kto winien rozpadowi tego związku?

19.01.10, 13:04
Moje małżeństwo chyli się ku upadkowi. Facet właśnie wyszedł z domu a ja
siedzę płaczę nad zawiedzioną nadzieją na życie jak z obrazka i myślę czy to
naprawdę moja wina? Jesteśmy ze sobą już łącznie 14 lat. Poznaliśmy się w
liceum. Mamy małe dziecko. Nasze charaktery różnią się bardzo, nasze podejście
do świata też zawsze się różniło ale zgodni byliśmy co do tego że
najważniejszy jest dom, ciepło domowego ogniska i bliski człowiek u boku.
Teraz słyszę że ma już dość życia z kobietą która nie stoi twardo nogami na
ziemi- nie potrafi iść do urzędu i załatwić sprawy od a do z tak jak on by
chciał, nie ma umysłu analitycznego i z trudem jej idzie przewidzenie
następstwa zdarzeń oddalonych znacznie w czasie, co dla niego jest
oczywistością. Np głupie półki dla dziecka w pokoju. Ja nie chciałam zawalić
dzieciakowi pokoju segmentopodobnymi regałami, chciałam przestrzeni i
dziecięcości tego pokoju, on przewidywał już wtedy że i tak będziemy dokupować
meble niedługo bo zabawek przybędzie i nie będzie ich gdzie chować więc po co
potem jak można od razu kupić inne meble. I takie rzeczy go pienią. Że on coś
widzi od razu a ja nie i się upieram przy swoim a on ma i tak potem rację. Czy
ja rzeczywiście jestem trudna we współżyciu? Czy on nie umie wyluzować?
Zostałam dziś nazwana pasożytem. Zabolało bardzo. On zarabia więcej, ma pewną
pracę. Ja umowę na czas określony, pracę z przypadku w której nie chciałabym
spędzić reszty życia, a do tego moje zainteresowania są na tyle szerokie i
niedoprecyzowane że nie wiem tak do końca co chciałabym robić w życiu
dokładnie. Więc wszystko co mamy mamy dzięki niemu. On nas pchał w górę, ja
nie robiłam nic, albo wychowywałam potem dziecko. Do pracy wróciłam niedawno.
Nie wiem już czy może ja mam rzeczywiście złe mniemanie o sobie czy to on jest
zimny i wyrachowany. Zmienił się na pewno. Kiedyś nie przeszkadzały mu tak
bardzo różnice między nami. Teraz wygląda jakby chciał żebym była nim. Mówi że
chce partnera w związku, kogoś komu powie zrób coś tam a on nie zawiedzie i
zrobi wszystko sam bez zawracania mu głowy pytaniami itp. A ja rzeczywiście
niektórych rzeczy nie zrobię bez niego. Ale nie dlatego że jestem taką sierotą
co się w życiu nie odnajduje. Po prostu dlatego właśnie, że on dzięki temu
analitycznemu umysłowi przewidzi np pewne pułapki w banku, albo kruczki w
sprawach urzędowych. Ja nie. Za bardzo chaotyczny ten wpis, ale może ktoś coś
z niego wyciągnie. Mam chyba na razie za duży mętlik w głowie by pisać.
Najgorsze że z jednej strony nie chcę by to się kończyło, chcę teraz by wrócił
i mnie przytulił i przeprosił ze się uniósł, że nie miał racji. A z drugiej
jak patrzę na jego twarz jak jest w domu to go nienawidzę. Tego zaciętego
wyrazu twarzy, dupka w oczach. Wiem , ze go jeszcze kocham, ale i zaczynam
nienawidzić szczerze. Za ten brak znajomości mnie po tylu latach, za ten
ciągły krytycyzm wobec mnie a brak podziwu w jego oczach gdy na mnie patrzy.
Walory fizyczne podziwia owszem, ale o ten podziw jako osoby w całości mi
chodzi. Nie czuję się dla niego osobą wyjątkową, jego gwiazdką z nieba, tylko
jakimś kocmołuchem, gorszym gatunkiem.
    • agaiares1 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 13:06
      mówiłam mu o tych swoich odczuciach nie raz, ale on uważa że to nieprawda i że
      to wszystko dlatego że jestem tak bardzo zakompleksiona i nie wierzę w siebie.
    • varia1 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 13:34
      nigdy nie jest tak że winna rozpadu jest tylko jedna strona, zresztą chyba nie po to założyłaś ten wątek żebyśmy cie pogłaskali po główce i powiedzieli - to on jest winien, a ty masz rację

      każdy związek przechodzi różne etapy i zawsze w którymś momencie należy dorosnąć do bardziej odpowiedzialnych zadań

      może upraszczam, ale z twojego postu wyczytałam, że się nie rozwinęłaś, tylko pozostałaś na pewnym etapie bezradnej dziewczynki, która nawet sprawy w urzędzie sama nie załatwi i rozumiem że dla partnera to może być meczące na codzień
      rozumiem, że może być męczące życie z kimś kto nie potrafi długofalowo planować i przewidywać

      natomiast nie rozumiem umniejszania roli kobiety w związku w momencie kiedy ona zajmuje się wychowaniem dziecka i prowadzeniem domu, o ile nie jest to jej wymówka dla nicnierobienia

      ja sobie myślę, że twój mąż może to widzieć w ten sposób: ja musiałem się rozwinąć, zacząć zarabiać kasę, utrzymać rodzinę, a ona nawet nie wie, co ją interesuje i jak chciałaby w przyszłosci kiedy dziecko pójdzie między ludzi, się rozwijać

      może stwierdzenie że jesteś pasożytem to przesada, ale sądzę że on mógł poczuć się wykorzystany, albo... po prostu jest mocno przemęczony pracą żeby zapewnić wam życie na jakimś tam poziomie

      i żeby nie było: rzadko trzymam stronę mężczyzny :)
      po prostu myślę że się trochę zaniedbałaś intelektualnie lub organizacyjnie i nie jestes partnerką do dorosłego życia.
      • wredny_ze_hej Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 13:44
        "Najgorsze że z jednej strony nie chcę by to się kończyło, chcę teraz by wrócił
        i mnie przytulił i przeprosił ze się uniósł, że nie miał racji. "

        Nie mial racji tak?
        Tez bylem z taka kobieta. Nie chciala sluchac, i nie widziala rzeczy
        oczywistych. Stracilem tyle czasu, spierajac sie z nia o rzeczy blahe. Raz
        mialem dosc ostrzegania ja, ze sie sparzy.
        I wiesz co? Sparzyla sie. Mnie juz nie bylo i nie bedzie by "podmuchac w paluszek".

        A faceta calkowicie rozumiem.
        • deodyma Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 13:52
          mysle, ze spieranie sie o rzeczy blahe, jest po prostu smieszne.
          jak mozna rozumiec faceta, ktory nazywa swoja zone pasozytem?
          bo ja nie rozumiem i tyle.
          • swinia_i_cham Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:07
            > mysle, ze spieranie sie o rzeczy blahe, jest po prostu smieszne.
            > jak mozna rozumiec faceta, ktory nazywa swoja zone pasozytem?

            jezeli jest uparta jak wol, upiera sie przy swoim (vide te meble) i po 14 latach nie nauczyla sie, ze ma spore szanse nie miec racji? Jezeli po 14 latach w zwiazku zaczetego w LO (czyli teraz maja z 30-35) laska nie wie co ja interesuje i co by chciala robic w zyciu??

            Do tego takie wpisy maja MOCNE tendencje do nie bycia obiektywnymi... jezeli ten swoj upor do tego przedstawiala na ostro, robiac fest awantury - facet ma pelne prawo sie w koncu wkur...
          • wredny_ze_hej Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:08
            To czy ja nazwal pasozytem czy nie, jest akurat najmniej istotne w calym tym
            problemie. Ale to u Was normalne.
            Rozumiem, ze jak zona nazywa swojego meza pasozytem to jest okej. Duza czesc
            Pan, tak mowi o swoich partnerach na tym forum :-)
            • deodyma Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 19:42

              wredny_ze_hej napisał:

              > To czy ja nazwal pasozytem czy nie, jest akurat najmniej istotne w
              calym tym
              > problemie. Ale to u Was normalne.
              > Rozumiem, ze jak zona nazywa swojego meza pasozytem to jest okej.
              Duza czesc
              > Pan, tak mowi o swoich partnerach na tym forum :-)



              nikt nikogo nie powinien wyzywac od PASOZYTOW.
              ani maz zony, ani zona meza.
              wiec dla mnie takie rzeczy nie sa normalne.
    • kicia031 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 13:50
      moze jestes osoba trudna, infantylna i niezaradna. Byc moze twoj maz
      nie chce juz z toba byc i w sumie ma takie prawo.

      Nie ma jednak prawa ponizac cie, gnoic i dolowac.

      Zainteresuj sie, czy nie zakrecila sie wokol niego inna, bardziej
      zaradna pani. Wtedy zawsze obecna partnerka zaczyna wkurzac i staje
      sie nie do wytrzymania.

      • wytrwala Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 13:55
        jaki jest jego znak zodiaku? Tak z ciekawosci, bo brzmi jak idealny
        opis skorpiona. Sama z takim zyje i jestem podobna do ciebie, ale my
        nie jestesmy po slubie i dziecka tez nie mamy. Racja jak zwykle lezy
        po srodku. Ty sie nie rozwinelas do doroslego zycia, ale on mnie ma
        praca cie gnoic.
      • czarne_wino swiete slowa nt 19.01.10, 18:00
        kicia031 napisała:

        > moze jestes osoba trudna, infantylna i niezaradna. Byc moze twoj maz
        > nie chce juz z toba byc i w sumie ma takie prawo.
        >
        > Nie ma jednak prawa ponizac cie, gnoic i dolowac.
        >
        > Zainteresuj sie, czy nie zakrecila sie wokol niego inna, bardziej
        > zaradna pani. Wtedy zawsze obecna partnerka zaczyna wkurzac i staje
        > sie nie do wytrzymania.
        >
        >
    • 10iwonka10 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 13:52
      A czy to nie jest tak ze za duzo zostawilas na jego barkach?- martwi
      sie o utrzymanie rodziny, rozumiem ze musi podjac kazda wieksza
      decyzje....

      >>>Ja umowę na czas określony, pracę z przypadku w której nie
      chciałabym spędzić reszty życia, a do tego moje zainteresowania są
      na tyle szerokie i niedoprecyzowane że nie wiem tak do końca co
      chciałabym robić w życiu dokładnie.>>>

      Moze najwyzsza pora abys sie na cos zdecydowala. Zaintersowan mozna
      miec zawsze wiele ale trzeba sie tez zdecydowac na kariere zawodowa
      i zrobic jakies studia/ kursy nie wiem skupic sie na czyms
      konkretnym.
    • agaiares1 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 13:53
      To nie tak, że ja nie umiem nic sama załatwić w urzędzie. Załatwię i to
      zazwyczaj dobrze, najwyżej np trzeba pójść gdzieś jeszcze raz z jakimś kolejnym
      papierkiem, którego żądają. A mój mąż zanim zażądają już wie że tego papierka
      będą chcieli i tego samego wymaga ode mnie. Żeby już on się nie musiał martwić
      że coś trzeba będzie donieść, albo że coś będzie nie tak. Ja działam jak
      przeciętny człowiek. on jest w tych sprawach jak spec, o krok z przodu. Tak ma z
      natury. Niektórzy mają taki umysł. A ja rzeczywiście mam problemy z
      samoorganizacją. On wie z czego to wypływa. Może masz rację że nie dorosłam do
      bycia partnerką a może po prostu ja jestem dobra w czymś innym niż organizacja
      życia czy przewidywanie. Czy to takie ważne że nie chcę od razu takiej szafki u
      dziecka? Ja wiem że pewnie kiedyś będzie potrzebna, ale to będzie kiedyś. A
      teraz nie musi mieć w pokoju segmentu jak jest małe i ma mniej rzeczy. A jemu
      nie można tego powiedzieć bo jest gorzej jak mówię, że wiem ale nie chcę niż jak
      udaję że nie wiem. Bo skoro wiem a nie chcę lepszego rozwiązania to jestem
      jeszcze głupsza. A co do sprecyzowanych zadań na przyszłość to ja umiem jak
      najbardziej planować i się jakoś mniej lub bardziej w zależności od okoliczności
      ich trzymać. W pracy nie uchodzę za niezorganizowaną, rozlazłą dziumdzię, tylko
      za pracowitą kobitę na którą można liczyć. Więc ktoś tu się myli. A że nie wiem
      kim dokładnie chciałabym być? Myśle że takich ludzi, kobiet, jest więcej tylko
      się do tego nie przyznają. Interesuje mnie kultura, mam zacięcie artystyczne,
      ale przepieprzyłam życie i nie mam żadnego doświadczenia w którymkolwiek
      kierunku. I się miotam, bo mam już wiek, gdzie nie czas na zdobywanie
      doświadczenia tylko na zarabianie na dom i rodzinę. A z drugiej strony wiem, że
      tam gdzie bym chciałabym iść pracuje się w nienormowanym czasie, że zaczyna się
      tam od pucybuta za marne grosze i dopiero trzeba sobie wyrobić markę. Nie czuję
      się więc szczęśliwa bo jeszcze się nie pogodziłam wewnętrznie ze sobą i z tym że
      nie będę w życiu robić tego co lubię i na tym zarabiać. On o tym wszystkim wie
      ale dla niego moje marzenia to mrzonki dziewczynki i koniec. Ale skoro obca
      kobieta też mnie tak postrzega to może rzeczywiście dziewczynką jestem tylko ja
      tego nie widzę. Sęk w tym, że ja uważam, że są związki takich pseudo dziewczynek
      co sobie z niektórymi rzeczami w życiu nie radzą a jak trzeba staną na wysokości
      zadania i dojrzałych mężczyzn(nie koniecznie wiekiem) i się uzupełniają i jest
      ok. Czy ludzie muszą naprawdę oboje stać twardo na ziemi żeby związek był udany?
      A gzdie tolerancja i to uzupełnianie się w słabościach? Najgorszy jest związek z
      człowiekiem, który sobie sam może poradzić ze wszystkim i nikogo nie potrzebuje
      do życia. A taki jest mój mąż. On nie ma słabości, które by potrzebowały
      wsparcia drugiej osoby. Sam czy w parze sobie poradzi. Ja nie.
      • varia1 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 13:59
        to może najpierw spróbuj się ze sobą wewnętrznie pogodzić - tym bardziej nie rozumiem - że w pracy uchodzisz za osobę zorganizowaną i pracowitą, a mąż postrzega cię inaczej - gdzieś nie jesteś sobą, pomysl o tym... bo stąd płynie twoja wewnętrzna sprzeczność i to ci może najbardziej utrudniać jakiekolwiek działanie

        nie ma ludzi, którzy poradziliby sobie ze wszystkim sami i nie potrzebowaliby jeśli nie wsparci, to choćby docenienia wysiłku i efektu swojej pracy...
      • mvszka Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:10
        Dopóki myślisz że sama sobie nie poradzisz dotąd on Cię będzie
        widział jako pasożyta, co absolutnie nie usprawiedliwia tego
        epitetu. Ale rób wszystko żeby udowodnić ,przede wszystkim sobie ,że
        umiesz coś zrobić sama.
        On złości się na Ciebie bo czuje tą zależność jaka się wytworzyła
        między wami, chociaż nie ma innej opcji niż bycie od kogoś zależną
        będąc kobietą z małym dzieckiem. Do niektórych panów to nie dociera.
        Jakaś różnica w temperamentach drażniąca obie strony też jest. A czy
        jest między wami jeszcze miłość ( szacunek ,chęć kompromisu), czy
        jest szansa na uratowanie/odzyskanie jej musisz sama sobie
        odpowiedzieć.
        • varia1 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:15
          chociaż nie ma innej opcji niż bycie od kogoś zależną
          będąc kobietą z małym dzieckiem.


          cooooooooo??????
      • horpyna4 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:42

        Dziecinko, mąż to buc, ale sama jesteś ciężką frajerką.

        Przecież z tej różnicy charakterów mogłaś zrobić czynnik wiążący
        małżeństwo, a nie powodujący rozpad! Chłopy są łase na komplementy
        dużo bardziej niż baby. Jeżeli czegoś nie potrafisz zrobić
        perfekcyjnie, to chwal go, że on taki genialny. Będzie mu miło i
        będzie chciał się wykazać. I ustępuj w duperelach, nie warto tracić
        zdrowia na użeranie się o segment. Pomyśl tylko: i tak kiedyś
        wszyscy umrzemy, trzeba przeżyć na luzie resztę życia.
      • szpil1 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 17:52
        agaiares1 napisała:

        Interesuje mnie kultura, mam zacięcie artystyczne,
        > ale przepieprzyłam życie i nie mam żadnego doświadczenia w
        którymkolwiek
        > kierunku. I się miotam, bo mam już wiek, gdzie nie czas na
        zdobywanie
        > doświadczenia tylko na zarabianie na dom i rodzinę. A z drugiej
        strony wiem, że
        > tam gdzie bym chciałabym iść pracuje się w nienormowanym czasie,
        że zaczyna się
        > tam od pucybuta za marne grosze i dopiero trzeba sobie wyrobić
        markę. Nie czuję
        > się więc szczęśliwa bo jeszcze się nie pogodziłam wewnętrznie ze
        sobą i z tym ż
        > e
        > nie będę w życiu robić tego co lubię i na tym zarabiać. On o tym
        wszystkim wie
        > ale dla niego moje marzenia to mrzonki dziewczynki i koniec. Ale
        skoro obca
        > kobieta też mnie tak postrzega to może rzeczywiście dziewczynką
        jestem tylko ja
        > tego nie widzę. Sęk w tym, że ja uważam, że są związki takich
        pseudo dziewczyne
        > k
        > co sobie z niektórymi rzeczami w życiu nie radzą a jak trzeba
        staną na wysokośc
        > i
        > zadania i dojrzałych mężczyzn(nie koniecznie wiekiem) i się
        uzupełniają i jest
        > ok. Czy ludzie muszą naprawdę oboje stać twardo na ziemi żeby
        związek był udany

        Wydaje mi się, że Ty radośnie taplasz się w poczuciu, że jesteś
        właśnie taką pseudo-dziewczynką i wszystko zwalasz na karb tego:
        Ach, no bo ja taka jestem, nie umiem zaplanować, nie dam rady, mój
        mąż jest w tym lepszy niech on wszystko zalatwia... A tak naprawdę
        nawet nie próbujesz sobie z jakimiś tam przeciwnościami w życiu
        poradzić. A może Twój mąż ma dosyć bycia tym silnym? Może on też
        chciałby wsparcia i zdjęcia z barków choć części obowiązków i
        odpowiedzialności? W pracy nie uchodzisz za rozlazłą osobę, bo tam
        nie ma męża - nie masz na kogo tej odpowiedzialności zrzucić, musisz
        sobie poradzić. Co do twoich pasji i niespełnionych marzeń - to
        dojrzałość polega też na tym, by zaakceptować w pewnym momencie, że
        niektóre marzenia już się nie spełnią... Myślę, że dobrze Cię
        określiła jedna z forumek - zachowujesz się jak księżniczka,
        obrażona, bo Twoja wizja związku nie odpowiada twojemu mężowi.
        Powiem Ci jak to wygląda z punktu widzenia osoby podobnej do Twojego
        męża: mnie tacy ludzie nie radzący sobie z zaplanowaniem pewnych
        rzeczy, takie pseudo-dziewczynki szalenie irytują i gdybym była z
        kimś takim w związku, też bym nie wytrzymała..I dlatego rozumiem
        Twojego ślubnego, że może mieć dość.
        Co do pytania po czyjej stronie leży wina, ja odpowiem: po niczyjej,
        po prostu do siebie nie pasujecie, prędzej czy później różnice
        musiały się ujawnić. A czy jeszcze coś z tego będzie? Oboje
        musielibyście mocno się zmienić. Pytanie tlko czy Twój mąż ma
        jeszcze na to ochotę.
    • agaiares1 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:01
      Dla uściślenia: mam dwa fakultety (mgr+ absolutorium) a na staże nie miałam
      czasu bo rozwijał się mój mąż, zmieniał pracę, miasto -przeniósł całą naszą
      rodzinę- a ja po ślubie zajęłam się dzieckiem, którego bardzo chciałam. Nie
      myślałam tylko wtedy że się wyprowadzimy i nie wrócę do pracy przez parę lat. A
      mąż jest lwem
      • varia1 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:06
        salonowym?
        • agaiares1 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:09
          zodiakalnym lwem.
    • agaiares1 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:08
      Drugie doprecyzowanie: wychowywanie dziecka, kąpanie, krmienie, czytanie ,
      układanie do snu, sprzątanie w domu ( choć często mamy nieposprzątane bo już
      rzygam robieniem w kółko tego samego- oboje jesteśmy bałaganiarzami tyle że ja w
      końcu sprzątam a on tylko wymaga by było posprzątane i uważa że utrzymywanie w
      domu czystości to mój obowiązek, z którego się nie wywiązuję) pranie, gotowanie
      to moje obowiązki. On chodzi to pracy na 8 godz. Razem dojazdem w obie strony
      nie ma go w domu 11H. Mnie z resztą też od pół roku, bo też pracuję. Oboje mamy
      pracę biurową. Więc mniemanie że on ma za dużo na swoich barkach bo musi
      podejmować wszystkie większe decyzje jest błędne. Tym bardziej że dyskutujemy o
      wszystkich za i przeciw razem. Tyle że on więcej widzi tych argumentów do
      rozstrzygania niż ja i tyle. I na niego zrzucam rozmowy z paniami w okienkach bo
      zauważyłam że więcej uzyskuje. I tyle.
      • 10iwonka10 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:15
        Moze jestescie niedopasowani? Tylko jakos dlugo wam zajelo aby to
        zauwazyc? Ty jestes troche roztrzepana, masz artystyczne zapedy
        twoj maz wyglada ze jest perfekcjonista -i to przewidywanie
        wszystkiego krok do przodu - to dla mnie objaw niepewnosci siebie.


      • kicia031 Po przeczytaniu tego 19.01.10, 18:59
        Drugie doprecyzowanie: wychowywanie dziecka, kąpanie, krmienie,
        czytanie ,
        > układanie do snu, sprzątanie w domu ( choć często mamy
        nieposprzątane bo już
        > rzygam robieniem w kółko tego samego- oboje jesteśmy
        bałaganiarzami tyle że ja
        > w
        > końcu sprzątam a on tylko wymaga by było posprzątane i uważa że
        utrzymywanie w
        > domu czystości to mój obowiązek, z którego się nie wywiązuję)
        pranie, gotowanie
        > to moje obowiązki. On chodzi to pracy na 8 godz. Razem dojazdem w
        obie strony
        > nie ma go w domu 11H. Mnie z resztą też od pół roku, bo też
        pracuję. Oboje mamy
        > pracę biurową. Więc mniemanie że on ma za dużo na swoich barkach
        bo musi
        > podejmować wszystkie większe decyzje jest błędne. Tym bardziej że
        dyskutujemy o
        > wszystkich za i przeciw razem. Tyle że on więcej widzi tych
        argumentów do
        > rozstrzygania niż ja i tyle. I na niego zrzucam rozmowy z paniami
        w okienkach b
        > o
        > zauważyłam że więcej uzyskuje. I tyle.

        Wiesz co bym powiedziala panu bedac na twoim miejscu:

        Przestan pie...c kochanie!

        ma babe ma 150%
    • dziewczynawitryna Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:11
      Rozejrzyj się za terapią rodzinną, bo żaden internet nie pomoże na realne
      problemy. Wasze małżeństwo nie wygląda na szczególnie sypiące się i sądzę, że
      niewielka pomoc specjalisty powinna zdziałać cuda.
    • deczko Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:16
      Alez mendzisz...

      Postaw sie mezowi raz a dobrze, nie traktuj go jak osobe lepsza od siebie. On
      swoje frustracje wyladowuje na Tobie, udowadniajac jakim jestes pasozytem, tak
      repruje swoje slabe ego.

      On jest zatwardzialym bucem, a Ty sie nagle urwalas z choinki?!

      Masz dziecko, pewnie wspolne mieszkanie i kredyt, wiec coz, latwo nie bedzie sie
      od niego uwolnic. Mysle, ze sie z nim nie rozejdziesz i bedziesz zyla tak jak dotad.
    • megi1973 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:26
      następna kura domowa marząca o małżeństwie i dziecku a potem
      wylewająca żale na forum bo nawet przyjaciół nie ma.Mąż ma rację-
      idziesz do urzędu to najpierw zadzwoń i dowiedz się jakie dokumenty
      będą potrzebne żeby nie chodzić dwa razy! Obstawiam na szybki rozwód
      albo znajdzie sobie bardziej kumatą kochankę
      • alikate Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 14:57
        Podobną sytuację miała moja sąsiadka. Mąż wiedział wszystko
        najlepiej, był pedantyczny, ale jej rękoma. Potrafił po przyjściu z
        pracy sprawdzać czy ramy obrazów są odkurzone. Rozwiedli się. Ona
        odżyła. On poznał lepszą od siebie. Siedzi teraz u niej pod
        pantoflem, a jak jej podpadnie to chodzi w ciemnych okularach żeby
        nikt nie widział jego podbitych oczu.
      • czarne_wino to jest zwyczjne swinstwo panno megi 19.01.10, 18:05
        ludzie dobieraja sie na zasadzie przeciwienstw albo podobienstw. jesli
        jemu nie podoba sie to,ze jest taka niezaradna to po co z nia jest tyle
        lat? to jest kwestia wylacznie milosci, jak sie kocha to sie wybacza i
        przytmyka oko na niedoskonalosci. znam pare, ktora jest 35 lat po
        slubie , kochajaca sie ciagle, ale ona jest podobna do autorki watku,
        nic nie potrafi zalatwic, za to jest swietna pania domu i troskliwa
        zona. i za to ja ceni maz.
    • mysia-mysia Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 15:16
      wydaje mi się, że jesteście po prostu bardzo różni
      teraz pytanie, czy uda wam się mimo to przetrwać

      moja teoria jest taka:
      pomyśl, co uważasz za swoje największe zalety - jeśli twój mąż to samo uważa za
      t twoje największe wady, to niestety się nie uda - wiecznie będziesz czuła się
      niedoceniona

      wcześniej, jak nie musieliście myśleć praktycznie to jakoś to wszystko się rozmywało
      może też mąż myślał "jak będzie trzeba, życie ją do tego zmusi to dojrzeje"
      a może ty już jesteś dojrzała tylko po prostu inna niż on

      ps. inna sprawa że o sprawy praktyczne trzeba by trochę zadbać; jak nie chcesz
      być np. księgową a wolisz instruktorką jogi to w porządku, tylko coś z tym zrób
      proste pytanie - potrafiłabyś się sama utrzymać (nawet na niższym poziomie życia
      niż masz teraz) - jeśli nie to znaczy że za bardzo się na mężu wsparłaś i coś
      musisz zrobić na pewno
    • frying.pan Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 15:38
      Twój mąż podał w sumie bardzo konkretne cechy, które mu przeszkadzają. Nie chce
      być dla Ciebie ojcem, ale mężem. Chce, żebyś była dla niego partnerem życiowym,
      a nie bezradnym dzieckiem, które w każdej sprawie liczy na pomoc. Bezradność i
      niesamodzielność to bardzo nieatrakcyjne cechy. Nie są to jednak rzeczy, których
      nie można by zmienić. A warto to zrobić nawet dla samej siebie. Jeśli mąż
      faktycznie dalej Cię kocha, a tymi drastycznymi metodami jedynie stara się
      nieudolnie coś naprawić w Waszym związku, to może warto usiąść i na spokojnie
      pogadać, zaproponować jakieś zmiany, które zaakceptowalibyście oboje.
    • ann.k Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 15:45
      To ja Ci odpowiem z punktu widzenia osoby, która ma podobne
      podejście do zycia jak Twój mąż (przynajmniej w tym zakresie co tu
      na forum opisałaś ;)).
      Ale najpierw powiem tak: jeśli jesteście razem od liceum, to znaczy,
      że tak naprawdę jesteście dla siebie pierwszymi partnerami. A to
      znaczy, że żadne z was, ani Ty, ani Twój mąż tak naprawdę nie macie
      pojęcia czego oczekujecie od osoby, z którą chcielibyście spędzić
      resztę życia i zestarzeć się. Nie wiecie co jest istotne, a co nie.
      Do czego się przyczepiać, a na co patrzeć z rozbawieniem.
      Dlatego też zanim się zdecydujecie na rozwód, najpierw bym
      proponowała porządną terapię, która pozwoli wam obojgu sobie
      uświadomić czy te swoje błahe przywary jesteście w stanie
      zaakceptować, czy z tym się absolutnie żyć nie da.
      I dodam jeszcze, że z mojego punktu widzenia, to co opisałaś, to są
      sprawy nieistotne, nie stanowiące w żadnym momencie przesłanek do
      rozwiązania małżeństwa (mówię o tych sprawach urzędowych i
      mebelkach).

      A teraz do rzeczy... Doskonale rozumiem Twojego męża. Ja też tak
      mam, że wolę zapytać zanim pójdę do urzędu jakie papierki są im
      potrzebne, żeby nie chodzić dziesięć razy. I też na wszystko patrzę
      z każdej możliwej perspektywy i staram się zawczasu przewidzieć
      wszystko co może się wydarzyć i podjąć działania, zanim do tych
      przewidzianych zdarzeń dojdzie.
      Dobra wiadomość? Takim jak my perfekcjonistom, to czasami strasznie
      utrudnia życie, więc można pracować nad tym.
      Zła? Z tym naprawdę jest ciężko walczyć, bo próba zastosowania
      podejścia olewającego powoduje w nas dyskomfort psychiczny, a ten
      wbudza złość.
      Źródło? Wenwętrzne przekonanie o świętości czasu i traktowanie
      robienia tego samego kilka razy, kiedy można było raz a dobrze, jako
      marnowanie naszego świętego czasu.

      Dostosować się musicie oboje. I to jest bardzo ciężka praca. Coś o
      tym wiem, bo... mój były był taki jak Ty ;-) Więc rozumiem Twojego
      męża jak Twoja "pierdołowatość" (wybacz mi to określenie, ale my to
      naprawdę odbieramy w ten sposób) go wyprowadza z równowagi.
      Najprostsze rozwiązanie? Pozwól mu się wykazać. Poproś go, żeby
      załatwił za Ciebie sprawę w urzędzie (bo nikt kochanie, nie zrobi
      tego tak dobrze jak Ty, a jak ja pójdę sama, to znowu o czymś
      zapomnę), a w zamian obiecaj mu np., że ugotujesz mu jego ulubioną
      potrawę. Na facetów to działa. Gorzej... Ja jestem kobietą, a i na
      mnie by podziałało ;-)

      Jak mąż wróci, to niestety, ale nie oczekuj, że Ci przyzna rację.
      Nie przyzna, bo nie ma czego przyznać. Winni jesteście oboje. I jak
      to na ogół bywa, rękę pierwszy wyciąga mądrzejszy. Więc bądź to Ty.
      Trochę źle mi rokują inwektywy i słowa o nienawiści, ale jeśli to
      przeskoczysz i uznasz, ze jest o co walczyć, to to małżeństwo
      jeszcze można uratować.



    • skarpetka_szara Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 16:34
      Z twoich postow wydaje mi sie (byc moze blednie) ze jestes
      osobowoscia ksiezniczki. Taka mala dziewczynka ktora potrzebuje
      opiekuna i bez mezczyzny boi sie samodzielnie dzialac.

      Zmiane zacznij od siebie. Nie pozwol aby facet ci wchodzil na
      glowe, jezeli powie ze czegos nie potrafisz, (a jest to prawda),
      przyznaj to, ale dodaj ze za to jestes leprza od niego w tym czy
      tamtym(np w relacjiach rodzinnych, zdobywaniu przyjaciol,
      przyrzadzaniu stolu do obiadu, zmieniania pieluch itd...). Jezeli
      mowi nieprawde to sie postaw. Niech wyczuje troche sily w tobie.
      Ale nie krzycz, nie wrzeszcz, tylko spokojnie reaguj abys nie byla
      kozlem ofiarnym.

      Kazda para ma jakies niedociagniecia. Ja, np, kompletnie nie
      panuje nad czasem. Gdyby nie moj maz to bym nie zdarzyla na zaden
      samolot, tez logistycznie lepiej sobie radzi z planowaniem niz ja.
      I kiedys chcial mi to wypominac (ze bez niego bym zginela), ale za
      to wyspiewalam mu liste rzeczy w ktorych ja jestem lepsza od niego
      (miedzy innymi finanse, kontakty z rodzina, itd...) a na koniec
      dodalam ze dlatego wlasnie sie uzupelniamy. To pomoglo, bo wiecej
      wymowek nie slyszalam.
    • sweet_pink Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 16:46
      Ja przepraszam czy ja dobrze zrozumiałam ten temat?
      Pracujesz na etacie (że nie praca wymarzona to nic dziwnego kto teraz taką ma)
      na umowę na czas określony (powód do radości, ze w ogóle umowa o prace bo kupa
      ludzi pracuje na zleceniach) po pracy czeka na Ciebie opieka nad dzieckiem,
      gotowanie, pranie sprzątanie w których to obowiązkach nie masz pomocy
      (podziwiam, że to znosisz i to że sobie odpuszczasz jest dla mnie naturalne). Po
      czym po tym całym maratonie powinnaś mieć jeszcze siłę na "rozwijanie się", by
      dorównać jaśnie panu. Nic tylko za życia świętą zostać.
      Powiem Ci tak, ja mam umysł analityczny, logiczny i ja też czasem muszę donieść
      papierek do urzędu, to żaden dramat...normalna sprawa. Życie nie musi być
      zaplanowane tip top, i nie powinno bo takie zaplanowane jest nie do zniesienia.
      owszem pewne podstawowe sprawy bytowe trzeba mieć zaplanowane jak kasa na
      czynsz, rezerwa na leki czy termin wizyty z dzieckiem u lekarza i kupienie mu
      butów przed pierwszymi mrozami...a nie to jakie szafy będą potrzebne za 5 lat
      (chyba ze sie wydaje gruba kasę na projektanta wnętrz).
      Jak dla mnie facet ma chorobliwy brak poczucia bezpieczeństwa i winę za złe
      samopoczucie z tym związane zwala na Ciebie.
      Ty za to masz zaniżone poczucie własnej wartości, wartości swojej pracy i
      pozwalasz robić z siebie pomiotło.
      Idźcie na terapię.
    • jack20 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 16:49
      postepowanie tego typa ma cos i z psychopaty i z sadysty.
      to on z nia zrobil to co dzis prezentuje bo taka byla jego WOLA
      wola jedynego jej wladcy.
      dzis pierd.. farmazony i gnoi b. partnerke, bo widzi
      jak "beznadziejna" jest.
      pisze byla, bo partnerka byc przestala, jesli wogole byla i czy
      wogole dal jej szanse ta partnerka byc.
      byc moze ma juz inny obiekt, nowszy model na oku i na boku z
      doskoku, co wlasnie poteguje jego agresje.
    • czarne_wino tak trudno wam rozpoznac,ze facet was juz 19.01.10, 17:59
      nie kocha? czepianie sie , wyzwiska, to oznaka,ze nie jestesmy juz
      darzone miloscia.pozadanie moze byc, ale bardzo czestop jest to
      utozsamiane z uczuciem milosci a tymczasem dowiedzione jest,ze facet
      moze pozadac i moze ni kochac jednoczesni, czego np. nie mozna
      powiedziec o wiekszosci kobiet. sama znam takie, ktore oddzielaja seks
      od milosci.
    • soulshunter Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 18:03
      winna jest oczywiscie tesciowa (jego) czyli twoja mamusia.
    • czarne_wino nie chce cie dolowac 19.01.10, 18:08
      ale cos moj czuly nos czuje,ze on wyszedl do innej. jedno,co moge
      doradzic to byc czujna i zaczac go dyskretnie kontrolowac.sory,ale to
      mi wyglada na romans.
    • michunia Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 18:18
      A ja tam nie widze zadnych podstaw do czynienia Ci zarzutow,
      w zyciu roznie bywa, jedni sa zaradni inni mniej , i wtedy ten
      silniejszy bierze wiecej na siebie,
      taki uklad byl u was 14 lat i na pewno nie jest przyczyna kryzysu
      malzenskiego, to nagle zaczelo przeszkadzac
      poza tym, z Twojego listu wcale nie wynika niezaradnosc, masz duzo
      obowiazkow na glowie,
      przyczyna lezy gdzie indziej, i tak jak sugerowalo pare osob
      powyzej, partner zaczyna dzialac na nerwy, gdy w poblizu pojawia sie
      bardziej atrakcyjny model
    • coralina1982 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 18:30
      Ja też bym radziła poobserwować go trochę. Tak często bywa, że jak jest inna, to
      Ty stajesz się nagle do niczego. Ale broń Boże nie mówię, że tak musi być u
      Ciebie i nie sugeruj mu tego, tylko być pewnym nie zaszkodzi, zanim obarczysz
      siebie całą winą za rozpad tego związku, co on Ci zapewne sugeruje lub zasugeruje.

      Ja wychodzę z założenia, że każdy jest inny. Jeden jest zaradny, drugi
      ciapowaty. Wy nie znacie się pół roku, wie jaka jesteś.

      Co mogę więcej powiedzieć, chętnie bym Cię przytuliła, ale nie mam jak :)
    • ygawa81 Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 18:47
      po prostu cię już nie kocha i tyle!
    • kirkunia Re: kto winien rozpadowi tego związku? 19.01.10, 19:25
      Obawiam się, ze znam ten schemat.
      Nagle okazuje się, ze wszystko co robisz i robiłaś było nie tak,
      jesteś totalnie do d... i tylko przy Tobie życie marnuje.

      Sprawdź czy nie ma innej. To najprostsze choc bolesne wytłumaczenie
      takiej zmiany :(
Pełna wersja