Rozwod planowany na za 10 lat

    • radykalny_laktator Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 14:44
      ale spicie w jednym łóżku
      • kaiteki Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 04:54
        Spimy osobno.
    • renia.bt Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 14:54
      Wiesz, dla mnie to jest przerażające. Po pierwsze jeszcze zanim do czegokolwiek
      doszło już wciągnęłaś w to dziecko - najpierw chyba trzeba uzgodnić wspólną
      linię postępowania między dorosłymi i się jej trzymać. Po drugie jak piszesz w
      którejś odpowiedzi - czekasz aż mąż sobie kogoś znajdzie - i tak myślę, tym
      samym zdejmie z Ciebie odpowiedzialność za Twoje własne życie.
      Wiem co mówię - moi rodzice się rozwiedli kiedy ja i mój brat byliśmy dorośli -
      jak dla nas o dobre kilka lat za późno - ich małżeństwo było dla nas
      psychicznym piekłem i ciągle słyszeliśmy, że to dla naszego dobra... Nie miej
      złudzeń, że dziecko nie czuje co się między Wami dzieje. Doradzam dobrego
      terapeutę, bo Twoje problemy nawet w sposób nieświadomy będą odbijać się na
      dziecku, o którego dobro Ci chodzi. I albo wypracujcie z mężem wspólny schemat
      dobrego rozstania się albo dobrego bycia razem, bo nie robiąc nic albo robiąc
      może coś za 10 lat być może zmarnujecie mu życie.
    • bena1209 Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 15:03
      Kaiteki, czy wzięłaś pod uwagę, jaki wzorzec rodziny zaserwujesz swojemu dziecku
      przez te 10 lat?
      Widząc brak miłości i zrozumienia między rodzicami, w przyszłości
      prawdopodobnie stworzy podobny związek. Zrobisz z niego emocjonalną kalekę, bez
      urazy. A w wieku 20 lat nie każdy jest na tyle dojrzały, zeby gładko znieść
      rozstanie najbliższych sobie ludzi. Jesli zdecydowałas już o rozwodzie, to go
      przeprowadź.
    • obyczaje Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 15:15
      Jak można planować rozwód? to tak jakby planować samobójstwo-zabiję
      się za 10 lat, bo pewnie będę stara i brzydka.
      Jeżeli nie uda się nic naprawić,to należy to zakończyć możliwie
      szybko, oszczędzić sobie i partnerowi upokorzeń,złośliwości i wielu
      innych złych emocji.Łaczy Was dziecko, a Ono zawsze będzie
      potrzebowało dwojga rodziców.
      Jak dla mnie to głupio myślisz.
      Ja zakończyłam mój związek szybko, mając małe dzieci i nie żałuję, a
      z byłym mam poprawne stosunki.
    • macosa Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 16:10
      Zaraz mi ktoś zarzuci, że farmazony prawię...

      Nikt nie powinien Ci doradzać w tej kwestii. Nikt, z tego forum. Nie szukaj tu ani poklasku, ani karcenia. Nikt nie może Ci powiedzieć co masz robić nie znając Ciebie, Twojego męża...
      Ale...Mówisz, że kochasz na zabój, albo wcale. Wnioskuję, ze swojego męża kochałaś. Więc na zabój. Nie rozumiem jak można kogoś kochać na zabój a ptem nagle przestać? Dla mnie to nie jest miłość na zaboj. A skoro ne jest, to jest tym samym, co zarzucasz obecnie swojemu mężowi. Chęc do bzykania.

      Prawdziwa miłość wybacza. Nie twierdzę, że trzeba być z kimś na siłę. Tak nie można, ale dla mnie powodem do rozwodu może być znęcanie się nad wspłmałżonkiem, a nie nap. zdrada. Zdrada, to ciężka sprawa, ale nie powód do rozstania. To pjście na łatwizną dla obu stron.
      Jak to już do sioebie nie pasujecie? Jak to macie inny sposób widzenia świata? A kto powiedział, że małżonkowie muszą lubić tę samą zupę, partię poityczną. Nie muszą też lubić tych samych ludzi, tak samo pracować. W sumie, to mógłbym dużo tu pisać, ale jak na wstępie - nie szukaj na forum w internecie ani poklasku, ani karcenia, żadnych porad w takich kwestiach. Od tego masz rodzinę, bliskich przyjaciól, możesz pogadać z mężęm. Jeśli jesteś wierząca (choć nie musisz) i znasz 'dobrego' księdza, to i on Ci podpowie - choć jego podpowiedź wcale nie musi być łatwa! W ostateczności są też poradnie małżeńskie!
      • kaiteki Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 07:00
        Jakby Ci zrobil i powiedzial to co mi, to bys o wybaczaniu nie
        pisala. Nie rozpoczelam tego watku, zeby biadilic na niego i sie
        zalic, wiec nie bede sobie tej przykrej przeszlosci przypominac,
        zaspakajac wasza ciekawosc i wypisowac czemu konkretnie jest takim
        niedobrym mezem. Zalezy mi na opiniach na temat uczuc dziecka. Czy
        na prawde uwazacie, ze lepiej zafundowac mu piekielko rozwodowe
        teraz (kolejny raz pisze, ze maz reaguje agresywnie na temat
        rozwodu, wiec go unikam, usmiecham sie i pytam gdzie spedzamy
        wakacje - dziecko sie cieszy, niektorzy nie potrafia sie
        kulturalnie rozstawac), czy pogodnie niesc swoj krzyz i poczekac na
        moment kiedy dziecko bedzie w stanie myslec racjonalnie, a maz byc
        moze dorosnie do tego by sie pogodzic, zrozumiec, ze za pewne
        rzeczy musi zaplacic wysoka cene. Zycie to nir bajka, kaze
        niewinnych niech wiec kaze i winnych. Dlaczego maja mu si ejego
        niegodziwosci upiec?
        • roterro Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 10:10
          pogodnie niesc swoj krzyz......
          Zycie to nir bajka, kaze niewinnych niech wiec kaze i winnych

          ?????????????
          zycie ktore karze ??? niewinnych? winnych?
          o czym ty mowisz?
    • rach.ell Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 16:13
      kaiteki napisała:

      > Jestem mezatka od kilkunastu lat. Klapki zoczu spadly mi kilka lat
      > temu, ale nie moglam sie rozwiesc. Dziecko przywiazane do meza
      > bardzo plakalo. Nie kocham i nie uprawiam seksu od kilku lat.
      > Szczerze powiedzialam mezowi. CHyba nie wierzy, stara sie byc
      > lepszy. Tak mam, ze jak kocham to bezgranicznie, a jak mnie zrani
      > to juz nic, koniec. Nie tylko, ze brak uczucia. Pasowac do siebie
      > tez nie pasujemy, inne hobby, inny sposob widzenia swiata. To ja
      > sie zmienilam. Planuje rozwiesz sie za dziesiec lat jak juz
      dziecko
      > pojdzie na studia. Mysle, ze maz tez mnie nie kocha, chce sie
      tylko
      > bzykac. Chce zaczac zyc od nowa. Poradzcie!
      kilka lat bez seksu to nienormalne. za 10 lat moze byc za pozno zeby
      cokolwiek zaczynac. znajdz sobie kochanka. nie wiem jakie sa twoje
      relacje z mezem ale moze sprobujcie zawrzec jakis uklad, dajcie
      sobie troche swobody bo kiedy sie zestarzejesz a dzieci juz w domu
      nie bedzie i nie beda mialy dla ciebie za duzo czasu, bedziesz
      zalowac, ze odmowilas sobie w zyciu rozkoszy.
      • jarkoni Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 16:43
        kaiteki, może zajrzyj na nasze forum, dowiesz się hmm.. co dalej..
        Pozdrawiam
        • roterro Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 16:58
          O ile wiem, to dziecko niekoniecznie potrzebuje tego zeby rodzice
          razem mieszkali, tylko przekonania, ktore nalezy mu przekazac, ze
          nawet kiedy rozstaja sie jako malzenstwo, nie rozstaja sie jako jego
          rodzice, ze zawsze nimi beda i zawsze dziecko bedzie dla nich
          najwazniejsze. Nie mowie ze dla dziecka to nie dramat, ale
          mieszkanie z ludzmi, ktorzy sie rania, czy nie znosza, przez cale
          lata, tez jest dramatem.

          Dziecko jak gabka nasiaka atmosfera w domu i wzorcami zwiazku, jaki
          serwuja mu rodzice. Jesli wychowuje sie w domu gdzie rodzice sie nie
          kochaja, takiego modelu zwiazku sie uczy. Nie wiem czy to naprawde
          dla dziecka to taki 'dar'.
          Jesli rodzice nie tylko sie nie kochaja, ale w dodatku nie znosza,
          denerwuja sie nawzajem, czy rania, dziecko uczy sie ze tak wlasnie
          wyglada zwiazek.
          I to nie dziecko powinno decydowac o tym czy sie rozwiedziesz czy
          nie, bo nie jest rola dziecka podejmowanie decyzji za rodzicow, w
          zadnej sprawie. Decyzje w sprawie swojego malzenstwa powinnas
          podejmowac ty sama.
          • roterro Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 17:06
            ktos napisal - bardzo slusznie - o zrzucaniu odpowiedzialnosci za
            swoje zycie. Chcesz sie rozwiesc, ale tego nie robisz - bo maz nie
            odchodzi!!! jakbys ty nie mogla odejsc.
            I dlatego, ze dziecko mowi: "nie". Pozwalanie dziecku decydowac o
            swoim malzenstwie tez nie jest dobrym wyjsciem.
            jasne ze to bardzo trudne, wiem, rozumiem cie, ale gdybys tak wziela
            sprawy w swoje rece?
    • black-emissary Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 21:22
      Dziecko dość szybko łapie, że między rodzicami jest źle. Dajecie mu w ten sposób
      fatalny przykład. A gdy do tego uświadomi sobie, że męczycie się z sobą "dla
      niego" to skończy się to u niego paskudnym poczuciem winy.
      • sellaronda Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 21:48
        Ja jestem dorosłym dzieckiem rozwodzących się właśnie rodziców.
        Szok i emocje są ogromne, do tego dochodzi poczucie
        odpowiedzialności za 'porzucanego' rodzica i totalna niechęć do
        rodzica 'porzucającego'. Nawet jeżeli rodzic 'porzucający' trwał w
        małżeństwie częściowo dla dobra dzieci, w ogóle się tego nie
        docenia. Ja czuję tylko żal i oburzenie, że można tak po prostu
        niszczyć fajną rodzinę. Bo rodzina była fajna, rodzice może nie
        wpatrzeni w siebie jak w obrazek, ale zgodni i (pozornie?)
        zadowoleni. Nie wiem, czy jest na co czekać. Jak człowiek jest
        dorosły, wcale nie jest lepiej.
        • adoptowany najwazniejsza opinia 29.01.10, 23:45
          dziekuje ci za bardzo trafne i szczere wyznanie.To jest pocztek
          ceny jaka zaczynaja placic dzieci z robitych rodzin.Totalna niechec
          od rodzica porzucajacego i tak naprawde dziecko nigdy nie pogodzi
          sie z tym faktem..Tak sobie mysle,ze czasami lepiej byloby zeby
          niektorzy zostajac rodzicami,nigdy nie zostali malzenstwem.Chyba
          duzo latwiej jest dziecku zaakceptowac taki stan.
          • kaiteki Re: najwazniejsza opinia 30.01.10, 07:07
            "Tak sobie mysle,ze czasami lepiej byloby zeby
            niektorzy zostajac rodzicami,nigdy nie zostali malzenstwem."

            tez tak mysle. Moze w przyszlosci zczeznie ten przezytek, bo za
            duzo konfliktow rodzi.
        • kuku85 Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 02:11
          A sytuacja u Ciebie jest jeszcze świeża? Też tak miałam na początku. Ogromny żal
          i pretensje z jednej strony, poczucie obowiązku i zapewnianie bezwarunkowego
          wsparcia z drugiej. Ale po paru miesiącach i pewnym "ochłonięciu" trochę mi się
          odmieniło. To ważne,żeby w tym wszystkim zachować własne zdanie, dopuścić do
          siebie własne sądy, a nie tylko tłumaczenia i opowieści jednej i drugiej strony.
          Chyba tylko w ten sposób można zachować w miarę dobre relacje z obojgiem rodziców.
          I to, że można sobie pozwolić na pewną niezależność opinii w tej sytuacji, to
          chyba jedyny "plus" dla dorosłego dziecka rozwodzących się rodziców.
        • kaiteki Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 05:06
          Wlasie, to tez mnie zniecheca do odejscia: odchodzacy jawi sie
          czarna owca, ktora krzywdzi. A ja na prawde nic zlego nie zrobilam,
          Cale dotychczasowe zycie serio podczilam i do zwiazku i do pracy.
          Nigdy nie kogo nie zdradzilam, w glowie mi sie taka mysl nigdy nie
          urodzila. Tutaj sie pochwalilam jak to wspaniala bo jestem tylko
          nickiem ale w realu jestem skromna i wysoko cenie te ceche u siebie
          i innych. Pielegnowalam domowe ognisko, ciasteczka, prezenty dla
          tesciow na dzien dziadkow. Urodzinki, pucowanie domu. A maz myslal,
          ze mu sie to wszystko nalezy i hulaj dusza, imprezka, hulaj
          interesy, bo on biznesmen normalnie pracowac sie nie chce, a jak
          zabraklo kasy, to dalej chocby z banku, bo zona juz nie da. Jest na
          czarnej liscie w bankach i ukrywa sie przed takimi Providentami.
        • kaiteki Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 05:18
          Sellaronda,
          Dlaczego masz zal. Miales fajna rodzine bo ktos poswiecil szmat
          wlasnego byc moze szczesliwego zycia, zebys tak czul, wlasne
          szczescie Oddal Tobie. Bardzo sie staral skoro twierdzisz, ze
          miales fajna rodzine. Zmartwiles mnie. Wyglada na to, ze dorosle
          dzieci tez sa wciaz jeszcze dziecmi, nie analizuja, nie dedukuja i
          nie wyciagaja jeszcze racjonalnych wnioskow. Moze moj sym tez taki
          bedzie? Bedzie mial w nosie, ze rodzic chce byc szczesliwy i po
          tylu latach nalezy mu na to pozwolic?
          Miales fajna rodzine, znaczy dobrze to wszystko dla Ciebie
          zorganizowali. Miales cieplo, bezpieczenstwo, uchronili Cie przez
          bieda i trauma. Nie pozwolisz im teraz na wlasny kawalek szcescia ?
          Duzo CI dali, daj i Ty cos rodzicielowi: zrozumienie chocby. Ten
          odchodzacy bardzo Cie kocha, skoro zmuszal sie dla Ciebie tyle
          lat.Twoj zal jest dla niego najwiekszym nieszczesciem. On juz nie
          oczekuje aprobaty ale chocby zrozumienia. I na Twoje zrozumienie
          bedzie czekal cale zycie.
    • jagger2009 Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 21:45
      dziecko plakalo??? i to jest powod ze obydwoje siedzicie razem a
      wlasciwie nic was nie laczy, cos z wami obydwojgiem jest nie tak, on
      jak sie chce bzykac niech idzie na dziewczynki a ty???? bedziesz
      czekac az dziecko pojdzie na studia??? naprawde puknij sie e czape i
      podejmij decyzje nie za niego nie za dziecko tylok za i dla samej
      siebie niezdaro
      • abcd777 Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 22:02
        Ja mam identyczna sytuacje,tyle tylko , ze rozwod zaplanowalam za 2-
        3 lata. Dziecko ma teraz 3. Ale z tatusiem po prostu sie nie da
        zycd, to dwa inne swiaty, dwie kultury (miasto-wies), sorry, ale
        niestety wychodzi to po latach.. nigdy bym nie przypuszczala,
        zreszta nie bylo tego dysonansu wczesniej widac.... Jedyne, co nas
        laczy, to dziecko, ktore za tatusiem szaleje.. a tatus sie uwielbia
        i cholubi do granic niewyobrazalnosci.. I tez sie bije z myslami,co
        robic...bo ja oprocz tego malego skarba (co jest szczesciem
        najwiekszym) nie mam z zycia nic... seksu od 2 lat nie mialam, o
        romantycznym wieczorach to moge sobie tylko pomarzyc, tzn nawet
        jesli malzonek zabierze mnie do teatru, to po 10 min ziewa i
        szepcze, czy mozemy juz isc do domu... no sami powiedzcie....
        najlepiej czuje sie na imprezach plenerowych, gdzie mozna isc w
        waciaku i gumiakach i piwo pic (przekoloryzywuje oczywiscie) ale tak
        to z grubsza wyglada. Powiecie teraz pewnie, ze widzialy galy co
        braly....ale otoz nie, bo malzonek maskowal sie doskonale przez
        jakies 2 lata (i to potwierdza rozliczni świadkowie naszego bycia
        razem).... Ja juz mam tego dosc, wykancza mnie to, on spi z
        dzieckiem, ja w drugim pokoju, jak on idzie na spacer z dzickiem, to
        ja zostaje w domu, kazde wspolne przedsiewziecie jest katastrofą...
        nawet dzisiejszy bal naszej corki... zachowywal sie jak idiota.... a
        jak mu wypunktowalam,co i jak, to sie obrazil i nie gada. w s umie
        fajnie, bo jest spokoj, no ale ja nie tego chce, nie chce, by
        dziecko wyroslo na takiego gbura, co to nawet zebow przed spaniem
        nie myje, bo po co (a bylo inaczej!!!!), szkoda slow... w sumie
        postanowilam jedno, za 3 lata rozwod, przez ten czas musze zrobic
        awans zawodowy, i jak zyskam pewne miejsce pracy, to wtedy bye bye..
        naprawde wole byc sama....- choc nigdy bymnie przypuszczala,z e to
        kiedys powiem, wszak cierpialam na depresje przez lata i to racji
        samotnosci.Ale mozna tez byc bardzo samotnym w malzenstwie. NIe
        wiadomo, co gorsze, w kazdym razie ja juz wiem....
        • e.i.t.h.e.l Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 22:23
          Jak pięknie już wszystko zaplanowane. Ciekawe, czy mąż wie o tym terminie i Twoich planach. Ciekawe, czy dałaś jemu taką oczywistą szansę jak sobie na zadziałanie (Twój planowany awans). Być może gdyby wiedział o rozwodzie to by się przejął (gdyby wiedział, że to nie takie gadanie dla gadania, czy szantażu). Może skusiłby się na terapię, może nawet zacząłby myć zęby. Teraz planujesz rozwód za 3 lata, ale po tym czasie może się okazać, że jeszcze potrzebujesz 2 lat na awans, a potem, że jednak 3 lat, bo dziecko jest nadal małe, a potem może się znów coś przydarzyć np. strata pracy. Nie da się czegoś takiego zaplanować. A jeśli jesteś pewna, że między wami koniec, to skończ to jak najszybciej.
          • kaiteki Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 07:16
            "Być może gdyby wiedział o rozwodzie to by się przejął"
            Wlasnie mezczyzni sie nie przejmuja kiedy kobiety tylko gadaja.
            Uwazaja, ze zona jest dana raz na zawsze i nie trzeba wiecej sie
            starac, jeden problem z glowy. Zaczynaja myc zeby, kedy ona juz
            jest odarta z wszelkich uczuc do niego, wczesniej zignorowanai
            wysmiana za zbyt wygorowane oczekiwania. Jak im strach i wizja
            zycia bez niej, w oczy zajrzy, dopiero wtedy dochodzi do nich ze
            jej oczekiwania nie sa taki wygorowane i to mycie zebow to zadna
            wygorowana cena, za dlugoletni harmonijny zwiazek. Tylko, ze
            kobieta nawet, mimo, ze bardzo pragnie, nie potrafi juz w pewnym
            momencie, rozkazac sercu: "Kochaj Go!". Serce nie sluga, jak to
            mowia, miarka sie przebrala, wiadro wody przelalo.
            Chlopcy, jesli wam zalezy, dokladnie przysluchujcie sie swoim
            kobietom! Nie lencie sie!
            • e.i.t.h.e.l Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 16:53
              To, że mężczyźni nie słuchają kiedy kobiety tylko gadają, jest po części zasługą samych kobiet. Bo one gadają, gadają, gadają, grożą, szantażują, a rzadko spełniają obietnice. Np. sytuacja, gdy kobieta mówi, że jak mąż jeszcze raz wróci pijany to wystawi mu walizki za drzwi, a potem go i tak wpuszcza i tak jeszcze raz i jeszcze raz. I jak mężczyzna ma się bać, czy uważać tę kobietę za konsekwentną?
        • kaiteki Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 06:36
          "Ale mozna tez byc bardzo samotnym w malzenstwie"
          Tak to prawda.
          Bardzo dobrze Cie rozumien i wspolczuje. Chcialabym, jako bardziej
          doswiadczona, ostrzec Cie przed sytuacja jaka widze, ze Ci teraz
          zagraza, a jej nie dostrzegasz. Otoz Twoj maz jest wspanialym ojcem
          dla dziecka. Widac, ze poswieca mu duzo czasu a dzieci kochaja i
          idealizuja doroslych, ktorzy maja czas i ochote na istnienie
          w "swiecie dziecka". Twoj maz ma przewage nad Toba, bo Ty widac, ze
          ambitnie realizujac swoje zawodowe plany, masz tego czasu dla
          dziecka znacznie mniej. Dziecko bardziej kocha tego, kto z nim
          przebywa i dzieli swiat jego uczuc, przezyc, emocji. Szczegolnie
          jesli jest to chlopiec. Chlopcy potrzebuja meskiego wzorca zachowan
          a ojciec, jakikolwiek, jest nim naturalnie. Tak bylo w moim domu
          rodzinnym ojciec nalogowiec, ale wystarczylo, ze byl wesoly
          zartownis i moi bracia za nim przepadali, ja rowniez.
          Idealizowalismy go mimo, ze byl brutalny dla matki i w czynach i w
          slowach, byl nieodpowiedzialny w pracy (oddalono go na przymusowa
          emeryture jeszce w PRL-u). Obiektywnie marny partner do zycia, to
          delikatnie powiedziane. Uczucia to jednak co innego. Kochalismy go.
          Teraz, rodzenstwo po 40-stce i 50-tce, doswiadczone zyciem, ocenia
          ojca prawidlowo, obiektywnie. Czlowiek 20-letni czy 30-letni to
          jeszcze nie dorosly, zadza nim emocje, jednak.
          Istnieje prawdopodobienstwo, ze dziecko bedzie bardziej przywiazane
          do taty.
    • groma_00 Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 22:14
      kaiteki napisała:

      > Tak mam, ze jak kocham to bezgranicznie, a jak mnie zrani
      > to juz nic, koniec.

      Jak Cie zranil?
    • timurek1 Re: Rozwod planowany na za 10 lat 29.01.10, 22:24
      wymagasz lekarza od głowy i tyle. po pierwsze nie do końca
      zrozumiałe jest to o co ci chodzi, a po drugie musisz wząć lekcje
      ortografii. a takie błędy jakie popełniasz, świadczą, o tym, że
      jesteś osobą...... dodaj sobie co chcesz. a co za tym idzie, może
      się po prostu mylisz, i coś wymyśliłaś. nie rozumiem takiego
      określenia- nie mogłam się rozwieść- to jakiś bełkot. jak by ci było
      źle, to byś to zrobiła i tyle. lekarza!!!!
      • kaiteki Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 07:20
        Ty tez naucz sie zasad wypowiedzi pisemnej - chodzi mi o brak
        duzych liter na poczatku zdania.
    • grassant indyk myślał o niedzieli, a w sobotę... 29.01.10, 22:56
      mu łeb ścieli. wiem co zrobię za 10 lat hehehehe
      a co za 20?
    • tw.zenek No i co my tu widzimy? 29.01.10, 22:57
      Otóż widzimy pewną panią, które ma bardzo wysokie mniemanie o sobie, atrakcyjna,
      zaradna, wykształcona, potrafi "owijać wokół palca" (i za 10 lat też będzie
      potrafiła - jej własne słowa) - słowem przebojem idzie przez życie. Życie
      zapewne dobrze zaplanowane, skoro zaplanowała nawet datę rozwodu - i to w
      perspektywie 10 lat...

      Z drugiej strony mamy męża, który czymś jej podpadł, ale nie wiemy czym, gdyż
      owa Pani tego nie wyjaśnia. Wiemy tylko, że nie jest tak idealny, zaradny - jak
      Jej Wysokość.

      Mamy także dziecko, z którym nikt się nie liczy, a już najmniej jego Mama, skoro
      chce go skazać jeszcze na 10 lat piekła (jak twierdzi kilka lat już to trwa).
      Mama mówi, że nie kocha swojego męża (nawet w ostrzejszych słowach to ujmuje), a
      jednocześnie jest pewna, że wytrzyma jeszcze 10 lat "dla dobra dziecka" i będzie
      udawała kochającą się rodzinę.

      Autorka pisze, że mąż chce się zmienić ale ona już go nie chce - czarno widzę w
      tym kontekście te następne 10 lat, ale zapewne życie tej Pani jest tak dokładnie
      zaplanowane, że nie dopuszcza do siebie możliwości jakichkolwiek komplikacji.

      Pani zakłada również, że za 10 lat jej dziecko będzie na studiach. Ja bym
      powiedział raczej, że po tych latach dobrze będzie, jak dziecko wyjedzie na
      jakiś wolontariat do Zimbabwe (byle dalej od "rodziców"), a nie skończy na
      odwyku/w areszcie/sekcie.

      I na koniec: Pani twierdzi w jednym z postów, że potrafi kochać "bezgranicznie",
      a jednocześnie (w tym samym poście) o "niewybaczalnych" błędach swojego męża.
      Niestety droga Pani - nic pani nie wie o "bezgranicznej miłości". Już raczej
      chyba bardziej szczera była Pani pisząc o tym: "owijaniu wokół palca". Ale to
      nie ma nic wspólnego z miłością.

      Oczekiwania, oczekiwania i jeszcze raz oczekiwania. Niestety - świat raczej
      pójdzie swoją drogą. Będzie Pani tupać, wściekać się, że życie nie liczy się z
      taką "ambitną, piękną i wykształconą", zamiast by default padać na twarz - ale
      ono już takie jest.
      • tw.zenek O, znalazłem cytat "Jej Wysokości" w innym poście. 29.01.10, 23:03
        > Tak mam, ze jak kocham to bezgranicznie, a jak mnie zrani
        > to juz nic, koniec.

        Właśnie to jest zdanie: "wewnętrznie sprzeczna". Ale owa Pani sądzi zapewne, że
        samo wpuszczenie faceta do łóżka oznacza, że kocha go: "bezgranicznie".

        Śmieszne - i tyle.
      • heniahenkowska Re: No i co my tu widzimy? 29.01.10, 23:27
        Przede wszystkim to Pan Biedny Jej Wysokości Mąż popełnił błąd
        (wciąż nie wiemy jaki) i w dodatku chce się zmienić, a to ma się
        chyba bardzo daleko jeszcze do piekła.
        Pani ma kaprys,ot co. Mniemanie też, fakt.
        • tw.zenek W dodatku jej pojęcie "miłości bezgranicznej", 30.01.10, 01:46
          przypomina bardziej umowę kupna-sprzedaży czyli: "dostarczam towar najwyższej
          jakości (siebie), a w zamian oczekuję.... (tu odpowiednie punkty)"
          • aaanim Re: W dodatku jej pojęcie "miłości bezgranicznej" 30.01.10, 14:54
            z ust mi to wyjąłeś:)
            mężczyzna powinien:.....(i tu następuje niekończąca się tyrada),a w zamian
            pozwolę pocałować stópki. Nawet jeśli owy mężczyzna się stara to i tak za mało,
            ewentualnie jest już za późno, gdyż popadł w niełaskę i jest już niegodzien.
            Nie wiem co takiego strasznego Ci mąż powiedział, ale faktycznie musi być
            niewybaczalne skoro pokutować będzie przez to cała rodzina przez najbliższe 10 lat.
            Mam wrażenie, że strasznie się na tego męża "nakręciłaś", sama siebie
            podjudzasz,a jego karzesz groźbą rozwodu i brakiem seksu. Postawiłaś mocną
            barierę i tylko od niego oczekujesz żeby coś z tym zrobił, ale sama nawet nie
            bardzo wiesz co.
            Jeśli się mylę i rozwód jest nieuchronny, to zrób to jak najszybciej- dla dobra
            dziecka.
            Jeśli jest choć cień szansy na dogadanie się z tym, którego tak bezgranicznie
            kochałaś to może zapytaj męża, czego on oczekuje od Ciebie bo w związku liczą
            się wszyscy, nie tylko ty, czy dziecko. seks też nie zaszkodzi.
            Dla dobra dziecka możecie się rozwieść, albo stworzyć rodzinę, pozostałe wyjścia
            to tylko zasłanianie się dobrem syna i zrzucanie na niego odpowiedzialności za
            nieszczęście dwojga ludzi.

            A do wszystkich które się tu wypowiadały, że planują rozwód za x lat bo on już
            nieromantyczny, bo ze wsi, bo mi coś powiedział,....
            to jedna uwaga: dojrzały związek nie rodzi się z czasem, tylko ze zrozumieniem,
            cierpliwością, akceptacją i kompromisem, czasem poświęceniem.
            Jak czytam posty w stylu w dzisiejszych czasach, przy dostępie informacji,
            licznych forach mężczyzna powinien wiedzieć jak się zachowywać to mi się od
            landrynkowych księżniczek niedobrze robi
            pozdrawiam
      • kaiteki Re: No i co my tu widzimy? 30.01.10, 07:27
        "Oczekiwania, oczekiwania i jeszcze raz oczekiwania."
        No pewnie, wedlug Ciebie, lepiej niczego od zycia nie oczekiwac,
        tylko zrezygnowac ze wszystkiego, ubrac berecik i do kosciola,
        pomodlic sie o awans na zycie posmiertne:(((
        Wspolczuje Twojej zonie, pewnie jej tez nie wolno niczego
        oczekiwac, bo "zycie takie jest".
        • tw.zenek Tak myślałem - nic nie zrozumiałaś... 30.01.10, 11:00
          więc mnie obrażasz.

          W dodatku strzeliłaś sobie w stopę - czy ty nie widzisz jak się ośmieszasz?

          > Tutaj sie pochwalilam jak to wspaniala bo jestem tylko
          > nickiem ale w realu jestem skromna i wysoko cenie te ceche u siebie
          > i innych.

          Dziękujemy za poinformowanie nas - w ten jakże skromny sposób -
          o własnej skromności, ale tak żeby wszyscy wiedzieli jakie to wspaniałe.
          • kaiteki Re: Tak myślałem - nic nie zrozumiałaś... 30.01.10, 16:27
            A Ty, Zenku czym mozesz sie pochwalic? No co przez gardlo nie
            przejdzie czy nic nie masz? Nie artykulujesz swoich atutuw z
            zasady? To niedobrze, tak przynajmniej psychologowie mowia. Napisz
            sobie na kartce swoje plusy i co rano przed lustrem powtarzaj przez
            rok, jak mantre. Pogodny sie zrobisz i przestaniesz soboty spedzac
            przed komputerem.
            Zreszta podejrzewam, ze jestes zakompleksiona baba fajnego faceta
            i boisz sie takich jak ja. I masz racje i zozumiem Cie. To bardzo
            rozsadne z Twojej strony uprzwiac tego rodzaju propagande na
            forach, tez bym tak robila na Twoim miejscu.
            Acha, wiesz co Cie zdradzilo? Mezczyzni zwykle nie reaguja tak
            emocjonalnie na pewne swojej kobiecej mocy panie.
            Mozesz tez byc zapracowanym i nudnym mezem, niepewnym co do
            autentycznosci orgazmow Twojej kobiety. Dlatego szlag Cie trafia,
            ze kobieta moze byc tak pewna siebie.
            Wiecej mam do Ciebie sympatii jako kobiety, to zrozumiale. Facet
            tego typu to porazka.
    • gwen75 Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 01:24
      Jak dla mnie zuch-kobieta. Oby więcej kobiet potrafiło tak zawalczyć o swoje szczęście, gdy życie małżeńskie ulega rozkładowi.
      Nie żali się, nie rozpacza, nie uważa swojego życia za już straconego, ciągle się rozwija, przyszłość widzi w jasnych barwach i ma plan wyjścia z obecnego impasu. Brawo!
      Moi rodzice się rozwiedli, gdy miałem ok. 20 lat. Nie miało to dla mnie wielkiego znaczenia, bo małżeństwo było fikcją od wielu, wielu lat. Nawet odczułem ulgę, bo mieli mniej powodów do kłótni.
      Narażę się autorce wątku i powtórzę opinię wielu, że lepiej nie czekać tych 10 lat tylko załatwić to znacznie szybciej.
      • kaiteki Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 07:32
        Dziekuje, Gwen, za wyrozumialosc.
        Nie naraziles mi sie ani innym, tym poleceiem szybszego rozstania.
        Dostarczylam tylko szczatkowych informacji, ktore stanowia podstawe
        Waszych rad. Wkalkulowalam to i nie mam pretensji.
    • burza4 Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 13:22
      ty szukasz i czekasz na błogosławieństwo dziecka. Wg mnie - nie
      doczekasz się, nawet jak będzie miało lat 30. Bo za dobrze
      udajecie, cały wasz związek jest grą pozorów dla dzieciaka. Wasze
      życie jest jałowe, a jednocześnie nie daje sygnałów że coś jest nie
      tak. Ciekawam jak w takim otoczeniu dziecko ma przyjąć wzorce
      normalności w związku?

      rodzice koleżanki zostali ze sobą ze względu na nią. Początkowo o
      tym nie wiedziałam, ale w tym domu wyczuwało się złą energię, mimo
      że rodzice się w sumie nie kłócili. Uciekła do innego kraju,
      świadomość odpowiedzialności że przez nią ci dwoje byli skazani na
      lata życia w nienawiści była porażająca a ten przykład bardzo źle
      wpłynął na jej własne związki.

      dziecka się nie pyta o zgodę na rozwód, podobnie jak nie pyta się o
      pozwolenie na uprawianie seksu czy na urodzenie rodzeństwa.
      Podejmuje się decyzje - i dziecko musi się z nimi pogodzić.

      rozwód kiedy dziecko jest dorosłe niesie za sobą jeszcze jedno
      ryzyko - zaangażowanie go w pranie brudów, wyrzuty sumienia i
      poczucie odpowiedzialności za któregoś z rodziców, tego które jest
      słabsze emocjonalnie czy ekonomicznie. Dziecko ubiera się w rolę
      mediatora, rozjemcy, sędziego. W żadnym wieku nie jest to dobre, ale
      szczególnie dorosłego nic nie chroni przed syfem rozwodu.

      reasumując - uważam, że decyzją o pozostaniu w tym "stadle"
      niszczysz życie wam wszystkim.
    • Gość: Kobieta34 Re: Rozwod planowany na za 10 lat IP: *.eimg.pl 30.01.10, 17:44
      Nie rozumiem Cie, nie mozna zyc w fikcji, nie udawaj dla dziecka ze
      macie "normalny" dom, bo dziecko i tak wyczuwa gdy miedzy rodzicami
      cos nie gra. Ja rozwodzilam sie jak moje dziecko mialo 3 latka. Nie
      wyobrazalam sobie zycia w zwiazku dla dobra dziecka. Bylo ciezko,
      ale dalysmy rade. Skladaj pozew i nie kombinuj. Jesli Ty bedziesz
      szczesliwa, dziecko tez. Ja nie zabranialam zadnych kontaktow
      dziecku z bylym mezem, do dzisiaj czesto dzwonia do siebie,
      odwiedzaja. I moje relacje z Nim sa poprawne, tak samo z tesciami. W
      sumie nikt nie wierzy, ze jestesmy po rozwodzie. Ja mam swoje zycie,
      On swoje. Szkoda czasu na zycie w fikcji.
      • sellaronda Re: Rozwod planowany na za 10 lat 30.01.10, 18:21
        kaiteki - ja to wiem i rozumiem, że moja mama coś poświęciła i
        chciałaby wsparcia i prawa do nowego szczęśliwego życia
        kłopot polega na tym, że moim zdaniem ta rodzina naprawdę była fajna
        i w tym, że matka odchodzi od ojca, a on ją kocha i chce, żeby
        została
        więc mam dysonans - gdyby obydwoje chcieli nowego życia, o wiele
        łatwiej byłoby mi to zaakceptować
        a tak widzę krzywdę ojca i siostry i jakoś nie potrafię
        powiedzieć 'super, że tak to sobie fajnie wymyśliłaś'
        odpowiadając na inne pytanie - tak, sytuacja jest świeża, dystansu
        mało. dodatkowo - sprawa rozwodowa jeszcze się nie zaczęła, rodzice
        wciąż jeszcze mieszkają razem, więc myślę, że jeszcze dużo wrażeń i
        emocji przed nami. a ja będę niespokojna dopóki nie będę wiedziała,
        że obydwoje poukładali na nowo swoje życie i są szczęśliwi.
    • jedenpro.cent Czekaj z rozwodem 30.01.10, 18:13
      Jeśli jest dziecko, to radzę jednak nie rozbijać rodziny i jak planowałaś rozwód
      za 10 lat. Jakoś życie tak poukładać, żeby dziecko nie ucierpiało. No gra
      pozorów ale trudno.

      Obserwowałem rozwód moich znajomych. Ona 33, on 38, syn 16 lat. W ciąże zaszła
      przed maturą ale to nieważne.
      Syn po rozwodzie został z matką. Wyprowadziła się z synem z domu, który razem z
      mężem wybudowali. Matka była dla syna "lepsza", niestety mimowolnie nastawiała
      go źle do ojca. Syn teraz mówi o ojcu "dupek". Rozwód na 3 sprawie bez orzekania
      o winie. Teraz się sądzą i żrą o podział majątku.

      I moje 3 grosze na koniec. Najlepiej nie zakładać rodziny, nie rodzić dzieci.
      Ale jeśli już dziecko jest, to trzeba się nim zająć do końca studiów. I to w
      pełnej rodzinie.
      Nawarzyliście piwa, pijcie do końca, gorzkie? trudno.
      • poezja1983 rozwód?????????? 31.01.10, 19:51
        czytam co Wy tu piszecie i za głowę się łapię...... ludzie w jakim ja
        świecie żyje? tak naprawdę to mi się wydaję, że Ty kobieto nie masz innych
        problemów dlatego takie pierdoły jak rozwód Ci w głowie. myślałam że Ty
        masz jakiś większy problem z tym mężem. "robimy zakupy, planujemy
        wakacje"............ wiesz ilu ludzi w ogóle stać na jakiekolwiek
        wakacje.... naucz się może docenić to co masz w życiu. weź trochę
        odpowiedzialności za swoje małżeństwo i dziecko. skoro jak piszesz Twój
        mąż zmienia się i stara to może nie tylko obawa przed stratą swojej żony
        co to "do tańca i do różańca". może trochę pokory w sobie miej. może warto
        docenić starania męża, może on robi to właśnie dla Ciebie. otwórz oczy
        kobieto. idź na jakąś terapię razem z mężem. nie warto się męczyć 10 lat z
        jakimś "NIEROBEM". a jak tak ci dokucza jego lenistwo to rozwiedź się i
        nie płacz potem, że Ci źle.
        jak czytam co Ty piszesz to wydaje mi się że Ty raczej niezadowolona
        jesteś z Waszego życia erotycznego, które było (chyba kiepskie) i którego
        jak piszesz juz dawno nie ma
        PS. jestem kobietą żebys nie myślała że to jakaś męska świnia takie rzeczy
        wypissuje
        • lu_bella Re: rozwód?????????? 06.02.10, 10:54
          poezja1983 napisała:

          > czytam co Wy tu piszecie i za głowę się łapię...... ludzie w jakim ja
          > świecie żyje? tak naprawdę to mi się wydaję, że Ty kobieto nie masz innych
          > problemów dlatego takie pierdoły jak rozwód Ci w głowie.

          Rozwód to pierdoła ? hmmmm.....

          myślałam że Ty
          > masz jakiś większy problem z tym mężem. "robimy zakupy, planujemy
          > wakacje"............ wiesz ilu ludzi w ogóle stać na jakiekolwiek
          > wakacje.... naucz się może docenić to co masz w życiu.

          Mam wrażenie, ze dla ciebie to tylko forsa się liczy. Jak stać ja na wakacje to już super... ;P

          weź trochę
          > odpowiedzialności za swoje małżeństwo i dziecko. skoro jak piszesz Twój
          > mąż zmienia się i stara to może nie tylko obawa przed stratą swojej żony
          > co to "do tańca i do różańca".

          Na pewnych typach facetów trzeba się znać i tyle. Skoro napisała co napisała to nie to, że z kosmosu to wzięła. Kobieta uczy się na błędach i wyciąga wnioski. Brawo dla autorki wątku :)


          może trochę pokory w sobie miej. może warto
          > docenić starania męża, może on robi to właśnie dla Ciebie. otwórz oczy
          > kobieto.

          Ale przecież ona dopiero co te oczy otworzyła :O

          idź na jakąś terapię razem z mężem. nie warto się męczyć 10 lat z
          > jakimś "NIEROBEM". a jak tak ci dokucza jego lenistwo to rozwiedź się i
          > nie płacz potem, że Ci źle.

          A ty się zdecyduj o co ci chodzi. Nie odniosłam wrażenia, że będzie płakać po rozwodzie tylko poczuje ulgę :>

          > jak czytam co Ty piszesz to wydaje mi się że Ty raczej niezadowolona
          > jesteś z Waszego życia erotycznego, które było (chyba kiepskie) i którego
          > jak piszesz juz dawno nie ma

          A jeśli nawet to co ?

          > PS. jestem kobietą żebys nie myślała że to jakaś męska świnia takie rzeczy
          > wypissuje

          Toż to od razu widać, żeś baba typu męczennica na dodatek :/

          PS
          Żeby nie było wątpliwości jestem babą, tyle, że nie typem męczennicy ;)
      • abcd777 Re: Czekaj z rozwodem 04.02.10, 21:38
        to nie takie proste, jak piszsesz i jak Ci sie wydaje.. ja zyje z
        mezem na 48m2 i mam dosc,,,,, najgorsza chwila dnia to taka, jak mam
        wracac do domu po pracy, ktory stal sie nie domem, a cyrkiem..
        dziecko jeszcze male, wiec sie srednio orientuje w zaistnialej
        sytuacji..... za to ja sie dlawie, dusze, umieram.... nie umiem tak
        dalej, zyc z kims zyjac obok, nie rozmawiajac (bo on nie odczuwa
        takiej potrzeby, bo o czym tu gadac, wazne by byla kanapa, tv i
        lodowka, no moze jeszcze internet. wiecej mu nie trzeba...) jak mam
        z tym zyc, ja zawodowa i zdeklarowana humanistka?????? POstanowialm
        isc do adwokata, bo juz nie wytrzymuje, widze , ze odbija sie to na
        mej psychice,,,, nie chce zwariowac, a zeby nie zwariowac , musze
        sie rozwiesc, niestety.....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja