zdrada, ale czy napewno?

IP: *.itelligence.pl 11.02.02, 16:11
bylam w zwiazku przez 4 lata, bylam przekonana, ze to ten wlasciwy i na cale
zycie, jednak po studiach zaczelo sie prawdziwe zycie- praca itp. i cos zaczelo
sie psuc, bylo coraz gorzej z tygodnia na tydzien, coraz mniej sie widywalismy
wtedy poznalam kogos innego, kogos dzieki ktoremu w ciagu jednaego wieczoru
znow zaczelam wierzyc w prawdziwa milosc.
po krotkim czasie poszlam z nim do lozka
jednak czulam wyrzuty sumienia w stosunku do mojego chlopaka (z ktorym caly
czas bylam i ktory nic sie nie domyslal)
nie wiedzialam co zrobic, czy zostac, czy zaczac z tym nowym
w czasie tego wahania spalam tez raz z moim dotychczasowym chlopakiem, chociaz
nie czulam sie z tym dobrze,bo juz czulam, ze to nie ma sensu
rozstalismy sie
przez ponad rok bylam z tym drugim
przez przypadek dowiedzial sie, ze po tym jak z nim poszlam do lozka byl raz,
ze spalam tez z tym poprzednim..no i sie ze mna roztal
moze mial racje, jednak w tamtym czasie to przeciez oszukalam tego z kim bylam
te 4 lata, poniewaz tego drugiego znalam bardzo krotko, jeszcze nie mozna bylo
mowic o milosci miedzy nami
nie wiem co mam robic?
czy nawet jakby mi to wybaczyl, czy teraz ten zwiazek ma jakis sens

    • Gość: inny Re: zdrada, ale czy napewno? IP: 134.65.105.* 11.02.02, 17:44
      pytanie dotyczy wszystkich pan ktore maja kochanka i jednoczesnie
      wspolzyja z mezami. Ja tam nie wiem czy te panie maja sumienie i czy
      wszyscy kochankowie sa rownie niewyrozumiali jak twoj ukochany
      fagas. Zazwyczaj kochankowie godza sie na to ze maja cudze zony
      (zaraz po mezach albo tuz przed) Mezowie nie wiedza ze maja swoje
      zony po fagasach. Na tym wlasnie wydaje mi sie polega oszukanstwo.
      Oszukuje sie tylko jedna osobe te ktora gleboko wierzy w milosc albo
      po prostu jest nieswiadoma cudzej obludy.
      • agick Re: zdrada, ale czy napewno? 11.02.02, 18:19
        wiecie co, z tą zdradą to nie można tak jednoznacznie powiedzieć, jak jest.
        Ktoś powie, że zdrada jest zdradą i nie ma innych definicji.. Otóż materia tego
        stwierdzenia jest płynna - do pewnych granic. Granicą jest cierpienie
        oszukanego partnera. Nie pochwalam zdrad, nie twierdzę, że są dozwolone.. tyle,
        że człowiek nie jest istotą doskonałą - ulega wszelkim pokusom. I to właśnie
        jest sedno mojej myśli - do momentu kiedy umiemy ochronić tę drugą osobę przed
        naszą podłością (no niestety to podłość)ranimy siebie samych. Bo ciężar
        spoczywa na naszych własnych barkach. Nie oszukujmy się - zdrada jest obecna w
        życiu człowieka. Nie dość, że jest - ona będzie zawsze. Jeśli jednak spłacanie
        własnych rachunków zaczniemy dzielić na dwoje (przekraczając granicę cierpienia
        partnera i pozwalając by się dowiedział) to już nie jest tylko naszą sprawą. To
        jest największa podłość wobec drugiego człowieka. Wciągnęliśmy go w sam środek
        dramatu.
        A teraz bardziej na list Anny - nie wybaczy Ci.. nie licz na to. Rok związku z
        kimś równolegle to nie jest niewinny romans. To jest podkowpanie wszystkiego na
        czym wasz związek się opierał. Sama pisze, że nie byłaś pewna, że psuło się
        itd. Dlaczego liczysz na wybaczenie..?
        I właściwie po co Ci ono..? Zacznij inne, nowe życie. Z kimś innym u boku.
        Postaraj się jednak nie popełnić tych samych błędów.
        Powiedziałąm to już na forum innej dyskusji ale powtórzę raz jeszcze - Nie
        grzechem jest upaść, grzechem jest się nie podnieść.
        Weź głęboki oddech i zacznij żyć od nowa - to co się posypało już się nie
        poskleja. Pamiętaj jednak o rozwadze - nie pozwól nkomu więcek płakać przez
        swoją osobę. Z Tobą samą włącznie.
        Pozdr, Agick
        • Gość: Ania Re: zdrada, ale czy napewno? IP: *.itelligence.pl 12.02.02, 09:49
          agick napisał(a):

          > wiecie co, z tą zdradą to nie można tak jednoznacznie powiedzieć, jak jest.
          > Ktoś powie, że zdrada jest zdradą i nie ma innych definicji.. Otóż materia tego
          >
          > stwierdzenia jest płynna - do pewnych granic. Granicą jest cierpienie
          > oszukanego partnera. Nie pochwalam zdrad, nie twierdzę, że są dozwolone.. tyle,
          >
          > że człowiek nie jest istotą doskonałą - ulega wszelkim pokusom. I to właśnie
          > jest sedno mojej myśli - do momentu kiedy umiemy ochronić tę drugą osobę przed
          > naszą podłością (no niestety to podłość)ranimy siebie samych. Bo ciężar
          > spoczywa na naszych własnych barkach. Nie oszukujmy się - zdrada jest obecna w
          > życiu człowieka. Nie dość, że jest - ona będzie zawsze. Jeśli jednak spłacanie
          > własnych rachunków zaczniemy dzielić na dwoje (przekraczając granicę cierpienia
          >
          > partnera i pozwalając by się dowiedział) to już nie jest tylko naszą sprawą. To
          >
          > jest największa podłość wobec drugiego człowieka. Wciągnęliśmy go w sam środek
          > dramatu.
          > A teraz bardziej na list Anny - nie wybaczy Ci.. nie licz na to. Rok związku z
          > kimś równolegle to nie jest niewinny romans. To jest podkowpanie wszystkiego na
          >
          > czym wasz związek się opierał. Sama pisze, że nie byłaś pewna, że psuło się
          > itd. Dlaczego liczysz na wybaczenie..?
          > I właściwie po co Ci ono..? Zacznij inne, nowe życie. Z kimś innym u boku.
          > Postaraj się jednak nie popełnić tych samych błędów.
          > Powiedziałąm to już na forum innej dyskusji ale powtórzę raz jeszcze - Nie
          > grzechem jest upaść, grzechem jest się nie podnieść.
          > Weź głęboki oddech i zacznij żyć od nowa - to co się posypało już się nie
          > poskleja. Pamiętaj jednak o rozwadze - nie pozwól nkomu więcek płakać przez
          > swoją osobę. Z Tobą samą włącznie.
          > Pozdr, Agick

          to nie tak, widocznie zle sformulowalam swoje mysli
          1)-pierwszy narzeczony
          2)-drugi
          z 1) bylam te 4 lata z 2) rok
          pierwszego zdradzilam z 2), ale ze nie bylam pewna, czy chce byc z tym 2) bo
          krotko sie znalismy, to raz sie przespalam jeszcze z 1)
          2) po roku (z 1 sie w tym czasie nie spotykalam) dowiedzial sie, ze wtedy rok
          temu poszlam do lozka z 1) po tym jak juz bylo po naszym pierwszym razie i wtedy
          sie ze mna rozstal

          • Gość: Magiczna Re: zdrada, ale czy napewno? IP: *.bmj.net.pl 12.02.02, 14:23
            Z tego co ja widze, zdradzilas obu...
    • Gość: marcin Re: zdrada, ale czy napewno? IP: 62.148.83.* 12.02.02, 10:14
      Szukał argumentu jak się z Tobą rozstać i dostał powód podany jak na tacy, że
      spałaś z nr 1, bo tak naprawdę jego pretensje o tą ostatnią noc z nr 1 są
      debilne.
      • ja_nek Re: zdrada, ale czy napewno? 12.02.02, 10:32
        Marcin może mieć sporo racji. Myślę, że jak facet podrywa dziewczynę, która jest
        w związku to powinien sobie zdawać sprawę, że ona ląduje z tamtym w łóżku
        przynajmniej czasami.

        Pozdrowienia
        Janek
        • Gość: kaha Re: zdrada, ale czy napewno? IP: 194.175.243.* 12.02.02, 12:33
          Też uważam, ze Marcin ma rację. To była pierwsza rzecz, która mi przyszła do
          głowy po przeczytaniu Twojego posta... :((
    • Gość: john Re: zdrada, ale czy napewno? IP: *.outland.lucent.com 12.02.02, 15:29
      Sytuacja jest bardzo prosta. Zdradzilas obu facetow, wiec nie oczekuj, ze teraz
      ktorys z nich bedzie chcial sie z Toba pogodzic. Powinnas poszukac sobie innego
      kandydata na narzeczonego. Pozdrawiam
      • Gość: A27 Re: zdrada, ale czy napewno? IP: *.proxy.aol.com 12.02.02, 17:27
        Tez uwazam, ze zdradzilas obu. Jesli rzucilas 1) dla 2) to po co jescze
        wracalas do lozka 1).
        Nie boj nic jakis numer 3) sie pojawi i wtedy juz bedziesz wiedziala, zeby byc
        uczciwa wobec niego. No chyba, ze role sie odwroca.
Pełna wersja