menk.a
29.01.10, 19:57
Prymitywnym prostakiem. Bez wyobraźni. Do tego koniecznie agresywnym.
Przed chwilą wracałam do domu po treningu. Szłam krok za krokiem, spokojnym spacerkiem wąską ścieżką na zaśnieżonym chodniku. Z naprzeciwka szła para ludzi w moim wieku (30+) z 2 psami. Mały kundelek bez smyczy za nogami pana z przodu, a z tyłu pani z pitbullem na smyczy. Pies duży, bez kagańca za to w gustownym kombinezonie. Psisko poszczekiwało.
A mniej więcej 3-4 metry przed mijaniem się na tej wąskiej ścieżce zaczął rzucać się w moim kierunku i jazgotać na dobre.
Kobieta ściągnęła smycz do siebie, ale pies jeszcze bardziej zachowywał się agresywnie. Usłyszałam jak cicho powiedziała: 'pani idzie'. Przeszłam, ona dalej szarpała się z psem. Dobiegło mnie jak facet jeszcze krzyczy: 'stanęła qrwa i stoi'.
Wiem, że powinnam zareagować, nie tylko na jego chamstwo, ale i brak kagańca u psa. I nie usprawiedliwia mnie strach przed takim psem w dodatku zachowującym się tak agresywnie.
Skoro ludzie ćwiczą w psach agresję, to może i dla takich oferm jak ja powinny być lekcje prymitywnej agresji i chamstwa, by do chama po chamsku przemawiać.
Niestety nie mam odznaki policyjnej, pistoletu ani 2 metrów wzrostu, coby przy nieskutecznej sile argumentu użyć wobec takiego sortu ludzi argumentu siły.
I dla niewtajemniczonych: oto piesek, który chciał mi wyrwać krtań razem płucami: