walczyć, czy rozwód?

24.01.10, 11:34
Dla wielu z Was może to być banał, dla mnie nie ... opowiem w czym rzecz. Znamy się z mężem od 2003 roku, ja po jednym poważnym i długim związku i 2 epizodach, on po jednym długim, pierwszym i poważnym. Chyba 2 lata po bolesnym rozstaniu poznał mnie i wydawało mi się, ze szczerze mnie pokochał. Na początku wydawało mi się, że było wspaniale, nie zwracałam uwagi, że jest zazdrosny o znajomych, w każdym koledze widział mojego kochasia, przy byle rozmowie telefonicznej oskarżał o rogi, a ja po prostu mialam niesamowicie duzo znajomych. Niestety ich grono zmalało do zera, bo chciałam, żeby między nami było dobrze. Ponadto mój facet, pozniej mąż zrobił ze mnie kucharkę, sprzątaczkę i maszynkę do zarabiania pieniędzy. Ja w pędzie nie zauważyłam co się ze mną stało. W trakcie naszego związku opowiadał o byłej miłości i z opowiesci wynikało, ze była przeciwienstwem tego co zrobił ze mnie (co ja tez z siebie zrobilam, bo mi zależało...)
Po urodzeniu dziecka zaczęło się pieprzyć na dobre. Oskarżał mnie, ze zawsze mi było cos nie tak, a to chcialam ślubu, a to mieszkania (bo mieszkalismy z przyszła tyesciowa w nieciekawych warunkach), a to dziecka i dalej mi cos nie tak. Nie tak było to, ze mąż był coraz bardziej opryskliwy, bo ja chciałam się wyzwolić z roli kucharko-sprzątaczki. On do niczego nie dążył, a mieszkanie przed ślubem kupiłam ja. Po zakupie mieszkania do kilku miesięcy po urodzeniu dzicka w jednym pokoju stały stare i nowe meble, bo ... nie wiem co, nie chciało mu się chyba złożyc nowych i wynieść starych (jakiś rok tak to funkcjonowało). Nie mogłam nikogo poprosić o pomoc, bo kiedy w jakims drobiazgu pomogl mi ojciec, mąż na mnie nakrzyczał, ze jak nie jest mi potrzebny to może się wyprowadzić.... no i co ja mialam robic? Pozytku z niego nie było za bardzo, ale przecież jest ojcem mojego dziecka, kochałam go (nadal kocham, ale to już nei ma nic do rzeczy, bo on mnie chyba nie – tak mówi) i chciałam, żeby było dobrze. Mąż mi w niczym nie pomagał i gdzies w tym pospiechu, zmęczeniu, pozniej pracy zawodowej i małym dziecku w domu pogubiłam się, zgubiłam nie tylko jego, ale i siebie, zawsze brakowało pieniędzy, bo po spłacie kredytu na obecne mieszkanie wzięłam nowy na większe, żeby dziecko (marzyłam, że dzieci) miało gdzie mieszkać. Mąż oczywiście wykrzyczał mi pozniej, ze go wrobiłam w kredyt itp.( oczywiście jestem w stanie spłacić go sama i w nic męża nei wrobiłam, chcę tylko nakreslic jego podejscie).... no i takie błędne koło. Do tego przytyłam i nie mogę zrzucić wagi, bo nikt nie rozpoznał problemow z hormonami (teraz będę się leczyć) i mąż wytykał mi grubą du.ę i szerokie biodra. Kiedys pokazał mi zdjęcie byłej i powiedział – zobacz jak ona wygląda po 2 dzieci – bierz przykład. Oniemiałam i straciłam całkiem zainteresowanie seksem... Przecież ne będę grubej dupy pchać, jak on ma doswiadczenia z taka lalą...
Dzień przed Wigilią, między jednym makowcem w piekarniku, a drugim na stole gotowym do włożenia oznajmił, że się wyprowadza... zdebiałam, choć się spodziewałam. W drodze na kolację wigilijna zaczął pytac o sprawy zwiazane z kredytem i powiedzialam tylko krotko, ze takie info przed siwetami mu wybaczam, ale ze w drodze na kolacje porusza temat to mu zaraz chyba je...ne. Po kilku godzinach zaczął przepraszać, przytulac się i Bóg wie co. Myslalam, ze to się da odkrecic, ale za jakis czas wyprowadzka wrocila do tematu. Podjał decyzję bez rozmowy ze mną i denerwowało mnie, ze co kilka dni i o niej przypominał (ale nie tak jakby chciał, zebym go odwodziła od niej tylko tal po prostu, ze jeszcze chwila, bo lokum nie jest gotowe. Powiedziałam mu, ze mi się nie spieszy, wiec spoko, jak będzie gotowy zrobi co będzie chciał. W sumie to nie wiedziałam, czy chcę, żeby odszedł czy nie, i nie wiem do dzis. Ostatnio odkryłam, że kontaktuje się od dłuższego czasu z ta swoją pierwszą miłością. Raczej do niej nie wróci, bo ona ma dzieci i kolejne w drodze, ale złość i ciekawość popchnęły mnie do podłego czynu – zajrzałam mu w pocztę (już się „samobiczowałam”, więc miejcie litość) Nie wiem co on pisał do niej, bo wykasował wychodzące, ael od niej nie. W jednym z maili napisała mu, że kocha tamtą dziewczynę (ją sprzed lat) a ona już jest matką i dorosłą kobietą, ale miło jej, że ma kawałek miejsca w jego sercu. Tak sobie pomyślałam, ze faktycznie ja byłam remedium na ten ich toksyczny związek – ona była zawsze towarzyska, nie była zwierzęciem udomowionym, nei dała się trzymać w ryzach. Mój mąż potrzebował się wyleczyć po tym jak ona odeszła i ze mnie zrobił lekarstwo. Czuję się oszukana, bo myślałam, ze przynajmniej kiedys była w tym miłość, która wygasła, bo oboje jesteśmy winni. Nie wiem po co to piszę... Może po to, żeby ktoś mi powiedział, czy warto ratować to małzeństwo, czy nie. Takie ładne credo tego forum "Należy rozwieść się nie wtedy jak znajdzie się pierwszy powód do rozwodu, ale rozwieść się gdy upadnie OSTATNI powód do bycia razem..."
chyba upadł ten ostatni powód – myślałam, że mnie kochał, a wszystko chyba oparło się na kłamstwie. Nie wiem co robic....
    • alpepe Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 11:40
      i ty się jeszcze pytasz?
      Rzuć pana idiotę w cholerę. Koleś wróci do ciepie z podkulonym ogonem maks. za
      rok. Mogę się założyć, jeśli chcesz. Ale to nie jest warte twoich nerwów, nie jest.
      • kobieta_i_zakret Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 11:44
        takie mysli chodzą po mojej głowie, ale niestety mieszają sie z tymi, ze może jeszcze warto....
        • alpepe Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 11:47
          wiadomo, że żal, ale nie warto. On musiałby otrzeźwieć, bo teraz, to jemu się
          coś wydaje. Z opisu, który dostarczyłaś, wynika, że tu nie ma co zbierać i czego
          łatać.
        • haylee Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 11:53
          nawet jeśli warto ratować ten związek,to właśnie musisz go teraz wykopać!
          ja pier*olę,jak ty to wszystko zniosłaś??

          życzę Ci,żeby on się szybko wyprowadził

          życzę Ci,żebyś Ty w tym czasie wyzdrowiała i schudła,(nawet jesli nie uda się
          Tobie schudnąć,to żebyś radziła sobie z tą chorobą)
          jak również wyzwoliła się ze schematu, w który on Ciebie wtłoczył i odzyskała
          spokój ducha i poczuła,jaką jesteś świetną osobą(a nie myślała o sobie w
          kategoriach"przez niego jestem teraz taka i taka")

          następnie ewentualnie on -jeśli jest w stanie zrozumieć,jakim jest wrednym
          patologicznym ch*jem i się zmienić- może Cię zacząć błagać o wybaczenie
          z tym,że mam nadzieję,że Ty,jak już odzyskasz dawną siebie to zakochasz się w
          kimś innym

          szacunek,jesteś dzielna(że nie roz*ebałaś mu wtedy tego makowca na ryju)
        • la-bast Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 13:19
          jesssu ja bym od niego odeszla juz dawno temu, zanim sie pojawilo
          dziecko, co ci przyszlo do glowy planowac z nim potomstwo, jak dla
          mnie on est kompletnym zerem i jedyne co warto to kopnac go w doooope
        • kirkunia Re: walczyć, czy rozwód? 25.01.10, 19:21
          Nie warto. Można mężczyźnie wiele wybaczyć, ale nie życie w
          kłamstwie. To najgorsze co można nam zrobić. Bo jak z nim życ po
          czymś takim? A i z innym trudno, bo włącza sie takie głupie "czego
          on właściwie ode mnie chce".

          Jeśli dobrze zrozumialam, poprosił o zwłoke w wyprowadzce, bo lokum
          niegotowe? Spytaj go o konkretny termin. Mój tak zzwlekał przez
          kilka tygodni, a ile mi to nerwów zjadło, bezsensownej szarpaniny,
          głupiej nadziei - nie było warto. W koncu to ja musialam wskazać
          deadline.
    • niebieski_lisek Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 11:41
      Sama związku nie uratujesz, do tego trzeba dwojga.
      • kobieta_i_zakret Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 11:46
        tak, wiem... kiedy podejmowalam proby rozmow, ze trzeba cos zmienic maz odbieral to jako oskarzenia i konczyl z fochem rozmowe. jesli natomaist mial do mnie zal to mowa jego byla bardzo kwiecista... ciezko tak cos ratowac :(
        • mruff Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 11:55
          Czy te 2 argumenty: kochasz go i jest ojcem Waszego dziecka
          równoważą te wszystkie przykrości,nerwy i łzy?

          Myślę,że akcje w stylu "zobacz jak moja ex wygląda pięknie, gruba
          dupo" zrobią z Ciebie wraka.
          Chcesz żeby Twoje dziecko słuchało takich tekstów? Żeby czerpało
          takie wzorce? Chcesz żyć w zawieszeniu-wyprowadzi się, czy nie?

          Jesteś zaradna, kupiłaś M. Finansowo sobie poradzisz.
          Nie rozpamiętuj przeszłości, nie zastanawiaj się czy ożenił się z
          Tobą z miłości. Tego nie dowiesz się.
          Istotne jest co TERAZ i co DALEJ.


          Może nie decyduj teraz o rozwodzie. Niech on wyprowadzi się-tak jak
          chce. Będziecie mieli możliwość nabrania dystansu i z czasem pojawi
          się mniej złe rozwiązanie, bo dobrych chyba tutaj nie ma.
        • anwad Decyzja należy tylko do Ciebie 24.01.10, 12:02
          Nie musisz od razu myśleć o rozwodzie, ale o rozstaniu (jego wyprowadzce) dlaczego nie? Moim zdaniem szkoda nerwów na życie w takim emocjonalnym piekle.
        • haylee Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 12:07
          to ty masz o co mieć żal do niego moja droga...
          tego związku nie da się uratować,jeśli już to można by go zbudować od nowa-ale
          on musiałby zobaczyć w końcu,jak wygląda rzeczywistość i co Tobie zrobił-a bez
          utraty Ciebie on nie jest tego pojąć
          musi Cię stracić,żeby zrozumieć ile dla niego znaczysz
          ta akcja z machaniem Ci przed twarzą zdjęciem byłej-nie do wybaczenia
          ale rozumiem,że przesuwasz granice tego,co jesteś w stanie mu wybaczyć-bo mimo
          wszystko kochasz-i chcesz ratować ten związek

          Tylko w tym wszystkim zapomniałaś o sobie samej...
          pewnie będzie Ci na początku źle jak on się wyniesie,ale po jakimś czasie
          odczujesz ulgę.Bo nie wyobrażam sobie,że mógłby NIE wpłynąć na Ciebie korzystnie
          brak jego chamstwa
          aha.wydaje mi się,że facet z gatunku tych co to ileś czasu żyją wyobrażeniami, a
          jak się w końcu na coś zdecydują to są wielce z siebie dumni.A potem się
          okazuje,że te ich wizje niestety nie pokrywają się z rzeczywistością i zaczynają
          skomleć za tym co mieli wcześniej.Nie rozumiem czemu mu się wydawało,że jesteś
          spełniaczką jego potrzeb i dasz się lepić jak plastelina w kształt,który on
          sobie wymyślił.
        • ziarnkopiasku Re: walczyć, czy rozwód? 25.01.10, 15:30
          szkoda czasu i nerwów- pogoń bydle .
          Juz bym mu dawno wystawiła walizki za drzwi, nie szanuje cię miej
          siłę , nalezy ci sie w zyciu cos dobrego.
          Uwierz , bo wiem co mówię.
    • qw994 Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 12:00
      Nie chciałabym spędzić życia z człowiekiem, który by mnie tak poniżał.
      • lolcia-olcia Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 12:08
        Odejdź od niego bo zasługujesz na lepsze życie. Po co trzymać się kogoś kto nie
        akceptuje Ciebie taką jak jesteś i na siłę zmusza do zmian. Małżeństwo, miłość
        nie polegają na tym. Twój mąż raczej tego nie zrozumie, on żyje
        przeszłością...Nie chcesz przecież konkurować z kimś kogo dzisiaj już nie ma.
        Powodzenia!
    • varia1 Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 12:17
      powiem tak
      13 lat takiego związku mam za sobą
      podtrzymywanego dla dzieci i " bo go kocham" albo "on się zmieni"
      jeśli chcesz prawdziwej pomocy, jeśli jestes gotowa coś zrobić - odezwij się na maila gazetowego
    • stinefraexeter Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 12:20
      Nie martw się, ty go wcale nie kochasz. Kochasz jakiegoś wymyślonego faceta w
      swojej głowie, który nie jest twoim mężem. Zresztą twoje życie z opisu w ogóle
      toczyło się obok niego: zaciągałaś kredyty (i je spłacałaś), urodziłaś dziecko,
      bo marzyłaś o rodzinie... Chciałaś mężczyznę w życiu, to go miałaś. A że ci
      dokuczał, nie wspierał i krzywdził? Nauczyłaś się tego nie zauważać.

      Nie za bardzo wiem, w jaki sposób miałabyś niby walczyć o ten związek. No jak?
      Możesz rzecz jasna błagać go na kolanach, by się nie wyprowadzał. Tylko co z
      tego, skoro on cię nie kocha?

      Daj sobie z nim spokój. Masz pracę, masz gdzie mieszkać, masz dziecko. On ci nie
      jest do niczego potrzebny.
    • paco_lopez Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 12:25
      no cóż ludzie sie zmieniają. ale szybko wam zajęło to wzajemne
      obrzydzenie od momentu wzajemnej fascynacji.
    • wacikowa Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 12:25
      Ale nad czym Ty się zastanawiasz? Czy tak sobie wyobrażałaś życie we dwoje? Tak
      powinien wyglądać związek?
      Poradzisz sobie bez takiego kretyna.
      Miłość to wzajemność a Ty dając wszystko dostałaś tylko poniżenie.
      Nie baw się w rozstania taki buc nigdy się nie zmieni. Złóż papiery rozwodowe i
      wystaw mu sama walizki za drzwi.
    • kobieta_i_zakret Dziękuje 24.01.10, 12:33
      Dziękuje Wam za dobre słowo. Potrzebne mi to, bo faktycznie jestem
      stlamszona. Mało, ze nie mam w m oparcia to jeszcze zdeptywanie, ale Wy
      podnosicie mnie na duchu. Z ta wyprowadzka to racja. Może coś zrozumie,
      a może to bedzie koniec. Czas pokaże, czy ludzie rzeczywiście potrafią
      przejść duża przemianę. Trochę zaczynam odczuwać oddech spokoju na
      plecach. Z rozwodem nie będę się spieszyć, skoro pan m powiedział a
      niech powie tez b. Czy to ja muszę całe życie zbierać wszystko do kupy?
      zmęczona już jestem.
      Dziękuje Drodzy....
      • miedzianousta Re: Dziękuje 24.01.10, 15:46
        Życzę Ci powodzenia i więcej ciepłych myśli na swój temat!!
        Nie namawiam na rozwód od razu, ale podpowiadam: nawet jeśli się
        wyprowadzi, nie podaruj mu płacenia na dziecko (nawet jeśli Cię
        stać, niech i on partycypuje w kosztach utrzymania WASZEGO dziecka).
        Jeśli nie zgodzi sie dobrowolnie - załóż sprawę o alimenty (nawet
        bez rozwdu) na dziecko.
        I bądź konsekwentna. Powodzenia!
    • kora3 Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 12:40
      zadnych łez,placzów, blagań i wypominania - chce isc sobie, niech
      idzie - otówrz klatkę:)

      ktos madrze ci tu napisal: nawet jesli jest szansa ratowania, to ten
      ratunek polega na spokojnym, rzeczowym podejsciu. Żadne podstepy,
      płacze, ryki - w zadnym razie. Wypominanie, ze byłas plastrem na
      jego rane po poprzedniej miłosci - też nie.

      ja mysle, ze tak realnie, jego byla i dawna miłosc teraz nie ma
      wiele do rzeczy. Ona, jak doczytalas , nie ejst zainteresowana
      jakims zwiazkiem, takim czy innym, z Twoim mezem. Dobrze mu
      napisała: ze kocha kogos, kto juz nie istnieje, wsponienie o niej
      sprzed ilus lat, nie ją, bo ona jest już kims innym. racja,
      niegłupia kobitka. To,ze napisała, ze miło, iz ma miejsce w jego
      sercu też nic dziwnego - no miło nam, ze ktos o nas pamieta.

      Myślę, że twój mąz musi zostac "potelepany" - musi zobaczyc, co
      traci. Dlatego nie ma co z nim negocjować: chce isc, niech idzie.
      To jedyna droga- serio
    • figgin1 Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 12:50
      Dziewczyno, ja na twoim miejscu bym się nie rozwiodła, w ogóle nie doszłoby do
      małżeństwa!Czy ty miałaś jakąś zaniżoną samoocenę czy jakiś inny problem
      psychiczny, że wyszłaś za kogoś takiego i jeszcze pourywałaś kontakty
      towarzyskie? Nawiasem mówiąc tak, jest wysoce prawdopodobne, że związek twojego
      faceta i jego byłej był toksyczny, ale nie dlatego, że ona była taka zła i nie
      dała mu się zdominować. Swoją drogą miałam kiedyś takiego faceta, zaborczy,
      zazdrosny wariat. Z całkowitą powagą w głosie opowiadał o wyższości facetów nad
      kobietami w różnych dziedzinach, nie przeszkadzał mu w tym fakt, ze jeszcze w
      liceum musiałam go podciągać z matmy... Co parę lat przypomina sobie o mnie i
      próbuje nawiazac kontakt.
    • lesialesia Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 13:10
      taka historia i jeszcze masz jakieś wątpliwości? rzuć ch*jka w diabły i nawet
      się nie oglądaj. każ mu natychmiast się wynosić z TWOJEGO mieszkania,
      niezwłocznie złóż papiery rozwodowe i o opiekę nad dzieckiem. nie wahaj się i
      nie bądż w tym sama- zwróć się o pomoc do rodziny, przyjaciół. niech ktoś z nich
      będzie obecny w momencie kiedy mu powiesz żeby sie wyniósł z mieszkania
    • lopresolja Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 13:13
      wiesz trafilas na typa co to Cie omotał najpierw, uzaleznił psychicznie i
      emocjonalnie od siebie zebys mu byla posluszna...wyczuł Twoja slabosc i dobroc i
      to perfidnie wykorzystuje..wiem co mowie bo o maly wlos sama bym sie w cos
      takiego nie wpakowala ale uwierz wystaw mu walizki za drzwi i powiedz zeby sie
      odpier... i na 100% dasz sobie rade w odzyskaniu swojej godnosci i samooceny i
      musisz dac sobie czas BEZ NIEGO z rok czy dwa poukladac sobie zycie `po swojemu`
      wiem ze przy dziecku moze to byc ciezkie bo wkoncu jakies kontakty beda ale nie
      sluchaj takiego chama TY GO NIE ZMIENISZ na lepsze bo on sam tego nie chce a
      wrecz zneca sie nad Toba psychicznie a juz na pewno CIE NIE KOCHA chocby nie
      wiem co mowil i probowal robic eh
    • artemisia_gentileschi Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 14:00
      I Ty się jeszcze zastanawiasz? Ja bym dawno zwiała, szkoda życia.
    • annajustyna Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 15:34
      Dziewczyno, ratuj siebie, swoje dziecko i przyszle dzieci, ktore obys kiedys
      miala z mezczyzna tego wartym!!! Powodzenia!
    • pendzacy_krolik Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 15:58
      "powiedzialam tylko krotko, ze takie info przed siwetami mu
      wybaczam, ale ze w drodze na kolacje porusza temat to mu zaraz chyba
      je...ne. "
      za to zdanie cie kocham Kobieto! jestes wielka, ten twoj to maly
      fajfus, ktory moze ci najwyzszej codziennie tylek podcierac i to
      koniecznie bez papieru!
      wywal gnojka z domu, poki nie jest za pozno, bo im dluzej z nim
      bedziesz tym bedzie ci trudniej. klasyczny opis goscia, dla ktorego
      malzenstwo to antidotum na zaiwedziona milosc.skad ja to znam...
      on cie nie kocha, to widac po ty,jak cie traktuje.ty za to musisz
      sie odkochac, innego wyjscia nie masz. wez se za leczenie,schudnij i
      zrob z fajfusem porzadek. jestes super babka, to sie czuje, a wyglad
      mozna dopracowac.i bron boze nie daj sobie zrobis drugiego dzieciaka!

    • yoko0202 żeby walczyć, to trzeba mieć o co 24.01.10, 16:25
      a tutaj nie masz
      podziękuj panu za występy, dość poświęciłaś i się nacierpiałaś.
      widzę, że jesteś bardzo obrotna babka i sama sobie ze wszystkim do tej pory
      radziłaś - zobaczysz więc jak fajne może być samodzielne życie bez zbędnego
      balastu w postaci tego emocjonalnego popaprańca

      a w przyszłości, to spróbuj może nie pozbywać się tak całkowicie 'siebie' dla
      dobra związku.
    • jack20 Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 16:36
      nie wiem jak po takim opisie mozna wyciagnac konkluzje:
      ".. Nie wiem co robic..." ????
      masochism to naprawde choroba

    • ma_dre Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 22:04
      kobieta_i_zakret, pozwolisz ze wypowiem sie i ja...
      byc moze warto zawalczyc jeszcze o wasze malzenstwo, lecz jesli nawet to nie tak
      jak do tej pory i nie tak jak to sobie wyobrazasz. Mysle ze jedyne co mozesz
      zrobic by ratowac twoje malzenstwo to powrot do "dawnej" siebie, osoby
      towarzyskiej, niezaleznej, podobajacej sie sobie, pewnej siebie i trzymajacej
      zycie w garsci! Byc moze wlasnie takiej ciebie twoj maz potrzebuje, mimo ze nie
      zdaje sobie z tego sprawy. Widzisz sama ze rozdeptany papec, jaki z ciebie
      zrobil, nie podoba sie ani jemu ani tobie samej, a gdyby nawet jemu odpowiadalo
      miec ciebie taka, to sama zauwazylas ze nie warto ciagnac takiego ukladu.
      Odwagi i stanowczosci w zdobywaniu siebie na nowo. Z twoich slow odczytuje ze
      jestes dojrzala i wartosciowa osoba. Uda ci sie (nawet jesli malzonek tego nie
      doceni, ale to juz nie bedzie mialo znaczenia...)
    • wypedzonyzziemodzyskanych Re: walczyć, czy rozwód? 24.01.10, 22:56
      kobieta_i_zakret napisała:

      mąż zrobił ze mnie kucharkę, sprzątaczkę i maszynkę do zarabiania pieniędzy.

      A ja przez całe lato próbowałem aby zgodziła się pójść na randkę ... i nic.
    • alex_koz Re: walczyć, czy rozwód? 25.01.10, 02:55
      spakować wszelkie jego rzeczy i niech spier...

      Nie wierze w to czytam: wydajesz sie fajna babka, zaradna, finansowo ustawiona,
      wiec zapewnie wyksztalcona jestes, maz traktuje Cie jak stary mebel, a ty sie
      zastanawiasz czy walczyc o ten zwiazek. Im szybciej rozwod tym lepiej!
    • megi1973 Re: walczyć, czy rozwód? 25.01.10, 08:54
      podziwiam tych co przeczytali tę historyjkę w całości
    • brak.slow Re: walczyć, czy rozwód? 25.01.10, 11:50
      [i]"On do niczego nie dążył, a mieszkanie przed ślubem kupiłam ja..."
      "Mąż mi w niczym nie pomagał i gdzies w tym pospiechu, zmęczeniu, pozniej pracy
      zawodowej i małym dziecku w domu pogubiłam się, zgubiłam nie tylko jego, ale i
      siebie, zawsze brakowało pieniędzy, bo po spłacie kredytu na obecne mieszkanie
      wzięłam nowy na większe, żeby dziecko (marzyłam, że dzieci) miało gdzie
      mieszkać. Mąż oczywiście wykrzyczał mi pozniej, ze go wrobiłam w kredyt itp."[i]

      to mieszkanie, ktore kupilas po slubie, to za wlasną kasę czy wspólną? czy on
      tez spłacał kredyt?

      bo jesli tylko ty zasponsoowalas mieszkanie, to ja Ci wspołczuje przy podziale
      majątku.....
      • kasiaczek181987 Re: walczyć, czy rozwód? 25.01.10, 18:50
        Boze,już drugi post taki czytam i nie wierze. Jak kobieta może być tak głupia ?
        Odejdź, na co ty czekasz ?

        W sumie sama byłam taka głupia :( bo dwa lata się mezczyłam żeby zakończyć
        zwiazek z draniem :( daj sobie spokój, nie ma o ci walczyć
    • ramka2 Re: walczyć, czy rozwód? 25.01.10, 19:10
      OCZYWIŚCIE, ŻE ROZWÓD. JAK NAJSZYBCIEJ. SZKODA TWOJEGO ŻYCIA.
Pełna wersja