Gość: pestka
IP: 193.111.166.*
04.02.04, 11:51
Dużo tu wątków osób samotnych, żalących się, że spędzają samotne weekendy,
wieczory, walentynki, że nie mają gdzie i z kim pójść, nie mają swojej
pary... A ja czasem sobie myślę, że może wolałabym tak, przynajmniej wiadomo,
na czym się stoi - jestem sama, bo nie mam pary, bo jestem singlem. A ja mam
męża, a czuję się tak boleśnie samotna, że płakać mi się chce, wracam do
domu, w którym gada tylko telewizor, bo on się na ogół nie odzywa, ciche,
nudne niedziele, kiedy idę z psami na długi spacer (on nigdy ze mną nie
pójdzie), nigdzie razem nie wychodzimy, najwyżej do sąsiadów, za którymi
zresztą nie przepadam i nie mam z nimi wspólnego języka. Mieszkamy za miastem
i znajomi rzadko nas odwiedzają, mnie też po powrocie z pracy nie chce się
już jechać z powrotem do centrum, zwłaszcza samej. On nieraz długo pracuje i
właściwie wolę być sama, bo go nie ma, niż sama, kiedy jest ale się nie
odzywa.
Nie mam nikogo, z kim mogłabym tak po prostu pogadać, jego nie interesuje na
ogół to co mówię, sam o sobie też nie opowiada. Mamie nie wszystko mogę
powiedzieć, tak samo córce. Mam dwie przyjaciółki, ale spotykam się z nimi
rzadko, mieszkają daleko, nie mają czasu...
Naprawdę, taka samotność we dwoje jest okropna...