zapewni Ci poczucie spelnienia na starosc,
            podobnie jak nie ma zadnej gwarancji, ze bedac bezdzietnym bedziesz tez
            niesczesliwym na starosc.
            • Gość: Leoncione a spojrz ilu mieszka samotnie nie w domu starcow IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:32
              i popatrz jak wyglada ich zycie czesto zapomnieni przez caly swiat ludzie sa
              w strasznym stanie fizycznym oraz psychicznym
              z kolei gdy juz ktos decyduje sie umiescic rodzica w domu starcow to powinien
              sie powaznie nad tym zastanowic i znalesc odpowiedni dom a nie taki w ktorym
              staruszek bedzie cierpial
              tylko zobacz kto oddaje chodzi mi o tych ludzi i zobacz co oni soba
              reprezentują

              ja nigdy bym nie oddal
          • triss_merigold6 Czasem czlowiek się budzi w wieku 70 lat 02.02.04, 11:27
            i widzi: dzieci za granicą albo zainteresowane wyłącznie spadkiem; wnuki
            samolubne i aroganckie, lekceważące starszą i słabszą osobę. Czasem budzi się
            schorowany w domu opieki i widzi wokół siebie równie samotnych, starych ludzi,
            odwiedzanych przez "ukochane dzieci" raz na rok.
            Zostawić po sobie można nie tylko potomstwo. W zależności od zawodu można
            zostawić piękne meble, porządne schody w domach, książki, artykuły, odkrycia
            naukowe, muzykę, zdjęcia, filmy, zasadzone drzwa. Miliony rzeczy, które będą
            świadczyć o naszej obecności.
            • Gość: Leoncione Jesli 70 latek bedzie aktywny i nie da sie zepchna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:54
              zepchnac w kat nie martw sie zarowno wnuki jak i dzieci beda go powaznie
              traktowac znam wiele takich przypadkow
              no a jesli 70 latek bedzie zrzedzil i zmuszal do opiekowania sie nim to
              oczywiscie bedzie tak jak piszesz
      • Gość: renia Re: czy to opis triss? ona tez nigdy nie zalozy IP: *.ath.spark.net.gr 02.02.04, 11:11
        Leoncione co Cie przeraza w tym,ze ktos nigdy nie zalozy rodziny? Strasznie
        ograzniczony jestes, jesli wizja osoby, ktora nie ma rodziny jest dla ciebie
        przerazajaca.
        • Gość: Leoncione to nie ograniczenie to fakty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:17
          czlowiek samotny cierpi tylko czesto sie do tego nie przyznaje, a na starosc
          przewaznie jedynymi towarzyszami zycia jest rodzina

          i bez obelg typu ograniczony/na jak chcesz dyskutowac to na poziomie
          • Gość: renia Re: to nie ograniczenie to fakty IP: *.ath.spark.net.gr 02.02.04, 11:28
            Ok sorry za "oraniczony". JEdnak jestem przekonana, ze przerazenie na myslo
            tym, ze ktos nie zalozy rodziny jest swiadectwem, no jakby to powiedziec,
            mierenia wszystkich swoja miara. Na starosc jst naprawde roznie. Cierpia nie
            tylko ludzie samotni, czesto ci, ktorzy maja dzieci cierpia znacznie bardziej
            niz ci, ktorzy rodziny nei maja. MAjac dziecko, ktorego nie udalo Ci sie
            dobrze wychowac (czesto naprawde nie , albo nie do konca z Twojej winy),
            patrzac jak sie stacza, cierpi sie bardziej niz uzalajac sie jedynie nad
            wlasnym nieszczesciem. JA mam dziecko i kazde jego niepowodzenie, przezywam
            bardziej niz swoje, wiec wizja, ze mialaby zostac np narkomanka, czy
            prostytutka, czy chorowac na jakas straszna chorobe jest dla mnie wizja
            ogromnego nieszczescia mojego wlasnego. A im wiecej dzieci tym wieksza szansa
            na to, ze na starosc poczucie porazki czy bezradnosci moze byc wieksze.
            Oczywiscie ja nie mowie, ze rodzina to cos zlego. Sa jednak tysiace ludzi,
            ktorzy nie zalozyki rodziny (chocby i z tego powodu, ze nie wszyscy moga miec
            dzieci) i nie uwazaja sie za ludzi przegranych.
            • Gość: Leoncione gdyby wszyscy sie bali o to czy ich dzieci sobie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:41
              poradza czy nie i brali to pod uwage czy zakladac rodzine czy nie to ludzie by
              wygineli taki tok myslenia jest dlamnie zupelnie bezsensowny ,zycie to jedno
              wielkie ryzyko ktore nalezy podejmowac bo nie podejmujac zadnego ryzyka
              skazujemy sie na wegetacje i beznadziejnosc
              • Gość: renia Re: gdyby wszyscy sie bali o to czy ich dzieci so IP: *.ath.spark.net.gr 02.02.04, 11:45
                No ale rownie dobrze mozna powiedziec, ze zycie to ryzyko i ktos puje ryzyko -
                odrzuca mozliwosc zalozenia rodziny, na rzecz zrobienia kariery, pracy
                charytatywnej, czy zycia duchowego i wcale to nie znaczy, ze ten ktos podjal
                gorsza decyzje niz ten co zaryzykowal i zalozyl rodzine. Piszac to powyzej
                chcialam tylko pokazac, ze zalozenie rodziny nie jest zadna gwarancja
                szczescia ani w biazacym okresie zycia, ani tym bardziej na starosc, bo taki
                tok myslenia prezentujesz, jesli dobrze rozumiem, Ty.
                • Gość: Leoncione ale mozna robic kariere i miec rodzine IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:51
                  wszystko zalezy jak do czego podchodzimy, sa ludzie ktorzy robia kariere w
                  biznesie i rezygnuja z zakladania rodzinny i bardzo czesto jest tak ze
                  przegrywaja z ludzmi ktorzy tez robia taka sama kariere ale maja rodzine i
                  oparcie w tej wlasnie rodzinie

                  z duchownienstwem jest tak ze wiekszosc naszych ksiezy to poprostu ludzie
                  ktorzy widza w tym biznes oraz szanse na wybicie sie oraz slawe te grupe
                  nalzey pominac w ogole
          • miriammiriam Re: to nie ograniczenie to fakty 02.02.04, 13:22
            Gość portalu: Leoncione napisał(a):

            > czlowiek samotny cierpi tylko czesto sie do tego nie przyznaje, a na starosc
            > przewaznie jedynymi towarzyszami zycia jest rodzina

            albo pies i telewizor...

            na starość to jest polisa ubezpieczeniowa
            argument, że rodzine mieć trzeba z powodu starości nalezy do delikatnie mówiąc
            najmniej wyszukanych... nikt ci nie zagwarantuje człowieku, że współmałżonek
            nie zakończy życia wczesniej, albo nie znajdzie sobie kogoś innego, a dzieci
            nie wyjadą do Australii. zabronisz im tego? ciekawe jak.
            • Gość: Leoncione a do kogo odejdzie mauuzonek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 13:25
              kto go bedzie chcial?
              a dzieci beda przyjezdzac co jakis czas albo ja wyjade do nich
              • miriammiriam Re: a do kogo odejdzie mauuzonek 02.02.04, 15:19
                mauuuuuzonek moze odejsc w zaświaty, albo do jakiejś mlodej d***
                dzieci mają swoje plany i uwzglednią cie w nich, albo nie.

                wielka naiwnością jest myślenie o starości głownie w kontekscie własnej
                rodziny. znacznie roztropniej zadbać o porządne ubezpieczenie emerytalne, żeby
                w razie czego było czym opłacić pielęgniarkę i jekies zajęcie, którym wypełnisz
                sobie czas.

                nawiasem mówiąc, ile lat ma twój mauuuuzonek? rozbraja mnie czasem widok
                starszych, ale jeszcze żwawych kobiet, które wloką za sobą baaardzo już
                stetryczałego dziadunia - męzusia.


        • triss_merigold6 Błąd logiczny 02.02.04, 11:19
          Gdyby napisał: "Nigdy nie założę rodziny bo... uważam, że to przerażające"
          byłoby ok. Wypowiadanie się za innych jest hm... bez sensu? Może fakt iż np.
          nie zalożę rodziny będzie korzystny dla ludzkości? Oszczędzi niewinnym ludziom
          (mężowi i dzieciom) mojej jędzowatości, egoizmu, efektów nieudacznictwa
          wychowawczego.
          • Gość: Leoncione tylko ze wielu ludzi nie slucha dobrych rad IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:27
            to nie jest wypowiadanie sie za innych tylko dobra rada a co z nia zrobisz to
            juz twoja sprawa
            jedzowatosc,egoism, nieudacznictwo nie jest dziedziczne bo przeciez jest
            jeszcze ojciec dziecka ktory tez cos mu przekaze
            • triss_merigold6 Re: tylko ze wielu ludzi nie slucha dobrych rad 02.02.04, 11:30
              Ironizuję. Chcę mieć dziecko, też ze względu na osobę przyszłego ojca bo mam
              nadzieję, że po nim odziedziczy charakter i usposobienie.
              To czy samotność jest dotkliwa i powoduje cierpienie zależy od danej osoby.
              Jedni znoszą ten stan fatalnie, inni czerpią przyjemność i plusy przeważają nad
              minusami.
              Uważam, że lepsza jest samotność niż bycie z kimś za wszelką cenę, z kimkolwiek.
              • Gość: Leoncione jesli sie chce to zawsze znajdzie sie odpowiednia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:35
                isibe z ktora bedziemy szczesliwi, ludzie nieszczesliwi to przewaznie ludzie z
                wyboru ktorzy szukajac drugiej polowki kalkulowali czy im sie to oplaci czy nie

                no samotni nieszczesliwi przewazaja na samotnymi szczesliwymi
                • triss_merigold6 Nie ma tak łatwo 02.02.04, 11:40
                  Szukając po paru latach samotności drugiej połówki kalkulowałam odrzucając
                  mężczyzn z cechami, które na 100% powodowałyby późniejsze problemy.
                  Minimalizacja ryzyka po prostu.
                  Nie wiesz czy samotni nieszczęsliwi przeważają nad szczęśliwymi, trzeba by było
                  robić obszerny wywiad z każdym na łożu śmierci. Spójrz ilu jest samotnych i
                  nieszczęsliwych w związkach - skarżą się na brak ciepła, zrozumienia, obcość,
                  wrogość nawet, brak rozmowy.
                  • Gość: Leoncione a skad wiesz jak by bylo w rzeczywistosci? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 11:47
                    moze sie pomylilas w swoich kalkulacjach? i stracilas to na czym ci zalezy
                    najbardziej wiesz przez 3-4 miesiace znajomosci ciezko poznac drugą osobe
                    • triss_merigold6 Re: a skad wiesz jak by bylo w rzeczywistosci? 02.02.04, 11:52
                      Duża jestem i wiem, że nie chciałabym życie z którymś z panów : już żonatych,
                      posiadających dzieci, alkoholików, bezrobotnych i nieposzukujących pracy,
                      skąpych, bez wykształcenia, ze skrajnie odmiennymi poglądami politycznymi, z
                      odmiennym systemem wartości. To selekcja na poziomie minimum. Przez 3-4
                      miesiące obserwując uważnie mogę dojść do wniosku czy wyobrażam sobie z danym
                      facetem resztę życia czy nie.
                      • Gość: Leoncione no to te rzeczy są oczywiste IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 12:01
                        ze zonaci, alkocholicy,bezrobotni czesto z wyboru, skapi oraz z pogladami
                        politycznymi typu Leper nie nadaja sie na towarzyszy zycia to sa przypadki
                        oczywiste ale z drugiej strony po co z kims takim w ogole zawieralas
                        znajomosc? przeziez wiekszosc tych cech widac odrazu moze jedynie to czy
                        zonaty ciezko jest zauwazyc ale po gora 2 tygodniach nawet i to mozna dostrzec

                        to ze facet posiadal dziecko nie oznaczalo katastrofy, wyksztalcenie tez nie
                        zawsze swiadczy o tym jak bedzie

                        triss moze nalezy zmienic srodowisko i tam szukac?

                        jakie partia polityczna ci odpowiada najbardziej?
                        • triss_merigold6 Re: no to te rzeczy są oczywiste 02.02.04, 12:08
                          Qrde nie zawierałam znajomości CELOWO. Poznawałam różnych ludzi, w różnych
                          miejscach i nie rozwijałam znajomości w ogóle jeśli zauważyłam jakieś w/w
                          ułomności.
                          Nie chcę cudzych dzieci w swoim życiu. Kiedyś to wyjaśniałam. Tłuka po
                          zawodówce też sobie nie życzę. Mówiąc po chamsku za bardzo by mnie raził na co
                          dzień.
                          Środowiska znam b. różne, od uczelniano-profesorskiego do speluniastego.

                          Rozważania sa nieco spóźnione bo jestem z kimś kto mi w 99% odpowiada od 2 lat,
                          w czerwcu bierzemy ślub.
                          Partia polityczna? Obecnie żadna z istniejących w Polsce.
                          • Gość: Leoncione a mozesz zdradzic ile masz lat? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 12:18
                            srodowisko uczelniano profesorskie wcale nie musi sie roznic wiele od
                            srodowiska speluniastego
                            a ile twoj mezczynza?

                            a co do reszty to wiesz wielu podstarzalych profesorow i chleje wodke i nie
                            myje sie za czesto i chodzi w maranyarkach ktore jeszcze czy Gomulki pamietaja
                            i ma w glowie nie zbyt rowno podobnie jest z lekarzami.
                            tluk po zawodowce tez moze byc czlowiekiem inteligentnym i bardziej
                            wyrozumialym niz profesor np. z UJ ktoremu wydaje sie ze posiadajac tytul jest
                            najmądrzejszy na swiecie.
                            ale tluk moze tez byc lumpem z jabcokiem w reku


                      • Gość: ninette Re: a skad wiesz jak by bylo w rzeczywistosci? IP: *.crowley.pl 02.02.04, 12:03
                        Triss ma racje. Jezeli zaraz na poczatku jakies cechy charakteru partnera
                        zaczynaja Cie denerwowac, to trudno liczyc, ze za rok, dwa lata je
                        zaakceptujesz. Zreszta po co sie starac na sile?
    • miriammiriam Re: Stare panny,,,,, 02.02.04, 12:47
      Mam ciotkę ( 60 lat), która doskonale realizuje stereotyp starej panny.
      Przychodzą mi do głowy 2 wyjasnienia: 1. spaczyło ją długoletnie mieszkanie z
      rodzicami (dziadkowie zmarli, gdy była po pięćdziesiątce) 2. samospełniające
      sie proroctwo.
      Ciekawe jak to jest, czy osoby samotne dziwaczeją z własnej winy, czy będąc
      spostrzegane jako dziwaczne przez otoczenie z czasem stają sie takie?
      Znam "stere panny", które sa wręcz nadaktywne w byciu byciu uprzejma i
      sympatyczną dla ludzi, jakby po to aby na silę zaprzeczyć stereotypowi.

      Ciekawe jaka ja bede, mój instynkt stadny jest równy zero i nie mam zamiaru
      zmuszac się do rozmnażania (zakładania rodziny) ku chwale ojczyzny.
    • Gość: jana Re: Stare panny,,,,, IP: *.icpnet.pl 02.02.04, 12:54
      Jeśli uważasz, że jest śmieszna i żałosna, to faktycznie lepiej sobie odpuść.

      Co do zachowania, to wcale nie jestem pewna czy jest takie dziwne...
      - ja też telefon odbieram kiedy chcę (jestem wdzięczna osobie, która wymyśliła identyfikację rozmówcy!!!), a poza tym nie lubię 'wisieć' na telefonie.
      - z reguły też trzeba się ze mną umawiać z duuużym wyprzedzeniem. Dużo pracuję, podobnie jak większość moich znajomych i raczej trudno wszystko nagle rzucić, bo ktoś wpadł na pomysł spotkania. Ja wiem, że za dwa miesiące będę miała wolny sobotni wieczór (oczywiście jeśli nie będzie trzęsienia ziemi etc.).
      - na koncerty i do kina trudno jest raczej wyciągnąć koleżanki, które mają dzieci i narzekają, że już dwa lata nie były w kinie, ale nie przyjdzie im do głowy, że to mąż mógłby zostać z dzieckiem.
      - 'wszystkowiedzące' są znowu moje koleżanki z dziećmi, które uważają, że jestem wyjątkowo nieszczęśliwa nie mając dziecka. A ja dzieci po prostu nie lubię. Może kiedyś to się zmieni, nie mówię 'nie' - może... Na szczęście mój facet też nie lubi dzieci.
      • Gość: Cyna Re: Stare panny,,,,, IP: *.chello.pl 02.02.04, 13:51
        Sama też dość dużo pracuję, ale nie jestem wstanie przewidziec co sie wydarzy
        za kilka tygodni. Z tak duzym wyprzedzeniem płanuję jedynie urlopy. Nie jest
        prawdą, ze mając dzieci nie można iśc do kina czy kawiarni- my z mężem
        poszliśmy do kina gdy starszy syn miał.....3 tygodnie i był karmiony piersia na
        żądanie! Wytrzymał niecałe 2 godziny spiąc słodko w wózku w pobliskim parku ( z
        moja mamą). Wystawy oglądalismy na bieżąco często z dziecmi w nosiłkach czy za
        rączkę.
        Moim zdaniem najważniejsza w życiu jest równowaga - coś dla dzieci, coś dla
        partnera, cos dla siebie, coś dla przyjaciół, znajomych, pracy, dalszej rodziny
        ( kolejność przypadkowa).
        Można oczywiście nie podnosić telefonu, odmawiać kolejnym propozycjom bliższych
        czy dalszych znajomych, ale..... wkrótce telefon nie będzie dzwonił, a
        przyjaciele znajda inne towarzystwo. Zostanie samotność, 4 ściany i pustka. A
        potem eskalacja dziwactw ( nawet nie będzie sie chciało pościelić łózka- no bo
        po co).
        Ja nie chce mojej kolezanki uszczęśliwiać na siłę. Łączą mnie z nia wspomnienia
        ze szkolnych lat i coraz mniej liczni wspólni znajomi. Symptomatyczne jest to,
        ze wiekszość z naszej paczki nie utrzymuje z nia kontaktów, a gdy spotyka
        przypadkiem kwituje jej sytuację uśmieszkiem.
        Niedawno, organizowalismy spotkanie z okazji okrągłej rocznicy rozpoczęcia
        nauki. Przyjechało kilku kolegów zza granicy- koleżanka zatelefonowała, ze nie
        przyjdzie, bo ......przyniosła do domu pilna "biurową robotę". My bawilismy się
        przednio i zdecydowalismy nie zawiadamiac jej o kolejnej imprezie. Nikt nie
        lubi afrontów. Zapoczątkowałam ten watek, bo mi jej zal. Bo może jestem wstanie
        coś uczynic, aby za 5-7 lat nie stanęła przede mną sfrustrowana, zgorzkniała
        stara panna, która, nic juz nie ma w życiu do zrobienia.
        Pozdrawiam wszystkich.
        • Gość: jana Re: Stare panny,,,,, IP: *.icpnet.pl 02.02.04, 22:27
          W sumie to rozumiem doskonale o czym piszesz, tylko nie jestem do końca przekonana, czy te dziwactwa twojej koleżanki wynikają z tego że jest starą panną, czy po prostu z tego, że 'niektórzy tacy są i już'.

          Ja mam dwie podobne koleżanki: trudno je wyciągnąć z domu, do wyjścia szykują się godzinami, na spotkania potrafią nie przyjść, bo np. 'zimno'... Część znajomych jeszcze je zaprasza, ja już przestałam - owszem jak wpadniemy na siebie na ulicy, to pogadamy, ale... specjalnie długo się zatrzymywać nie będę bo narzekania nie lubię - zbyt psuje mi humor.
          Jedna z nich jest z nich sama i marzy o facecie, a druga jest mężatką z dzieckiem - a poza tym to są identyczne.


          Nie twierdzę, że mając dzieci nie można nigdzie wyjść, ale większość osób tak się właśnie zachowuje. Moja najbliższa przyjaciółka jest szczęśliwą mamą, ale wychodzi. Pamiętam jednak, że kiedyś byłyśmy razem w kinie, gdy jej córeczka miała trzy miesiące, i wtedy jakaś koleżanka to skomentowała 'no tak, ja to przez dwa lata nigdzie nie wychodziłam' - i taka właśnie postawa jest częstsza.

          A jeśli chodzi o Twoją koleżankę, którą tu opisałaś, to ja Cię w sumie podziwiam - że Ci się chce, że się starasz, że wciąż się z nią spotykasz i z nią wytrzymujesz.
          • triss_merigold6 Re: Stare panny,,,,, 02.02.04, 22:30
            • triss_merigold6 Czyli można być dziwacznym nie będąc samotnym 02.02.04, 22:42
              prawda? Akurat koleżanki Cyny z opisu nie uważam za specjalnie dziwaczną.
              Jeżeli Cynie nie pasuje to niech się z nią nie spotyka, w końcu dorosła jest i
              taki rzekomy altruizm jest nie na miejscu.
              Ja jestem dużo bardziej dziwaczna i nie zależało to od faktu czy byłam sama czy
              w związku, robiło mi się tak stopniowo i konsekwentnie.
              - nie umówię się na pogaduchy tam gdzie jest słyszalna muzyka bo wadzi mi hałas;
              - nie spotkam się w fast foodzie typu Pizza Hut czy McDonald z dzieciatą
              koleżanką bo mam gdzieś fakt, że dzieci chcą się bawić. Nie znoszę fast foodów,
              palę i lubię dobrą kawę a nie zlewki;
              - często wyłączam telefon bo po południu śpię;
              - pies jest dla mnie święty, z każdego spotkania wyjdę żeby wrócić do domu i z
              nim wyjść na spacer;
              - w domu wszystko musi stać jak postawiłam, grzebanie w moich książkach bez
              pozwolenia jest niewybaczalne;
              - nie wyjdę z domu jeśli nie muszę kiedy pada mżawka albo jest duży wiatr.
              Parę innych przyzwyczajeń i dziwactw też mam.
              Konkludując - Cyna może spokojnie przestać się litować i oszczędzić koleżance
              swojego współczującego towarzystwa.
              • Gość: jana Re: Czyli można być dziwacznym nie będąc samotnym IP: *.icpnet.pl 02.02.04, 23:10
                Cóż Triss, wcale nie uważam, że jesteś dziwaczna. Zachowuję się prawie tak samo jak ty, są między nami tylko dwie różnice: nie mam psa (ale wkrótce będę miała kota), i grzebanie nie tylko w moich książkach, ale i płytach jest niewybaczalne.
                Mam natomiast wrażenie, że koleżanka Cyny to taka wieczna cierpiętnica - znam takie i omijam. I nie bardzo rozumiem dlaczego Cyna nie zrobi tego samego?
                • triss_merigold6 Re: Czyli można być dziwacznym nie będąc samotnym 02.02.04, 23:16
                  Bo się dowartościowuje swoją szlachetnością, cierpliwością i dobrą wolą. Prze
                  kontrast z samotnością koleżanki, kiedy wraca do domu, dzieci wydają się mniej
                  nieznośnie, kasy jakby wiecej, i mąż przystojniejszy.
                  • Gość: jana Re: Czyli można być dziwacznym nie będąc samotnym IP: *.icpnet.pl 03.02.04, 00:00
                    :-)
                    A może jest po prostu bardziej życzliwą i cierpliwą osobą niż taki egoista jak ja?
              • capa_negra Triss....o boszzzz 03.02.04, 10:45
                Czytając twój post czułam sie jak bym sama go napisała :-)

                Za grzebanie w ksiązkach mogę zabic - i nie pozyczam
                Mój pies, a raczej 2 psy też są swiete - były czasy, że brałam taksówke i
                podjeżdzałam z imprezy załatwic spacer
                Nie tylko wyłaczam telefon, ale i nie otwieram drzwi jesli nie mam ochoty na
                gości czy nie byli umówieni - a jesli ktos ma zyczenie spóźnic sie (bez
                uprzedzenia) to musi sie liczyc z pocałowaniem klamki
                Jesli za oknem jest parszywie to jedynie moge wyjśc z psem
                Oprócz palenia papierosów i mocnej kawy pijam jeszcze portera

                Czyli ze mnie tez dziwaczka pierwszej maści ( czyli stara panna z gradobicia??)-
                do tego nigdy nie byłam męzatką i mam + 30, mam za sobą 2 długoletnie
                związki , jestem w trzecim i podobnie jak triss w tym roku wychodze za mąz - w
                kwietniu

                I co i nic - poprostu cenie sobie zwoją prywatność ( podobnie ja większość
                moich znajomych) i zyje tak jak mi jest wygodnie, a nie tak jak inni oczekują.
                • Gość: Triss Merigold Witaj w klubie dziwacznych :))))) IP: *.acn.waw.pl 03.02.04, 11:02
              • diab.lica ja tez chce do klubu 03.02.04, 11:59

                > - nie spotkam się w fast foodzie typu Pizza Hut czy McDonald z dzieciatą
                > koleżanką bo mam gdzieś fakt, że dzieci chcą się bawić.

                tez tego nie znosze. poza tym, nie po to sie umawiam z kolezankami, zeby
                patrzec jak uzeraja sie z dzieciakami tylko zeby porozmawiac.

                > palę i lubię dobrą kawę a nie zlewki;

                ja za to nie pale i zadna sila mnie nie zmusi do siedzenia w zadymionej
                knajpie.

                > - często wyłączam telefon bo po południu śpię;
                a ja wylaczam jak nie chce, zeby do mnie dzwoniono.

                > - w domu wszystko musi stać jak postawiłam, grzebanie w moich książkach bez
                > pozwolenia jest niewybaczalne;

                najgorsze jest, jak ktos wezme do lapy ksiazke a potem polozy na inne miejsce.
                niektorzy nie moga zrozumiec, ze moje ksiazki na polkach sa poukladane wedlug
                pewnego klucza, dzieki czemu wiem gdzie jakiej szukac.

                > - nie wyjdę z domu jeśli nie muszę kiedy pada mżawka albo jest duży wiatr.

                tez nie.

                dodam, ze nie znosze znajomych, ktory nie potrafia sie umowic ze mna z pewnym
                wyprzedzeniem bo nie wiedza co im akurat wypadnie. tacy ludzie uwazajac sie za
                pepki swiata, wedlug nich nikt nie ma prawa robic wlasnych planow tylko trzeba
                czekac na ich laskawa decyzje w ostatnim momencie.

                aha, jestem mezatka - na wypadek jesli cyna mi wyjedzie od sfrustrowanych
                starych panien.

                • capa_negra opowieści klubowe :-) czyli ... 03.02.04, 12:18
                  jak to mi sie w zyciu nie powiodło wg mojej kolezanki.

                  Działo się kilka lat temu , byłam jeszcze przed 30 -ką, miałam juz wlasne
                  mieszkanie, samochód, pracę i udany ale nieformalny zwiazek.
                  Moja koleżanka - męzatka (na okoliczność ciąży ), która na wlasnym ślubie w
                  knajpie w WC, będąc 5 m-cu ciązy pytała sie mnie - boszz co ja zrobiłam???,
                  mieszkająca na 30 m, w jednym pokoju z mężem, dzieckiem i ...babcią , bez pracy
                  ( mąż dorabiał na saksach, a jak wracał to ćwiczył - damski boks)rzucila we
                  mnie kiedys takim zdaniem: szkoda, że tobie i Dorocie ( jej siostra, w
                  podobnej sytuacji jak moja) tak sie w życiu nie powiodło.....
                  Śmiałam sie z tego przez rok z okładem.....
                  Koleżanka jest dalej moja koleżanką i na szczęście jaj małżeństwo troche
                  sie "dotarło" i wiedzie im się w miare dobrze :-)
                  • diab.lica Re: opowieści klubowe czesc II 03.02.04, 12:37
                    capa_negra napisała:

                    > jak to mi sie w zyciu nie powiodło wg mojej kolezanki.

                    ja mam znajoma, ktora (nieproszona) bardzo troszczy sie o moja
                    przyszlosc. "moj" problem (tzn. wedlug niej ja mam problem) polega na tym, ze
                    mimo zblizajacej sie (za 2.5 roku) trzydziestki nie mam dziecka. (ona ma-
                    wpadkowe). wiec na pewno bardzo cierpie z tego powodu i jej zazdroszcze tego,
                    ze jest matka. a z wiekiem ma mi sie to podobno poglebiac. kobiety po 40-stke
                    juz dzieci miec nie moga a wtedy budzi sie w nich instynkt macierzynski i
                    wedlug niej: odwiedzaja wszystkie dzieciate znajome zeby ich bobasa choc
                    chwile potrzymac na reku, zgladaja na ulicy kobietom do wozkow (a w
                    ekstremalnych przypadkach porywaja!) lub kupuja sobie lalki-bobasy i sie nimi
                    bawia. przy tym wszystkim fakt, ze nie bedzie mial mi kto na stare lata
                    szklanki wody podac to pryszcz.
                    • capa_negra Re: opowieści klubowe czesc II 03.02.04, 12:53
                      Moja koleżanka z liceum "przezyła" 2 mężów, ma 3 dzieci i dość zdrowe
                      podejście do zycia.
                      I ona jako doświadczona matka twierdzi , że nawet mając dzieci nie ma co
                      liczyć "że ci ktoś szklanke wody na stare lata poda"
                      Takie "współczucie" , że ktoś nie ma męza czy dzieci to jest takie pierdu,
                      pierdu.
                      A ja wiele nie wymagam , chcialabym jedynie zeby ci wspólczujący mi tak bardzo
                      pojęli, że ja nie chcę zyć tak jak przytłaczająca wiekszość.
                      Ja im nie wspólczuję, czy tez nie wymawiam że maja 2-3 dzieci wiec i niech oni
                      mi nie wspólczuja , że ja nie mam wcale.
                      Może ( ale nie na pewno) zdecyduje sie na jedno, ale jesli nie to tez nie będę
                      rozpaczać.
                      Są ludzie, którzy niewyobrażają sobie zycia bez dzieci, a ja niewyobrażam sobie
                      zycia bez ksiązek i spacerow po lesie..
                      Jestem egoistką ?? ....pewnie tak, ale dobrze mi z tym:-)
              • Gość: sagan do "klubu dziwacznych" ;) IP: *.desy.de 03.02.04, 13:00
                pytanie nie jest, czy Wy jestescie dziwaczne (bo mnie to nie obchodzi), ale czy
                sadzicie, ze ktos, kto nie jest taki jak Wy, jest dziwaczny...
                • capa_negra Re: do "klubu dziwacznych" ;) 03.02.04, 13:19
                  Chyba dałam odpowiedź na twoje pytanie w poprzednim poście - nie interesuje
                  mnie i nie krytykuje tego jak zyja inni - kazdy robi to jak chce.
                  Inna sprawa, ze standardem - nie twierdzę, że złym - jest mąż i rodzina
                  najlepiej grubo przed 30.
                  Dlatego też inne sposoby na zycie czyli zero męża i dzieci dość często jest dla
                  otoczenia "dziwne".
                  Nie do wszystkich dociera, że nie dla wszystkich sensem zycia jest założenie
                  rodziny, jak rowniez , że sa tacy ktorzy na podjęcie decyzji o założeniu
                  rodziny potrzebuja więcej czasu.
                  I to w zasadzie tyle
                • diab.lica Re: do "klubu dziwacznych" ;) 03.02.04, 13:31
                  Gość portalu: sagan napisał(a):

                  > pytanie nie jest, czy Wy jestescie dziwaczne (bo mnie to nie obchodzi), ale
                  czy
                  > sadzicie, ze ktos, kto nie jest taki jak Wy, jest dziwaczny...

                  dlaczego? kazdy niech zyje jak chce. nie wspolczuje dzieciatym kolezankom, ze
                  sie mecza z dziecmi. malo tego, uwazam ze wiekszosc z nich jest bardzo
                  szczesliwa i mego wspolczucia nie potrzebuje.
                  nie podoba mi sie podejscie (troche zaprezentowane przez cyne), ze poniewaz
                  ktos zyje inaczej niz ja, to na pewno jest nieszczesliwy i zasluguje na
                  wspolczucie.
                  • Gość: Cyna Re: do "klubu dziwacznych" ;) IP: *.chello.pl 03.02.04, 16:44
                    Oto jak potrafi, świadomie lub nie być wypaczona intencja mojego postu.
                    Przyznam, że trochę prowokacyjnie zatytułowałam go "Stare panny". Chodziło mi o
                    Wasz pogląd na tego typu kontakty. Nigdzie nie pisałam, że potepiam koleżankę,
                    nigdzie nie padło słowo, że chcę się z nią umawiać ad hoc ( nalepiej w tym
                    samym dniu)- pisałam o dłuuuuuuuuuuugim, kilkumiesięcznym wyprzedzeniu. A to
                    różnica. Nigdzie nie wspominałam, że na spotkania z nią zabieram dzieci, czy
                    wymagam na niej bywanie w miejscach , które z róznych powodów mogłyby ją
                    drażnić. Opisałam jedynie jej dziwactwa lub jak kto woli specyficzna postawę
                    wobec innych. I niech będzie jakakolwiek pod warunkiem, że moja koleżanka ,
                    bardziej czy mniej jawnym tekstem, domaga sie tolerancji wobec siebie i wymusza
                    pewien rodzaj świadczeń na swoją rzecz.
                    Jesli idziemy do teatru ja, lub ktokolwiek inny z naszej starej paczki, może
                    się z nią umówić godzine wcześniej, poplotkować i obejrzeć sztuke, a nie
                    rezerwować sobie całe popołudnie i o b o w i ą z k o w o odwozić ja do domu.
                    Skoro jedna ze stron ma dzieci, a druga kolejnego fatyganta, to można
                    poplotkowac i o sukcesach szkolnych dzieci i walorach amanta. Jednak w tym
                    wypadku pierwszeństwo ma adorator. O dzieciach sza!
                    Sa trudne chwile, kiedy bliska i sprawdzona osoba jest skarbem ( cytat z jej
                    wypowiedzi). Tylko dlaczego owym skarbem nigdy nie jest ona? W ciężkim,
                    naprawde, dla niej okresie- nieuleczalnej długiej choroby ojca, potem jego
                    śmierci, koleżanka wykorzystywała chojność naszej wspólnej znajomej ze
                    szkolnych lat ( świadczenia finansowe, kupowanie leków, w ostatnim okresie
                    opłacenie pielęgniarki). O swojej skromnej osobie nie wspomnę, bowiem ze
                    względów zawodowych byłam "pod telefonem" - tu nie liczyła sie godzina - miala
                    świadomośc, że zawsze może skorzystać z pomocy.Czego jej nie wypominam, ale o
                    czym pisze dla jasności sytuacji.
                    Jednak po śmierci ojca koleżanka zaczęła unikać ofiarodawczyni, nie potrafila
                    się zdobyc na gest zaproszenia nas do domu na szarlotkę. Uszanowałysmy to
                    rozluźniając stosunki.
                    O licznych pożyczkach pieniędzy nie wspomnę, bo nie chcę powtarzać. Zawsze
                    jednak oddaje je w terminie, choć jęcząc, że nie będzie miała do najblizszej
                    wypłaty ( termin zwrotu określa ona).
                    Przykładów mozna mnożyć - przykro, że to własnie mnie obrzucono obelgami i
                    uznano za osobę pozbawiona delikatności czy wręcz chamską. Być może moi
                    internetowi rozmówcy maja rację- żyjemy w tak innych i niepasujących do siebie
                    światach, że te lata spędzone wspólnie w szkole nie maja znaczenia. I chyba
                    podobnie mysli cala nasza szkolna paczka kwitując wspomnienie o niej ironicznym
                    uśmieszkiem.
                    Wszystkim dziękuje za posty, opinie i uwagi.
    • Gość: lalila Re: Stare panny,,,,, IP: *.broker.com.pl 02.02.04, 18:32

      Jest sama jak palec, jest jej z tym źle, jest sfrustrowana do granic
      i...zachowuje sie dziwacznie.
      -----
      • Gość: Cyna Re: Stare panny,,,,, IP: *.chello.pl 02.02.04, 19:03
        W przeciwieństwie do tego co usiłujesz mi wmówić, to właśnie ja mam i lżejsze i
        ciekawsze życie. Pocżwszy od braku problemów finasowych a kończąc na nieco
        szerszych horyzontach, bowiem w przeciwienstwie do mojej koleżanki skończyłam
        studia i pracuje w atrakcyjnym zawodzie.
        Jeśli chodzi o spędzanie urlopów w sezonie, to w innym terminie nie wyjeżdżam,
        gdyz obligują mnie do tego wakacje szkolne synów- jednak w przeciwieństwie do
        mojej koleżanki robie to z pieniędzy bieżących i nie wygaduję przez pół roku
        jakie to mam długi.
        Jesli chodzi o konkakty z ludźmi znacznie od siebie młodszymi to jest w tym
        żałosna - nie czuje, bo czuc nie moze , ludzi młodych i skwapliwie ukrywa swój
        wiek ( wstydzi się?).
        Oczywiście, nie musi podnosić telefonu gdy ten tylko zadzwoni, ale niech sie
        nie dziwi, że nadejdzie dzień, w którym wszyscy z jej , nielicznych już
        znajomych, bedą mieli dosyć telefonowania lub informacji, że zadzwonili nie w
        porę.
        Nikt nie próbuje, a ja szczególnie, wpadać do niej bez zapowiedzi, jednak gdy
        proponuję jej wyjście do teatru z 7-10 dniowym wyprzedzeniem, lub wyskoczenie w
        najbliższy week-end na kawe, okazuje sie, że nie. Ona musi wiedzieć wcześniej,
        a potem dziwi się, że ja nie mam tak dalekosiężnych planów.
        Jest równiez smieszne i humorystyczne, że ponad czterdziestoletnia kobieta
        wychodząc do teatru wkłada coraz to inną, i pamiętającą poprzedni ustrój,
        sukienkę i pyta jak w niej wyglada. Nie to jest najważniejsze. Schludne,
        estetyczne ubranie się i umalowanie mam wyćwiczone w kwadrans.
        Nigdy nie zasypuję ja informacjami o moich dzieciach, chyba, że sama o to
        zapyta - jednak śmieszą mnie jej dywagacje o diecie nastolatków. Mówi to, co
        przeczytała w Pani Domu.
        Co do jednej rzeczy się zgadzamy, coraz mniej łączy mnie, i nie tylko mnie, z
        ta kobietą.Czytając liczne w tym wątku posty, często pisane agresywnie przez
        osoby samotne i sfrustrowane, które w życiu nie będą chciały sie przyznać do
        życiowej i uczuciowej porażki, dochodzę do wniosku, że telefon do niej nie ma
        sensu.
        • Gość: lalila Re: Stare panny,,,,, IP: *.broker.com.pl 02.02.04, 19:45
          moja droga Cynowa Pani,
          kazdy mierzy wlasna miara. Ukonczenie studiow nie gwarantuje szerokich
          horyzontow myslowych, co pani, niestety, udowodnila. Byc moze posiadla pani
          wiedze, co do madrosci - mam watpliwosci. Jesli prowadzi pani tak ciekawe
          zycie, czemuz to interesuje sie pani cudzym? Czyzby nadmiar wolnego czasu?
          Jesli przeszkadza pani sluchanie o dlugach kolezanki to dlaczego jako
          inteligenta kobieta o szerokich horyzontach myslowych nie utnie pani tych zalow
          w inteligentny sposob? Elokwencji wszak pani nie brakuje. Skad pewnosc,
          ze "czuc nie moze" sie mlodsza niz wiek posiadany? Ukrywa swoj wiek? Rzadko
          ktora kobieta przyznaje sie do swojego wieku. I po coz mialaby to robic? czy
          wiek jest tak istotny? Czy pani w rozmowach z innymi ludzmi powoluje sie na
          swoj wiek? Mniemam ze nie. Telefony - jesli kolezanka tym sie nie martwi,
          dlaczego martwi sie pani za nia? Taka pani troskliwa ? Nie wynika to z pani
          wypowiedzi.Prosze mi wierzyc osoby samotne maja swoj maly prywatny swiat i
          wlasne zajecia, ich zycie nie ogranicza sie to tesknego wpatrywania sie w
          aparat telefoniczny.
          "Jest równiez smieszne i humorystyczne, że ponad czterdziestoletnia kobieta
          > wychodząc do teatru wkłada coraz to inną, i pamiętającą poprzedni ustrój,
          > sukienkę i pyta jak w niej wyglada." - ma pani bardzo specyficzne poczucie
          humoru.
          "Czytając liczne w tym wątku posty, często pisane agresywnie przez
          > osoby samotne i sfrustrowane, które w życiu nie będą chciały sie przyznać do
          > życiowej i uczuciowej porażki, dochodzę do wniosku, że telefon do niej nie ma
          > sensu."
          Hmmm... Moja droga, bardzo trudno zwalczyc w sobie agresje czytajac takie
          teksty jak pani. Niektorzy ludzie, niestety, nigdy nie pojma co to jest
          przyjazn, delikatnosc obycia, tolerancja czy najzwyklejsza kultura osobista.
          Jedno musze pani przyznac, ma pani niezwykla zdolnosc do wydawania wyrokow - o
          udanym badz nie - cudzym zyciu.
          I na koniec osobista prosba : prosze nigdy wiecej nie dzwonic do tej kolezanki-
          starej panny.
          • Gość: Cyna Re: Stare panny,,,,, IP: *.chello.pl 02.02.04, 20:48
            I skorzystam z tej rady, tylko cóz mam robic, gdy to ona zatelefonuje z prosba
            o pozyczenie jej pieniędzy, pomoc gdy zachoruje czy temu podobne? Trzasnąć
            słuchawką czy powiedzieć ,żeby szukała szczęścia u mojej internetowej
            rozmówczyni?
            • Gość: lalila Re: Stare panny,,,,, IP: *.broker.com.pl 03.02.04, 17:50
              Pani nadal nie zdaje sobie sprawy, ze opisala pani kolezanke w sposob
              ponizajacy i osmieszajacy. Nie ma nic bardziej ohydnego od ponizenia drugiej
              osoby w taki sposob, aby brzmialo to jak pmoc.
              Wszyscy posiadamy jakies dziwactwa bez wzgledu na status osoby wolnej czy
              zameznej. Te ekscentryczne zachowania sprawiaja, ze jestesmy niepowtarzalni i
              nie stanowimy typowego stereotypu.

              "Uchowaj mnie Boze od falszywych przyjaciol, z wrogami poradze sobie sam".
        • Gość: biedna sfrustrowan Re: Stare panny,,,,, IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.04, 14:43
          Co do jednej rzeczy się zgadzamy, coraz mniej łączy mnie, i nie tylko mnie, z
          > ta kobietą.Czytając liczne w tym wątku posty, często pisane agresywnie przez
          > osoby samotne i sfrustrowane, które w życiu nie będą chciały sie przyznać do
          > życiowej i uczuciowej porażki, dochodzę do wniosku, że telefon do niej nie ma
          > sensu.

          OCH, JAK STRASZNIE CHCIAŁABYM USŁYSZEĆ, ŻE SAMOTNOŚĆ JEST ŻYCIOWĄ I UCZUCIOWĄ
          PORAŻKĄ, OCH JAK BARDZO POPRAWIŁOBY MI TO HUMOR.

          NIE ROZUMIEM, SKORO SAMA JESTEŚ TAK SZCZĘSLIWA, SPEŁNIONA, USTAWIONA FINANSOWO,
          POŚWIĘCASZ TYLE CZASU I UWAGI, ZADAJESZ SOBIE TYLE STRUDU CIĄGNĄC TEN WĄTEK I
          CHCĄC ZA WSZELKĄ CENĘ UDOWODNIĆ ŚWIATU JAK BIEDNA JEST TA OSOBA.

          JAK BYŚ SIĘ CZUŁA, GDYBY KTOŚ ROZDRZĄSAŁ TWOJA SYTUACJĘ OSOBISTĄ NA FORUM?
          PRZYJEMNIE BY CI BYŁO?
          GDYBYŚ MIALA POZIOM I TROCHE TAKTU, USZANOWAŁABYŚ JEJ INNOŚĆ.

          NIGDY W ŻYCIU NIE NAZWAŁABYM TAKIEJ OSOBY JAK TY KOLEZANKĄ.
          JESTEŚ WREDNĄ BABĄ WTRĄCAJĄCĄ SIĘ W ŻYCIE INNYCH.
          NIE WIADOMO JAK ZA KILKA LAT BĘDZIE WYGLĄDAŁO TWOJE ZYCIE: MOŻE MĘŻUŚ WYWINĄĆ
          CI NR, DZIECI SIE ODWRÓCĄ, STRACISZ PRACĘ I TEŻ OTOCZENIE BĘDZIE CIĘ UWAŻALA ZA
          DZIWACZKĘ. CHCIAABYŚ, ŻEBY PSEUDOKOLEŻANKA OPOWIADAŁA O TWOICH NAWYKACH? I
          JESZCZE OBŁUDNIE ZASTANAWIALA SIĘ CZY CI POMÓC CZY ZERWAĆ KONTAKTY?

          jAK CI KTOŚ NIE PASUJE, TO DAJ MU SPOKÓJ ZE SWOIM TOWARZYSTWEM A NIE LITUJ SIĘ
          NAD KIMŚ, KTO MOŻE MA DOŚĆ TWOJEJ LITOŚCI I TWOJEGO TOWARZYSTWA. JAKBY JEJ BYŁO
          TO MIŁE - TO BY SAMO GO SZUKAŁA. WIDOCZNIE OWA KOLEŻANKA CZUJE TWOJĄ HIPOKRYZJĘ.
          NIE ŻYCZĘ CI TEGO, ALE FORTUNA KOŁEM SIE TOCZY. PAMIĘTAJ O TYM.
    • Gość: A. Sharon Do glupiej Cyny - IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.04, 18:46
      na miejscu Twojej kolezanki dawno zerwalabym z tobą kontakty, gdyz w poscie tym
      uosabiasz dulszczyznę w najgorszym wydaniu, tępotę i brak zrozumienia innych.
      Dawno nie czytalem tak glupiego i pretensjonalnego postu. A twoj maz z tym
      komentarzem swoim idealnie pasuje do twojego wizerunku.

      as
      • Gość: Cyna Re: Do glupiej Cyny - IP: *.chello.pl 02.02.04, 20:51
        Cóz, człowieka można poznac po tym czy potrafi wyrażac się kulturalnie czy tez
        jego jedynym argumentem jest obrzucanie internetowych rozmówców inwektywami.
        Cos mi się wydaje, że trafiłam w czuły punkt wielu starych, sfrustrowanych
        panien, które poczuły się urażone.
        • miriammiriam Re: Do glupiej Cyny - 02.02.04, 20:57
          Gość portalu: Cyna napisał(a):

          > Cóz, człowieka można poznac po tym czy potrafi wyrażac się kulturalnie czy
          tez
          > jego jedynym argumentem jest obrzucanie internetowych rozmówców inwektywami.
          > Cos mi się wydaje, że trafiłam w czuły punkt wielu starych, sfrustrowanych
          > panien, które poczuły się urażone.

          rzeczywiście z tobą jest coś nie tak...
          jeśli poczułaś sie taka urażona iternetowym przytykiem to musisz być nieźle
          sfrustrowana
        • Gość: Maryla Do Cyny - IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 21:53
          Istotnie, pani Lalila (czy jak jej tam) bucha, niestety, agresją przeogromną.
          I chyba nie rozumie tego, co czyta. Nawet na pewno.
          Reszta - umiarkowanie, nie przejmuj sie.

          Koleżanki nie zmienisz, tez sie nie przejmuj. Jeśli zalezy ci na takich
          sporadycznych kontaktach, jakie zdaje sie masz z nia obecnie, to zostaw sprawy
          takimi, jakimi są. Wytrzymaj przymierzanie kreacji przed wyjściem do teatru -
          nie kazdy musi być tak szybki jak ty. Pomyśli traczej, co ci pozytywnego daje
          utrzymywanie tej znajomości. Możesz wspomninac dawne czasy, może jesteście
          sobie w jaiś sposob potyrzebne? Faktem jest - jak tu juz ktoś napisał, że
          zepsuć coś łatwiej jest niż naprawić. Jeśli daje ise z nia wytrzymac pomimo
          tych różnych dziwactw - to wytrzymuj. Nie musisz wszędzie chodzić z mężęm,
          więc do niej chadzaj sama. Jeśli cię bardzpo już zdrzaźni, zawsze będzie czas
          na znaczące rozluźnienie kontaktów, jeśli nie ich zerwanie.
          I nie współczuj jej - sama wybrała, sama w dalszym ciągy codziennie wybiera
          swój los. Nie współczuj i nie żałuj - wymieniaj poglądy i ciesz simę chwilą
          obecną. Albo uciekaj.

          Co do poglądów pana Leoncina (do których ma prawo)- osobiscie uwazam (i tez
          mam do tego prawo), że jest nas,ludzi, o wiele za dużo na tej planecie. W imię
          tzw. postępu, źle pojętego zresztą, niszczymy wszystko wokół, wszystkie formy
          życia, od trawy począwszy, przez ptaki, owady, zwierzęta, a na samych sobie
          skończywszy. To nie jest temat na ten wątek, ale niekoniecznie trzeba żyć dla
          rozrodu.
        • Gość: A. Sharon A jak IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.04, 22:41
          określić inaczej kogoś, kogo uważa się za glupiego i zaklamanego? Okreslam tak
          jak o tym myśle. Glupio i w sposob zaklamany piszesz to cóz można na ten temat
          powiedzieć wiecej? Ciesz się, ze masz przyjaciolke, doceń to, moze pomoż jej w
          czymś, a nie zajmuj sie obgadywaniem jej w necie. A moze wydrukuj swoj list i
          zanieś jej i pokaz co napisalas? Ciekaw jestem co na to powie? Zaklamana,
          ciemna kwoka - ot jak się pokazujesz. Okreslenie "dulszczyzna" w odniesieniu do
          ciebie to eufemizm.

          A.
          • triss_merigold6 Nie, ona po prostu jest b. dumna 02.02.04, 22:46
            z faktu posiadania męża i dzieci. I uważa wszystkich, którzy są tych cudów
            pozbawieni za nieszczęśliwych i upośledzonych. Współczująca kwoka. Pewnie jest
            z siebie bardzo dumna, że tyle lat się stara i uważa, że koleżanka powinna być
            jej dozgonnie wdzięczna i na każdym kroku powtarzać "Och jak masz cudownie w
            życiu, szkoda, że mi się nie ułozyło".
            Dobrze, że konsekwentnie olewałam takie koleżanki.
            • brytan Re: Nie, ona po prostu jest b. dumna 02.02.04, 23:21
              Cyna jest gruboskorna i nietolerancyjna. Nie pomyslalas ze ona sie przebiera bo
              nie jest pewna siebie? Ze ma dni depresji i nie chce jej sie z kims gadac i
              tlumaczyc czemu ma dola? Na jej miejscu dawno bym dal Tobie duzego kopa
              Przyjaciol sie akceptuje takimi jacy sa. Odpieprz sie od niej i znajdz
              inna "ofiare",godna siebie, ktora bedzie potrafila Tobie nakopac.

              • triss_merigold6 halo Brytan 02.02.04, 23:26
                to chyba nie do mnie z tym "odpieprzeniem się". Ja akurat stoję po stronie
                obgadywanej po chamsku samotnej (tzn. pozbawionej rodziny) koleżanki Cyny.
                • brytan Re: halo Brytan 02.02.04, 23:34
                  nieeee, to bylo do autorki watku
    • panidalloway Re: Stare panny,,,,, 02.02.04, 23:26
      Mam koleżankę, mogę nawet powiedzieć przyjaciółkę, zadeklarowaną starą pannę po
      czterdziestce. Spotykamy się rzadko, bo trudno ją na spotkanie namówić, a
      wyciągnąć z domu prawie się nie da. Uwielbiam te spotkania. Herbatka pita z
      moją Basią w tym samym pokoju, w którym popijałyśmy ją jako nastolatki
      nieświadome jak różnie potoczą się nasze losy, ma smak naszej młodości,
      naszych nadziei, apetytu na życie i zdolności radowania się chwilą. Siedzimy
      w ciszy, o którą trudno w moim domu, trochę milczymy, niespiesznie gadamy,
      trochę plotkujemy o koleżankach z dawnych, a nawet bardzo dawnych lat, o
      ludziach, którzy mieszkali w sąsiedztwie. Mieszkam w odległej dzielnicy. Od
      Basi dowiaduję się, że ta elegancka dama z sąsiedniej wilii, która miała
      pięknego rudego psa, kupującego sobie samodzielnie słodkie bułeczki w budce z
      pieczywem, a potem konsumującego je na pobliskim trawniku, jeszcze żyje, ale ma
      kłopoty ze wzrokiem. Basia trochę jej pomaga, bo nikt inny nie ma czasu.
      Zabójczo przystojny aktor mieszkający w domu, w którym niegdyś była poczta,
      zmarł pozostawiając w żalu czwartą żonę. W podstawówce kochałyśmy się w nim
      szaleńczo a ponieważ grał tak zwane ogony i nie był gwiazdą, byłyśmy w swoim do
      niego uczuciu oryginalne.
      Rzadko zanudzam Basię swoimi kłopotami, ale gdy to zrobię, jej uwagi i porady
      zadziwiają mnie, bo odnoszą się do osoby , którą niegdyś byłam, a którą Basia
      pamięta lepiej niż ja. Kiedy jestem z nią, przypominam sobie tę niezwykle
      pogodną, optymistyczną, energiczną i pełną wiary w siebie i ludzi osobę, jaką
      niegdyś byłam i próbuję doszukać się jej śladów w sobie.
      A ja pamiętam Basię. Zawsze była solidna, niezwykle słowna i odpowiedzialna,
      nieznośnie pedantyczna i obrażalska. Zaczęła pracować na uczelni, zapowiadała
      się tak dobrze, że pierwszą jej pracę ukradł pan profesor. Basia obraziła się
      i od lat pracuje jako urzędniczka. Podobnie było z jej nielicznymi adoratorami.
      Jeden z nich przez kilka lat próbował odrobić to, co Basia uznała za
      niewybaczalne. Potem, już jako żonaty i dzieciaty wpadał w imieniny na chwilkę
      z czerwoną różą. Basia mu zabroniła. Ojciec rodziny nie powinien, jej zdaniem,
      zachowywać się w ten sposób.
      Dlaczego tyle popisałam? Chciałam tylko powiedzieć, że nie potrzebuję zmieniać
      mojej przyjaciółki. Jest mi bliska taka jaka jest, nie musi być rozsądna i
      podobna do innych.

      • Gość: Cyna Re: Stare panny,,,,, IP: *.chello.pl 03.02.04, 08:22
        Jeśli ktoś usiłuje doszukać się chamstwa- chamstwo znajdzie wszędzie,
        gruboskurność- także, posądzać mnie o złe zamiary, dulszczyznę, głupotę, chęć
        dowartościowania się itd, itp, etc- też mozna. Wątek rozpoczęłam po to, aby
        poznać Waszą opinię na temat utrzymywania stosunków koleżeńskich z osobą- w
        pewnym sensie mi bliską, bo przyjaźniłyśmy sie w dzieciństwie i wczesnej
        młodości, i żyjącą w innym, niezrozumiałym dla mnie świecie.
        Nikt z nas nie jest doskonały, różnimy się między sobą, każdy ma jakieś
        dziwactwa, ale jest granica tolerancji , która trudno przekroczyć.
        Nigdy nie umawialabym się z nikim w knajpkach z fast foodem i nie zanudzała
        koleżanki problemami związanymi z moja rodziną. Nie drażnię jej wieloma
        sprawami mogącymi byc źródłem zawiści. Jeśli sie umawiamy- wybieram dni, w
        których mąż ma dyżury. Przykładów znajdę tysiące.
        Dlaczego jednak tylko jedna strona - ta bardziej zajęta - ma się wiecznie
        dostosowywać.
        Może ktoś tak chętnie przypinający mi łatkę gruboskórnego chama skomentuje
        nastepujacą rozmowę.
        Ona- Może poszłybysmy do teatru?
        Ja- Dobrze, kupie bilety. Czego nie widziałaś?
        Ona- Ostatnio chyba niczego.
        Ja- Może Koty?
        Ona: Dobrze, kup.
        Ja- Kiedy możesz?
        Ona- W kwietniu, nie, po Wielkanocy, bo...zimno, deszcz, wcześnie robi się
        ciemno, przed Wielkanoca mam .........................itp
        Ja- Nie ma przedsprzedaży z tak wielkim wyprzedzeniem. Do Wielkanocy zamierzam
        zobaczyc juz nie tylko Koty.
        Ona - No wiesz! Z Tobą nie mozna się nawet umówić.Zresztą,muszę przeczytać
        recenzje Kotów ( było ich juz z dziecięć przyp. Cyny),
        Ja - Trudno.
        Dlaczego
        • panidalloway Re: Stare panny,,,,, 03.02.04, 11:04
          Może nie byłoby nieprzychylnych reakcji, gdybyś nie zatytułowała swojego
          postu „Stare panny.” Ten tytuł sugerował pewną naturalną wyższość kobiet
          rodzinnych.
          Oczywiście sama musisz zadecydować, czy to co łączyło was w młodości,
          przetrwało jakoś i ma dla ciebie nadal wartość. Czy masz cierpliwość, żeby
          pobyć trochę w jej świecie, czy też tkwisz przy niej w poczuciu, że jest twoim
          obowiązkiem wyciągać ją na różne spektakle, skoro zdziwaczała i nie wychodzi z
          domu? Takie wyciąganie na siłę., przeważnie źle się kończy. Osoby, którym
          trudno jest podjąć decyzję, w zderzeniu z osobą bardzo energiczną, często
          chowają się jak ślimak do skorupki i mówią byle co, byle przetrwać „atak”.
          Wiem, bo mam drugą przyjaciółkę, dla której kultywowanie przyjaźni polega
          głównie na wspólnych wyjściach do kina, teatru, na wyjazdach do
          zaprzyjaźnionych domów letniskowych, na wiecznym ruchu i braku okazji do
          rozmowy. Myślę, że jest mną rozczarowana, a ja coraz bardziej boję się jej
          rozkazującego, nie znoszącego sprzeciwu głosu i mówię: - tak, dobrze, może po
          Wielkanocy.
          • Gość: baba Re: Stare panny,,,,, IP: *.acn.waw.pl 03.02.04, 12:14

            Dzieki za opowiesc o Twojej przyjaciolce, panidalloway, wierze, ze jest
            nietuzinkowa osoba. Sama znam podobna osobe- poniewaz musiala opiekowac sie
            mlodszym rodzenstwem (rodzice wczesnie zgineli), okres najlepszy do zamazpojscia
            po prostu minal. Ona jest normalna i zadowolona z zycia- jest pedagogiem-
            terapeuta, dostrzega dobre strony bycia niezamezna, ma bliskie stosunki z
            rodzenstwem i bratancami. Zdarzaja sie jej doly,ale kobietom urodzinnionym tez
            sie zdarzaja.
            Posiadanie rodziny przed dziwactami nie chroni- wystarczy poczytac sobie
            jakikolwiek watek o tesciowych.
            Pzdr
            • panidalloway Re: Stare panny,,,,, 03.02.04, 14:51
              W tym wątku pojawiły się dwa „nurty problemowe”. Jeden, to ciągle żywy w
              naszym społeczeństwie stereotyp starej panny i traktowanie tej zbitki słownej
              jako określenia pewnego zestawu wad. Jest to z pewnością przykre dla kobiet
              niezamężnych, co jest wystarczającym powodem, aby zwalczać w sobie skłonności
              do posługiwania się tym określeniem. Jak każdy stereotyp, tak i „stara panna”
              jest pewnym skrótem pozornie ułatwiającym porozumiewanie, a faktycznie
              poprzez nieuprawnioną generalizację to porozumienie utrudniającym. Zwalczanie
              stereotypów nie jest łatwe. Kiedyś w licznym towarzystwie, w obecności dwu
              singlowych dam w sile wieku, zdarzyło mi się uskarżać na moja byłą szefową
              mówiąc, że była to typowa, wściekła, wyżywająca się w intrygach stara panna.
              Próbując poprawić swoją gafę, powiedziałam, że zachowałam się jak typowa,
              głupia kura domowa, którą stałam się między innymi dzięki tej szefowej. Obie
              panie poczuły się najwyraźniej usatysfakcjonowane.

              Drugi i chyba ważniejszy temat to przyjaźń. Nie jestem tak nieprzejednanie
              krytyczna wobec Cyny, jak większość forumowiczek, ponieważ znam ten rodzaj
              przyjaźni jaki Cyna chce ofiarować swojej koleżance, również z własnych
              doświadczeń. Moja druga przyjaciółka (nazwijmy ją C ) tkwi w przekonaniu, że
              nie jestem tym, kim powinnam być, nie wiodę życia na jakie zasługuję. Wrogie
              siły w postaci mojego praco i karieroholicznego męża, a także czwórki dzieci,
              złamały moje życie i zaklęły mnie w Kopciuszka. C żyje w przekonaniu, że
              powinna jakoś temu przeciwdziałać, że jest jej obowiązkiem ciągłe atakowanie
              mnie propozycjami, którym ja nie czuję się na siłach stawić czoła. Nie jest w
              stanie pojąć, że wyjechanie niespodziewanie w weekend na drugi koniec Polski
              jest przedsięwzięciem wymagającym tylu zabiegów organizacyjnych, że nie mam
              ochoty na taką rozrywkę. We wszystkim chce mi pomóc. Nie mogę poskarżyć się w
              jej towarzystwie na wymagającą poprawy plombę, bo już dzwoni do swojego
              dentysty, żeby mnie zarejestrować lub chce mnie zawieźć do niego niezwłocznie.
              Traktuje mnie jak popsutą zabawkę i chce mnie jakoś po swojemu naprawić. W
              efekcie wpędza mnie tylko w kompleksy. Ona jest pełna dobrych chęci i naprawdę
              dobrze mi życzy, a ja denerwuję ją do tego stopnia, że wszystkim naokoło skarży
              się jaki to ma ze mną kłopot. To nie jest dobra przyjaźń, ale osobom typu C
              trudno to zrozumieć, szczególnie, ze nie mają czasu na słuchanie.
        • Gość: A. Sharon Ty durna babo IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.04, 12:09
          Ty nic nie rozumiesz i nic nie zrozumiesz z istoty stosunkow miedzyludzkich. I
          jeszcze brniesz w to, co zaczelas. Najmadrzejsze co mozesz tu zrobic to
          napisac:
          "Przepraszam, źle się zachowalam, zamiast być dla mojej przyjaciolki oparciem i
          bratnią duszą obgaduję ją na necie. Zrozumialam swoj blad i wiecej postaram się
          tego nie robić. Prosze forumowiczow o wyrozumialosc i dziekuje za uswiadomienie
          mi popelnionego nietaktu. Cyna"

          Tak powinnas zrobic również i dla siebie samej.

          as
          • pajdeczka Re: Ty durna babo 03.02.04, 12:26
            Gość portalu: A. Sharon napisał(a):

            > Ty nic nie rozumiesz i nic nie zrozumiesz z istoty stosunkow miedzyludzkich.
            I > jeszcze brniesz w to, co zaczelas. Najmadrzejsze co mozesz tu zrobic to
            > napisac:
            > "Przepraszam, źle się zachowalam, zamiast być dla mojej przyjaciolki oparciem
            i bratnią duszą obgaduję ją na necie. Zrozumialam swoj blad i wiecej postaram
            się> tego nie robić. Prosze forumowiczow o wyrozumialosc i dziekuje za
            uswiadomienie> mi popelnionego nietaktu. Cyna"
            > > Tak powinnas zrobic również i dla siebie samej.
            >
            Jest w tym coś plotkarskiego. Chętnie posłuchałabym , co ma do powiedzenia jej
            przyjaciółka, ale ona pewnie nie napisze, chociaż ma więcej czasu....
          • Gość: Maryla Re: Ty durna babo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 13:50
            Człowieku, skąd w tobie tyle agresji?! Durna, głupia... Powinnaś... jakie masz
            prawo mówić komus co powinien robić. Lepiej zastanów się nad źródłem swoich
            własnych frustracji, bo taka agresja nie bierze sie znikąd.
            Żadnej konstruktywnej wypowiedzi tylko inwektywy...
            Współczuje ludziom, którzy musza miec z tobą do czynienia (w pracy i w domu).
          • Gość: Cyna Re: Ty durna babo- re Cyny IP: *.chello.pl 03.02.04, 17:10
            Zastanów się skąd bierze się w Tobie tak wiele agresji? Inwektywy, obelgi,
            słowa wypisywane w sposób mocno napastliwy i arogancki. Rozumiem, że musisz na
            kims rozładować silna frustrację, lub poczulaś się dotknięta do żywego. Jednak
            tego typu zachowanie jest hm..... dyskusyjne. Zwróc uwage, że ja, prócz
            prowokującego tytułu wątku, nikogo nie obraziłam, nikogo nie obrzucałam
            wyzwiskami - sprowokowałam dyskusję.
            Internetowe forum jest miejscem wymiany poglądów - mozna miec inne zdanie, ale
            trzeba to wyrazić w cywilizowany sposób.
            Ja nie pouczam Cie co masz, a czego nie wolno Ci robic.
            Podejmując watek koleżanki zwróciłam uwage na problem - nikt z Was nie zna ani
            jej, ani mnie, co więcej zmieniłam pewne szczególy mogące ułatwić ewentualną
            dekonspirację tej osoby
            • Gość: A. Sharon Agresja IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.04, 19:17
              bierze się u mnie z cięzkiego dzieciństwa :( Tak też bywa. Ale to nie jest
              groźna agresja i nie przenoszę jej poza internet. Zdecydowanie wolalbym sie
              zetknąc z taką agresa jaką ja tu prezentuje niż z Twoją obłudą w realu. Ale
              szkoda wielka, ze nie potraktowałas powaznie mojej rady z poprzedniego postu.
              Widać to nie ten poziom zdolności do samorefleksji :( Ty pewnie myślisz, ze to
              żart był, a to była rada zupełnie serio.

              as
        • Gość: . Re: Stare panny,,,,, IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.04, 15:29
          A może ona po prostu kogoś ma i dlatego robi uniki? Jak się z kimś chodzi, to
          towrzystwo koleżanek szkolnych, tudzież innych jest hm, jakby Ci to powiedzieć
          najdelikatniej... nieatrakcyjne.
    • mickey.mouse Re: Stare panny,,,,, 03.02.04, 16:50
      To zalezy na ile blisko jestes z nią związana. Jeśli to tylko zwykłe
      kolezeństwo, to decyzja nalezy do Ciebie - mozesz byc wielkoduszna i próbować
      wyciagnąć ją z tego "odrętwienia", mozesz tez dać sobie spokój i nie zadręczac
      się nią.

      Jesli zas jest Twoja przyjaciółka, to o ile znasz znaczenie słowa przyjaźń, nie
      powinnas zostawiac jej samej.
    • Gość: kika Re: Stare panny,,,,, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 00:53
      Narozrabiałaś Cyna co? Gratulacje! I w razie czego (gdyby ten wątek miał
      trwać), życzę Ci: trzymaj się!

      Sama mam chwilami dość wykorzystywania mnie przez KILKA moich koleżanek starych
      panien właśnie. Jak mam je nazywać? wolne, bezdzietne w średnim wieku? -
      dajcie spokój! One po prostu mają już wszystkie objawy typowego
      staropanieństwa i tyle. Jednocześnie serce mi krwawi jak pomyślę co w ciągu
      kilku lat zrobiło się z tych fajnych niegdyś dziewczyn.

      Najbardziej denerwujące jest to, (co zresztą objawiło się w większości
      krytycznych postów), że wolne, bezdzietne, w średnim wieku próbują na każdym
      kroku udowodnić nam zamężnym, dzieciatym w średnim wieku - swoją rzekomą
      wyższość intelektualną, duchową itd. Wynika to często ,że na podstawie
      poczynionych obserwacji odkrywają, że małżeństwo nie musi "ogłupiać", a
      samotność nobilitować, oraz z faktu, że tak na prawdę to jeszcze nie w wieku
      30, ale już pod 40-tkę RZECZYWIŚCIE samotność, bezdzietność i całe
      to "staropanieństwo" zaczyna doskwierać. I że to jest fizjologia.

      Już widzę te zastępy "niezależnych i oświeconych" rzucających się na mnie by
      szarpać moje ścierwo. Uprzedzając wasze niektóre zarzuty, powiem,że mam
      sprawdzone informacje z pewnego źródła, bowiem od samych dojrzałych samotnych i
      bezdzietnych. To one same w przypływie szczerości mówią o swoich
      niespełnionych marzeniach, przegranym życiu, poczuciu osamotnienia, pragnieniu
      bycia komuś potrzebną itd itp. Mówią to często łkając i prosząc o pomoc, po to
      by następnym razem brutalnie odrzucić twoje zainteresowanie, potraktować
      protekcjonalnie, a nawet pod byle pretekstem dążyć do otwartej konfrontacji.
      Ja to wytrzymuję, bo staram się zrozumieć ich powody, ale jest mi ogromnie
      przykro kiedy widzę jak się miotają i jak dalece nie da się już nic zrobić.

      Co do mądrości i wiedzy/wykształcenia, to oczywiście jedno nie przesądza o
      drugim, ale też, zgodzicie się nie wyklucza. Moje samotne koleżanki mają
      doktoraty, ja też, osiągnięcia zawodowe, ja też, pasje, które starają się
      realizować, ja też. Każda z nas ma za sobą również kawał życia, bogatego w
      sytuacje,z których potrafiła wyciągać wnioski. I mogłoby być tak pięknie,
      tylko dlaczego, kiedy odmówiłam wyjazdu z dnia na dzień na wystawę do Berlina,
      bo obiecałam tego dnia być na szkolnym przedstawieniu córki, usłyszałam: "To
      jednak z ciebie tylko kuchta i nic więcej!"

      Pozdrawiam Cynę. Dobranoc.
      • Gość: Cyna Re: Stare panny,,,,, IP: *.chello.pl 06.02.04, 08:48
        Oj narozrabialam - masz rację. Nie przypuszczałam, że wsadzę kij w mrowisko. W
        przypadku wiekszości starych panien - w tym bohaterki mojego postu - stałe
        przebywanie tylko ze sobą, brak określonych obowiązków powoduje własnie takie a
        nie inne zachowania. O prawach biologii już nie wspomnę, bo zaraz wyleją na
        mnie kubeł pomyj.
        Ktoś tam pisał o pouczaniu i bardzo mnie za nie krytykował. Szkopuł w tym, że
        to nie ja pouczam koleżankę, a ona mnie. Wysłuchuję jej rad w żadnym stopniu
        nie przystających do rzeczywistości- o czym wie każda osoba mająca rodzinę.
        Ktoś mi zarzucał brak tolerancji - tylko czy oby ja jestem osobą
        nietolerancyjną dostosowując się, oczywiście o ile jest to wykonalne, do jej
        grafiku.
        To nie ja jej odmawiam - wręcz odwrotnie. Nie wspominałam o tym, ale raz (!)
        poprosiłam o drobną przysługę - kupno rzecz jasna za moje pieniądze książki dla
        mojego syna ( była w księgarni 200 metrów od jej domu, jeden z ostatnich
        egzemplarzy w Warszawie). Odmówiła, bo miała 100 innych spraw. Ja nigdy nie
        odmawiałam jazdy w nocy przez pół miasta, gdy miała problemy ze zdrowiem
        umierającego ojca. Nie istotne było to, że nocnym telefonem budziła męża i
        dzieci, brałam sprzet do torby, biegłam do garażu i za 20 minut miała pomoc. A
        mogła przeciez, przy mniejszym egoiźmie, wezwać choćby pogotowie ratunkowe.
        Nie ja od niej pożyczam pieniądze - lecz odwrotnie.
        W kawiarni to ja jestem osoba płacącą.
        To ona uważa, że kobieta zamężna musi być w kajdanach, że kończy się jej
        wolność a zaczynają obowiązki, że musi się podporządkować mężowi, ba stać jego
        służącą.
        To ona dzwoni wyłącznie wtedy gdy czegoś potrzebuje - ale i w takiej sytuacji
        najczęściej prosi, abym ja oddzwoniła ( pieniądze), a następnie gada już na mój
        rachunek bez opamietania.
        Przykładów jest mnóstwo, ale posłużę sie tym z ostatnich dni - wiedziała, że
        jestem w domu, że złapałam infekcję. Zgadnijcie, czy zadzwoniła? Nie!!!!!
        Sądzę, że najbliższy telefon będzie z prośbą o załatwienie jej czegoś.
        Pozdrawiam.
    • lolyta Re: Stare panny,,,,, 06.02.04, 01:20
      Gość portalu: Cyna napisał(a):

      > Mam koleżankę (....) > Zastanawiam sie, czy zerwać ostatnie ląćzące nas nitki
      czy akceptować jej
      > dziwactwa. Rozmowy, życzliwe, serdeczne, nic nie pomagają. Ona wie swoje i
      > juz. (...) > Jest w tym śmieszna i żałosna. Czy jest szansa aby jej pomóc? Czy
      nie lepiej
      > po prostu sobie odpuścić?


      Mam kolezanke. Jej ulubione hobby to rozmowy ze mna, zyczliwe i serdeczne.
      Rozmowy polegaja na tym, ze ona mi tlumaczy, ze to co robie, mysle, czuje, to, w
      co wierze, moje priorytety i wybory itp. jest smieszne i zalosne. Bardzo chce mi
      pomoc. Szczerze mowiac jest to najupierdliwsza osoba jaka znam i mimo iz
      doceniam jej dobre checi, ciesze sie ze jest w tej chwili daleko i nie probuje
      mnie na sile uszczesliwiac.
      • mamosz Re: Stare panny,,,,, 06.02.04, 01:45
        A ja mam koleżankę tzw "starą pannę" (ok.60) i jest to najbardziej urocza
        osoba jaka znam
        -nigdy sie nie nudzi- ma mnóstwo zainteresowań,podróżuje po świecie jesli ma
        pieniadze,po Polsce jeśli nie-zawsze z mapą i opracowaną marszrutą kiedyś
        transportem publicznym ostatnio samochodem
        -ma mnóstwo sympatycznych dziwactw,które nikomu nie przeszkadzaja (czsem nie
        odbiera telefonów,czsem gada godzinami)
        -jest jedyną osobą,jaka znam,która dzwoni z informacja- od dzisiaj moge Ci
        pozyczac pieniadze bo mam.
        -ciągle czegoś nowego sie uczy
        -chodzi na dlugie spacery z psem czasem w towarzystwie,a kiedy nie ma na nie
        ochoty to sama.
        -nikogo nie poucza chociaż ma swoje zdanie
        -pomaga swoim bliskim i dalszym w różnych sprawach typu urządzanie ogródka
        naprawa czegoś itd
        -jest absolutnie niezależna i bardzo tej niezależności pilnuje utrzymując
        zdrowy dystans czyli serdecznie,życzliwie, ale bez poufałosci i wchodzenia
        zbyt głęboko z butami w jej prywatność.
        Bardzo jest milo przebywać w jej towarzystwie,chociaż moznaby powiedzieć że
        oprócz udawania nastolatki ma te wszystkie cechy o jakich piszesz, tylko jakos
        nikt nie uwaza jej za zalosna stra panne,nikt nie chce jej naprawiać i
        uszczęśliwiać na siłę,nikt chyba by nie śmiał.I bardzo wszyscy ja lubią razem
        z tą nienaruszalna przestrzenia wokoł jej osoby.Pozdrawiam
    • gidanka moja babcia ma 69 lat i chce zrobic prawo jazdy? 06.02.04, 03:53
      czy to rozsadne?
      • charade do Triss - offtopicznie 06.02.04, 12:04
        Boże... Zupełnie jakbym czytała o sobie. A już myślałam, że jestem takim
        jedynym dziwolągiem :)


        Inko znam kilka samotnych kobiet w wieku 30 i 30+ lat. Sama byłam po rozwodzie
        przez parę lat bez partnera. Uwierz mi, że za nic w świecie nie zamieniłabym
        swojej samotności na życie rodzinne. Moja najbliższa koleżanka podobnie (dzieci
        nie lubi, lubi za to ciszę, spokój i zero ustępstw).
        Nie każdy jest stadny. Nie każdy dobrze czuje się dzieląc z innymi, ustepując,
        angażując się itd.
        To mnie było żal kobiet - mężatek z dziećmi - ich braku czasu, zaganiania,
        konieczności dostosowywania się, znoszenia kaprysów, braku kasy tylko dla
        siebie, braku ciszy.
        Uważasz, że to tylko maska? Mylisz się. Mimo, że jestem z kimś w stałym związku
        to lubię być sama. Gdybym miała mniejsze mieszkanie to byśmy razem nie
        zamieszkali. Lubię ciszę i mogę nic nie mówić przez cały dzień.
        • Gość: kika Re: do Triss - offtopicznie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 12:41
          Jestem mężatką z dzieckiem. Jestem niezależna. Mam kasę i czas dla siebie.
          Jeśli czasami nie mam czasu, jeśli bywam zaganiana, jeśli nawet muszę znosić
          kaprysy, to nigdy nie jest to bezcelowe. Patrzę jak rośnie i kształtuje się
          młoda, wartościowa istota. Jak trzy osobne byty tworzą wspólnie nową jakość.
          To fascynujące mieć w tym swój udział. A jak fajnie jest wspólnie pomilczeć i
          czuć, że ta cisza nie boli....

          Jeśli jest tak jak mówisz (zero ustępstw, zero angażowania się itd), to może
          twoje odczucie w stosunku do "stadnych" kobiet to nie żal, nie współczucie,
          tylko zupełnie coś innego? Może to rodzaj pogardy?
        • adresb Re: do Triss - offtopicznie 06.02.04, 12:58
          i ja także dołączam do klubu dziwologów :-) z wielką przyjemnością,

          Cyno i inni: naprawdę nie musicie się nad nami użalać i szukać w Internecie
          pomocy dla nam podobnych dziwaków; samotna nie znaczy sama, każdy żyje tak, jak
          mu wygodnie, doceniaj to co masz ale pociesz się także, że inni mają troszkę
          inne źródła radości i satysfakcji
          • Gość: kika Re: do Triss - offtopicznie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 13:02
            Następnym razem przeczytaj dokładnie wątek, bo do tej pory to Cyna i inni
            próbują się tu bronić przed natarczywością "dziwolągów"
            • adresb Re: do Triss - offtopicznie 06.02.04, 13:37
              > Następnym razem przeczytaj dokładnie wątek, bo do tej pory to Cyna i inni
              > próbują się tu bronić przed natarczywością "dziwolągów"

              Spokojnie, spokojnie... wątek przeczytałam dokładnie i dlatego dopisałam się do
              poprzedniej wypowiedzi, która jest wyraźnie 'off the topic', czyli: poza
              tematem. Może zwracaj też uwagę na temat?
          • Gość: kika Re: do Triss - offtopicznie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 14:42
            Następnym razem czytaj uważniej posty, bo problem w tym, że to właśnie Cyna i
            inni są tu obiektem natarczywości waszego klubu.
            • Gość: kika Re: do Triss - offtopicznie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 16:14
              Istotnie. rozbuchałam się do tego stopnia, że już odpowiadam po dwa razy na ten
              sam list.
              Przy okazji: czy jeśli offtopicznie, to można już bezkarnie szerzyć o kimś
              insynuacje?
    • Gość: aksmada Gratulacje dla Cyny..........Re: Stare panny, IP: *.zgora.dialog.net.pl 07.02.04, 14:34
      Twoja ocena sytuacji i opis zachowań koleżanki jest , wg.
      obiektywny i z lekka nutą zyczliwości wobec niej. Nie przejum się
      napastliwymi atakami na Ciebie.

      Zachowanie opisanej przez Ciebie starej panny jest typowe : po pewnym
      czasie osoba samotna zamyka się i całkowicie izoluje od otoczenia,
      nie chcąc byc ciągle konfrontowanym z opiniami o swym pojedyńczym zyciu.

      Męzczyzn też ten problem dotyczy....niestety.

      • Gość: Cyna Gratulacje dla Cyny..........Re: Stare panny, IP: *.chello.pl 07.02.04, 14:47
        Dzięki za dobre słowo- pozdrawiam. Cyna
        • Gość: baba Gratulacje dla Cyny..........Re: Stare panny, IP: *.acn.waw.pl 07.02.04, 16:45

          Cyno, trudno nieraz na podstawie postu ocenic nalezycie intencje autora.
          Na pewno jesli to Ty musisz wysluchiwac niechcianych rad i opinii, a mimo
          wszystko szukasz jakiegos kontaktu z ta osoba, to swiadczy o Twojej dobrej
          woli, a nie wcibstwie. Ja osobiscie bym uciekala gdzie pieprz rosnie od kogos
          takiego. Nie trawie monotematycznych rozmow i wszystkowiedzacych osob,
          niezaleznie od stanu cywilnego i sytuacji rodzinnej, albowiem niezamezne osoby
          w srednim wieku nie maja monopolu na takie zachowania.
          Ty jednak nie rezygnujesz i szukasz jakiejs rady, jak dotrzec do takiej osoby.

          Mam troche przewrotna propozycje- dotychczas to Ty bylas strona aktywna jesli
          chodzi i kontakty towarzyskie, Twoja kolezanka zwraca sie do Ciebie glownie
          wtedy, gdy czegos potrzebuje.
          Daj na pewien czas spokoj- nie dzwon, nie wyciagaj, nie probuj sie umowic.
          Prosby, jesli chodzi o ISTOTNA pomoc mozesz spelnic, pieniedzy pozyczac nie
          musisz- przeciez masz wieksze wydatki i mniej czasu na ich zarabianie, prawda ?

          Wytrwaj tak z miesiac, zobacz, co sie dzieje. Moze kolezanka w ogole tego nie
          zauwazy ?
          Jesli zauwazy, moze zechce cos z tym spostrzezeniem zrobic ?
          Jednym slowem- wycofaj sie z pozycji osoby aktywnej i obserwuj.
          Pzdr
    • Gość: Zeta Re: Stare panny,,,,, IP: *.proxy.aol.com 07.02.04, 17:34
      Cyntio,
      mnie sie wydaje, ze nikogo nie mozna uszczesliwic na sile. A zwlaszcza zmienic
      na obraz lub podobienstwo nasze, bo nam sie wydaje, ze ta osoba / w tym
      przypadku/ twoja kolezanka, bedzie szczesliwsza.

      Jezeli ona chce tkwic w tym w czym tkwi, to zostaw ja w spokoju. I nie czuj sie
      winna. To ona musi chcec sie zmienic - i to w taki sposob, jaki bedzie jej
      odpowiadal.
      A tak na boku, to ona ma juz objawy wysoko zawansowanego dziwactwa. I chyba nic
      tu zrobic sie nie da, zwlaszcza tobie.
      Z.
      • Gość: Zeta Re: Stare panny,,,,, IP: *.proxy.aol.com 07.02.04, 17:44
        Przepraszam Cyna, za przekrecenie twojego imienia
        Z.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja