Żona na utrzymaniu męża

06.02.10, 11:29
Czy są tu takie kobiety? Zastanawiam się jak to jest. Od dawna sama się
utrzymuję, nie wyobrażam sobie nie pracować zawodowo przez dziesiątki lat
czekając aż ktoś inny mi zapewni utrzymanie. Owszem, jak najbardziej kilka
pierwszych lat gdy trzeba małe dziecko wychować, ale potem przynajmniej pół
etatu albo własna działalność zarobkowa obowiązkowo, chyba że się ma pewny
spory majątek i być rentierem.
Nie do końca rozumiem układ, gdzie zdrowa kobieta całej swej kariery zawodowej
miała...może ze dwa lata mając dziewiętnaście lat lat, potem urodziła dziecko
i potem już do pracy zarobkowej nie poszła, ani nie ma zamiaru iść mimo
propozycji znajomych, mimo tego, że dziecko to już prawie samowystarczalny
młodzieniec nie potrzebujący podcierania co godzina nosa, pomimo że mąż uważa,
że mu jest obecnie z powodu kryzysu na rynku za ciężko samemu wszystko
utrzymywać.
Mąż pracuje od rana do wieczora coraz bardziej zestresowany, bo kasa
potrzebna, żona zarządza wycieczki zagraniczne, drogie zakupy, remont łazienki
za 30tysięcy, nie chce zrozumieć sugestii męża że może użyć 4 razy tańszych
kafelków bo będzie taniej, żona rozporządza hojnie kasą ignorując fakt, ze w
domu jej obowiązki matkowania już się skończyły a mąż jest zmęczony takim
życiem i może niedługo kopsnąć na zawał.
Jak sobie takie kobiety wyobrażają swoją starość? Że dzieci będą ją
utrzymywać? bo skąd będzie brała pieniądze?
    • alpepe Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:31
      Ale po co od razu nowy wątek zakładać, wystarczyło ten post umieścić w starym i
      szafa gra.

      Możesz jeszcze napisać, że żona ma włosy na nosie, ale to i tak nie będzie
      znaczyło, że powinnaś jak najszybciej rozpieprzyć czyjś związek, bo cię swędzi
      strefa bikini.
      • dedelin Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:36
        No tak, było do przupuszczenia, że zaraz się sępy zlecą , i żeby uzyskać
        wypowiedzi na ten konkretny temat to trzeba go pod innym nickiem podać. Jeśli
        sobie ulżyłaś to wszystkiego najlepszego, a teraz znikaj z wątku albo wypowiadaj
        się na temat.
      • menk.a Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:37
        alpepe napisała:

        > Ale po co od razu nowy wątek zakładać, wystarczyło ten post umieścić w starym i
        > szafa gra.
        >
        > Możesz jeszcze napisać, że żona ma włosy na nosie, ale to i tak nie będzie
        > znaczyło, że powinnaś jak najszybciej rozpieprzyć czyjś związek, bo cię swędzi
        > strefa bikini.

        Hahaha jak nie drzwiami to oknem, byle tylko znaleźć jakieś argumenty co do
        zasadności swojego punktu widzenia. Walczy dziewczyna niczym o niepodległość.:D
    • gazetowy.mail Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:34
      Znam takich kobiet wiele i nie potrafiłabym tak żyć. Jeśli odezwą
      się w wątku i będą zachwalały taki sposób życia i tak nie zmienię
      swojego podejścia. To zależy od charakteru człowieka.
      • dedelin Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:40
        Może to jest lepszy sposób na życie? Jesteś po latach zdrowsza, lepiej
        wyglądasz, masz czas o siebie zadbać, ładnie się ubrać, wszelkie sklepowe
        nowinki masz w jednym palcu, masz czas zajmować się swoimi upodobaniami, hobby,....
        a tyrając na etacie, po latach staniesz sie zmęczoną schorowaną pancią której
        nie wiadomo skąd tak szybko zmarszczki wyszły...
      • rosa_de_vratislavia Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:41
        gazetowy.mail napisała:

        > To zależy od charakteru człowieka.

        Zgadzam się. Ale jeśli starcza na wszystko pieniędzy i komuś taki
        podział ról w małżeństwie odpowiada - nie widzę problemu.

        Pani jest pewnie perfect housewife, układa kwiaty w wazonach i
        ładnie wygląda, gdy towarzyszy męzowi na biznesowych kolacjach.
    • rosa_de_vratislavia Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:37
      dedelin napisała:
      >Od dawna sama się
      > utrzymuję, nie wyobrażam sobie nie pracować zawodowo przez
      dziesiątki lat
      > czekając aż ktoś inny mi zapewni utrzymanie.

      Ty sobie nie wyobrażasz.
      Ja też nie.
      Ale wiele osób widzi świat inaczej.

      > chyba że się ma pewny
      > spory majątek i być rentierem.

      No widzisz, masz wyjaśnienie:)
      A ja np. nawet mając majątek wolałąbym pracować.

      >mąż uważa,
      > że mu jest obecnie z powodu kryzysu na rynku za ciężko samemu
      wszystko utrzymywać.
      > Mąż pracuje od rana do wieczora coraz bardziej zestresowany, bo
      kasa potrzebna, żona zarządza wycieczki zagraniczne, drogie zakupy,
      remont łazienki
      > za 30tysięcy,

      Widać jednak,że dają radę mając tylk odochody męża, skoro jeżdża
      nadal na drogie wycieczki i ładują 30 tysiecy w łazienkę.


      > Jak sobie takie kobiety wyobrażają swoją starość? Że dzieci będą ją
      > utrzymywać? bo skąd będzie brała pieniądze?

      Przecież w opisanym przykładzie mamy ludzi b. zamożnych. Drogie
      ciuchy, drogie łazienki, drogie wyjazdy i to tylkoz zarobków jednej
      osoby, która utrzymuje całą rodzinę.
      Więc luz - sama napisałaś wyżej,że to możliwe, gdy się jest zamożnym.
      Pewnie mają coś odłożone.
      Nie martw się o nich:)
    • kora3 Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 11:39
      owa hipotetyczna kobieta na utrzymaniu to przeszkoda w
      osiagnieciu "szczescia" z inego watku :), ale mimo tego wrazenia
      odpowiem ci.
      Sama ani w takiej sytuacji nie byalm, ani sobie jej z racji mego
      charakteru nie wyobrazam, ale...
      Jako dorosa osoba ROZUMIEM, ze to co dla mnie nie ejst optymalne, a
      nawet nie do wobrazenia sobie, dla innych bywa idealnym, czy też
      dobrym rozwiazaniem.
      Znam kilka takich par, z których jedna ma taki uklad, bo diecko jest
      głeboko niepełnosprawne i trzeba sie nim zajmowac 24 h/dobe. W
      pozostałych tak sobie po prostu ludzie rozplanowali życie. Obojgu o
      pasuje, mimo, ze panie są wykształcone po studiach itp. Czasem
      wynika to po prostu z takiego tradycjonalistycznego podejscia do
      swiata obojga.
      Kobitka na starosc bedzie miała emeryture po mezu. Musi on dobrze
      zarabiac skoro stać ich na wygodne zycie przy dochodach tylko meza.
      Osobiscie bym na to nie szla nie tylko dlatego, ze lubie swa pracę i
      samodzelnosc:), ale takze latego, ze zawsze moze sie zdarzyć czy to
      rozstanie, czy jakiś wypadek i wówczas wesoło nie jest.
      Na twoim miejscu pamietałabym jednak, ze przy rozwodzie czasem żonie
      też przysługują alimenty od meza, a majątek zgromadziny przez
      małzonków stanowi ich wspólną wlasnosc i podlega podziałowi, tak
      wiec szczescie moze okazac się wielkie, ale gole :)
      • menk.a Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 11:43
        A swoja drogą jak na męża, który nie mówi o swojej żonie, to autorka całkiem
        sporo szczegółów zna z ich życia. ;)
        • kora3 Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 11:45
          no bo tak to jest - nic nie mówi, bo slacjetny:) on tylko się zali,
          nie pojmujesz niuansów Menko :)
        • rosa_de_vratislavia Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 11:48
          menk.a napisała:

          > A swoja drogą jak na męża, który nie mówi o swojej żonie, to
          autorka całkiem
          > sporo szczegółów zna z ich życia. ;)

          a)zrobiła wywiad gospodarczy,
          b)wysłuchuje jako kochana, dobra koleżanka,"że żona go nie rozumie i
          wcale ze sobą nie śpią"(jak pisała Osiecka).

          Do skoku na bank trza się przygotować:)
        • dedelin Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 11:52
          menk.a napisała:

          > A swoja drogą jak na męża, który nie mówi o swojej żonie, to autorka całkiem
          > sporo szczegółów zna z ich życia. ;)

          kolejna czepliwa jędzunia?
          Wszelkie szczegóły znam od ich znajomych oraz z obserwacji.
          • menk.a Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 11:54
            dedelin napisała:

            > menk.a napisała:
            >
            > > A swoja drogą jak na męża, który nie mówi o swojej żonie, to autorka całkiem
            > > sporo szczegółów zna z ich życia. ;)
            >
            > kolejna czepliwa jędzunia?

            Ty to masz przenikliwy umysł. Strach się bać.;)
          • real_mayer Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 12:24
            ten facet to jakaś niedojda, nawet żony do pracy nie potrafi zmotywować ble
          • justysialek Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 14:15
            Z obserwacji i od znajomych wiesz, co on czuje i czego chce?
            Oszukujesz się aż zęby zgrzytają...
      • rosa_de_vratislavia Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 11:44
        kora3 napisała:

        > owa hipotetyczna kobieta na utrzymaniu to przeszkoda w
        > osiagnieciu "szczescia" z inego watku :)

        Tak, tego :
        forum.gazeta.pl/forum/w,16,106860730,106860730,Czy_walczycie_o
        _swoje_szczescie_.html

        Mamy tu złą żonę-utrzymankę i dobrą, pracowitą jej następczynię,
        która nie będzie robić łazienki za 30 patyków (a w każdym razie
        chwilowo tak deklaruje).
        • kora3 Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 11:47
          no tak mi się też skojazylo z watkiem tego nicka, tym wlasnie, który
          linkujesz.
          Żałosny facet.
      • dedelin Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 11:50
        Dla mnie to akurat obecnie ciekawy temat :) Więc go sobie wałkuję z różnych
        stron. Problem z emeryturą taki, że większośc tenże mąż zarabia na czarno. A
        też doskonale wiem, że w przypadku rozwodu, mąz będzie musiał niepracujacej
        zonie płacić alimenty. Dlatego tak sobie dumam, że może ja głupia jestem, że
        pracuję i dorabiam się samodzielnie majątku, zamiast znaleźć sobie taki sposób
        na zycie: przyzwoity facet, który zagryza zęby i tyra na mój dobrobyt bo się
        poczuwa do odpowiedzialności za rodzinę a ja odgrywam niesamodzielną która nie
        ma kasy i utrzymywać ją trzeba:).
        • real_mayer Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 12:28
          nie no coś ty, nie rób tego, bo stracisz swoją rolę pozytywnej bohaterki tej
          historii. Żonę widzę jako Alexis z Dynastii.
          I ten biedny Blake Carrington czyli mąż podstępnej żmiji
        • kora3 Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 13:17
          Kochana - przyzwoity gosc gada na en temat z zoną a nie z Tobą.
          Zresztą uogólniasz. Nie każdy "zaciska zeby". Para moich przyjaciół,
          blizej znay mi jest pan, albo lepiej dłuzej, bo to gosc z mojego
          roku ta ma. Od początku tak planowali, co w tradycyjnych sląskich
          rodzinach nie ejst nadal wielkim ewenementem, o ile facet ma jaja i
          go stać na utzymanie rodziny :)
          Teraz dzieci już są w wieku szkolnym i pani toczy boje z mezem, by
          pójsc gdzies na pół etatu.
          • dedelin Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 13:34
            Ja akurat mam znajomą, której mąż też chciał by nie pracowała tylko domem się
            zajmowała, akurat mając 3 dzieci to miała co robić w domu i lubiła swoją rolę.
            Lecz mąż robił to z czysto macho-pobudek, pan i władca i zależna od niego
            podporzdkowana kobieta, bardzo się denerwował gdy czasem złapała jakąś pracę.
            Niestety jedyne co pan umiał robić to dzieci i długi, dziewczyna się z nim
            rozwiodła i okazało się że jest w stanie sama zająć się, zarobić, utrzymać całą
            rodzinę a aktualnie została kierowniczką działu... 4 lata temu mąż ją
            przekonywał że nadaje się jedynie do kuchni i niczego więcej :)

            Ps. W tamtym przypadku on próbuje gadać z żoną. Ale nic z tego nie wynika jeśli
            jedno nie chce nic zmieniać w dotychczasowym układzie.
            • kora3 Re: Mam nieodparte wrazenie, że 06.02.10, 13:44
              Odpisałam ci ponizej ....
              ma mój gust jestes naiwna i dalas się wpuscic w kanał. Mzna
              spodziewac się watku : on nie mzoe ejsc od zony, ja czekam - taka
              prawda
    • asche_zu_asche Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:43
      Powiem szczerze, że ani w mojej rodzinie, ani w moim otoczeniu nie ma ANI JEDNEJ
      kobiety na utrzymaniu męża. Takie znam tylko z opowieści i forów internetowych,
      w przyrodzie nie widziałam.
      • justysialek Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:52
        Ja znam taką. Jest żoną przedsiębiorcy, mają dużo kasy, dwoje
        dzieci, więc została w domu. Co najśmieszniejsze wcale nie
        sprawdziły się te wszystkie stereotypy, ktre są zawsze na forach
        wyciągane w związku z kurami domowymi. Kobieta piękna, zadbana,
        piekielnie inteligentna i na czasie - o wszystkim z nią można
        pogadać. Pewna siebie, dowcipna, żadne popychadło! Mąż jej nie
        zostawił ani nie zdradził, oboje szczęsliwi, zgodne mażeństwo. Po
        odchowaniu dzieci (po 18 latach!) poszła do pracy i doskonale sobie
        radzi! Jest pełna energii i zadowolona. Oboje sa zadowoleni.
        • dedelin Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 12:00
          justysialek napisała:

          > Ja znam taką. Jest żoną przedsiębiorcy, mają dużo kasy, dwoje
          > dzieci, więc została w domu. Co najśmieszniejsze wcale nie
          > sprawdziły się te wszystkie stereotypy, ktre są zawsze na forach
          > wyciągane w związku z kurami domowymi. Kobieta piękna, zadbana,
          > piekielnie inteligentna i na czasie - o wszystkim z nią można
          > pogadać. Pewna siebie, dowcipna, żadne popychadło! Mąż jej nie
          > zostawił ani nie zdradził, oboje szczęsliwi, zgodne mażeństwo. Po
          > odchowaniu dzieci (po 18 latach!) poszła do pracy i doskonale sobie
          > radzi! Jest pełna energii i zadowolona. Oboje sa zadowoleni.


          I tak mi się podoba, ale jeśli mąż by stracił dobrą pracę i sygnalizuje że mu
          ciężko, a żona mimo tego tylko po sklepach lata i absolutnie do pracy nie
          pójdzie choć dziecko już dorosłe? To dfla mnie niepojęte, bo to zwykłe
          żerowanie na kimś.
          • rosa_de_vratislavia Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 12:15
            dedelin napisała:

            >mąż by stracił dobrą pracę i sygnalizuje że mu
            > ciężko, a żona mimo tego tylko po sklepach lata i absolutnie do
            pracy nie
            > pójdzie choć dziecko już dorosłe?

            Mąż jeszcze przed chwilą zarabiał kupę siana za darmo, jeździł na
            zagraniczne wczasy i robił łazienkę za 30 kawałków. Gdyby mu było
            tak ciężko - NIE jechałby na wczasy i NIE remontował łazienki.

            > To dfla mnie niepojęte, bo to zwykłe
            > żerowanie na kimś.

            Mąż chodzi w łachmanach i odżywia się w Biedronce a żona konsumuje
            bliny z kawiorem? Na wczasy żona jeździ sama a onw tym czasie
            dorabia roznoszeniem ulotek?

            Coś mi się zdaje,że oni OBOJE dobrze się bawią, dobrze ubierają,
            dobrze jedzą i pędzają sobie fajnie czas na zagranicznych podróżach.
            I stać ich na to.
      • dedelin Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:57
        asche_zu_asche napisała:

        > Powiem szczerze, że ani w mojej rodzinie, ani w moim otoczeniu nie ma ANI JEDNE
        > J
        > kobiety na utrzymaniu męża. Takie znam tylko z opowieści i forów internetowych,
        > w przyrodzie nie widziałam.


        Ja widziałam matkę mojego byłego, ale tam była patologiczna sytuacja, a teraz
        widzę drugi taki przypadek bliskich znajomych dla mnie niezrozumiały, bo wprost
        kobieta mówi pracy -nie, choć nie mają kokosów a mąż zaczyna wysiadać z
        zaprzęgu. Większość moich znajomych koleżanek to ambitne babeczki, nawet mając
        męża sporo zarabiającego dokładają ciągle swoje zarobki do rodzinnego interesu.
        • kora3 no widzisz 06.02.10, 14:17
          tylko, zeby miec ambicje to trzeba tez miec jakieś wykształcenie i
          doświadczenie zawodowe. Skoro juz o ambitnych babkach mówimy.
          Kobieta, która w wieku 19 lat wyszła za mąz i rodzila dzieci oraz
          zajmowała sie domem ma najwyzej maturę, a jesli zrobila jakies
          studia to ie ma doswiadczenia w zawodzie. Jakaż to ambita praca ja
          czeka? na kasie w hiperze? pani sprzatająca? Teraz kobito bezdzietne
          absolwentki niezłych uczelni bez stazu mają problem ze znalezieniem
          dobrej pracy w swoi zawodzie, bo wszedzie oczekują doswiadczenia.
          Nie chrzań wiec o ambicjach:) Moza gadac w tym przypadku o
          jakiejkolwiek, zapewne kiepsiej i kiepsko płatnej pracy, a nie
          o "ambicjach" - sorry
      • mili_vanili Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 17:54
        asche_zu_asche napisała:

        Takie znam tylko z opowieści i forów internetowych,
        > w przyrodzie nie widziałam.

        Myślę, że to zależy od środowiska. Mieszkając na podmiejskim osiedlu _tylko_
        takie kobiety były moimi sąsiadkami (4sztuki).

        Sama też byłam kurą domową przez 3 lata. Było nawet fajnie:
        dużo czasu na czytanie, codziennie długie spacery z psem po bezdrożach...

        Ale na dłuższą metę nie mogłabym tak żyć - za mało bodźców, wyzwań, a i tak
        trochę głupio np. nie mieć za co kupić partnerowie prezentu ;P (no, chyba, że za
        jego...)
    • justysialek Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 11:45
      dedelin napisała:

      > Czy są tu takie kobiety? Zastanawiam się jak to jest. Od dawna
      sama się
      > utrzymuję, nie wyobrażam sobie nie pracować zawodowo przez
      dziesiątki lat
      > czekając aż ktoś inny mi zapewni utrzymanie.

      No i co z tego, że ty sobie nie wyobrażasz? Inni sobie wyobrażają...
      co więcej, żyją tak! I Tobie nic do tego!

      pomimo że mąż uważa,
      > że mu jest obecnie z powodu kryzysu na rynku za ciężko samemu
      wszystko
      > utrzymywać.
      (...)
      a mąż jest zmęczony takim
      > życiem i może niedługo kopsnąć na zawał.

      A skąd, Ty wiesz, co ten mąż myśli, czuje?!
      Piszesz o własnych rodzicach czy jednak ten pan z tamtego wątku
      narzekał na żonę?!
      ...bo jeśli ani jedno ani drugie to, za przeproszeniem, g..no wiesz
      na temat tego czy on jest zmęczony i czy mu to pasuje czy nie! Ich
      układ, ich sprawa.
    • anwad Odczep się 06.02.10, 11:47
      Nie Twoje życie, nie Twoja sprawa.
    • dedelin Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 12:05
      Czyżby ze strachu, że opowiadam waszą historię i że mąż was własnie zdradza? To
      może zadbajcie bardziej o swoich męzów, posłuchajcie co mówią, nie będziecie się
      musieć tak bać że przyjdzie obca baba i wam "własność" ukradnie?

      Dziękuję równocześnie tym, które zdobyły się na normalne odpowiedzi:)
      • anwad Re: Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 12:11
        Ja np. nie jestem niczyją żoną, a chciałam Ci tylko zakomunikować, że masz ZERO KLASY. Jak każda kobieta, która pakuje się w cudze związki.
        • dedelin Re: Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 12:15
          Oczywiście, klasę mają kobiety, które wychodzą za mąż by mieć "na własność"
          wyrobnika który je będzie resztę życia utrzymywał :)
          • anwad Re: Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 12:32
            To ich sprawa. Ty dla tego związku jesteś tylko piątym kołem u wozu.
          • real_mayer Re: Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 12:37
            dedelin napisała:

            > Oczywiście, klasę mają kobiety, które wychodzą za mąż by mieć "na własność"
            > wyrobnika który je będzie resztę życia utrzymywał :)

            A te Twoje wnioski są rzetelnie potwierdzone przez znajomych znajomego, co
            to dokładnie wie jak jest.
            Myślę że po prostu szukasz dla siebie usprawiedliwienia.
            A co do wcześniejszej wypowiedzi o tym, że być może opowiadasz historię mojego
            męża, to naprawdę nie ma się czym chwalić, głupi sposób na dowartościowanie się.
            Aha i jeszcze wcale ci się do gardła nikt nie rzucił bywa dużo gorzej na tym
            forum przy takich tematach.
      • nutka07 Re: Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 12:14
        Kiedys mozesz miec zderzenie z lokomotywa, gdy dowiesz sie ze wszystkie te Twoje
        zabiegi o swojego meza badz partnera na nic sie zdaly. Pozniej przejada po Tobie
        wagony pod postacia mlodych dziewczyn, wiedzacych lepiej czego potrzebuje Twoj
        maz i rzucajacych Ci w twarz, ze to Twoja wina bo sie nie staralas.
        • dedelin Opcja na życie 06.02.10, 12:20
          Domyślam się :), że cokolwiek by człowiek robił, może wyjśc na to samo.
          Dlatego zastanawim się, jaka opcja na życie jest lepsza: samej pracować i
          pilnować bycia finansowo nieazleżną w związku ale też zmęczoną nadmiarem pracy,
          czy znaleźć sobie pracowitego faceta i zagonić go do pracy i utrzymywania
          siebie a zająć się swoją urodą i ustawianiem kwiatków w wazonach w domu.
          • kitek_maly Re: Opcja na życie 06.02.10, 12:24
            > Dlatego zastanawim się, jaka opcja na życie jest lepsza: samej pracować i
            > pilnować bycia finansowo nieazleżną w związku ale też zmęczoną nadmiarem pracy,
            > czy znaleźć sobie pracowitego faceta i zagonić go do pracy i utrzymywania
            > siebie a zająć się swoją urodą i ustawianiem kwiatków w wazonach w domu.

            No tak ludziom ograniczonym nie przychodzą do głowy więcej niż dwie opcje.
            Współczuję. Albo masz problem z głową albo jesteś trollem.

            PS. Nie jestem żoną.
            • real_mayer Re: Opcja na życie 06.02.10, 12:39
              to jak pytanie czy chcesz być mądra i brzydka czy odwrotnie.
              ps. (nie wiem ale chyba taki zwyczaj teraz) jestem żoną :P
      • rosa_de_vratislavia Re: Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 12:20
        dedelin napisała:

        > Czyżby ze strachu, że opowiadam waszą historię i że mąż was
        własnie zdradza?

        Aaaa...to pan przedsiębiorca-oszust-niepłacący-podatków żonę swoją
        zdradza?

        > To
        > może zadbajcie bardziej o swoich męzów, posłuchajcie co mówią,

        ???

        > nie będziecie się
        > musieć tak bać że przyjdzie obca baba i wam "własność" ukradnie?

        Jakoś nie rozumiem o czym mówisz, serio.
        Mąż to nie "własność", to po pierwsze.
        Po drugie znam kilku facetów zdradzających swoje wierne, fajne,
        zadbane, harujące w pracy i domu żony. Po prostu im się znudziły, bo
        woleli młodsze mięsko i tyle.
        >
        > Dziękuję równocześnie tym, które zdobyły się na normalne
        odpowiedzi:)

        Może sprecyzuj, co to są "normalne odpowiedzi"?
        Zgodne z Twoim zdaniem?
      • kitek_maly Re: Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 12:27

        > Czyżby ze strachu, że opowiadam waszą historię i że mąż was własnie zdradza?

        Ale to to chyba póki co Twoje myślenie życzeniowe, bo przecież w wątku obok
        piszesz, że jesteście na etapie ukradkowych spojrzeń (w czasie trwania których
        za oknem pojawia się tęcza, of kors).
        • dedelin Swoją drogą to jakaś zbiorowa trauma 06.02.10, 12:44
          Nie myślałam , że kobiety tutaj są w tak wielu wypadkach w tak głębokiej traumie
          i strachu. Wystarczy zamachać gdzieś tematem, że jakiemuś facetowi w związku się
          inna podoba....by zbiorowy atak kobiet na siebie odebrać,
          albo krytykujący faceta- jaki on jest beznadziejny, że mu się inna podoba a nie
          tylko żona (jak ta żona wytrzymuje z tak beznadziejnym facetem i za wszelka cenę
          chce go zatrzymać to naprawdę nie wiem),
          albo wręcz wyzywający kobietę nie żonę od najgorszych wywłok, że jej się śmie
          jakiś żonaty podobać i że śmie krytykować jego żonę (choć ta krytyka jest i tak
          słaba w porównaniu z tą jaka pada z ust osób które akurat to małżeństwo dobrze
          znają i nie sa mężem w jakikolwiek sposób zainteresowani).
          Miał rację któryś pan w sąsiednim wątku, że to kobiety walczą między sobą o
          facetów, przemożne wychowywanie tych pozostałych kobiet by sobie bezpieczeństwo
          "misia na wyłączność" zapewnić, a tak naprawdę wiele tych samych kobiet gdy
          będzie miała maly życiowy kryzys, pusto w łóżku; i zdarzy się okazja poznać
          fajnego faceta który pokaze, że coś do niej czuje, to nie będą się oglądały na
          moralność. Bo zasady będą obowiązywać tylko na poziomie Kalego.
          • kitek_maly Re: Swoją drogą to jakaś zbiorowa trauma 06.02.10, 12:50

            > Miał rację któryś pan w sąsiednim wątku, że to kobiety walczą między sobą o
            > facetów, przemożne wychowywanie tych pozostałych kobiet by sobie bezpieczeństwo
            > "misia na wyłączność" zapewnić, a tak naprawdę wiele tych samych kobiet gdy
            > będzie miała maly życiowy kryzys, pusto w łóżku; i zdarzy się okazja poznać
            > fajnego faceta który pokaze, że coś do niej czuje, to nie będą się oglądały na
            > moralność. Bo zasady będą obowiązywać tylko na poziomie Kalego.

            Doceniam Twój samokrytycyzm, ale czy dzięki wmawianiu sobie, że inne są takie
            same, czujesz się lepiej?
          • rosa_de_vratislavia Re: Swoją drogą to jakaś zbiorowa trauma 06.02.10, 12:51
            dedelin napisała:

            > Nie myślałam , że kobiety tutaj są w tak wielu wypadkach w tak
            głębokiej traumie i strachu.

            Wydaje mi się,że żadna z udzielonych odpowiedzi nie wskazuje na
            strach ani tym bardziej, traumę.
            Natomiast zdziwienie i niesmak wywołuje Twoja wiedza na temat
            sytuacji materialnej i rodzinnej tego pana.
            Nie wpada chyba dyskutowac z jego znajomymi o jego żonie, jego
            łazience, jego wyjazdach, zakupach i wczasach.
            Przepraszam,że cię urażę, ale zachowujesz się jak ktoś, kto robi
            wywiad przed skokiem na bank.

            No i jeszcze jedno - jego żonę oceniasz znając relację jego i jego
            znajomych. Czyli jest to portret jednostronny.

            Jeśli masz ochotę na romans z tym niepłącącym podatków panem - ok.
            Ale nie racjonalizuj sobie tego przy użyciu "złej żony".
          • justysialek Re: Swoją drogą to jakaś zbiorowa trauma 06.02.10, 14:27
            To Ty rozwazasz opcję odbicia męża innej kobiecie.
            Nie projektuj swojego syfu na innych.
            • kora3 justysial badź sprawiedliwa 06.02.10, 14:44
              justysialek napisała:

              > To Ty rozwazasz opcję odbicia męża innej kobiecie.
              > Nie projektuj swojego syfu na innych.

              jak cie lubię :)

              ona opcje "odbijania" moze sobie do woli rozwazać. Gosc to nie
              maskotka. Bedzie chciał ja pobzykac, bo chetna, ti skorzysta, nie
              bedzie chciał to nie, chocby stawała na sutkach.
              Widac,ze kobitka nie ma doswiadczenia, istnieje wiec też taka opcja,
              ze sympatyczne zachowanie goscia i jego wrodzoną łzawosc :) bierze
              za objaw "chemii" z jego strony
              • justysialek Re: justysial badź sprawiedliwa 06.02.10, 15:05
                To ona wyciągnęła tekst o bezwzględnej walce kobiet o mężczyzn.
                Czyli, jak ona "walczy o swoje szczęście" to jest ok, bo to jej
                szczęście ale jak inne walczą o swoje to już jest podła kobieca
                natura i moralność Kalego? ...ot hipokryzja i to nawet nie ukryta.

                Dopóki mnie nie obraziła, to byłam bardzo miła. Teraz juz nie
                jestem, przyznaję ale etap zezwalania innym na obrażanie mnie do
                woli mam juz za sobą. Jeśli mnie ktoś z tego powodu nie będzie
                lubił, to trudno.
                Tak czy inaczej pozdrawiam ;)
                • kora3 ale ja tylko 06.02.10, 15:16
                  apelowała o to, zeby nie stawiac faceta w roli kukiełki, a nie zeby
                  dac ise obrazac, bno co ty?
                  • justysialek Re: ale ja tylko 06.02.10, 15:28
                    luz
                    już się uspokoiłam i nie zamierzam więcej gryźć...


                    ....dziś ;D


                    a z ta kukiełką masz rację - raczej trudno odbić faceta, jeśli on
                    sobie tego nie życzy!
                    • kora3 Re: ale ja tylko 06.02.10, 15:31
                      no i o to ostatnie mi biegało :)
      • justysialek Re: Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 14:23
        Tak, jestem czyjąś żoną i dlatego teraz jeszcze bardziej przerażają
        mnie takie puste, głupie lale, które nie wstydzą się zostać czyjąś
        kochanką. Napisałam: jeszcze bardziej, bo zawsze mnie przerażały -
        przeraża mnie, że ktoś może być tak głupi i sam sobie szkodzić do
        tego stopnia a jeszcze przy okazji wielu innym ludziom.

        Jednak zakładanie, że te, które się z Tobą nie zgadzają, mają
        nieudane małżeństwa ,to kolejny zabieg psychologiczny, jaki sobie
        serwujesz, żeby się usprawiedliwić. Masz mentalność dziecka: ja, ja,
        ja!, moje, moje, moje! - inni są be!
        • dedelin Re: Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 14:24
          Tak tak, a świstak siedzi i zawija :):):)
          Pozdrowienia dla męża:)))
          • justysialek Re: Wiele żon się rzuciło mi do gardła 06.02.10, 14:32
            Prawdziwy argument w dyskusji.
            Słuchaj, a może Ty sama jesteś nieszczęsliwa i dlatego próbujesz
            uszczknąć trochę szczęścia komuś innemu? Może jej zazdrościsz, że
            sią tak dobrze ustawiła i chcesz jej to po prostu zabrać z czystej
            zawiści?

            Mój mąż też Cię pozdrawia.
          • kora3 :) 06.02.10, 14:34
            jak wiesz, ja zona nie jestem, ale podzielam zdanie Justysialka co
            do tego, ze kobitka włazaca w role kochanki sama sobie szkodzi. O
            nie biega mi teraz o żadna moralnosc, ani zasady, bo kazdy moze miec
            inne, a nielegalne to nie jest w końcu.
            Chodzi o instynkt samozachowawczy zwyczajnie. Bycie kochanka oznacza
            wprost usawienie sie na pozycji tej, która czeka, az on wroci z
            rodziną z wakacji, spedza samotnie sylwestra i otrzymuje smysy
            pisane ukradkiem w wc.
            Jasne, zdarza sie, ze ktoś zakochuje siew kochance i odchodzi od
            rodziny. Tylko, czy to zawsze jest wielkie sczescie? Teraz kochanka
            jest zoną załozmy i to od niej wymaga pan mąż prania, sprzatania,
            gotowania wyrozumiałosci, a jakie sie nie podoba to "rozbilas mi
            rodzine" - sama słyszałam takie słowa wobec byłej kochanki, a
            obecnej żony.
            Dlatego z czystego egoizmu i solidarnosci z babkami stanowczo
            odradzam bycie kochanką. Zaden interes, chyba, ze babka traktuje to
            całkiem luxno - sama ma kogoś a kochanek to tylko seks.
            • justysialek Re: :) 06.02.10, 14:41
              Nawet dziś na tym forum ktos założył wątek o I Komunii i zapraszaniu
              w związku z nią exa z kochanką, która rozbiła małżeństwo, o
              skłóconych rodzinach, zranionym dziecku itd.
              Ile to problemów powstaje potem?!
              I nietety taka kochanka musi do końca tego związku z tym piętnem
              chodzić i patrzeć w oczy jego rodzinie i znajomym, wśród których na
              pewno byli ludzie, którzy darzyli byłą żonę sympatią. Dochodzą różne
              rodzinne okazje. Pewnie są takie, które by to znosły bez szwanku -
              ja bym się wykończyła psychicznie.
              • kora3 Re: :) 06.02.10, 14:47
                justysialek napisała:

                > Nawet dziś na tym forum ktos założył wątek o I Komunii i
                zapraszaniu
                > w związku z nią exa z kochanką, która rozbiła małżeństwo, o
                > skłóconych rodzinach, zranionym dziecku itd.


                Justysialku - gwoli sprawiedliwosci to o SWOIM dziecku powinien
                bardziej mysleć zdradzający tatus, niz jego kochanka - obca.


                > I nietety taka kochanka musi do końca tego związku z tym piętnem
                > chodzić i patrzeć w oczy jego rodzinie i znajomym, wśród których
                na
                > pewno byli ludzie, którzy darzyli byłą żonę sympatią.

                zwykle ma to głeboko moja droga. rzecz w tym, ze kiedy fascynacja
                nówka mija, a to sie zdarza:) to pan mąż miewa pretensje do nowej
                zony, ze: skłocila go z dziećmi, ze jego rodzice jej nie kaceptuja,
                ze marysia lepiej gotowala, że ....

                Dochodzą różne
                > rodzinne okazje. Pewnie są takie, które by to znosły bez szwanku -
                > ja bym się wykończyła psychicznie.

                nie wiem, nie bylam w takiej sytuacji i nie bede, ale pewnie też.
                • justysialek Re: :) 06.02.10, 15:14
                  > Justysialku - gwoli sprawiedliwosci to o SWOIM dziecku powinien
                  > bardziej mysleć zdradzający tatus, niz jego kochanka - obca.

                  Gwoli ścisłości na pewno! Jednak, gdybym ja była na miejscu kochanki
                  to nie potrafiłabym o tym nie myśleć.
                  Nie dziw się, że ja się dziwię, że ktoś jednak potrafi ;)
                  • kora3 Re: :) 06.02.10, 15:18
                    alez ja się nie dziwię, po prostu uwazam, ze nie ma tak, ze to
                    kochanka jest winna zdrady bardziej niż ten kto zdradza.
    • nglka Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 12:45
      A mnie zastanawia: jak to możliwe, że kobieta nie pojmuje prostej zasady: jeśli kobieta pracuje w domu (sprząta, pierze, gotuje, zmywa, robi zakupy, prasuje, zkada ubrania i wkłada do szafy itepe itede) to - NIE JEST na utrymaniu męża ale odpracowuje "swoje", czyli jest to taka sama praca jak i praca Jej męża. Jeśli facet uznaje, że tylko On pracuje bo dostaje kasę, to znaczy, że jest g..em, który nie płaci swojej żonie za pracę, która Ona odwala za niego.
      • dedelin Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 12:53
        Oczywiście, że praca w domu to też praca, ale sama się zastanów ile się trzeba
        "napracować" mając małe mieszkanko i nie mając małego dziecka do dopilnowania.
        Dziecko dorosło, mąż mniej zarabia i mówi "doceniam co robisz w domu, ale mnie
        już jest tak zbyt ciężko samemu to ciągnąć", a żona "wg mnie jest dobrze,
        wymyślasz problemy, nic nie zmieniajmy" .
        • rosa_de_vratislavia Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 12:56
          dedelin napisała:

          > Oczywiście, że praca w domu to też praca, ale sama się zastanów
          ile się trzeba
          > "napracować" mając małe mieszkanko

          Widzę, że i dom obejrzany:)

          > Dziecko dorosło, mąż mniej zarabia i mówi "doceniam co robisz w
          domu, ale mnie
          > już jest tak zbyt ciężko samemu to ciągnąć", a żona "wg mnie jest
          dobrze,
          > wymyślasz problemy, nic nie zmieniajmy" .

          Podsłuchy założyłaś? Mądrze, mądrze...
          • dedelin Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 13:00
            Bój się bój, do ciebie też przyjdę. Lepiej męża wyślij gdzieś na delegację na
            antypody żebym go nie spotkała
            • justysialek Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 14:35
              Myślisz, że tylko ty jedna taka na świecie jesteś?!
              Wkoło naszych wspaniałych mężów wciąż kręcą się lafiryndy, jak
              rekiny wokół rannnego zwierzęcia ale oni są ponadto! ;PPPPP
              • dedelin Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 14:47
                >ale oni są ponadto! ;PPPPP


                tiaaaa..... i kto tu jest naiwny? :)))))))))
                • justysialek Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 15:16
                  To był taki żart. Na tyle przerysowany, żeby go zauważyć ;)
            • rosa_de_vratislavia Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 14:55
              dedelin napisała:

              > Bój się bój, do ciebie też przyjdę.

              Ale piszesz,że męzowie zdradzają tylko takie, co to leniwe są,
              egoistyczne i nie pracują, tudzież mają łazienki za 30 patoli.

              Wg twego oglądy świata, mój mąż powinien być skrajnie wierny, bom
              wykształcona i pracująca mimo dwójki dzieci:)
              I łazienkę tańszą mam.

              Niestety życie nie jest takie proste. Żony zdradzają mężów, męzowie
              zdradzają żony...nawet jeśli to drugie jest idealne, śliczne,
              zadbane, pracowite.
              Po prostu i męzowie i żony łakną adrenaliny i nowych wrażeń.
              Twój przedsiębiorca też ma ochotę na romansik i gdyby jego żona
              harowała na 3 etatach - także by posyłał tobie ukradkowe spojrzenia.
              • justysialek Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 15:17
                ...i bajeczke o tym, jaka to ona zapracowana, ciągle zmęczona, nie
                ma dla niego czasu, w domu nie zrobione a on taki biedny i łaknie
                tylko kobiecego ciepła... he he he
        • dedelin Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 12:59
          Tak jak już wspominałam wyżej, jak najbardziej rozumiem układ gdzie obu stronom
          pasuje coś takiego, ale otwieram szeroko oczy gdy żona nie mając już w domu
          jakichś większych zajęć uparcie nie chce iść do żadnej pracy zarobkowej "nie bo
          nie", a facet równocześnie nie chce wyjść na takiego który słabą kobietkę do
          harówy zapędza.
          • nglka Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 13:08
            To teraz takjak dzieci są małe, to kobieta nie tylko lta w domu tu i tam, gotuje i wszystko, co wspomniałam ale jest także opiekunką 24h na dobę, kiedy to osoba pracująca wraca z pracy, czyta gazetę, potem idzie wstać i z reguły ma "gdzieś" płacze nocne, kolki, ząbki, choroby. To te czas - który moe trwać kilka lat a w przypadku więcej niż jednego dziecka rozciągła się na niezłą liczbę tychże lat. Można więc uznać, że pracuje całą dobę i nie otrymuje a to odpowiedniego wynagrodzenia. Odpowiedniego - w sensie - gdyby przeliczyć na finanse. W takiej sytuacji można byłoby uznać prawo do przedwczesnej emerytury :-)
            A tzw "duże dzieci" potrafią być bardziej problemowe, niż niemowlęta i z reguły to też leży na głowie kobiety.
            Rola kobiety jest mocno spłycana w naszym spoeczeństwie.

            Inna sprawa: ile godzin dziennie trwa faktyczna opieka i sprawy "okołodomowe" oraz ile godzin dziennie facet rzeczywiście wydajnie pracuje.
            • 83kimi Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 13:22
              Ja jestem zdania, że każdy powinien żyć tak jak mu się podoba. Ty chcesz
              pracować - pracuj. Jeśli jakaś kobieta nie chce i może sobie na to pozwolić -
              jej sprawa i Tobie nic do tego.
            • dedelin Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 13:24
              Jasne, że przy większej ilości dzieci, tzw. siedzenie w domu to harówka i to
              baaardzo niewdzięczna :). Tylko zauwazyłam, że w niektórych przypadkach
              (jedno zdrowe dziecko to nie az tak straszne obciążenie, nie przesadzajmy) jest
              to też przyzwyczajenie do "bycia panią-zarządcą domu" oraz sposób na życie "by
              nie iśc do innej pracy". Ze sporym zdumieniem to stwierdzam, że niektóre kobiety
              trzymają się już dorosłych dzieci wręcz na siłę (bez jaj, żeby prawie 20letni
              facet musiał mieć robione kanapki do szkoły przez mamusię i dlatego ona musi w
              domu siedzieć) by nadal stary stan układu w związku utrzymywać, mimo że realia
              się dawno zmieniły, dziecko dorosło, mąż zmęczony latami pracy chciałby "iść na
              dłuższy urlop" od wyłącznej odpowiedzialności za finanse. Kompletny brak
              współpracy w związku, tylko "okopanie się na swoich pozycjach", a potem
              zdziwienie skąd problemy...
              • kitek_maly Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 13:27

                Dziewczyno, marnujesz się tu na forum. Powinnaś pisać poradniki 'Jak żyć'.
                • kora3 kitku, wykaż zrozumienie 06.02.10, 13:47
                  serio ...
                  oto kobitka, której w głowie zakrecił zonaty znudzony kolo, który
                  chce się "wyzalic" i bzuykać na boku. kobicina sie zauroczyla, to i
                  go "rozumie" . Potem bedzie cierpiala i płakała, ze on od zony
                  odejsc nie moze dopóki dzieci studiiów nie pokończą. Klasyczny
                  przypadek.
                  • dedelin Re: kitku, wykaż zrozumienie 06.02.10, 14:04
                    E tam, stereotypowo myślisz :) Od razu mam cierpieć, płakać? Syndromu życiowej
                    ofiary już się wyzbyłam :)
                    • kora3 Re: kitku, wykaż zrozumienie 06.02.10, 14:12
                      dedelin napisała:

                      > E tam, stereotypowo myślisz :)

                      wcale nie - raczej ty :)

                      Od razu mam cierpieć, płakać? Syndromu życiowej
                      > ofiary już się wyzbyłam :)

                      wątpię. kobieta, która pakuje sie w taki uklad jest z "ofiar"
                      i "matek Teres". Gdyby ci toto, ze kolo jest żonaty i niczego poza
                      seksem i gadką od niego bys nie oczekiwała to nie wiklałabyś sie w
                      jego problemyu i nie myslala o "walce" o "misia". Ot - miłe bzykanie
                      i tyle.
                      Skoro już go gloryfikujesz, szukasz spsobu na jego kobitke to
                      znaczy, ze chciałabyś czegos wiecej, ale gosc sie nie kwapi. I
                      razcej sie nie pokwapi - takie moje zdanie.
    • kora3 Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 13:41
      nie wiem, czy masz mnie na mysli, ale nie jestem żona, nikogo nie
      mam za swoją własnosc i nie drze tak o swoje szczescie, jak
      sugerujesz.
      Dbanie... hmmm no cóz. ja dopiero zła kobieta jestem :) Pracowac to
      pracuje i nawet nieźle ogólnie rzecz biorąc zarabiam:)
      Ale wpólne zycie w wiekszosci finansuje mój partner - mieszkanie,
      jedzenie, samochody i tym podobne. W dodatku spotykam sie z wieloma
      ludźmi,utrzymuje kontakty z eksem, obiady gotuję jak mam czas, a mój
      facet wie, jak wyglada odkurzacz. :)

      a co do sytuacji, która opisujesz i watku o walce o szczescie.
      Jestes dziewczyno pradopodobnie zauroczona tym gosciem i mega
      nainwna. Naiwna, bo myslisz,e facet w tej sytuacji "zakocha sie" w
      Tobie i odejdzie od rodziny. Nie wiem na jakim etapie jest wasza
      znajomosc, ale gosc chce tylko pogadac sobie i pobzykać. Serio.
      Jesli romans potrwa dłuzej bedzie Ci opowiadał, ze odejdzie od żony
      jak ona sie ogarnie, dzici pozdają matury, splaci kredyt itp. jeśli
      spróbuesz uswiadomic małzonke odegra przed nią ofiarę zwariowanej
      desperatki, która sobie ubzdurała, ze on na nia leci i teraz nie
      umie zrozumiec, ze to tylko jej urojenia - z grubsza taki scenarusz
      mozna przewidzieć, ale rób jak chcesz:)
      • dedelin Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:01
        No nie:) Ty akurat jako jedna z nielicznych się nie "rzuciłas do gardła":)
        Nie mówię o sytuacji, gdy jedno zarabia mniej inne więcej, tylko o sytuacji gdy
        kobieta nie chce iść do żadnej pracy zarobkowej mimo, że obiektywnie nie ma już
        powodu do siedzenia cały dzień w domu, bo dzieci odchowane i może odciążyć
        faceta od utrzymywania rodziny, ale zwyczajnie nie chce. Może to być układ, że
        tym poczuciem odpowiedzialności męża za siebie trzyma też małżeństwo cały czas w
        całości, bo mąż z tych przyzwoitych że bezbronnej niezarabiającej nie zostawi,
        równoczesnie jednak powoduje że żyją we frustracji zamiast zgodzie bo na
        sugestie męża o zmianę jest "mnie jest dobrze".

        Ja mam swoje potzreby, facet pracowity, ciepły, przystojny, szarmancki, z tych
        "przyzwoitych" (tak tak, w kryzysie ci przyzwoici też miewają ochotę uciec do
        innej ;) ), jak najbardziej by w moje potrzeby się wpasował :):)
        Jak na razie to oni bardziej zabiegaja o moje towarzystwo niż ja o ich, (ufff,
        jako lek na ich problemy ze sobą mam służyć?) . A jak będzie dalej, to się
        zobaczy :).
        • kora3 Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:09
          dedelin napisała:

          > No nie:) Ty akurat jako jedna z nielicznych się nie "rzuciłas do
          gardła":)

          bo i nie mam tego w zwyczaju na ogół. Przedstawiam swe zdanie i
          tyle.

          > Nie mówię o sytuacji, gdy jedno zarabia mniej inne więcej, tylko o
          sytuacji gdy
          > kobieta nie chce iść do żadnej pracy zarobkowej mimo, że
          obiektywnie nie ma już
          > powodu do siedzenia cały dzień w domu, bo dzieci odchowane i może
          odciążyć
          > faceta od utrzymywania rodziny, ale zwyczajnie nie chce.

          No, ale ja swoja kasę wydaje na swoje i tylko swoje przyjemnosci (no
          poza prezentem dla faceta z okazji) :) i mało co partycypuję w
          kosztach utrzymania domu:) Nie ma po temu obiektywnych powodów, poza
          tym, ze tak jest.
          a co do opisanej sytuacji ti jest sparwa miedzy partnerami,
          osobista.


          bo mąż z tych przyzwoitych że bezbronnej niezarabiającej nie
          zostawi,
          > równoczesnie jednak powoduje że żyją we frustracji zamiast zgodzie
          bo na
          > sugestie męża o zmianę jest "mnie jest dobrze".

          ale to sa ich sprawy! A Ty jesli znasz historię to raczej
          jednostronnie, nie?

          >
          > Ja mam swoje potzreby, facet pracowity, ciepły, przystojny,
          szarmancki, z tych
          > "przyzwoitych" (tak tak, w kryzysie ci przyzwoici też miewają
          ochotę uciec do
          > innej ;) ), jak najbardziej by w moje potrzeby się wpasował :):)

          Jesli i to pasuje, to czemu zakładasz wątki o walce o "swoje
          szczescie" ? jest ok - facet spelnia twe potrzeby, to, ze ma żone ci
          nie przeszkadza.. w czym dostzegasz problem?

          > Jak na razie to oni bardziej zabiegaja o moje towarzystwo niż ja o
          ich, (ufff,
          > jako lek na ich problemy ze sobą mam służyć?)

          Oni? a wiec udajesz kumpelę tej babki - no faktycznie z was obojga
          sa "przyzwoici ludzie" - zgroza.

          . A jak będzie dalej, to się
          > zobaczy :).



          nijak - facet bedzie się z tobą bzykał i gadał, ty bedziesz
          wysłuchiwac i zakladac watki.
          • dedelin Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:22
            Ja forum nie używam do "życiowych porad dla siebie", tylko do dyskusji problemu
            lub zaciekawienia, które akurat z takiej lub innej przyczyny się zrodziło w
            moich myślach :).

            Ps. Jesli się z nim prześpię, to dam znać czy mam ochotę na więcej nawet kosztem
            zostania jego psychoterapeutką;)
            A "ta babka" sama chce być moją kumpelą, ja się nie wpraszam do jej domu tylko
            ona mnie zaprasza. Może planuje trójkąt?
            • kora3 Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:26
              dedelin napisała:

              > Ja forum nie używam do "życiowych porad dla siebie", tylko do
              dyskusji problemu
              > lub zaciekawienia, które akurat z takiej lub innej przyczyny się
              zrodziło w
              > moich myślach :).

              no, ale nie bez powodu... :)
              wiesz, ja się też kiedys nad tym zastanawialam, jako, ze własnie
              żona rzyjaciela poprosila mnie o mediację z nim ws. jej pójscia do
              pracy. Nie dla mnie interes, ze siedze w domu. Nie nadaje sie do
              tego, nie umiem zyc bez pracy. ale ludzie i sytuacje bywają rózni i
              rózne.

              >
              > Ps. Jesli się z nim prześpię, to dam znać czy mam ochotę na więcej
              nawet koszte
              > m
              > zostania jego psychoterapeutką;)


              psychoterapeuką już zostalaś, a co do przespania sie - kwestia
              zcasu, Gosc ma ochote na seks na boku i na pewno dostanie, nie u
              ciebie, to u inej.

              > A "ta babka" sama chce być moją kumpelą, ja się nie wpraszam do
              jej domu tylko
              > ona mnie zaprasza. Może planuje trójkąt?

              watpię, naiwna jest, albo chce miec na goscia dowody na rozwód :)
              alez dołozyła do pieca z tymi "ambitnymi babkami". Ciekawe jakież to
              ambite zajęcie mozna znaleźc z matura i brakiem doswiadczenia.
              • dedelin Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:44

                > alez dołozyła do pieca z tymi "ambitnymi babkami". Ciekawe jakież to
                > ambite zajęcie mozna znaleźc z matura i brakiem doswiadczenia.


                Aaaa..widzisz, natchnęłaś mnie. Może to być wstyd dla niej. Bo siedząc w domu i
                nie pracując ma jednak pewną i wysoką pozycję oraz wysoki status wśród
                znajomych(drogie meble, ciuchy). A przez lata nie rozwijając się (z własnego
                wyboru przecież!) zostaje jako osoba bez wykształcenia i doświadczenia, nie
                potrafi się zorganizować w wlasną działalność a pójście do pracy do obcych to
                zmierzenie się z realiami "nie umiem, nie potrafię, nie nadają się", stanie za
                ladą w sklepie to obciach... W sumie biedna kobieta. Czas zamiast na rozwój
                poświęciła na łażenie po sklepach i piąty raz ścieranie tych samych kurzy w
                domu. Takie tematy zastępcze. Ale to był jej wybór, czyż nie?

                Równolegle mam przykład innych znajomych dziewczyn, które mając dzieci, rodziny,
                nie zaniedbywały w tym czasie rozwoju samej siebie, szlifowały języki, a mając
                mozliwość nie pracowania to by studiowały i piąty fakultet :)

                • kora3 Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:54
                  dedelin napisała:

                  > Aaaa..widzisz, natchnęłaś mnie.

                  o proszę :)

                  Może to być wstyd dla niej. Bo siedząc w domu
                  > i
                  > nie pracując ma jednak pewną i wysoką pozycję oraz wysoki status
                  wśród
                  > znajomych(drogie meble, ciuchy).

                  No o biedny ten gosc, czy nie, bo nie rozumiem.


                  A przez lata nie rozwijając się (z własnego
                  > wyboru przecież!) zostaje jako osoba bez wykształcenia i
                  doświadczenia,

                  No wiesz z tym wlasnym wyborem to róznie bywa. Bywa tak, ze gosc
                  mówi "Ja zarabiam , ty sie zajmij domem, stac nas" to sie babka
                  zajmuje. A potem za 15 lat gosc stwierdza, ze ma dosc.

                  nie
                  > potrafi się zorganizować w wlasną działalność

                  no wiesz, ja jestem wyksztalcona hehe, mam doswiadczenie, a jakos
                  nie jestem stworzona do własnej działalnosci. Zresztą, gdybym ja
                  chciala tworzyc w swojej branzy to na początek tak z milion
                  musiałabym mieć - nie mam i mało kto ma.

                  a pójście do pracy do obcych to
                  > zmierzenie się z realiami "nie umiem, nie potrafię, nie nadają
                  się", stanie za
                  > ladą w sklepie to obciach...

                  wiesz, obciach, nie obciach, ale jak gosc taki biznsesmen to mu
                  chyba jakies 2 tysiaki za stanie za ladą zony róznicy nie sprawia?
                  Chyba zdaje sobie sprawe, ze osoba bez doswiadczenia i wykształcenia
                  wiecej nie zarobi? O ile tyle zarobi.
                  Gdzież tu logika? Pare groszy w ich budżecie cos zmieni?

                  W sumie biedna kobieta. Czas zamiast na rozwój
                  > poświęciła na łażenie po sklepach i piąty raz ścieranie tych
                  samych kurzy w
                  > domu. Takie tematy zastępcze. Ale to był jej wybór, czyż nie?

                  No, pewnie wspólny wybór
                  >
                  > Równolegle mam przykład innych znajomych dziewczyn, które mając
                  dzieci, rodziny
                  > ,
                  > nie zaniedbywały w tym czasie rozwoju samej siebie, szlifowały
                  języki, a mając
                  > mozliwość nie pracowania to by studiowały i piąty fakultet :)

                  no ja tez, ale to kwestia dogadania się ludzi miedzy sobą
                  >
        • rosa_de_vratislavia Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:30
          dedelin napisała:

          > No nie:) Ty akurat jako jedna z nielicznych się nie "rzuciłas do
          gardła":)

          Wiesz, Ty też wyglądasz na mocno zdesperowaną, skoro dyskusję
          traktujesz jako "rzucanie się do gardła", piszesz,że może którąś z
          nas zdradza właśnie mąż, bo go "nie słuchamy" i mamy gdzieś jego
          potrzeby, że mamy traumy i czegoś się boimy.


          Pana idealizujesz wyraźnie:
          >mąż z tych przyzwoitych że bezbronnej niezarabiającej nie zostawi,

          > facet pracowity, ciepły, przystojny, szarmancki, z tych
          > "przyzwoitych",

          Całą winę za romans (potencjalny/istniejący) zrzucasz na kobietę,
          która jest cwana, leniwa, egoistyczna etc. To typowe w fazie
          zauroczenia, niestety.

          Winna jest osoba zdradzana - w ten sposób odsuwasz od siebie i tego
          przedsiębiorcy dyskomfort związany z dość paskudnym oszukiwaniem
          owej żony.

          > Jak na razie to oni bardziej zabiegaja o moje towarzystwo niż ja o
          >ich,

          Udajesz koleżankę tej żony przyjmujesz jakieś zaproszenia i
          jednocześnie flirtujesz z jej męzem?
          Aj...stąd to rzucanie się i ataki na forum. Źle ci z tym chyba, stąd
          miotanie się.
          • rachela25 Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:36
            Widać strasznie cię ten fakt męczy , że czyjaś żona nie pracuje. Czy
            to jest twoja sprawa ? Jak facet sobie na to pozwala to widocznie mu
            odpowiada to. Było tu już kilka takich wątków, ja nie wiem żal komuś
            dupe ściska czy co ?
            • dedelin Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:49
              Jeśli mnie zapraszaja do swojego domu i na siłę raczą swoimi problemami, to jak
              najbardziej mam prawo "ich sprawy" rozważać :))))
              • kora3 Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:58
                dedelin napisała:

                > Jeśli mnie zapraszaja do swojego domu i na siłę raczą swoimi
                problemami, to jak
                > najbardziej mam prawo "ich sprawy" rozważać :))))

                a nie umiesz mówić? ja bym powiedziała: wybacz Kasiu, Srasiu, Basiu
                ale nie jestem doswiadczona w emacie i nie umiem pomóc, musicie to
                jakos załatwić miedzy sobą.
                Jesteś dosc typowa: "przyjaciółka rodziny", która ma ochote na
                zudzonego meza kolezanki :)
              • rosa_de_vratislavia Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:58
                dedelin napisała:

                > Jeśli mnie zapraszaja do swojego domu i na siłę raczą swoimi
                problemami, to jak
                > najbardziej mam prawo "ich sprawy" rozważać :)

                Nie czujesz dyskomfortu jedząc, pijąc, rozmawiając i śmiejąc sięz
                jego żoną a jednocześnie romansując z męzem?
                To,że on jest puszczalski - trudno. Bywa.
                Ale po co się pakujesz w taką bagienną sytuację?
                • kora3 Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 15:01
                  rosa_de_vratislavia napisała:

                  > dedelin napisała:
                  > Ale po co się pakujesz w taką bagienną sytuację?

                  bo sie nakrecila, a jest sama
                  >
                  >
                • dedelin Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 15:01
                  Oczywiście, czuję pewien dyskomfort, gdy chcę już wyjść od nich, a oni oboje
                  łapią mnie za ręce i proszą nie wychodź, zostań jeszcze, a mąż biegnie po
                  kolejne wino :)
                  • kora3 I co? 06.02.10, 15:06
                    a Twoj facet co na to?
                    • dedelin Re: I co? 06.02.10, 15:12
                      A co? szukasz potwierdzenia teorii?:)
                      • kora3 Re: I co? 06.02.10, 15:20
                        dedelin napisała:

                        > A co? szukasz potwierdzenia teorii?:)

                        nie, zastanawiam się, jak dorosla osoba, która chce wyjsc nie moze :)
                        a zakladając, ze jest druga dorosla osoba, która chce wyjsc na serio
                        zastanawiam się jak reaguje
                        • kitek_maly Re: I co? 06.02.10, 17:44

                          Wybiórczo klikam, ale widzę, że z punktu 'na imprezach dobrze nam się rozmawia i
                          miś mówi, że żona go nie rozumie' doszliśmy do punktu:
                          1. De-cośtam bywa u nich w domu i oboje jej się zwierzają (na osobności czy pan
                          o tym swoim nieszczęściu przy żonie opowiada?)
                          2. mąż zdradza żonę z De-cośtam
                          3. De-cośtam ma faceta i go zdradza i razem chodzą na spowiedzi małżeństwa

                          De-cośtam, powinnaś pisać książki - taka wartka akcja. :)
                          • kora3 Re: I co? 06.02.10, 17:49
                            kitek_maly napisała:

                            > 1. De-cośtam bywa u nich w domu i oboje jej się zwierzają (na
                            osobności czy pan
                            > o tym swoim nieszczęściu przy żonie opowiada?)

                            tp się zgadza, tylko to w nawiasie zastanawia mnie też :)

                            > 2. mąż zdradza żonę z De-cośtam

                            nieeee, De- cos tam chyba chciałaby, zeby tak było. Niewykluczone ze
                            pan tylko De-cos tam lubi, a ona to bierze za objaw "lecenia"

                            > 3. De-cośtam ma faceta i go zdradza i razem chodzą na spowiedzi
                            małżeństwa

                            Tego nie wiemy, obstawiam ze nie, ale usilowala się bez powodzenia
                            upewnić. Gdyby miała nie leciałaby ma obarczonego odziną
                            pantoflarza, który nie weiadoo czy na nią leci. Raczej wymieniaaby
                            na model lepszy, niz gorszy nie? No chyba, ze "ma" też zonatego
                            tylko pracującego jako nauczycie, z trójka malych dzieci i
                            nierpacujacą zoną - to faktycznie ten lepszy
                            >
                            > De-cośtam, powinnaś pisać książki - taka wartka akcja. :)
                            >
                            • dedelin Re: I co? 06.02.10, 17:56
                              Widzę że kto jak kto ale wy to na pewno książki mogłybyście pisać tak wymyślacie
                              niestworzone rzeczy, byle tylko moje słowa umniejszyć. :)
                              A już specjalne pogardliwe przekręcanie mojego nicka przez "kitek" to
                              prozaiczny, zwyczajny brak kultury osobistej. Pasjami uwielbiam osoby które tak
                              usiłuja się nad innych wywyższyć, że niechcący brutalnie "słoma z butów"
                              prymitywizmu im wychodzi.:)
                              • kora3 Re: I co? 06.02.10, 18:03
                                dedelin napisała:

                                > Widzę że kto jak kto ale wy to na pewno książki mogłybyście pisać
                                tak wymyślaci
                                > e
                                > niestworzone rzeczy, byle tylko moje słowa umniejszyć. :)


                                ale co tu umniejszac Dedelin - wszak na razie to ty jakos za bardzo
                                wyolbrzymiasz z tego co piszesz. Z osciem ylko gadasz, w doatku przy
                                jego kobicie ( tak wynika z tego co piszesz) góownie, nawet nie masz
                                pewnosci, czy ta chemia cala istnieje, czy tylko z twojej strony, a
                                już piszesz scenariusze.

                                > A już specjalne pogardliwe przekręcanie mojego nicka
                                przez "kitek" to
                                > prozaiczny, zwyczajny brak kultury osobistej.

                                eeee nadinterpretujesz. Nick masz dluzszy, nieznany wczesniej, to i
                                Kitek mogla go nie zapamiętac, tyle, ze na "De" i cosik dalej.
                              • kitek_maly Re: I co? 06.02.10, 18:05

                                Oj dobra, nie maż się. Napisałam De-cośtam, bo odpowiadałam Korze, więc nie
                                miałam Twojego zacnego nicku na widoku a nie jest tak łatwy do zapamiętania jak
                                np kitek_maly.

                                > Widzę że kto jak kto ale wy to na pewno książki mogłybyście pisać tak wymyślaci
                                > e
                                > niestworzone rzeczy, byle tylko moje słowa umniejszyć. :)

                                A co się nie zgadza w tym co napisałam? Przecież podsumowała Twoje wypociny.
                                • kora3 Re: I co? 06.02.10, 18:10
                                  kitek_maly napisała:

                                  >
                                  > Oj dobra, nie maż się. Napisałam De-cośtam, bo odpowiadałam Korze,
                                  więc nie
                                  > miałam Twojego zacnego nicku na widoku a nie jest tak łatwy do
                                  zapamiętania jak
                                  > np kitek_maly.
                                  >
                                  no dokladnie tak pomyslalam i tez napisałam :)
                              • kora3 No dobra Dedelin - podsumujmy sytuację 06.02.10, 18:14
                                oni sa Twymi znajomymi, on sie zali na zone, ona ci się zwierza
                                (jesli cos nie ten to daj znac) masz wrazenie, ze on na ciebie leci,
                                ty na niego na pewno.
                                Zamiast robić kampanie przeciw takim jak jego kobitka daj mu do
                                zrozumienia, ze jesteś chetna. Tylko tak, zeby to nie było
                                megaoczywiste, bo jesli jego "zaloty" to zwykla sympatia, ktoa
                                pacznie odczytujesz, to sie zblaźnisz. jesli też jest chetny -
                                zaczniecie romasowac.
                                Co z tego wyniknie nie weimy, mozemy sie domyslac z wiekszym albo
                                mniejszym prawdopodobieństwem.Czy taka odp wydaje ci sie
                                kulturalna ?:)
                  • rosa_de_vratislavia Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 15:11
                    dedelin napisała:
                    >oboje
                    > łapią mnie za ręce i proszą nie wychodź, zostań jeszcze, a mąż
                    biegnie po kolejne wino :)

                    Ja bym uciekała. Dwie osoby, które chwytają za ręce i nie pozwalają
                    opuścić lokalu...hmm...
        • justysialek Re: Do autorki watku - całkiem na serio 06.02.10, 14:53
          > Nie mówię o sytuacji, gdy jedno zarabia mniej inne więcej, tylko o
          sytuacji gdy
          > kobieta nie chce iść do żadnej pracy zarobkowej mimo, że
          obiektywnie nie ma już
          > powodu do siedzenia cały dzień w domu, bo dzieci odchowane i może
          odciążyć
          > faceta od utrzymywania rodziny, ale zwyczajnie nie chce. Może to
          być układ, że
          > tym poczuciem odpowiedzialności męża za siebie trzyma też
          małżeństwo cały czas
          > w
          > całości, bo mąż z tych przyzwoitych że bezbronnej niezarabiającej
          nie zostawi,
          > równoczesnie jednak powoduje że żyją we frustracji zamiast zgodzie
          bo na
          > sugestie męża o zmianę jest "mnie jest dobrze".

          Zgodze się, że sytuacja przez Ciebie opisana jest nie fair. Z opisu
          wynika, że ich potrzeby i interesy sie rozmijają, a ona wykorzystuje
          go... a on się daje wykorzystywać! W końcu nie ma obowiązku
          utrzymywania żony.

          Problem polega na tym, że to tylko twój opis!!! Ty tak naprawdę
          nie wiesz
          , jak jest między nimi! I tego nie chcesz przyjąć do
          świadomości, choć wszystkie Ci to napisałyśmy (stąd zarzuty o
          naiwność i złe intencje z Twojej strony).
          Znajomi moga mówić rózne rzeczy! On może mówić róne rzeczy. Z boku
          tez to może wyglądać inaczej. Czasem małżeństwo sie wydaje idealne a
          potem sie okazuje, że facet jest seksoholikem albo pije i bije od
          lat. Weź to pod rozwagę. Pozory mylą, postronny obserwator nie wie
          wszystkiego.
          Skoro on nie zmienia tej sytuacji i tkwi w tym, to znaczy, że ma
          jakiś powód. Nie wnikam jaki - bo ich nia znam - ale jakiś ma. Gdyby
          mu to naprawdę przeszkadzało to by z tym zrobił porządek dawno.
          • kora3 a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:00
            otóz z grubsza to, ze skoro gosc taki zaradny i pracowity i tyle lat
            zone utrzymywał oraz nie jest kompletnym debilem :) to wie, ze ona
            bez stosownego doswiadczenia i wykształcenia zadnej dobrze platnej
            pracy nie znajdzie. I co? taką róznice zrobi mu, tysiac
            zeta/miesiąc, albo dwa? dwa to opcja b. optymistyczna:)
            • rosa_de_vratislavia Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:08
              kora3 napisała:

              > otóz z grubsza to, ze skoro gosc taki zaradny i pracowity

              Wiesz, chyba średnio, bo małe mieszkanko mają - tak pisze Dedlin.
              Z tą łazienką za 30 tysięcy to może być kit puszczany w obieg wśród
              znajomych,żeby sobie dodać prestiżu,a "podróże" odbywają się tanimi
              liniami do Hiszpanii (ostanio leciałam za 40 zł w obie strony, to
              wiem).

              >I co? taką róznice zrobi mu, tysiac
              > zeta/miesiąc, albo dwa?

              To potwierdza mą tezę Sherlocka Holmesa (wolontariusza),że gośc mało
              zarabia i lewe interesy, ukrywane przed skarbówką, nie idą za dobrze.

              A tak serio, to pewnie ględzi, jaka to zona zła,żeby znaleźć
              pocieszycielkęi uderzyć w jej czułe serduszko. Dowartościowuje
              dziewczyninę, która jest pracowita pokazując kontrprzykład Leniwej
              Zołzy.
              • kora3 Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:11
                no tez tak myslę ...
                małe mieszkanie i Bóg wie jakie meble, ubrania i podróze? sciema na
                scienie
                • dedelin Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:16
                  Już tłumaczę, mąz chciał kupić większe mieszkanie bo było ich stać na to, żona
                  mówi kategorycznie "nie" i zarządza co roku generalny remont starego, oczywiście
                  rękami męża. :) Coś jaśniej?:)
                  • kora3 Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:19
                    teraz to już wymyślasz z braku atrgumentów chyba
                    • dedelin Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:24
                      Niestety nic nie muszę wymyślać, prawda bywa barwniejsza niż tv:)
                      • kora3 Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:30
                        ja mało tv ogladam, głownie serwisy informacyjne, ale pewnie masz
                        racje. Jesli tak to kawał pantoflarza z goscia - mówilam, ze
                        beznadziejny
                  • rosa_de_vratislavia Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:28
                    dedelin napisała:

                    > Już tłumaczę, mąz chciał kupić większe mieszkanie bo było ich stać
                    na to, żona
                    > mówi kategorycznie "nie" i zarządza co roku generalny remont
                    starego, oczywiście rękami męża. :)

                    Podziwiam ją.
                    Musi mieć niezła siłę przebicia:
                    a) odwiodła go od racjonalnego zakupu większego mieszkania (dobra
                    inwestycja),
                    b) zarządziła remont (niepotrzebny co roku, nieracjonalna decyzja) i
                    przekonała do wydania na to pieniędzy,
                    c) przekonała, by poświęcił czas na coroczne wymiany kranów, kafli,
                    podłóg (nieracjonalne - lepiej zatrudnić fachowca a w tym czasie
                    zarabiać kupę forsy w zawodzie),
                    d) zarządza ponoc jeszcze zagraniczne podróże...

                    Facet zachowuje się wg tego kompletnie nieracjonalnie, dziwnie jak
                    na przedsiębiorcę.
                    • dedelin Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:34
                      Sama widzisz, że ratując go z tego układu wyrządzę światu przysługę i
                      społeczeństwo będzie psychicznie zrowsze :)
                      • kora3 ok pomysmy realnie 06.02.10, 15:50
                        dedelin napisała:

                        > Sama widzisz, że ratując go z tego układu wyrządzę światu
                        przysługę i
                        > społeczeństwo będzie psychicznie zrowsze :)
                        dobre dobre :)

                        a teraz z serii: Korcia - postaw na realizm :)

                        są dwie opcje przy załozeniu, ze gosc faktycznie leci na Ciebie, a
                        nie Tobie ie tak zdaje:

                        1. Bardziej prawdopodobna: gosc ma ochote na odmane na boku i
                        wyczuł, ze jesyeś chetna. ostatnia rzecz jaka mu do łba przychodzi
                        to "urywanie się" z tego układu. Jesli bedziesz o tym wspominac
                        bedzie ci mówił, ze jest przecież porządnym gosciem, wiec jej nie
                        zostawi, ale Cie kocha. Potrrwac mze to nawet kilka latek:)

                        2. Mniej prawdopodobna, ale mozliwa. Gosc zechce się z ukladu
                        wykolegowac. Jesli małzonka całkiem głupia nie ejst zorienruje
                        sie,ze mam kogoś, sprzeda jakis jeden pierscionek i wynajmnie
                        detektya. Na rozwodzie go pogrązy, rozwód bedzie z jego winy. To
                        determonuje alomenty na zonę, poza dzieckiem dorosłym, ale moze byc
                        studiujace dziennie np. Mieszkaie jest jak się domyslam wspólne, a
                        jeśli dorosle dziecko w nim ieszka to jemu przupadnie nie połowa,
                        ale mniej Zona moze byc złosliwa i w sadzie wspomnieć, ze wydawali
                        wiecwj niz mąż wykazuje, ze ma zarobki - US moze się nim
                        zainteresowac. A nawet jesli nie wyjdzie z tego goly i wesoły.
                        Wprowadzi sie do ciebie i bedzie nieźle, jesli czasem zaprosi cie na
                        kolaje, a ze nie ejses materialistka jak ekszona to i nawet nie
                        zakwlilisz:) Mozesz za to liczyc na ostracyzm otoczenia, bo macie
                        wspólnych jak rozumiem znajomych.

                        No faktycznie, gra dla mnie bardzo "warta" swieczki :)
                        • dedelin Re: ok pomysmy realnie 06.02.10, 16:15
                          Och, jak już mnie tak swatasz to teraz ja realizm :

                          1. Facet chce się zerwać ze starego układu, jeszcze nie wie, że jestem chętna,
                          może go uświadomić?:)

                          2. Po rozwodzie alimenty na żonę to pewnik, na szczęście mają swoje oddzielne
                          porodzinne majątki i facet mimo wszystko ląduje na bardzo mocnych 4 łapach :)

                          dopóki nie wiem jaki jest w łóżku to nie będę go rozwodzić, bo i po co? :P
                          • kora3 I tak wg mnie to kanał 06.02.10, 17:32
                            dedelin napisała:

                            > Och, jak już mnie tak swatasz to teraz ja realizm :
                            >
                            > 1. Facet chce się zerwać ze starego układu, jeszcze nie wie, że
                            jestem chętna,
                            > może go uświadomić?:)

                            jak chcesz, ale sadze ze wie ...
                            a jesliby chciał suę wykolegować z ukladu, to w swietle tego co
                            piszesz ponizej już by to zrobił :)

                            >
                            > dopóki nie wiem jaki jest w łóżku to nie będę go rozwodzić, bo i
                            po co? :P

                            oj z ciebie jakas desperatka chyba : nie wiesz czy gosc dobry w
                            łozku, nie wiesz nawet zcy na Ciebie leci, a juz gotowac walczyc
                            o "swoje szczescie". Żaden wolny bez obciązeń nie jawi sie na
                            horyzoncie?
                            • kitek_maly Re: I tak wg mnie to kanał 06.02.10, 18:17

                              > oj z ciebie jakas desperatka chyba : nie wiesz czy gosc dobry w
                              > łozku, nie wiesz nawet zcy na Ciebie leci, a juz gotowac walczyc
                              > o "swoje szczescie".

                              Dokładnie. :)
                      • kitek_maly Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 18:19

                        > Sama widzisz, że ratując go z tego układu wyrządzę światu przysługę i
                        > społeczeństwo będzie psychicznie zrowsze :)

                        Kręcą Cię pantoflarze?
                        • kora3 ja tej Dedelin nie rozumiem 06.02.10, 19:13
                          o ile o nie troll, a boję sie,ze tym razem - nie.
                          Gosc pantoflarz, ze zobowiazaniami, nawet nie wie, czy ma na nią
                          chec - ok rozumialabym gdyby napisala "mam na goscia ochote i tyle" -
                          etycznie, jak dla mnie tak ssobie:): zonaty, jescze ma z kolezanki,
                          ale ok - moze mieć inne zasady i już.
                          Ale zaraz myslec, żeby chłopa rozwodzić, bo sie poskarźył do niej na
                          żone?

                          a na cóz komus takie "cudo"?
              • dedelin Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:14
                oj aleś utknęła w stereotypach :) ale widać przepełniona strachem "obrona
                swojego terytorium" tego od ciebie wymaga ::)
                • rosa_de_vratislavia Re: a mnie tu cos nie gra Just 06.02.10, 15:18
                  dedelin napisała:

                  > oj aleś utknęła w stereotypach :)

                  Których?
                  Kurczę, nie widze w moim myśleniu stereotypów...
                  • kora3 moze to do mnie było :) nt. 06.02.10, 15:22

            • justysialek no wiesz 06.02.10, 15:23
              mogłaby mu pomagać w jego interesach albo rozkręcić własny
              zresztą coś tam wyczytałam, że jacyś znajomi jej proponowali a ona
              odmówiła
              • kora3 Re: no wiesz 06.02.10, 15:35
                no wiesz pomoc w czyims interesie to też wymaga jakiejś wiedzy w
                temacie. Ciekawe, jak moja matka miałaby pomagac w interesach ojcu?
                Robiłaby analizy psychologiczne?:)

                a co do odmowy - wiesz, moze sie nie czla na silach. Gdyby mnie ktos
                zaproponowal prace w handlowaniu czyms np. to też bym odmówila, bo
                sie na tym nie znam i raczej nie poznam - raz próbowalam :)

                zesztą sprawa pracy tej pani jest drugorzedna :) wazne jest czy pan
                leci na watkodawczynie, czy tylko jej sie tak zdaje.
    • kora3 powiem ci jescze jedno Dedelin 06.02.10, 14:39
      zechcesz to posluchasz, nie zechcesz .. Twoja wola...
      nie zamierzam robic twego rysu psychologicznego, ale na mój gust
      jesteś samotna.
      Dlatego tak cie kreci zainteresowanie byle jakiego goscia. Ze jest
      byle jaki wnioskuję z tego, że nie radzi sobie w zwiazku, szuka na
      siłę czegos do bzykania niedyskretnie i "pół miasta" wie o jego
      problemach.
      Ale do rzeczy. Chyba nie byłas jescze yta kochanka nigdy to i nie
      wiesz, że gosci b. czesto kreci abdrealinka: ukrywanie sie przed
      zoną, ukradkowe spotkaia, namietne maile itd. Pracuje wyobraaxnia.
      Jak kochanka staje sie legalna :) to zcar pryska czesto. Wex to pod
      uwagę
      • dedelin Re: powiem ci jescze jedno Dedelin 06.02.10, 14:51
        A wy w kółko o tym seksie:). Może jest tak, że facet szuka pokrewnej duszy i
        zrozumienia a ja seksu?:)
        • kora3 Re: powiem ci jescze jedno Dedelin 06.02.10, 14:55
          dedelin napisała:

          > A wy w kółko o tym seksie:). Może jest tak, że facet szuka
          pokrewnej duszy i
          > zrozumienia a ja seksu?:)

          jesli ty seksu to ok, skąd zatem te watki i rozwazania? Niech sobie
          gada, udawaj, ze cię to obchodzi, bzykaj i miej to w d...:)
          Ale ty nie massz, nie tylko o seks ci chodzi, a jemu nie o
          pogadanie.
      • rachela25 Re: powiem ci jescze jedno Dedelin 06.02.10, 14:51
        Możesz mu powiedzieć , żeby pogonił żone do roboty bo jak nie ,to
        skończą się pieniądze na zachcianki.
    • joankb Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 14:56
      Pytasz ogólnie czy żyć Ci nie daje jeden, konkretny przypadek?
      Bo jak ogólnie to różnie to bywa.
      Znam ludzi, którzy kiedyś tak zdecydowali i są zadowoleni. On prowadził firmę,
      ona była w domu i "wydawała".
      Tyle, że mądrze wydawała. Kochała antyki i nieruchomości. Mocno kochała i w
      niedługim czasie zaczęła się naprawdę na tym znać. Antyki szły do porządnej
      renowacji, mieszkanie i domy wykańczało się biorąc pod uwagę "górną półkę". A
      jednocześnie ją to bawiło - i nigdy nie pochłaniało tyle czasu, ile
      pochłaniałaby praca na etacie.
      Dziś są ludźmi majętnymi (nie zamożnymi, majętnymi)i oboje wiedzą, że to zasługa
      i żony i męża, ze wskazaniem na żonę :)
      O emeryturę się nie boją. Zresztą, tak nawiasem, systemowa emerytura dla
      prowadzącego działalność gospodarczą jest zabawnej wysokości.
      • dedelin Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 15:11
        O, i taki układ jak najbardziej trafny, jedno zarabia, drugie z głową pomnaża i
        inwestuje a nie tylko "pełni funkcję gosposi domowej". Bo pełniąc latami funkcję
        tylko gosposi potem ma się doświadczenie w pracy tylko jako gosposia...
        • kora3 ja bym na Twoim miejscu sie zastanowila 06.02.10, 15:15
          serio.. bo jak już wywalczysz to "szczescie" to bedziesz miała
          funkcje gosposi + przynosicielki kasy ... gorszy interes zrobisz,
          niz ta zona
          • dedelin Re: ja bym na Twoim miejscu sie zastanowila 06.02.10, 15:17
            Toż od początku tu dywaguję nad kwestią, jaka rola dla kobiety lepszym interesem
            jest :).
            • kora3 Re: ja bym na Twoim miejscu sie zastanowila 06.02.10, 15:23
              dedelin napisała:

              > Toż od początku tu dywaguję nad kwestią, jaka rola dla kobiety
              lepszym interese
              > m
              > jest :).

              no w Twim przypadku wolny gosc bez zobowiazań, który jest w stanie
              zapenic ci dostatnie zycie i realizowanie się w pracy - proste
    • kunegunda123 Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 18:26
      też bym nie mogła nie pracować zawodowo, jednak takie namiętne wałkowanie tego
      tematu nie za dobrze o tobie świadczy. to tak jakbym podniecała się tym, że ktoś
      chodzi bez czapki na -20C mrozie. ja bym tak nie zrobiła, ale to czyjeś życie i
      nie mój interes, prawda?

      druga rzecz, która o Tobie niefajnie świadczy to upajanie się wadami kobiety do
      której faceta wzdychasz. trzecia to idiotyczne teksty do zniesmaczonych Twoim
      zachowaniem forumowiczek. wymyślasz jakieś poczucie zagrożenie u innych itp nie
      dostrzegając, że Ty po prostu chcesz rozbić małżeństwo, skrzywdzić drugiego
      człowieka i że takie zachowanie nigdy nie będzie akceptowane.
    • burza4 Re: Żona na utrzymaniu męża 06.02.10, 21:41

      > Mąż pracuje od rana do wieczora coraz bardziej zestresowany, bo kasa >
      potrzebna, żona zarządza wycieczki zagraniczne, drogie zakupy, remont łazienki >
      za 30tysięcy, nie chce zrozumieć sugestii męża że może użyć 4 razy tańszych >
      kafelków bo będzie taniej, żona rozporządza hojnie kasą ignorując fakt, ze w >
      domu jej obowiązki matkowania już się skończyły a mąż jest zmęczony takim
      > życiem i może niedługo kopsnąć na zawał.

      Dlaczego mają żyć pod dyktando innych, np. twoje? gdyby facetowi było w tym
      układzie źle to by go zmienił. Jeśli mu się coś nie podoba i nic z tym nie robi
      to jest zwykłym kretynem - nie potrafi się przeciwstawić? potulnie wykłada kasę
      na wszystko rzeczy a co to za problem powiedzieć nie?

      a na starość żona dostanie po prostu rentę po mężu - czym się martwisz?
      • lejdi.oprych Re: Żona na utrzymaniu męża 07.02.10, 11:04
        dedelin popieram Cię- moja mam tez nie pracuje tylko całe dnie lezy
        przed tv i tez się zastanawiam co by było gdyby mój ojciec nagle
        umarł, ona nigdy nie pracowała i wszytsko ją męczy a pomysł emerytur
        dla gospodyń domowych jest absurdalny- co mają powiedzieć kobiety
        które nie moga miec dzieci? albo stare panny? one tez musza pracowac
        i wszystko robić w domu
        • lima Re: Żona na utrzymaniu męża 07.02.10, 14:32
          Moja Mam nie pracowała "zawodowo" na etacie, ale ilość pracy jaką wkładala w
          wychowanie kilkorga dzieci, utrzymanie kilkuhektarów gospodarstwa, hodowlę
          zwierząt, wikt i opierunek domowy itd to była HARÓWKA. I gdyby poszła do pracy
          na typowy etat to nie tylko by odpoczęła, była zdrowsza ale też była bardziej
          szanowana za to że przynosi żywą gotówkę. Bo rola kobiety domowej jest często
          niewdzięczna i niedoceniana. Ale kto by wtedy gromadkę dzieci wychował?
          Wszystkie dzieci wykształcone, pracujące. A Mam teraz w nagrodę za lata wysiłku
          ma rentę w wysokości 500zł.
          A sens siedzenia w domu jesli już dzieci nie ma do wychowania? Tylko jesli
          partner zarabia baardzo dużo kasy, on się godzi na ten układ i jest się
          zabezpieczonym na przyszłość oraz w tym czasie się dokształcam lub udzielam
          charytatywnie. Inaczej to mieszanka lenistwa z depresją.



    • izabellaz1 Re: Żona na utrzymaniu męża 07.02.10, 18:19
      + żona jest niesprawiedliwa
      + czepliwa
      + nic ich nie łączy poza dziećmi
      itd...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja