granatowoszara
07.02.10, 12:18
Po przejrzeniu jednego z wątków nt kobiet pozostającyh w domu, podczas gdy mąż zarabia pieniądze(nie wnikawszy w jakieś prywatne intrygi autorki), przejrzałam również podobne wątki na innych forach i bardzo się zdzwiłam pokutującej opini o tym, że kobieta nie pracująca zawodowo jest gorszym gatunkiem kobiety (czasami wręcz nazywaną utrzymanką, co już w ogóle jest wręcz groteskowe). Oczywiście, nie mówię o przypadkach skrajnych, gdy pan sobie flaki wypruwa, a pani leży i pachnie. Raczej o związkach, gdzie wszystko jest dogadane i ustalone,a żadna ze stron nie powinna teoretycznie być poszkodowana w takim układzie. Po owej lekturze wyszło mi, że znaczna większość kobiet byłaby nieszczęśliwa, czułaby się gorsza itd. Ciekawam bardzo, z czego to wynika? Z naszej historii i przyzwyczajenia do tego,że nasze babki i matki pracowały, więc my też musimy? Co ciekawe, na jednym z forów wypowiedziała się pani z Irlandii i wyraziła swoje zdziwienie podejściem Polskich kobiet, które nie-pracowanie postrzegają w kategoriach zła ostatecznego. Przywołała przykłady ze swojej rodziny, w której kobiety są piękne, zadbane, rozwijają swoje zainteresowania, a przy tym nie mają ani cienia kompleksu z powodu tego,że są w domu. Sama autorka wypowiedzi obecnie pracująca, po urodzeniu dziecka również planuje rzucić pracę i nie widzi w tym nic złego. Podobne przykłady przywołały kobiety, które wżeniły się np. w niemieckie rodziny, a ich teściowe, ciotki mężów,szwagierki itd. również w pewnym momencie rzucały pracę i nie czują się przez to absolutnie gorsze.
Naprawde, ciekawa jestem skąd w Polkach taki hmmm kult pracy? Skąd brak zrozumienia dla kobiet, które decydują się na pozostanie w domu (a patrząc na powyższe taka decyje na pewno nie jest łatwa)?