kasia_z_lasu
17.01.10, 11:21
Mój chłopak pojechał na coś w rodzaju delegacji razem z koleżanką z pracy. Zarówno on, jak i ona studiują dziennie i nie pracują w tej firmie na stałe. Mają tylko możliwość wyjazdu w weekendy do innych miast, by reprezentować firmę. Mój chłopak poznał tę dziewczynę dopiero dzień przed wyjazdem. Stwierdził, że jest "normalna", da się z nią pogadać i nie jest zbyt atrakcyjna fizycznie.
Prawdą jest, że jestem o niego okropnie zazdrosna i nie byłam specjalnie zachwycona, że jedzie na dwa dni z jakąś dziewczyną, zwłaszcza że wyjazd obejmował też nocleg w jakimś hostelu. Powiedziałam mu, że nie chcę, żeby spali w jednym pokoju - choć taka sytuacja wydawała mi się kompletnym absurdem. No bo jakim prawem dwie zupełnie obce sobie osoby (na dodatek innych płci) mają spać w jednym pokoju?
Chłopak obiecał, że będą spali w osobnych pokojach, a gdyby np. nie było miejsca, to znajdzie sobie pokój w innym hostelu.
Jednak okazało się, że spali w czymś na kształt schroniska młodzieżowego, w którym są pokoje 6-osobowe. I dziwnym trafem mój chłopak spał w pokoju z tą dziewczyną. I tylko z nią.
Ufam mu, wiem że do niczego nie doszło, ale nie rozumiem dlaczego w ogóle spali w jednym pokoju. Przecież obiecał mi, że taka sytuacja nie nastąpi. Nie rozumiem dlaczego nie tupnął nogą, kiedy ich kwaterowali i nie powiedział, że chce być w innym pokoju.
Jesteśmy razem 1,5 roku, a ja czuję się jak zwykła koleżanka, której zdania w ogóle nie trzeba brać pod uwagę.
Przeginam czy mam rację? Potrzebuję obiektywnych odpowiedzi.