zlosliwa_zolza
29.01.10, 13:06
Może coś ze mną jest nie tak, ale w zasadzie to ja nie lubię mojej
siostry. Nie jesteśmy do siebie podobne pod względem charakteru,
ona - dziecko mtv, neostrady, lubi Dode, techno i takie sprawy, no
taka przysłowiowa, co książek używa jako podpórek pod stolik. Ja -
rodzinny mól książkowy, spokojna, wypić nie lubię, więc jestem
dziwna, ogólnie mało kogo lubię w sumie, łapię się na tym.
Brata męża też nie znoszę, mąż jest zupełnie inny niż brat, który
jest tym rodzinnym "cudownym dzieckiem", ma firmę, wżenił się w
zamożną i ustosunkowaną rodzinę, i ogólnie stał się nadętnym snobem
patrzącym na wszystkich z góry.
No ale czasem WYPADA razem czas spędzić (teściowa smęci o niedzielne
obiadki, "jak nas zabraknie, to wy dla siebie obcymi ludźmi
będziecie!", chlip, chlip).
To magiczne słówko WYPADA sprawia, że mam ochotę wpaść czasem w
szał mówienia tego co naprawdę myślę, no ale nie WYPADA, bo to
RODZINA w końcu (kolejne magiczne słówko).
I tak ludzie, którzy gdyby nie przypadkowe więzy krwi, latami nudzą
się w swoim towarzystwie na rodzinnych imprezkach, spędzają ze sobą
czas, choć właściwie ani się lubią, ani sobie do powiedzenia
specjalnie wiele nie mają.
Czy tylko ja mam takie odczucia???