do watku o facetach na porodowce

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.04, 22:30
Pisze tu, bo tamten watek widze ze sie strasznie wydluzyl. Coz, dziekuje za
zainteresowanie i wszystkie glosy. Przykro mi, ze posadzacie mnie o skrajny
egoizm, brak jaj, niedojrzalosc i nieodpowiedzialnosc, ze osierocilem
dopiero narzodzone dziecko, ze nie kocham zony i pewnie mysle tylko o tym,
jak znalezc sobie kochanke. To nie jest tak. Kocham zone. Bardzo. Tylko
musicie zdawac sobie sprawe, ze milosc nie zawsze wiaze sie z seksem. Prawda
jest taka, ze w tej chwili nie mam ochoty na zadna kobiete. Moze to skutek
przezyc na porodowce, moze przepracowania, nie chce sie w to wglebiac. Ale
na pewno zrobie wszystko, aby moje zycie wrocilo do normy.
Zarzucano mi, ze kocham jedynie cialo zony sprzed porodu, ze ma dla mnie
znaczenie tylko jej wyglad, ze kocham ja tylko wtedy, kiedy jest umalowana,
prosto od fryzjera, pachnaca i w mini. Nic bardziej blednego. Widzialem ja
brudna, spocona, poobijana po splywie kajakowym, nieumalowana, trzymalem jej
wlosy, kiedy wymiotowala jak kot, bo sie strasznie czyms strula i byla
zielona na twarzy. Smarowalem jej cialo oliwka, kiedy byla w ciazy i to jest
przepiekne wspomnienie. Gdyby cos, nie daj Boze sie jej stalo i trzeba by
bylo ja myc czy wrecz przewijac, zajalbym sie nia. Nie jestem potworem. Nie
jestem rozpieszczonym przez zycie i mamusie pizdusiem, ktory odwraca sie z
niesmakiem na widok odprysnietego lakieru na panokciach u swej lubej. Jestem
normalnym facetem. Zwyczajnym. Ale mam zal do zony, ze wymogla na mnie
placzem, histeria i grozbami obecnosc przy porodzie. Od samego poczatku, od
kiedy dowiedzialem sie, ze bede ojcem i zaczelismy wybierac imie dla dziecka
i stanel kwestia wyboru szpitala i sposobu porodu, powiedzialem jej bardzo
delikatnie, ale stanowczo, ze nie czuje sie na silach, aby z nia rodzic.
Wtedy nie naciskala. Jej histeria na wspolny porod zaczela sie gdzies pod
koniec siodmego miesiaca ciazy. Moze i nie bylem dosc stanowczy, ale nie
bede sie przeciez darl na kobiete w zaawansowanej ciazy, matke mojego syna!
Nie moglem spokojnie sluchac argumentow, ze jej nie kocham, nie zalezy mi na
niej ani na dziecku skoro nie chce z nia rodzic. To jakis absurd! Jak moglem
jej nie kochac? Jak? Po siedmiu latach bycia razem? Po tym jak dalem jej
dziecko? Po tym jak zdecydowalem sie na prace tu, zeby niczego jej nie
zabraklo? Uwazam, ze z jej strony to bylo niesprawiedliwe. Zawsze byla
rozsadna, a tu zaczela zachowywac sie jak rozpieszczone dziecko, ktore za
wszelka cene chce cos miec. Wiem, ze wszystkie jej koleznaki rodzily z
mezami, ale ci mezowie tez nie palali entuzjazmem. Uwazam, ze rodzinne
porody staly sie jakas glupia moda. Na kobiete, ktora rodzi sma, patrzy sie
jak na uposledzona bidulke. A ja przychylam sie do zdania, ze porod to
intymna sprawa kobiet. Obydwoje chcielismy dziecka, ale to nie znaczy, ze
obydowje mamy je rodzic, bo do tego natura stworzyla jedynie kobiete.
Wszystkich, ktorzy poczuli sie urazeni tytulem mojego watku przepraszam. Nie
chodzi mi o apelowanie do kogokolwiek, zazdroszcze mezczyznom, ktorzy ze
wspolnego porodu potrafia czerpac piekno i wzruszenie. Chodzilo mi o to,
zeby po prostu nie dac sie zwariowac kolezankom, prasie, lekarzowi. Chodzilo
o to, zeby nie wykrzystywac faktu bycia w ciazy do wymuszania na partnerze
decyzji, do ktorych nie jest gotowy czy przekonany, a o czym boi sie mowic,
zeby nie wyjsc na nieoswieconego kmiota i szowinistycznego samca.
Tyle z mojej strony. Dziekuje, kropka
Robert
    • Gość: Triss Merigold Re: do watku o facetach na porodowce IP: *.acn.waw.pl 10.02.04, 22:37
      Spokojnie człowieku.
      Batalia stała się nieco ideologiczna w pewnym momencie.
      Serio spróbuj wybrać się do psychologa lub/i seksuologa, może to coś da.
      Do żony już nie miej żalu, stało się. Może nie chciała czuć się "gorsza"
      (zaniedbana przez męża) od koleżanek? Może rzeczywiście nie wyobrażała sobie
      Twojej nieobecności? Czuła się osamotniona przez Twoją pracę w innym mieście?
      Trzymaj się i nie zadręczaj.
    • Gość: iii Re: do watku o facetach na porodowce IP: *.acn.waw.pl 10.02.04, 22:42
      przeczytajcie wywiad z Dużego Formatu z 9/2 z pewną panią ginekolog znaną,też
      nie poleca porodów rodzinnych:
      serwisy.gazeta.pl/nauka/1,42547,1902278.html
    • Gość: heike Re: do watku o facetach na porodowce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.04, 22:48
      Twoja zona ma naprawde wspanialego meza. Pobadz z nia tak czesto jak mozesz,
      przytulaj, glaszcz, naprawde ja kochasz. Czy to porod czy inna operacja, nie
      dziwie sie Tobie. Sama nie wiem czy bym sobie z tym poradzila.Pozdrawiam.
      • miriammiriam Re: do watku o facetach na porodowce 10.02.04, 23:00
        a tak w ogóle to strasznie nerwowy z ceibie gość, ten poród to była chyba
        największa dawka adrenaliny w życiu i na wieki wieków amen
        wiem, ze wydam sie okropna, ale uważam że takich rzewno - wylewnych reakcji nie
        mozna wzmacniać współczuciem (wirtualnym chociazby), to utwierdza tylko
        piszącego że jest skrzywdzona bildulka, a żona jest ta zła krzywdzicielka i żal
        wobec niej jest słuszny. on przyszedł tu właśnie aby to potwierdzenie
        zdobyć,jak prrzytłaczająca większość zakładających wątki w powodu jakiegoś
        problemu.
      • pajdeczka Re: do watku o facetach na porodowce 11.02.04, 10:21
        Gość portalu: heike napisał(a):

        > Twoja zona ma naprawde wspanialego meza. Pobadz z nia tak czesto jak mozesz,
        > przytulaj, glaszcz, naprawde ja kochasz. Czy to porod czy inna operacja, nie
        > dziwie sie Tobie. Sama nie wiem czy bym sobie z tym poradzila.Pozdrawiam.

        Wspaniałego męża to mam ja!
    • fionna Re: do watku o facetach na porodowce 10.02.04, 22:54
      Witaj,
      Nie czytałam poprzedniego wątku, więc może się powtarzam. Całkowicie się
      zgadzam z Tobą. Ja urodziłam mojego syna sama. Mąż odwiózł mnie na porodówkę,
      pożegnałam się i powiedziałam, że zadzwonię, jak będzie po.
      Ja sama nie chciałam, żeby był ze mną, on też tego nie chciał, więc było
      dobrze. Miałam opłaconą położną itd. więc nic złego by mi się nie stało
      (nieuprzejmy personel itd.). To byłoby straszne, gdyby on np. bardzo chciał być
      przy porodzie - w życiu bym się nie zgodziła.
      Uważam, że kobieta powinna mieć przed swoim mężczyzną jakąś tajemnicę, nie
      można się do końca odkrywać.
      A w moim szpitalu wcale nie patrzono na mnie dziwnie, że rodzę sama, położne
      chyba wolą takie porody.
      Pozdrawiam
      i mam nadzieję, że się jakoś ułozy
    • envi Re: do watku o facetach na porodowce 10.02.04, 23:30
      Po za psychologiem,pogadaj też o swoich odczuciach z żoną. Na wypadek gdybyście
      mieli mieć kolejnego bejbuska i kolejny poród.
      • Gość: Triss Merigold Nie pisz takich rzeczy bo się facet porzyga n/tx IP: *.acn.waw.pl 10.02.04, 23:34
        • envi Re: Nie pisz takich rzeczy bo się facet porzyga 10.02.04, 23:52
          lepiej niech się porzyga teraz niż gdyby miał rzygać przy następnym
          porodzie,albo wziąć rozwód.
          • pajdeczka Re: Nie pisz takich rzeczy bo się facet porzyga 11.02.04, 10:23
            envi napisała:

            > lepiej niech się porzyga teraz niż gdyby miał rzygać przy następnym
            > porodzie,albo wziąć rozwód.

            a po co ma brać udział przy następnym porodzie? wystarczy mu jeden.
    • pajdeczka Re: do watku o facetach na porodowce 11.02.04, 10:02
      Przepraszam, w poprzednim wątku napisałam, że stchórzyłeś, nie zauważyłam
      nowego wątku.
      Jeszcze raz chciałam zaznaczyć, że jeśli już ugiąłeś się pod silną presją żony
      to nie powinieneś mieć teraz negatywnych odczuć (w końcu to już minęły 4
      miesiące!), co do niej i dziecka. Skłaniam się coraz bardziej do zdania tych,
      którzy zaproponowali Ci wizytę u psychiatry. Jeśli do tej pory sobie z tym nie
      poradziłeś sam to musi Ci ktoś w tym dopomóc. I jak njaszybiej połącz rodzinę!
      Nawet kosztem niedokończonego mieszkania.
    • Gość: jendza Robercie:) IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 11.02.04, 10:43
      Ten Twoj list znalazlam po napisaniu poprzedniego do Ciebie...
      Troche mnie ucieszyl, bo wyglada na to, ze... jakos troche
      trafilam...
      Wiesz, moze Ci pomoze, jesli sie sprobujesz wstawic w jej sytuacje?
      Nie jest latwo czlowiekowi, kiedy nagle jego cialo przestaje
      byc tym cialem, ktore doskonale znamy, a dzieje sie z nim stale
      cos nowego, kiedy sie lapie naraz kilkanascie kilkogramow,
      kiedy cala przemiana materii ulega zmianie, kompletnie inaczej
      dziala gospodarka hormonalna organizmu, a przede wszystkim
      w srodku jest malenstwo... I do tego wszystkiego z tymi cudami,
      ale i ciezarami..., czlowiek jest SAM. Tak to sobie wszystko
      wyobrazam oczywiscie, po jak pisalam, nie przezylam... jeszcze...
      Przeciez to jest takze cholernie TRUDNE!!! Tobie ciezko samemu
      w Warszawie, ale jej takze latwo nie bylo... i nie jest...
      Moze dlatego spanikowala?

      Moze gdy CI sie uda przewalczyc ten zal do niej, moze
      kiedy Wasza codzienna bliskosc umozliwi jakies lepsze uregulowanie
      Waszego wspolnego bycia..., no i gdy Ty bedziesz czuwal nad tym
      Twoim problemem... wszystko wreszcie wroci do normy?
      Jesli Ty jej przebaczysz, ze Cie zmusila, ona zapewne Ci 'odpusci',
      ze Cie odrzucilo...
      BO ja mysle, ze ona wie. Gdzies w sobie musi wiedziec...

      Trzymam za Was kciuki!
      j
    • Gość: lilith76 Re: do watku o facetach na porodowce IP: 212.180.147.* 11.02.04, 11:20
      pamiętaj tylko, że ona cały okres ciąży przeszła sama (z poprzedniego postu
      wynikało, że tylko do niej dojeżdżałeś). co na początku tej drogi wydawało się
      mglista sprawą, później stawało się coraz bardziej realne i przerażające. ona
      była przestraszona i SAMOTNA. nie jesteśmy wilczycami - potrzebujemy partnera
      dla naszego potomstwa. być może dlatego tak histerycznie chciała abyś chociaż
      tego dnia ją wspierał.
      powodzenia.
    • agick witam 11.02.04, 11:39
      powiem krótko - wczoraj przeczytałam całą dyskusję wywołaną postem Roberta
      i..... poszłam do domu, wieczorem siedząć na kanapie z moim lubym zagadnęłam
      go - jaki jest jego stos do wspólnego porodu (nie żebym spodziewała się
      dziecka). kiedyś (kilka miesięcy temu) dyskutowaliśmy o tym - ja stanowczo
      mówiłam, że chcę z nim, bo trzymanie za rękę, pomoc psychiczna itd.. On wtedy
      (bez przekonania) mówił, że taaaaak...yyyy... jasne, no pójdzie.....

      wczoraj zadałam mu pytanie, powiedziałam mu o całej dyskusji i wiecie co..?
      facet pękł - powiedział, że on by poszedł ze mną ale TYLKO dlatego, że ja tego
      chcę.. że on nie jest przekonany, że chce to oglądąc. powiedział, że będzie
      warował pod drzwiami, że modlił się będzie, że ćwiczył ze mną, masował, wcierał
      kremy ale porodu chyba nie zniesie.....ale bał się powiedzieć. bał się, że się
      obrażę (bo wszyscy dookoła rodzą razem)...nie chciał mnie ranić...


      dziękuję Ci Robert za to, że szerzej wczoraj otworzyłam oczy - raz, że na samą
      kwestię wspólnego porodu a dwa na wypowiedzi niektórych pań....

      pozdrawiam, ag
    • dadaczka Re: do watku o facetach na porodowce 11.02.04, 12:45
      a ja wierzę, że mężczyzna może mieć takie odczucia niezależne od całej swojej
      dobrej woli i chęci. I że to naprawdę może być dla niego problemem
      utrudniającym lub uniemożliwającym (miejmy nadzieję, że przejściowo)
      współżycie.

      Nam kobietom nie jest łatwo, też mam dziecko, zaczęłam je rodzić naturalnie,
      skończyło się na cesarce, wiem więc o czym piszę. Nie jest łatwo i oczekujemy -
      i mamy chyba prawo oczekiwać - wsparcia od naszych mężczyzn. Ale nie
      traktujmy ich przy tym jak wrogów, jak poddanych, nie wymuszajmy. Może jednak
      raczej jak przyjaciół? Przyjaciela przecież staramy się zrozumieć, prawda?
      Nie oczekujemy od niego czegoś za wszelką cenę? Rozumiemy, że jest INNY ode
      mnie?

      W moim przypadku, ze względu na to, że trzeba było robić cesarkę, lekarze nie
      wpuścili męża na salę porodową, chociaż stał gotowy pod drzwiami. Przed
      porodem chciałam żeby był przy przy mnie, wyobrażałam sobie, że będzie "od
      strony głowy", motywacją była oczywiście potrzeba jego wsparcia i opieki w tym
      momencie, a nie chęć pokazania mu, jak mi ciężko. Tak się zdarzyło, że nie
      zdążyłam tego otrzymać dostałam tę opiekę po porodzie, kiedy krew lała mi sie
      po nogach, a mąż mył mnie bo nie byłam w stanie sama tego zrobić.
      Ale przed porodem nie potrafiłam zrozumieć, czemu mąż tak niechętnie podchodzi
      do swojego uczestnictwa w porodzie. Ostatecznie podjął wyzwanie, był gotowy -
      ale los mu tego oszczędził. I teraz myślę, że to dobrze, że mieliśmy (my jako
      małżeństwo) w tym wszystkim trochę szczęścia. Bo mogło się skończyć więc
      różnie - np. tak jak u założyciela wątku.

      Wierzę, że sfera seksualności człowieka jest sferą tak delikatną, że nie da się
      tu nic załatwić obowiązkiem, powinnością, nakazem - choćby najbardziej
      sprawiedliwym. Dlatego dobrze, że mężczyźni mówią o tym, jakie są ich
      odczucia, decydując się na poród rodzinny jednak powinnyśmy i to brać pod
      uwagę, próbować pogodzić jakoś interesy jednej i drugiej strony.

      Natura nie była sprawiedliwa w rozdziale obowiązków i ciężarów związanych z
      rodzicielstwem - to fakt. Ale nie rekompensujmy sobie tej niesprawiedliwości
      natury kosztem naszych facetów. Spróbujmy ich zrozumieć - zwłaszcza że
      przecież same od nich oczekujemy zrozumienia. Tak naprawdę przecież ta
      gotowość do zrozumienia siebie nawzajem i wzajemna tolerancja dla własnych
      ograniczeń przesądza o możliwości przetrwania związku. Pewnie, że można i
      trzeba mieć wymagania i oczekiwania względem siebie, nie namawiam do
      tolerowania np. tego, że mąż palcem przy dziecku nie kiwnie bo niby nie taka
      jego rola i się brzydzi dziecięcej kupy. Ale przecież nikt nie może wymagać od
      faceta który zemdlał na widok krwi uczestniczenia w porodzie! A czy urazy i
      ograniczenia "psychiczne" nie są tak samo istotne jak fizyczne? Jesteśmy po
      prostu inni: kobiety i mężczyźni, nasze psychiki i ciała są różne, nie da się
      tych różnic wyrównać walcem. Można je delikatnie, po trochu, ze zrozumieniem -
      ale nie walcem, nie przymusem.

      A mówić trzeba o obydwu stronach medalu - zarówno o tym, że rodząca kobieta
      jest przeraźliwie bezbronna i potrzebuje wsparcia, że związek, rodzicielstwo i
      miłość oznaczają również odpowiedzialność za partnera i obowiązek pomocy
      jej/jemu, ale trzeba mówić też i o tym, że widoki związane z porodem mogą być
      dla mężczyzny zbyt dużym szokiem, by nie wpłynęły na jego stosunek do żony jako
      do partnerki seksualnej. Nie widzę w tym nic zdrożnego, że ktoś się do takich
      odczuć przyznaje. Problem może być natomiast w tym, jeśli nic z nimi nie
      zrobi. Mleko się rozlało, trzeba teraz znaleźć sposób jak posprzątać.

      Jak większość piszących życzę więc powodzenia "w sprzątaniu".
      • agick dadaczko.. 11.02.04, 13:44
        ja wiem, że inne panie (nie te, które zajadle ujadały o obowiązkach faceta i o
        tym, że ten co wątek napisał to tchórz bez jaj) też pisały, że potrzeba
        zrozumienia itd. ale Twój post jest dla mnie wyrazem niebywałej kultury oraz
        dojżałego zrozumienia sytuacji - po dwóch stronach barykady w końcu.

        ja wiem od wczoraj, że nie zastsuję szantażu wobec mojego faceta. że przemyślę
        milion razy zanim wymuszę na nim łzami obecność na porodówce.

        i na sam koniec - powiedziałm mu to. przeprosiłam za to, że przez krótką chwilę
        stał z rękami pod ścianą (poprzednia deklaracja wymuszona obecnością m.in
        przyjaciółki i mojej siostry i moje święte oburzenie - jak to, nie chcesz
        rodzić ze mną swojego dziecka..???!!) bojąc się, że jeśli powie o tym, że
        widowisko, które mu szykuję, przerasta go, to będzie koniec świata...

        od wczoraj mój facet wie, że ma prawo wyboru.... i wczoraj sam z siebie
        powiedział, że postara się być ze mną ale jeśli coś go przerośnie i stchórzy -
        błaga o wyrozumiałość.

        a ja postaram się go zrozumieć.
        na tym koniec.
        ag
        • dadaczka Re: dadaczko.. 12.02.04, 07:02
          agick napisała:

          >
          > ja wiem od wczoraj, że nie zastsuję szantażu wobec mojego faceta. że
          przemyślę
          > milion razy zanim wymuszę na nim łzami obecność na porodówce.
          >
          > od wczoraj mój facet wie, że ma prawo wyboru.... i wczoraj sam z siebie
          > powiedział, że postara się być ze mną ale jeśli coś go przerośnie i stchórzy -

          > błaga o wyrozumiałość.
          >
          > a ja postaram się go zrozumieć.
          > na tym koniec.

          Krótko mówiąc na coś przydał się post Roberta i cała dyskusja. To dobrze :-)

          Dzięki za miłe słowo, zawsze dobrze robi ;-)

          Pozdrawiam
          >
      • glonik dadaczko.... 12.02.04, 09:20
        Wielkie dzięki za głos rozsądku, za rzadko spotykaną kulturę wypowiedzi, za
        zrozumienie odmienności płci i ich reakcji na fizjologę. Twój post wraca mi
        wiarę w istnienie rozumnych, niezcietrzewionych, a jednak potrafiących w
        przekonujący sposób przekazać swoje argumenty, osób tu piszących.
        Twój post należałoby włączyć jako obowiązkową lekturę dla wszystkich, którym
        chamstwo myli sie ze spontanicznością i wolnością słowa na Forum. Bardzo Ci
        dziękuję za mądrość i rozwagę oraz odwagę w ich prezentowaniu. Pisz częściej,
        proszę.
        Bardzo, bardzo serdecznie pozdrawiam.
    • envi Re: do watku o facetach na porodowce 11.02.04, 14:29

      Miłość miłością,a ja popieram Roberta!nie kazdy nadaje się do uczestnictwa w
      takich wydarzeniach, tak jak nie kazdy może zostać chirurgiem.Poród to
      krew,ciało i różne inne takie wydzieliny nie zbyt przyjemne,nie każdy ma ochotę
      to oglądać,albo nerwy.Po za tym to ideą porodów rodzinnych miało być to żeby
      rodzinę zespolić i żeby tatuś mógł doświadczyć cudu narodzin,a nie zemsty za to
      że jest facetem i nie musi rodzić(takie rzeczy też ktoś pisał:że
      niesprawiedliwe że tylko kobieta rodzi,a on nic nie robi,to niech chociaż
      patrzy i trzyma za rękę).Nie każdy to zniesie,co innego być rodzącą a co innego
      patrzeć na poród.Ja dotychczas oglądałam porody jedynie na wykładach z
      auksologii,ohyda.nigdy nie chce brać udziału w czymś takim. Za dużo krwi.
      • Gość: EX Re: do watku o facetach na porodowce IP: *.chello.pl 11.02.04, 19:10
        Mój mąż jest chirurgiem. I za nic na świecie nie czuł się na siłach asystować
        przy porodzie. Nasze małżenstwo jest bardzo dobre, syn jest juz nastolatkiem, i
        od początku ma z ojcem doskonały kontakt.
        Jeden z naszych kolegów - tez lekarz- zemdlał przy porodzie żony.
        Mój szwagier- ginekolog - wiele lat temu został w y r z u c o n y z sali
        porodowej przez własnego szefa.
        Sala porodowa to nie miejsce dla chłopów - chyba, że jest to ginekolog-
        połoznik , anestezjolog lub pediatra i nie przychodzi na świat ich potomek.
        Pozdrawiam.
    • Gość: Espi Re: do watku o facetach na porodowce IP: *.net.autocom.pl 11.02.04, 17:21
      Więcjeszcze ja. U nas jest odwrotnie. Mój facetna poród nie zdążył. Jużna
      początku ciąży wymogłam u niego obietnicę,że NIE BĘDZIE rodził ze mną. Zgodził
      się, ale na tyle niechętnie, że zdawałam sobie sprawę - iż stanie na głowie,by
      jednak przy tym być. Ja nie czuję takiej potrzeby, przeciwnie - NIE CHCĘ by
      tam był. Z powodów, o których piszesz Ty jak i dla własnego komfortu
      psychicznego. Piszę"nie chcę", bo zostało mi zapowiedziane,że na ten poród
      (mam roczną córeczkę) nie zdążył, ale następnym razem nie odpuści. Ico ja mam
      z nim zrobić? :-)


      Pozdrawiam Cię ciepło. Rozumiem co czujesz, bo sama inaczej już postrzegam
      swoje ciało po porodzie - nie do końca jeszcze sięz nim oswoiłam. A ciało po
      porodzie zawsze trochę się zmienia... wiadomo. Ale pomyśl, że to co widziałeś
      należy do przeszłości. Sam pewnie nie raz budziłeś w niej obrzydzenie wracając
      pijany i śmierdzący... Minęło... Nie przywołuj już tamtych obrazów. Jesteś
      teraz bardziej świadomym mężczyzną... I daj Wam trochę czułości :-)To ta sama
      kobieta. Kobietaktórą kochasz. Minęło dużo czasu. Będzie jak dawniej-
      zobaczysz, ale musisz spróbować, może raz przełamać się by stwierdzić, że
      dalej jest wspaniale :-)))
    • bessiesmith Re: do watku o facetach na porodowce 12.02.04, 09:15
      Robert, współczuję i Tobie i Twojej żonie, bo skrzywdziła się niechcący i wcale
      się nie zgadzam, że to brak odwagi,egoizm i wszystkie tam takie bzdury. W pełni
      popieram prawo facetów do stawiania oporu w takich sytuacjach. Owszem, znam
      pary, dla których wspólny poród jest ogromnym przeżyciem i fantastycznym
      wydarzeniem, ale dla mnie samej to coś nienaturalnego. Jak świat światem samice
      wszystkich niemal gatunków żeby urodzić uciekają do kryjówek i radzą sobie
      same. NIGDY, przenigdy nie chciałabym się, żeby mój mężczyzna był przy
      porodzie, nigdy w życiu. Ale w Twojej sytuacji faktycznie polecam wizytę u
      psychologa, może także z żoną. Walcz o nią i o siebie,walcz, żeby wróciły dawne
      uczucia, bo szkoda Wasezgo związku. Pozdrawiam ciepło i trzymam kciuki.
    • Gość: mir do Roberta IP: *.crowley.pl 12.02.04, 15:42
      Wydaje mi się, że w waszym związku działo się nie zbyt dobrze już od jakiegoś
      czasu. Z tego co piszesz, to kilkakrotnie bałeś się powiedzieć żonie o swoich
      uczuciach i wyrazić swoją opinię. Czy to jest w waszym związku normą? Unikanie
      siebie, swoich uczuć, żeby nie zranić drugiej strony?
      Ona być może także była niezadowolona i po prostu na ciebie zła, że nie
      spędzasz tego czasu razem z nią (mam na myśli czas ciąży, który jest dla kobiet
      bardzo, bardzo, bardzo ważny). I może być tak, że ty czujesz się zmuszony i
      wykorzystany, a ona myśli sobie: to ja chodziłam w ciąży, to ja rodziłam, to ja
      karmię, a teraz on odcina się od naszego dziecka, odrzuca mnie i unika zbliżeń.
      Bo wyście się po prostu oddalili od siebie najpierw psychicznie, potem
      fizycznie. Nie możesz się zmusić do współżycia, bo czujesz do żony bardzo,
      bardzo wiele żalu. A czy tak w głębi duszy ( i może nie koniecznie na forum)
      możesz odpowiedzieć sobie na jedno zasadnicze pytanie: czy ty w ogóle chciałeś
      tego dziecka? Czy przypadkiem nie było tak, że czułeś pewne oddalenie od żony,
      powolny rozpad tego, co was połączyło i po prostu postanowiliście jakoś to
      załatać? Tu musisz zadać sobie pytanie: po co powołaliśmy do życia dziecko? Po
      co je robiliśmy? Jakie funkcje miało i ma ono spełniać w naszym związku?
      Bo sytuacja wygląda tak, że syn stał się intruzem, który zabrał ci twoją
      kobietę, która z obiektu seksualnego przeistoczyła się w matkę. I chyba jednak
      trochę konkurujesz z synem o uczucia żony? Czy nie jest tak, że rywalizujesz z
      potomkiem?
      Wydaje mi się, że twoje obrzydzenie do żony i dziecka nie jest wcale
      spowodowane pobytem na porodówce. Ono jest po prostu sygnałem, że wasz związek
      umiera, albo przekształca się w zupełnie coś nowego. Nie wiń o to ani siebie
      ani jej ani tym bardziej dziecka.
      I nie wiadomo jak potoczą się wasze losy, czy za kilka tygodni będziecie
      jeszcze parą, ale jednego możesz być pewny. Ona też może czuć do ciebie odrazę
      i niechęć. Skoro ją odrzucasz, to ona to czuje doskonale, może nawet właśnie
      dlatego tak histerycznie nalegała, żebyś był przy porodzie...
      W każdym razie zastanów się nad przyszłością, nad tym do czego dążysz, kim
      chcesz być za kilka lat, z jaką kobietą ( a może bez?) spędzić życie? Po prostu
      wyobraź sobie siebie bez żony i syna. Jeśli odczujesz ulgę, to porozmawiaj o
      tym z psychiatrą albo psychologiem. Zastanów się trochę na boku, w samotności
      co chcesz dalej robić w życiu?
      To bardzo pomaga.
      Ja mam już wybór za sobą.
Pełna wersja