aktywacja.konta
05.02.10, 12:22
Nie wiem czy to ja jestem staroświecka/inna/dziwna czy jaka, ale na maksa
wkurzają mnie koleżanki mojego faceta... On sam z resztą też.
Jesteśmy razem od kilku miesięcy. Na początku obiecałam sobie, że to będzie
naprawdę partnerski związek, bo w ostatnim miałam straszny problem z
zazdrością. Wszystko szło w miarę dobrze, przymykałam oko na codzienne
telefony i sms-y typu: "Co słychać? Jak samopoczucie?" etc. No bo w końcu o co
się denerwować?
Ale... Ostatnio mi podpadł. Kiedy ja np. byłam umówiona z przyjaciółkami albo
siostrami i w sobotni czy piątkowy wieczór nie mogłam się z nim spotkać, on
oczywiście nie robił problemów i zawsze życzył miłej zabawy (nie wnikałam co
robił w tym czasie, zwykle jak go zapytałam po fakcie, to mówił, że spotkał
się ze znajomymi itp.)... No i to nie było też tak często - może ze 2-3 razy w
miesiącu umawiałam się z dziewczynami, z czego tylko raz wypadał w weekend.
(Nie)stety któregoś razu szłam do kina z siostrą (na jakiś seans na 12 w nocy)
i wpadłam na niego w centrum miasta... Szedł z jakąś dziewczyną i śmiali się
wniebogłosy - widać było, że się naprawdę świetnie bawią... Nic mi nie mówił,
że umówił się z koleżanką - w zasadzie byłam przekonana, że zostanie w domu,
bo twierdził, że jest zmęczony i chyba dzisiaj sobie daruje wyjścia. Zatkało
mnie, przywitałam się tylko z nim i powiedziałam, że musimy iść, bo spieszymy
się do kina, pociągnęłam siostrę za rękę i czmychnęłyśmy. Miałam już
oczywiście zepsuty humor przez całą noc, bo "jak on mógł". Siostra próbowała
mnie przekonać, że przecież to tylko koleżanka i M. jest naprawdę super
facetem i nie mam się co martwić, że przecież mnie nie zdradzi... Ale ja już
zaczęłam "schizować". A jak wyjechałam na służbowy wyjazd, to w tym czasie
była jakaś spora impreza w W-wie i oczywiście go tam nie zabrakło - a zdjęcia
wszystkie z koleżankami...
Ufam mu, jasne. Tylko wkurzają mnie te panienki. Wiedzą, że spotykam się z nim
już całkiem serio (a nie jakiś przelotny, tygodniowy romansik), część mnie
zna, a ciągle do niego wypisuje i dzwoni. Najdziwniejsze dla mnie jest to, że
np. niektóre są zajęte, a potrafią wyskoczyć do niego z przywitaniem: "Cześć,
Skarbeńku!" i rzucić mu się na szyję. Ja wszystko rozumiem, może mieć 2-3
bliskie przyjaciółki - nie ma problemu, niech mu się rzucają na szyję (teraz
staram się być tolerancyjna), ale nie jakieś zwykłe "znajome"... W tej chwili
M. ma jedną, baaardzo bliską przyjaciółkę, która (na szczęście) ma męża, ale
pozostałe są wolne i chętne i czasem odnoszę wrażenie, że mi zazdroszczą albo
uważają, że np. jestem od nich gorsza... M. jest baaardzo przystojny, a ja
niekoniecznie jestem miss i może dlatego tak mi się wydaje, albo mam jakieś
"urojenia"...
Nie wiem czy w ogóle poruszać ten temat czy to olać? Nie chcę ograniczać mu
wyjść czy pokazywać z kim ma się spotykać a z kim nie. W końcu oboje jesteśmy
ludźmi i każde z nas ma swoich znajomych itd., ale dla mnie to już przechodzi
jakieś tam granice normy... M. wyraźnie nie widzi w tym nic niestosownego, a
na moje "żartobliwe" komentarze (czasem) na ten temat, odpowiada: "Nie bądź
zazdrosna, Kochanie, to tylko zwykłe koleżanki, wiesz, że kocham tylko Ciebie!"
Jest jeszcze jedna sprawa, która mnie wkurza - bardzo zaprzyjaźnił się z moją
najbliższą przyjaciółką - ostatnio, po imprezie, wyszedł ode mnie z łóżka i
poszedł do niej. Położył się obok niej, pocałował ją w czoło i powiedział, że
ją uwielbia (ona nas ze sobą zeswatała)... Oczywiście zaraz potem wrócił do
mnie, ale teraz zdarza się, że on z nią więcej gada niż ze mną...
Co o tym myślicie?