samotna z mężem

IP: 193.111.166.* 04.02.04, 11:51
Dużo tu wątków osób samotnych, żalących się, że spędzają samotne weekendy,
wieczory, walentynki, że nie mają gdzie i z kim pójść, nie mają swojej
pary... A ja czasem sobie myślę, że może wolałabym tak, przynajmniej wiadomo,
na czym się stoi - jestem sama, bo nie mam pary, bo jestem singlem. A ja mam
męża, a czuję się tak boleśnie samotna, że płakać mi się chce, wracam do
domu, w którym gada tylko telewizor, bo on się na ogół nie odzywa, ciche,
nudne niedziele, kiedy idę z psami na długi spacer (on nigdy ze mną nie
pójdzie), nigdzie razem nie wychodzimy, najwyżej do sąsiadów, za którymi
zresztą nie przepadam i nie mam z nimi wspólnego języka. Mieszkamy za miastem
i znajomi rzadko nas odwiedzają, mnie też po powrocie z pracy nie chce się
już jechać z powrotem do centrum, zwłaszcza samej. On nieraz długo pracuje i
właściwie wolę być sama, bo go nie ma, niż sama, kiedy jest ale się nie
odzywa.
Nie mam nikogo, z kim mogłabym tak po prostu pogadać, jego nie interesuje na
ogół to co mówię, sam o sobie też nie opowiada. Mamie nie wszystko mogę
powiedzieć, tak samo córce. Mam dwie przyjaciółki, ale spotykam się z nimi
rzadko, mieszkają daleko, nie mają czasu...
Naprawdę, taka samotność we dwoje jest okropna...

    • Gość: kamyk Re: samotna z mężem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.04, 12:16
      Pestko, jest nas więcej. Napisałaś też o mnie.
      Pozdrawiam cię serdecznie. Odezwę się.
    • harriet_makepeace Re: samotna z mężem 04.02.04, 12:18
      posluchaj stwarzasz sama sobie bariery: bo za daleko bo mi sie nie chce, za
      rzadko...
      to moze nie wracaj po pracy do domu tylko zostan w centrum i tam sie umow z
      pzyjaciolka co? a psy moze wyprowadzic corka albo sasiadka.
      moze idz na wystawe - sama, a co to szkodzi?
      a z mezem moze jednak warto pogadac na poczatek nie wiem o jego hobby? albo o
      tym co ogladacie w telewizji? moze tak ziarnko do ziarnka i jakos sie z tej
      samotnosci otrzasniesz.
      Albo idz do kina z mama lub corka. Kurcze no nie stwarzaj problemow tam gdzie
      ich nie ma - znasz takie powiedzenie - dla chcacego nic trudnego?
      a co to za pieski? pieskom wszystko mozna powiedziec :))))))))))))
      • Gość: pestka Re: samotna z mężem IP: 193.111.166.* 04.02.04, 12:26
        Nie mogę zostać w centrum, bo muszę pędzić do psów (którym rzeczywiście mogę
        wszystko powiedzieć). Mąż wraca późno, więc są na mojej głowie. Nikt z nimi nie
        wyjdzie, bo sąsiedzi wracają jeszcze później, a córka z nami nie mieszka.
        Właśnie to moje uwiązanie do obowiązków w domu potęguje uczucie opuszczenia i
        osamotnienia. Do męża mogę sobie gadać do upojenia, już lepszy efekt uzyskam
        gadając do psów, one chociaż też nie odpowiadają, to jednak słuchają mnie.
        Kiedy mieszkaliśmy w mieście rzeczywiście częściej gdzieś się wybierałam, albo
        ktoś do mnie wpadał, tak się cieszyłam na ten dom, a okazał się miejscem
        wygnania....
        • harriet_makepeace Re: samotna z mężem 04.02.04, 12:34
          no to zmienia postac rzeczy. a pieski na dworzu nie moga posiedziec - w
          ogrodku? nie mowie teraz ale jak juz sie cieplej zrobi. moze im bude kupic -
          zeby sie mialy gdzie schowac ale zebys nie musiala do nich gnac na zlamanie
          karku. i duzo suchej karmy im w miskach zostaw, zeby z glodu nie skonaly
          biedactwa :))))))))
          niemniej jednak moze warto sie czasem troche zmusic do dzialania. dla lepszego
          samopoczucia. zeby miec poczucie ze to nie byl zmarnowany dzien ale ze cos
          zrobilas. czegos sie nauczylas. cos zobaczylas.
          pozdrawiam
    • Gość: A. Sharon A ja myślę, ze IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 12:29
      ciekawsze byloby, gdybyś powiedziala o tych ukrytych myslach, ktore
      towarzyszyly Ci, gdy rozwazalas czy wyjść za niego. Bo przeciez już wtedy
      musial taki troche być. Ale Ty pomyslalas, ze ....
      a) ma pieniadze
      b) lepsze to niz samotnośc
      c) co pomysla znajomi

      etc. etc.

      No to teraz masz.

      A tak w ogole to portret meza nakreslilas, z ktorego wynika, ze ma on albo
      potezna wladze i pieniadze, albo prace o ktorej lepiej nie mowic (platny
      morderca, praca w wywiadzie lub UOP), albo ma zupelnie przerabane w pracy i nic
      mu sie nie chce. Zreszta te elemeny moga sie nakladac. Bardzo ciekawy portret
      sytuacyjny nam tu naszkcowalas.

      as
      • Gość: pestka Re: A ja myślę, ze IP: 193.111.166.* 04.02.04, 12:36
        Kochana, to było 15 lat temu, wtedy taki nie był,pobraliśmy się z wielkiej
        miłości, on się rozwiódł dla mnie, a ja dla niego. Nie wiem, czemu zrobił się
        taki trudny, może się starzeje, może prowadzenie własnej firmy go zaczyna
        przerastać - nie mówi mi nic na ten temat, nawet jak go ciągnę za język.
        • Gość: A. Sharon No wiec, IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 12:48
          wynika z tego, ze musicie sobie wzajemnie pomoc. Ty jemu a on Tobie. Bo
          przeciez nie bedziecie trzeci raz probowac :( Moze daj mu do zrozumienia, ze
          akceptujesz go nawet jak mu się nie uda (w biznesie, etc.)? Przeciez macie
          tylko siebie i zycia az tak wiele nie zostalo chyba już?

          Pozdrawiam

          as
          • Gość: hania :o) Re: No wiec, IP: *.virnxx1.adsl.tele.dk 04.02.04, 12:55
            moze te psy??? nie jest przypadkiem zazdrosny o ttwoj czas poswiecony psom? za
            to ze biegniesz do domu - do zwierzat a nie do niego. umow sie z nim na randke
            w miescie.....
            popros starsze dzieci, zeby popilnowaly psy przez kilka godzin za kieszonkowe..
          • f.l.y Re: 04.02.04, 13:03
            znam i ja to uczucie samotności nie będąc samą... odeszłam od męża... nie
            mogłam tak dłużej żyć... póki bylismy siebie ciekawi, krótko po ślubie, kiedy
            urodziło sie dziecko nie było tej samotności...po kilku latach małżeństwa stało
            sie to samo o czym pisze autorka watku...
            nuda zabija zwiazek i powoduje to poczucie samotnosci...
            dwoje ludzi, ktorzy znaja sie na wylot, znaja swoje zwyczaje, wiedza co sie
            wydarzy danego dnia, co nie trudno przewidziec prawda? przyjscie z pracy,
            spacer z psami, obiad czy kolacja i tv... zero wspolnych rozmow, brak tematow
            do tych rozmow... jedno dla drugiego przestaje byc ciekawostka...
            moja rada: duzo ogladaj, duzo czytaj, chodz na wystawy czy do kina, teatru..
            zapisz sie na kurs czegos tam... wyjedz na weekend... zacznij byc osoba
            ciekawa, ktora ma cos do powiedzenia takiego, o czym Twoj maz nie wie...
            zaciekaw go soba...zmien kolor wlosow czy przyzwyczajen...
            sprobuj zaangazowac go w psy a wolny czas poswiec na wyjazd... lub wypad do
            miasta..
            wiem...wiem...dobrze dawac takie rady....ale uwierz mi, czasami warto cos
            poswiecic...nawet malzenstwo, bo sie samemu zamiera w tej samotnosci...
            ja sie odwazylam...odbilam sie...i nie mam juz do siebie zalu...nie czuje sie
            juz samotna....wyznaczam sobie cele i realizuje je....
            za to tez czasami place...roznie, ale nic darmo.....
            warto bylo sprobowac...czegokolwiek...
            • Gość: Ania Re: IP: 5.3.1R* / 209.101.135.* 05.02.04, 15:56
              f.l.y. bardzo ładnie napisane, z wielką przyjemnością przeczytałam, powinnaś
              jakieś słowo pisane po sobie zostawić, pomyśl o tym.
        • pajdeczka Re: A ja myślę, ze 04.02.04, 12:53
          Gość portalu: pestka napisał(a):

          > Kochana, to było 15 lat temu, wtedy taki nie był,pobraliśmy się z wielkiej
          > miłości, on się rozwiódł dla mnie, a ja dla niego. Nie wiem, czemu zrobił się
          > taki trudny, może się starzeje, może prowadzenie własnej firmy go zaczyna
          > przerastać - nie mówi mi nic na ten temat, nawet jak go ciągnę za język.

          Ja też jestem 15 lat po ślubie. Wiedziałam za kogo wychodzę. Też myślałam, że
          on się zmienił, trochę na pewno, ale to przede wszystkim ja się zmieniłam. A
          ty? Też nie jesteś tą samą osobą. Wiesz, wierzę w coś takiego, że cudza krzywda
          zostanie kiedyś odpłacona. Może teraz zadziałało przekleństwo jego pierwszej
          żony? Trudno mi nawet Ci współczuć, bo nie lubię takich sytuacji, jaką opisałaś
          powyżej, tzn. ktoś kogoś dla kogoś zostawia.
          • Gość: A. Sharon Do pajdeczki - IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 13:03
            nie uwierzylabys jak bardzo masz racje piszac o odplacaniu cudzej krzywdy i
            tzw. przeklenstwie pierwszej zony. Mysle, ze u niej to wlasnie moze sie dziac.
            Faktycznie - mozna to okreslic "klątwą", choć w rzeczywistosci jest to pewna
            niedobra energia rzutujaca na nasze postepowanie. A jej źródłem często jesteśmy
            my sami poddani pewnym wplywom (niedobrych sytuacji, czyjegoś nieszczecia przez
            nas zawinionego). Pisze z autopsji.

            as
            • pajdeczka Re: Do pajdeczki - 04.02.04, 13:06
              Gość portalu: A. Sharon napisał(a):

              > Pisze z autopsji.
              >
              A ja to napisałam nie z autopsji, ale z życiowych mądrości, przekazanych mi po
              części przez moją matkę.:)))) Obym nigdy nie musiała sama tego doświadczać.
            • Gość: pestka Re: Do pajdeczki - IP: 193.111.166.* 04.02.04, 13:20
              Iii tam, w takie ścigające fatum nie wierzę, tym bardziej, że jego małżeństwo
              od początku było pomyłką, trwało trochę ponad rok, dzieci nie mieli, a jego
              była żona już trzy miesiące po rozwodzie wyszła szczęśliwie za mąż.
              Po prostu zabija nas nuda, rutyna i przyzwyczajenie. Jemu to może nie
              doskwiera, bo ma milion problemów, zajęć, spraw do załatwienia, a ja mam nudną
              pracę i pusty dom, do którego jednak muszę pędzić, bo psy. Gdybym bez
              uprzedzenia poszła "w miasto", i psy siedziałyby same cały dzień, to dopiero
              byłaby awantura. Przecież my na imprezę nie idziemy, zanim nie załatwi się
              jakiejś "baby-sitter" do psów.
              • Gość: A. Sharon No to uff!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 13:29
                Jak tak to nie ma problemu z fatum. Ale czy Wam odbilo z tymi psami? Ja nie
                cierpie psow - halasliwe, cuchnie im z pyska, przeszkadzają, etc. Czy naprawde
                nie lepiej zainwestowac ten czas w ludzi zamiast w te czworonogie bydlaki?
                Przeciez jak Was z boku widza znajomi to nie beda was dobrze postrzegac, bo
                powiedza, ze macie odbite na punkcie psow i beda mieli racje. Sprzedajcie te
                paskudne czworonogi, albo nie wiem co - przeciez to szalenstwo. Nie radze Ci
                abys je uspila bo az takiego okrucienstwa nie toleruje. Jesus Christ!!! Psy i
                psy!!! Toż to obled. I domek pod miastem. No to nie dziw sie, ze mozna stac sie
                osowialym odludkiem.

                as
                • astrit Re: No to uff!! 04.02.04, 13:36
                  Gość portalu: A. Sharon napisał(a):

                  > Jak tak to nie ma problemu z fatum. Ale czy Wam odbilo z tymi psami? Ja nie
                  > cierpie psow - halasliwe, cuchnie im z pyska, przeszkadzają, etc. Czy
                  naprawde
                  > nie lepiej zainwestowac ten czas w ludzi zamiast w te czworonogie bydlaki?
                  > Przeciez jak Was z boku widza znajomi to nie beda was dobrze postrzegac, bo
                  > powiedza, ze macie odbite na punkcie psow i beda mieli racje. Sprzedajcie te
                  > paskudne czworonogi, albo nie wiem co - przeciez to szalenstwo. Nie radze Ci
                  > abys je uspila bo az takiego okrucienstwa nie toleruje. Jesus Christ!!! Psy i
                  > psy!!! Toż to obled. I domek pod miastem. No to nie dziw sie, ze mozna stac
                  sie
                  >
                  > osowialym odludkiem.


                  Wyobraź sobie, ze są ludzie, którzy kochają zwierzęta i jesli je mają, czują
                  się za nie odpowiedzialni. Ja mam dwa kotyi też nigdzie z mężem nie wyjedziemy
                  bez załatwienia opieki dla nich, to chyba normalne.
                  A znajomi patrzący z boku? Kobieto, stuknij się w głowę, ma się pozbyć psów, bo
                  znajomi mogą krzywo patrzeć?
                  • pajdeczka Nie cierpię kotów! n/t 04.02.04, 13:40


                    >
                    • astrit Re: Nie cierpię kotów! n/t 04.02.04, 13:42
                      Twoje prawo
                • astrit Re: No to uff!! 04.02.04, 13:39
                  Gość portalu: A. Sharon napisał(a):

                  > Jak tak to nie ma problemu z fatum. Ale czy Wam odbilo z tymi psami? Ja nie
                  > cierpie psow - halasliwe, cuchnie im z pyska, przeszkadzają, etc. Czy
                  naprawde
                  > nie lepiej zainwestowac ten czas w ludzi zamiast w te czworonogie bydlaki?
                  > Przeciez jak Was z boku widza znajomi to nie beda was dobrze postrzegac, bo
                  > powiedza, ze macie odbite na punkcie psow i beda mieli racje. Sprzedajcie te
                  > paskudne czworonogi, albo nie wiem co - przeciez to szalenstwo. Nie radze Ci
                  > abys je uspila bo az takiego okrucienstwa nie toleruje. Jesus Christ!!! Psy i
                  > psy!!! Toż to obled. I domek pod miastem. No to nie dziw sie, ze mozna stac
                  sie
                  >
                  > osowialym odludkiem.
                  >
                  > as


                  Wyobraż sobie, są ludzie, którzy kochają zwierzęta i jak je mają, czują się za
                  nie odpowiedzialni. Ja mam dwa koty i też nigdzie z mężem nie wyjedziemy, jeśli
                  nie zapewnimy im opieki.
                  Poza tym kobieto stuknij sie w głowę, co ty wypisujesz, ma sie pozbyć psów, bo
                  ty nie lubisz albo znajomi bedą krzywo patrzeć?
                • astrit Re: No to uff!! 04.02.04, 13:41
                  Gość portalu: A. Sharon napisał(a):

                  > Jak tak to nie ma problemu z fatum. Ale czy Wam odbilo z tymi psami? Ja nie
                  > cierpie psow - halasliwe, cuchnie im z pyska, przeszkadzają, etc. Czy
                  naprawde
                  > nie lepiej zainwestowac ten czas w ludzi zamiast w te czworonogie bydlaki?
                  > Przeciez jak Was z boku widza znajomi to nie beda was dobrze postrzegac, bo
                  > powiedza, ze macie odbite na punkcie psow i beda mieli racje. Sprzedajcie te
                  > paskudne czworonogi, albo nie wiem co - przeciez to szalenstwo. Nie radze Ci
                  > abys je uspila bo az takiego okrucienstwa nie toleruje. Jesus Christ!!! Psy i
                  > psy!!! Toż to obled. I domek pod miastem. No to nie dziw sie, ze mozna stac
                  sie
                  >
                  > osowialym odludkiem.
                  >
                  > as

                  Wyobraź sobie, są ludzie, którzy kochają zwierzęta i jak je mają, czują się za
                  nie odpowiedzialni. Ja mam dwa koty i też nigdzie z mężem nie wyjedziemy, jeśli
                  nie zapewnimy im opieki.
                  Poza tym kobieto stuknij sie w głowę, co ty wypisujesz, ma sie pozbyć psów, bo
                  ty nie lubisz albo znajomi bedą krzywo patrzeć?
                • Gość: pestka Re: do A.Sharon IP: 193.111.166.* 04.02.04, 13:46
                  Wiesz co, jakbym miała do wyboru znajomych z takim podejściem do psów jak Ty,
                  albo totalną wieczną samotność, to bym wybrała to drugie. Ja nie piszę, że mi
                  przeszkadzają psy, tylko zobojętnienie męża. Psy są członkami naszej rodziny i
                  w życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby się ich jakoś pozbyć, przeciwnie ich
                  obecność nieraz podnosi mnie na duchu.
                  Czy młodej matce narzekającej, że nie ma czasu dla siebie, bo jest uwiązana do
                  dziecka też doradzisz, żeby je oddała???
                  • Gość: A. Sharon A to IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 13:56
                    dopiero paskudna manipulacja (z tą matką i dzieckiem). Ale ona trochę mowi o
                    Tobie jako o osobie. I obraz calosci staje sie pełniejszy. Powodzenia wiec -
                    postawilas na psy, ja stawiam na ludzi.

                    Pa pa
                • Gość: moboj Re: No to uff!! IP: *.magma / *.magma-net.pl 04.02.04, 13:58
                  mama nadzieję, że nigdy żadne zwierzątko do Ciebie nie trafi :(:(:(
                  • Gość: A. Sharon Mam IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 14:35
                    kota, o ktorego bardzo dbam. Otrzymuje opieke i rozne kocie przyjemnosci. Gdyby
                    bylo trzeba wytrzymalbym z psem, ale one sa bardzo czasochlonne i jak
                    powiedzialem upierdliwe i zwykle smierdzi im z pyska. Ale ogolnie uwazam się za
                    milosnika zwierzakow - zwlaszcza dzikich. Rzecz w tym, ze czasami taki pies
                    (rzadziej kot) staje się niezłą blokadą w prowadzeniu normalnego zycia.

                    as
          • astrit ...i wszystko jasne 04.02.04, 13:04
            pajdeczka napisała:

            > Wiesz, wierzę w coś takiego, że cudza krzywda
            >
            > zostanie kiedyś odpłacona. Może teraz zadziałało przekleństwo jego pierwszej
            > żony? Trudno mi nawet Ci współczuć, bo nie lubię takich sytuacji, jaką
            opisałaś
            >
            > powyżej, tzn. ktoś kogoś dla kogoś zostawia.



            No proszę, problem się wyjaśnił - nasza forumowa wyrocznia moralna udzieliła ci
            odpowiedzi, opierając się na swoich, jedynie słusznych doświadczeniach. Po
            prostu dostałaś na co zasłużyłaś.
            Fajne, pajdeczko, podoba mi się twój tok rozumowania :-/
            • pajdeczka Re: ...i wszystko jasne 04.02.04, 13:09
              astrit napisała:

              >
              No proszę, problem się wyjaśnił - nasza forumowa wyrocznia moralna udzieliła ci
              > odpowiedzi, opierając się na swoich, jedynie słusznych doświadczeniach. Po
              > prostu dostałaś na co zasłużyłaś.
              > Fajne, pajdeczko, podoba mi się twój tok rozumowania :-/
              >
              Nie, problem się nie wyjaśnił, ona ma go nadal. A wyżej odpisałam Sharon, na
              czym oparłam swoją wypowiedź. Nie chce mi się powtarzać.
              A mnie się wiesz co nie podoba? To, że mnie tykasz z małej litery.
              • astrit Re: ...i wszystko jasne 04.02.04, 13:13
                pajdeczka napisała:

                >
                > A mnie się wiesz co nie podoba? To, że mnie tykasz z małej litery.

                Jak to było z tym źdźbłem i belką...?
                • pajdeczka Re: ...i wszystko jasne 04.02.04, 13:37
                  astrit napisała:

                  > > Jak to było z tym źdźbłem i belką...?
                  >
                  Ja, jeśli piszę do kogoś z małej litery to robię to celowo.
                  Tak więc zacytowane powiedzonko mnie się n i e t y c z y.
                  • astrit Re: ...i wszystko jasne 04.02.04, 13:45
                    pajdeczka napisała:

                    > astrit napisała:
                    >
                    > > > Jak to było z tym źdźbłem i belką...?
                    > >
                    > Ja, jeśli piszę do kogoś z małej litery to robię to celowo.
                    > Tak więc zacytowane powiedzonko mnie się n i e t y c z y.

                    Pajdeczko droga, jeśli bedę do ciebie pisała oficjalny list, to z pewnością
                    dużą literę zastosuję. Ale na razie nie planuję takiej korespondencji, musisz
                    się uzbroić w cierpliwość.
                    • pajdeczka Re: ...i wszystko jasne 04.02.04, 14:02
                      astrit napisała:

                      > > Pajdeczko droga, jeśli bedę do ciebie pisała oficjalny list, to z pewnością
                      > dużą literę zastosuję. Ale na razie nie planuję takiej korespondencji, musisz
                      > się uzbroić w cierpliwość.
                      >
                      niedawno był wątek o braku kultury w tym temacie. widocznie przeoczylas.:))
                      • astrit Re: ...i wszystko jasne 04.02.04, 14:13
                        pajdeczka napisała:

                        > >
                        > niedawno był wątek o braku kultury w tym temacie. widocznie przeoczylas.:))

                        Pajdeczko, poszukaj sobie czegoś na temat korespondencji formalnej i
                        nieformalnej, bo wstyd mi wyjaśniać takie elementarne rzeczy dorosłej chyba
                        osobie.
                        • pajdeczka Re: ...i wszystko jasne 05.02.04, 10:03
                          astrit napisała:

                          >
                          > Pajdeczko, poszukaj sobie czegoś na temat korespondencji formalnej i
                          > nieformalnej, bo wstyd mi wyjaśniać takie elementarne rzeczy dorosłej chyba
                          > osobie.

                          Nie będę polemizowała z osobą kompetentą w tym temacie jak najbardziej.
                          Rozumiem, że jesteś sekretarką, po kursie korespondencji formalnej i
                          nieformalnej? Ja natomiast jestem po lekturze Kamyczka.
                          • astrit Re: ...i wszystko jasne 05.02.04, 11:08
                            Nie, nie jestem sekretarką. Prowadzę jednak obfitą korespondencję - i służbową
                            i prywatną. To miłe, że jesteś po lekturze Kamyczka, zakładam, że czytasz ze
                            zrozumieniem. Zauważ, że nieco inne są zasady korespondencji papierowej, a
                            nieco inne - swobodnych wypowiedzi, jak np. na forum. Pozdrawiam i życzę
                            rozsądku.
                          • Gość: G. Re: ...i wszystko jasne IP: *.waw.pdi.net / *.waw-smy.leased.ids.pl 05.02.04, 11:15
                            Nie masz lepszych źródeł? Kamyczek to jednak nie _prawdziwy_ savoir-vivre, ale
                            przybliżenie pewnych ogólnych zasad ludziom z awansu społecznego.
    • Gość: never Re: samotna z mężem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.04, 13:12
      twój mąż jest z pewnością zestresowany Ja też się tak zachowuje jak przychodzę
      z pracy Świat mnie przerasta i nie mam siły na nic Nie mam ochoty żeby
      ktokolwiek zadawał mi pytania, nie chce mi sie gadać, chce robić nic, nawet TV
      nie chcę oglądać a co dopiero mówić Totalne zawieszenie i poczucie braku sensu
      • veerle Re: samotna z mężem 04.02.04, 13:19
        powiedz mu o tym. i o tym czego od Niego teraz potrzebujesz. zaloze sie ze On
        nie wie i tez jest mu zle o mysli ze to przez Niego.
    • leo76 Re: samotna z mężem 04.02.04, 13:17
      znajdź sobie kochanka :)
    • astrit Re: samotna z mężem 04.02.04, 13:30
      Zapytaj go wprost, co się dzieje. Powiedz mu, że jesteś z tym nieszczęśliwa, że
      boli cię jego zachowanie, że odczuwasz to jako brak zaufania i odtrącenie. A
      jeszcze lepiej - napisz, w ten sposób łatwiej zbierzesz mysli i wyjaśnisz mu,
      co cię dręczy. Spróbuj zorganizować wyjazd na weekend - z dala od domu,
      telewizora, gazet, tylko ty i on - może wtedy pojawi się szansa na rozmowę?
      Bo może on ma jakiś problem, z którego nie chce ci się zwierzyć z obawy, że nie
      zrozumiesz? Wydaje mi się, że powinnaś sama stworzyć sytuację, w której bedzie
      musiał zauważyc twoje istnienie. Nie poddawaj się.
    • niuniek6 Typowy syndrom znudzonej baby ktorej za dobrze 04.02.04, 13:39
      Poznalem w zyciu kilka takich mezatek bo to latwy cel, wystarczy pare tanich
      sztuczek, jakis objawow zainteresowania, pseudoromantycznosci i mozna latwo
      zamieszac w glowie.
      I co jest udezajace ????? JEDEN SCHEMAT - zadna z nich nie ma klopotow
      wekszych z facetem, nie bije jej, zarabia na dom - czesto one sa niepracujace
      (choc nie zawsze), facet nie zdradza, nie ma romansow itp itd. I widac ze
      jeszcze brakuje im tego zeby facet poza wszsytkim co robi byl jeszcze domowym
      centrum rekreacyjnym zawsze w nastroju. KAZDY Z TYCH FACETOW JEST DOBRY i nie
      ma wsrod nich LOBUZOW.

      Dlatego moja nie ma ze mna lekko. Ciagle moje wybryki, hulanki itd, I tym
      mniej sie ona nudzi i sam czuje jak jej na mnie zalezy.



      • Gość: moniska Re: Typowy syndrom znudzonej baby ktorej za dobrz IP: *.tele2.pl 04.02.04, 14:17
        Jejku, ale niektore baby sa tu zlosliwe:PAJDECZKA zawsze jest cyniczna. Fatum,
        klatwa pierwsze zony??? Kobieto o czym ty piszesz. Jest miliony "drugich"
        i "trzecich" malzenstw na swiecie i wyobraz sobie ze "klatwa" pierwszej zony
        nie istnieje. Wyraznie pestka napisala ze nie odbila meza innej kobiecie,
        swiadomie siebie wybrali bo sie kochali. Najgorsze sa takie kobiety jak
        PAJDECZKA ktore 15 lat po slubie sa zgryzliwe i sarkastyczne, bo komus zwiazek
        sie nie udaje. Na szczescie ludzie sa bardzo rozni i maja rozne historie o
        ktorych tu mozna na tym forum poczytac i Pani PAJDECZKA tymi historiami jest
        bardzo zainteresowana. Uwazam, iz osoby ktore 15 lat zyja w szczesliwym
        zwiazku powinny dodawac troche otuchy, a nie "klatwa" to pierwsze stwierdzenie
        PAJDECZKI na watek.
        Nie wiem czy jestem odpowiednia osoba zeby cos radzic czy proponowac, ale
        wydaje mi sie z dobrze waszemu malzenstwu zrobila by osoba fachowa. Moze
        powinniscie isc do poradni malzenskiej badz na sesje do psychologa i byc moze
        tam latwiej bedzie Wam sie wyzalic, zastanowic dlaczego tak sie dzieje w Waszym
        zyciu, gdzie przeminela wzajemna pasja?
        Oczywiscie warto porozmawiac z mezem, zapytac czy tez to zauwazyl, czy czuje
        sie samotny?
        • Gość: never Re: Typowy syndrom znudzonej baby ktorej za dobrz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.04, 14:22
          masz rację Rozwody i powtórne małżeństwa oznaczają "zwycięstwo" miłości Ludzie
          rezygnują z tego co im tego nie daje zamiast trwać w nieudanych związkach bez
          miłości Fachowa pomoc sie przyda np. prozac dla męża
          • Gość: Makiawelka Re: Typowy syndrom znudzonej baby ktorej za dobrz IP: *.uz.zgora.pl 04.02.04, 14:39
            Pestko! Porozmawiaj z nim. Nawet jesli wydaje Ci sie , ze nie slucha - to na
            pewno cos w nim z Twoich slow zostanie i bedzie zmuszalo do przemyslenia.
            Powiedz mu szczerze co Ci lezy na sercu, bez oszczedzania go i omijania
            trudnych tematow. Jesli nie podejmie rozmowy, zostaw go z tym. Przemysli,
            przetrawi i moze odpowie. Twoja szczerosc moze go takze zachecic do
            opowiedzenia o sobie.
            Zadbaj o to by byc atrakcyjna , nie tylko fizycznie. Wprowadz odrobine
            tajemnicy do Waszego zycia. Wyjdz gdzies wieczorem sama , nie mowiac dokad i z
            kim idziesz. Wiem, ze to brzmi troche jak "babskie sztuczki", ale to dziala w
            wiekszosci przypadkow. Wystarczy go na nowo zaintrygowac soba.
            I zrob cos z tymi psami, bo to wyglada tak jakbys nie mogla podjac zadnych
            dzialan z ich powodu i zaslaniala sie nimi przed rozwiazaniem jakiegokolwiek
            problemu.

            Zycze powodzenia!
            • Gość: envoy Re: Typowy syndrom znudzonej baby ktorej za dobrz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.04, 14:48
              A ja siedze na Gadu Gadu i nudzę się, a tak chętnie porozmawiałbym - li tylko o codziennych rzeczach, o których Wy nie macie z kim...

              Jestem facetem, więc chętnie odpowiem na zarzuty, zresztą słuszne, moge postarać się wiele wyjaśnić...przedstawić to z "drugiej" strony" , mam trochę doświadczenia.
              Pozdrawiam Was Drogie Panie.
              • astrit Re: Typowy syndrom znudzonej baby ktorej za dobrz 04.02.04, 14:52
                Gość portalu: envoy napisał(a):

                > A ja siedze na Gadu Gadu i nudzę się, a tak chętnie porozmawiałbym - li tylko
                o
                > codziennych rzeczach, o których Wy nie macie z kim...
                >
                > Jestem facetem, więc chętnie odpowiem na zarzuty, zresztą słuszne, moge
                postara
                > ć się wiele wyjaśnić...przedstawić to z "drugiej" strony" , mam trochę
                doświadc
                > zenia.

                Zrób to tutaj, takie informacje przydadzą się każdej z nas..

                :-)
                • Gość: envoy Re: Typowy syndrom znudzonej baby ktorej za dobrz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.04, 14:59
                  Dla mnie wątek przewodni jest oczywisty: znudzenie, dodatkowo wykorzystywanie swojej pozycji w związku oraz brak zrozumienia i umiejętności postawienia się w sytuacji żony.
            • Gość: envoy Re: Typowy syndrom znudzonej baby ktorej za dobrz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.04, 15:01
              Muszę iść do pracy!
              Do jutra Drogie Panie...
    • Gość: niesamotna:) Re: samotna z mężem IP: 213.17.140.* 04.02.04, 15:25
      tak tu sobie czytam ten watek i mysle sobie ze porad udzielaja tu bardzo mlode
      osoby bez zadnych doswiadczen zyciowych.. rozwiedz sie, znajdz sobie kochanka i
      tym podobne porady sa niepowazne:) przede wszystkim rozmowa... szczera i dluga
      az do skutku...mezczyzni nie sa zbyt chetni do rozmowy, ale trzeba probowac.. a
      jak sie nie da to trzeba postawic warunki. jakie tu autorka watku sama musi
      zdecydowac, co moze odniesc skutek..
      A jezeli chodzi o przeklenstwo pierwszych malzenstw, to mysle, ze w tym
      przypadku nie chodzi o budowanie na czyjejs krzywdzie ale faktem jest, ze
      nieudane pierwsze malzenstwa z obu stron swiadcza o niedojrzalosci
      emocjonalnej, latwym odpuszczaniu sobie w momencie wystapienia trudnosci
      zwiazanych z budowa relacji. A przeciez nie zawsze jest niedziela:)
      • Gość: pestka Re: samotna z mężem IP: 193.111.166.* 04.02.04, 15:39
        No właśnie - rozmowa. To jest coś, czego mi najbardziej brakuje, my na ogół
        wymieniamy komunikaty, a nie rozmawiamy. Ileż ja razy próbuję rozmawiać! Jeśli
        trafię na interesujący go temat, to nawet posłucha, chociaż rzadko sam coś
        doda. A rozmowa szczera i na bolesne tematy jest ucinana natychmiast: "za dużo
        książek czytasz", "Jezu, ale głupoty opowiadasz", "co ty, piłaś coś??"
        Po kilkunastu, a może kilkudziesięciu takich próbach naprawdę ma się dosyć
        wszczynania szczerych, poważnych rozmów.
    • miriammiriam Re: samotna z mężem 04.02.04, 18:55
      te psy to faktycznie chora sytuacja, w szczególnosci to że tylko jedna osoba
      zajmuje sie nimi nonstop, może dałoby sie ustalić jakieś dyżury?
      z opisu wygąda to tak, że on ma firme, ona ma psy i każdy żyje we własnym
      świecie i tu jest pies pogrzebany ;)
    • tomasdyg Re: samotna z mężem 04.02.04, 20:21
      Straszny ten mąż, a........ sobie -oczywiście- nie masz nic do zarzucenia.
      Wydaje mi się, że wam obojgu, na pewnym etapie, przestało się chcieć - chcieć.
      Po co wam taki związek, to fikcja, albo umowa handlowa dotycząca posiadania
      majątku i dziecka. Może jednak spróbujecie wyjaśnić sobie czego oczekujecie po
      sobie, na czym wam zależy. Kiedyś pewnie mieliście jakieś wspólne
      zainteresowania, poszukaj ich albo nowych. Zrób ten wysiłek, a może warto. Może
      on też czegoś oczekuje, potrzebuje. Sama jesteś mało aktywna " mnie też po
      powrocie z pracy nie chce się już jechać z powrotem do centrum" itd.,
      przepraszam ale za darmo nic nie ma.
      Pozdrawiam i szczerze życzę sukcesu.
      • plucha Re: samotna z mężem 05.02.04, 09:50
        Doskonale rozumiem taką sytuację, kiedy nie sposób przebić się przez skorupę, w
        którą faceci chowają się przed natręctwem (w ich mniemaniu) ich kobiety. Twój
        mąż, Pestko, zapewne jest tak pochłonięty sprawami firmy, że nie ma już głowy
        do zajmowania się Tobą, jesteś przecież stałym i "odwiecznym" elementem jego
        życia, nie ma potrzeby wciąż o ciebie zabiegać (jak o nowych klientów firmy
        np.). Masz jego, dom, nie cierpicie biedy, on cię nie zdradza i ciężko pracuje
        na dom i rodzinę, zatem naprawdę Twoje narzekania są - z męskiego punktu
        widzenia - jedynie babską fanaberią.
        Zamiast wciągania go w poważne i szczere rozmowy, jak tu wiele osób doradza,
        lepiej zabawiaj go lekką konwersacją, aby oderwać jego myśl od spraw
        zawodowych, odprężony będzie pewnie lepszy, a zmuszanie go do wnikania w Twoje
        kobiece rozterki tylko go bardziej rozdrażni.
        No i przede wszystkim - nie rób z niego centralnego punktu swojego życia, wokół
        którego wszystko się kręci.
        • no.name1 Re: samotna z mężem 05.02.04, 10:54
          Bardzo trafna ocena.
          Ktoś kiedys powiedział, ze tylko czlowiek wolny moze DOBRZE kochac. Wolny od
          lęku przed utratą tej drugiej osoby, znający swoją wartość itd. Kobiety są tak
          skonstruowane, że niestety facet jest (zaraz po dzieciach) centralnym punktem
          ich życia. Nie musi to oznaczać psiego przywiązania. (Sama chęć trzymania męża
          pod pantoflem czyni z niego obiekt naszych myśli i planów etc.) W momencie
          kiedy facet traci nami zainteresowanie, zaczymany myśleć, ze to dlatego, że nie
          jestesmy warte uwagi. A akceptacja (pochwała) męża to nie lada wyróznienie.
          Nawet krytyka świadczy o zainteresowaniu.
          Brak rozmów osłabia więź. Potem już nikt nie pamieta kto i jak zaczął.

          MOim zdaniem, podstawowym problemem jest róznica w rozumieniu istoty związku.
          Kobiety zamiast co jakiś czas mówić JA ,mówią już zawsze - My. Nie ma NAS nie
          ma Mnie..
          Życie pokazuje, że trzeba zostawiać margines własnego, pojedyńczego życia, bo
          inaczej odczuwamy pustkę i samotność. Czy nam się to podoba czy nie.
          Może wtedy będziemy bardziej cenić czas spędzony wspólnie i nie zmarnotrawimy
          go na takie martwe dni, lata.,(ilość przejdzie w jakość)



          plucha napisała:

          > Doskonale rozumiem taką sytuację, kiedy nie sposób przebić się przez skorupę,
          w którą faceci chowają się przed natręctwem (w ich mniemaniu) ich kobiety. Twój
          > mąż, Pestko, zapewne jest tak pochłonięty sprawami firmy, że nie ma już głowy
          > do zajmowania się Tobą, jesteś przecież stałym i "odwiecznym" elementem jego
          > życia, nie ma potrzeby wciąż o ciebie zabiegać (jak o nowych klientów firmy
          > np.). Masz jego, dom, nie cierpicie biedy, on cię nie zdradza i ciężko
          pracuje
          > na dom i rodzinę, zatem naprawdę Twoje narzekania są - z męskiego punktu
          > widzenia - jedynie babską fanaberią.
          > Zamiast wciągania go w poważne i szczere rozmowy, jak tu wiele osób doradza,
          > lepiej zabawiaj go lekką konwersacją, aby oderwać jego myśl od spraw
          > zawodowych, odprężony będzie pewnie lepszy, a zmuszanie go do wnikania w
          Twoje
          > kobiece rozterki tylko go bardziej rozdrażni.
          > No i przede wszystkim - nie rób z niego centralnego punktu swojego życia,
          wokół
          >
          > którego wszystko się kręci.
        • Gość: niesamotna Re: samotna z mężem IP: 213.17.140.* 05.02.04, 10:57
          zamiast mu glowe truc swoimi potrzebami.. skup sie na jego, zatancz na rurze,
          ubierz wyzywajaca bielizne i opowiadaj mu kawaly, zeby go rozsmieszyc, a poza
          tym poruszaj sie obok niego bezszelestnie tak by cie nie zauwazal gdy nie ma na
          to ochoty.. no coz z panami swiata tak trzeba postepowac by ich nie tracic, a
          przeciez mezczyzna zarabiajacy duze pieniadze to skarb, nawet gdy nie nadaje
          sie do zycia we dwoje.. zle powiedzialam, kazde portki w domu to skarb:)
          jakiekolwiek, a my kobiety tylko czegos wiecznie chcemy...

          Rada pluchy to jakby tekst przepisany wprost z ktorychs madrych tygodnikow
          konbiecych " swiat Kobiety " albo innych rownie "dobrych"

          A ja mowie z doswiadczenia jako byla mezatka ( wlasnie z powodu miedzy innymi
          zbytniego skupienia na Jego potrzebach o swoich zapominajac) i obecna partnerka
          mezczyzny malomownego:) nie zapominajaca o swoich potrzebach a nawet
          artykulujaca je czasem glosno:)
    • Gość: maz Re: samotna z mężem IP: *.dip.t-dialin.net 05.02.04, 10:47
      Droga pestko!
      Twoj problem jest dosc powszechnie spotykany.To zupelnie jakbym wysluchal
      opowiesci mojej zony sprzed paru lat.
      Wydaje mi sie, ze sytuacja jest bardziej powazna niz Ci sie wydaje.
      Jest to kryzys typowy dla wielu dlugoletnich malzenstw.
      Sprobuj duzo rozmawiac z mezem. Faceci lubia jak sie do nich mowi wprost i nie
      na okraglo. Powiedz mu o swoich potrzebach, ze go kochasz, ale ze takie zycie
      Ci nie odpowiada. Nim trzeba potrzasnac.Wydaje mi sie, ze Twoj maz to taki typ
      jak ja kiedys. Praca, forsa, dom, wlasne zainteresowania (o ile Twoj je ma).A
      zona ? Gdzies na uboczu.Na tyle atrakcyjna, ze nie szuka sie nikogo innego. On
      po prostu mysli, ze tak winno wygladac malzenstwo. Zycie przeleci mu miedzy
      palcami. Sprobuj wziac go na jego dume. Porozmawiaj na jakis temat nie
      zwiazany z praca, ale wymagajacy wysilku intelektualnego. Ze trzeba troche
      wyruszyc w swiat,a nie zyc w zascianku i ubozec duchowo. To powinno zadzialac.
      On moze sie ocknac.To proces dlugotrwaly, ale probuj. Moja malzonka poszla
      niestety inna droga, ktorej Ci nie polecam. Znalazla sobie towarzystwo, z
      ktorym chetnie przebywala, az wreszcie przyplatal sie ten inny i kryzys
      malzenski tylko sie poglebil, choc teraz przynajmniej duzo rozmawiamy i
      probujemy sie porozumiec.Zycze powodzenia.
      • pajdeczka Re: samotna z mężem 05.02.04, 11:02
        Gość portalu: maz napisał(a):

        On moze sie ocknac.To proces dlugotrwaly, ale probuj. Moja malzonka poszla
        > niestety inna droga, ktorej Ci nie polecam. Znalazla sobie towarzystwo, z
        > ktorym chetnie przebywala, az wreszcie przyplatal sie ten inny i kryzys
        > malzenski tylko sie poglebil, choc teraz przynajmniej duzo rozmawiamy i
        > probujemy sie porozumiec.Zycze powodzenia.

        Jak się kogos bardzo kocha to praktycznie można nie wychodzić z domu, własne
        towarzystwo wystarcza. Ja tak mam. Oboje jesteśmy z tego zadowoleni. Ubolewamy
        tylko, że nie możemy raz w roku sobie zmienić otoczenia.
        • angoba Re: samotna z mężem 05.02.04, 13:37
          pajdeczka napisała:

          > Jak się kogos bardzo kocha to praktycznie można nie wychodzić z domu, własne
          > towarzystwo wystarcza. Ja tak mam. Oboje jesteśmy z tego zadowoleni.
          Ubolewamy
          > tylko, że nie możemy raz w roku sobie zmienić otoczenia.


          Pajdeczko uważam że to nieprawda, że człowiekowi wystarcza tylko towarzystwo
          kochanej osoby, nie da się zyć w hermetycznym światku, musi dopływ "świeżej
          krwi", kontakty z innymi ludźmi, poznawanie nowych rzeczy, wtedy ludzie i ich
          zwiazek moga sie rozwijać, zmieniac, nie mozna przezyć zycia w
          jednym "miejscu", zreszta gdyby tak było w twoim przypadku że wystarczałoby ci
          towarzystwo twojego męza to nie byłabyś tak częstym gościem na forum, to
          przecież tez jest forma kontaktu z innymi ludźmi, wymiany poglądów.

          pozdrawiam
          A
      • no.name1 Re: samotna z mężem 05.02.04, 11:06
        Twój list potwierdza teze, ze to kobieta powinna wziac na swoje barki probe
        ratowania zwiazku (przynajmniej przejąc inicjatywe) itd. Ma się wysilać, glowić
        jak sprawić by jej "zapracowany", wpatrzony w siebie maz - docenil piekno zycia
        i harmonii zwiazku, a przede wszystkim ja.
        Ja probowalam "potrzasac" mezem. I co uslyszalam? :"Wiekszoć malzenstw tak
        wyglada. Tak już jest" Szary, beznadziejny obraz polskiej rzeczywistości rodem
        z "Dnia Świra".
        I niestety droga, która obrała Twoja żona wydaje się i dla mnie zrozumiala..

        • Gość: maz Re: do no.name1 IP: *.dip.t-dialin.net 05.02.04, 11:37
          To troche nie tak.Kazdy z nas jest inny, ma inne zainteresowania.
          Malzenstwo powinno sie dotrzec, duzo ze soba rozmawiac, a tego u nas brakuje.
          Jesli przykladowo, maz lubi aktywny sport, dlaczego ma tego nie robic? Ja
          probowalem swoja namowic, ale nie chciala. OK. Ona, z kolei, lubi towarzystwo,
          duzo rozmawiac, poznawac nowych ludzi. Mnie to nuzy, bo w pracy mam tego
          dosyc. Ona nie pracuje lub pracuje na czesc etatu. I co wtedy?
          Odmowisz wyjscia raz, drugi, bo wiesz ze tam bedziesz siedziec i gadac,a w
          biurze masz tego potąd. Ona obrazona, sama zaczyna chodzic na imprezy,
          wreszcie zupelnie pomija w tym moja osobe.To klasyczna droga do nikad.Dlatego
          wlasnie, jesli ona ma inne potrzeby niz maz, musi mu o zym powiedziec. Z listu
          wynika, ze facet nie ma zadnych zainteresowan poza praca i TV i tu jest
          problem.
          • pajdeczka Re: do no.name1 05.02.04, 11:41
            Gość portalu: maz napisał(a):

            > wynika, ze facet nie ma zadnych zainteresowan poza praca i TV i tu jest
            > problem.

            ale czyj to problem? jej czy jego? U mnie jest tak, że mąż uwielbia leżeć i
            oglądać TV i ja też to uwielbiam. A wieć dobraliśmy się. Poza tym z wiekiem
            czlowiek coraz bardziej osiada na tyłku. tej pani też to radzę.
            • Gość: never Re: do no.name1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.04, 11:44
              o Boże To straszna rada, najgorsza niewolno takich dawać never, never!!!
              • pajdeczka Re: do no.name1 05.02.04, 11:45
                Gość portalu: never napisał(a):

                > o Boże To straszna rada, najgorsza niewolno takich dawać never, never!!!

                będziesz starsza to inaczej odpowiesz.
                • Gość: never Re: do no.name1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.04, 11:50
                  badania nad szczęściem dowodzą, że osoby aktywne uprawiające sport sztukę ogród
                  cokolwiek są bardziej szczęśliwe. Nie wolno osiadać w domu zamykać się
                  Ekstrawertycy nastawieni na świat są szczęśliwsi Dlatego trzeba jeździć
                  do "centrum"
                  • pajdeczka Re: do no.name1 05.02.04, 11:53
                    Gość portalu: never napisał(a):

                    > badania nad szczęściem dowodzą, że osoby aktywne uprawiające sport sztukę
                    ogród
                    > cokolwiek są bardziej szczęśliwe. Nie wolno osiadać w domu zamykać się
                    > Ekstrawertycy nastawieni na świat są szczęśliwsi Dlatego trzeba jeździć
                    > do "centrum"

                    najszczęśliwsza jestem kiedy zamknę za sobą drzwi mojego przytulnego
                    mieszkania. kiedy nie muszę już wąchać smrodu ulicy, ocierać się o spieszących
                    się, ponurych, nerwowych ludzi. włączam TV, zaparzam zieloną herbatę, koło mnie
                    pies, mąż, a w pokoju obok dziecko. reszta to dodatek.
                    • Gość: never Re: do no.name1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.04, 11:57
                      jednym słowem Twoje potrzeby są zaspokojeone! Szczęściara jesteś! Ale tej Pani
                      potrzeby zaspokojone nie są, jej niezaspokojona potrzeba to potrzeba kontaktu i
                      to nie tylko z mężem Dlatego uważam że zamykanie się w domu nie będzie dla niej
                      dobre bo nie zaspokoi potrzeby
                      • pajdeczka Re: do no.name1 05.02.04, 12:02
                        Gość portalu: never napisał(a):

                        > jednym słowem Twoje potrzeby są zaspokojeone! Szczęściara jesteś! Ale tej
                        Pani
                        > potrzeby zaspokojone nie są, jej niezaspokojona potrzeba to potrzeba kontaktu
                        i
                        >
                        > to nie tylko z mężem Dlatego uważam że zamykanie się w domu nie będzie dla
                        niej> dobre bo nie zaspokoi potrzeby

                        ale nie wiemy, jak było u niej kiedyś. czy teraz ma takie potrzeby czy miała je
                        zawsze i to mężowi się znudziło. mój też kiedyś wychodził z domu niby na
                        chwilę, a wracał za godzinę, półtorej. myślałam, że szlag mnie trafi. nie
                        rozumiał, że lubię kiedy jesteśmy razem. zrozumiał to pół roku temu, kiedy
                        rzadziej jest w domu z powodów zawodowych. stwierdził, że teraz dopiero docenił
                        dom.:))) może jej mąż powinien też zmienić pracę?
                        • Gość: x Re: do no.name1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.04, 12:07
                          pajda jestes najwiekszym egocentrykiem tego forum...
            • Gość: bo do Pajdy IP: *.dialup.nuria.telefonica-data.net 05.02.04, 12:05
              A nie sprawdzalas,czy twoj maz czasem nie pisal na forum meskim,ze musi sie
              "gadac"z telewizorem bo ma nudna zona,ktora caly dzien siedzi przed komputerem
              i pisze jakies bzdety na forum i przez to nie ma czasu z nim porozmawiac?
    • Gość: enia Re: samotna z mężem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.04, 12:21
      Cześć,ogromnie Ci współczuję, ale nie wiem czy akurat współczucia teraz
      potrzebujesz. Ja na szczęście jestem bardzo szczęśliwą mężatką. Mam kilka
      wspólnych tematów z mężem ( na szczęśćie nie wszystkie, bo to byłoby zbyt
      nudne! )- hobby - uwielbiamy ptaki ( sami do tej pasji dochodziliśmy po ślubie -
      miesiąc po miesiącu, rok po roku coraz bardziej zafascynmowani ) - jesteśmy
      ornitologami amatorami. Wspólne wypady za miasto, to chwile niezapomomniane, na
      które przez cały tydzień z niecierpliwością czekamy. Lubimy łazić również po
      górach -tym "zaraził" mnie mąż. Ważne jest, żeby znależć jakąś pasję WSPÓLNĄ (
      może wspólne kucharzenie? ), którą będziecie w sobie pielęgnować, która
      przetrwa i pomoże wam w trudnych chwilach. Im dłużej po ślubie, tym wydaje się
      to trudniejsze - każdy ma już jakieś swoje przyzwyczajemnia, niechętnie otwiera
      się na zmiany, ale zawsze warto spróbować. Zastanów się , czy jest coś co
      lubicie robić wspólnie, coś co sprawia wam radość ( nie mówię o przyziemnych
      sprawach typu sex ). Spróbuj - może jeszcze nie jest za późno. Jeśli twój mąż
      jest oporny w tych sprawach, to ty wyjdź do niego z inicjatywą. Jeżeli to nie
      poskutkuje, to pozostanie ci jedynie znaleźć sobie własną pasję, hobby i nie
      zważając na męża poświęcić się jej bez reszty.
      Pozdrawiam gorąco.Życzę powodzenia.
      • Gość: pestka Re: samotna z mężem IP: 193.111.166.* 05.02.04, 13:37
        Mamy wspólną pasję, nawet dwie - jedna to nasze psy (rasowe, należymy do
        Związku Kynologicznego, jeździmy na wystawy i inne imprezy kynologiczne, trzy
        razy mieliśmy szczenięta), druga to ogród, który ciągle jest na etapie
        tworzenia, projektowania, zagospodarowywania.
        I to jest tak: jak jest jakaś psia impreza, to jest zapał, ożywienie itd., a
        kiedy wrócimy do domu, to nawet nie mam z kim obgadać wydarzeń, bo jemu się nie
        chce. Natomiast ogród (obecnie w ogóle nieczynny) w sezonie staje się terenem
        naszych starć, bo każde ma inną koncepcje. I o ile ja jestem skłonna pójść na
        kompromis, o tyle on jednoznacznie określa wszystkie moje pomysły i plany jako
        głupie, albo najpierw przytakuje, a potem i tak robi po swojemu.
        • Gość: never Re: samotna z mężem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.04, 13:45
          twój mąż to bardzo wyobcowany gość Jak na mój nos depresja Polecam leczenie Po
          m-u, dwóch wyluzuje, życie zacznie mieć dla niego sens a nawet zacznie z tobą
          rozmowiać Piszę z własnego doświadczenia osoby zachowującej się jak wyżej
          wspomnainy małżonek
Inne wątki na temat:
Pełna wersja