byle-do-wiosny-0
09.01.10, 01:39
Trochę może nietypowy temat,ale takie mam odczucie do własnego domu a raczej
do jego wnętrza.Mieszkam w domu moich teściów od 13 lat/jest na nas
przepisany/.Poniekąd sytuacja w jakiej się znależliśmy przed tymi 13 latami
nas do tego zmusiła.Ale o tym pisać nie będę.Proszę nie pisać "wyprowadż się"
bo to jest niemożliwe.Na dzień dzisiejszy teściowa już została sama i
wyprowadzka to byłby dla niej gwóżdż do trumny.Kiedy teść jeszcze żył a zmarł
3 lata temu doznałam z jego strony wielu przykrości dlatego nigdy dobrze się
tu nie czułam.15 lat miała tu miejsce tragedia rodzinna kiedy to siostra
mojego męża odebrała sobie życie na skutek choroby.Do dziś kiedy wchodzę na
strych skóra mi cierpnie.Wie o tym tylko nasz 15-letni syn,dwójka młodszych
jeszcze nie,boję się dnia kiedy spytają jak właściwie zmarła ich
ciocia.Kłamać?Córka pomimo 13 lat boi się sama spać w swoim pokoju na
górze.Generalnie chodzi mi jednak o to,że pomimo iż mamy swoją część
mieszkalną i osobne wejście nigdy nie czuję się u siebie komfortowo,gdyż w
środku jest przejście i od teściowej dzielą mnie tylko drzwi.Praktycznie nie
ma rzeczy o której by nie wiedziała z naszego życia,jak nie wie to pyta się
dzieci.Codziennie jest u nas parę razy a to coś powiedzieć,a to przynieść,o
czymś przypomnieć itd.Rozumiem że chce też porozmawiać,ale jest mi tego za
dużo,nie jest złą kobietą,ale te ciągłe wizyty powodują że mam Jej dość.Mam
wrażenie że nie może pogodzić się z tym że Jej dzieci,opieka nad nimi to już
przeszłość,często próbuje "matkować" moim dzieciom,wpaja im różne swoje
wzorce.Druga sprawa to wygląd naszego wnętrza.Niby urządzone ale z braku też
pieniędzy kupowaliśmy tanie meble które już dziś się sypią.Poza tym mój mąż
jest człowiekiem który nie kończy żadnej roboty ani nie naprawia
bieżących,mimo że potrafi sam wiele rzeczy zrobić.Nasze wielokrotne rozmowy na
ten temat nic nie dają.Mam w domu całe mnóstwo nieskończonych rzeczy,typu
braki fug w kilku miejscach,niepozakładane listwy u podłóg,cieknący od pół
roku bojler ,brak lampki przy łóżku córki/świeci komórką/ mimo że jest
kupiona,brak światła na schodach /a wszystko przygotowane/.W pokoju gdzieś tam
odleciała listwa z mebli,stół się chwieje i tak mogę wyliczać i wyliczać.Szlag
mnie już trafia,to wszystko powoduje że nie czuję się dobrze w swoim
domu,wiele rzeczy wymaga remontu ale sama niewiele wskóram,mojemu mężowi to
nie przeszkadza.Powiecie - weż kogoś kto to zrobi - owszem ale wiadomo to
kosztuje a na to nas nie stać.Jestem już sfrustrowana,popadam chyba w jakąś
depresję,czyż nie jest tak,że w swoim domu powinnam się czuć dobrze,na dzień
dzisiejszy czasem nie chce mi się wracać do domu.