Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh...

12.02.10, 14:21
Trochę długie będzie, uprzedzam...
Muszę się wygadać, bo mnie sprawa trochę dołuje, choć niby wcale nie moja
sprawa...
Chodzi o moją młodszą siostrzyczkę. Wcale nie taka smarkata, 31 lat na karku.
Dziewczę samotne z konieczności, bo choć niby w stałym związku, to jednak...
No i o ten związek się rozchodzi.
Sis ma faceta. Nie jakiś nowy, są razem już przeszło dziesięć lat, mieszkają
razem już chyba z siedem. On pracujący głównie wieczorami i nocą, ona często w
pracy spędza po 12 godzin, takie zawody, trudno. Wiadomo, wspólne
gospodarstwo, finansują sobie życie też wspólnie, tu żadnych zależności nie
ma. Przez całe lata żyli sobie bez ślubu, dzieci nie planowali, dobrze im
było. Ale wiadomo, nadchodzi taki czas, kiedy człowiek chciałby się w jakimś
stopniu ustabilizować, ich też to dopadło. Pierwsze oświadczyny nastąpiły już
dobrych parę lat temu, ale skutków żadnych za sobą nie pociągnęły, ot, taki
kaprys, rytuał i tyle. Dwa lata temu postanowili się pobrać, oświadczyny part
two, zaczęli ciułać kasę na wesele, rodzina sypnęła gotówką jak mogła, żeby
pomóc im w realizacji zamierzenia. W siostrze obudziły się instynkty
macierzyńskie, pewnie pod wpływem mojej córci maluśkiej, poza którą aktualnie
świata nie widzi. On też, tak wyglądało, postanowił zostać tatusiem, więc jak
by nie patrzeć, sielankowo się zrobiło. Ale...
Najpierw zaczęło się od pieniędzy - wziął wszystkie przeznaczone na ślub i
zainwestował w przedsięwzięcie z góry skazane na niepowodzenie. Oczywiście,
nie wyszło. Pieniądze są do odzyskania, może nie w całości, ale nie o
pieniądze się rozchodzi. Potem, w czasie wizyty u nich (mieszkamy w różnych
miastach i jak się odwiedzamy, to kilkudniowo) obserwowałam ich zwyczajne
życie. Facet wraca w środku nocy, wiadomo, idzie spać. Nie wstaje wcześniej
niż o 13.00. Kiedy już wstanie - siup do komputera. Gra. Posiedzi ze trzy
godziny i leci do pracy. W domu nie robi NIC. Kompletnie nic. Nie rozwiesi
prania, choć suszarka wyjęta i rozstawiona - pranie czeka w pralce, aż siostra
wróci z pracy i rozwiesi (nastawiła rano przed wyjściem). Nie umyje naczyń, bo
po co, sis umyje, jak wróci. Nie zamiecie, nie poodkurza, nie złoży łóżka, nie
schowa SWOICH wyprasowanych przez nią koszul do szafy, nie zrobi zakupów...
Ona wraca z pracy koło 22.00, wykończona, bo praca zarówno umysłowa, jak i
fizyczna, i bierze się do pracy - w domu. Widziałam, zagryza zęby, słowem się
nie odezwie, i robi. Z tego, co zdołała mi napomknąć, intymne pożycie też nie
wygląda za różowo, głównie to on oczekuje wszelkiej inicjatywy...
No i teraz gwóźdź programu: w okrągłą rocznicę przy miłej kolacyjce mężczyzna
życia mojej siostry zakomunikował jej, że ślubu nie będzie, bo on nie czuje
się wystarczająco dojrzały do małżeństwa i rodzicielstwa. Mogą sobie tak żyć
razem jak do tej pory, ale ślub - precz. Siostrę szlag trafił ciężki, bo data
ślubu była już ustalona, muzyczna ekipa zaproszona, kościół zaklepany...
Poinformowała go zatem, bardziej chyba z przekory, że w związku z tym ona
szuka sobie "dawcy" i dzieci życzy sobie mieć, nie chce spędzić starości sama
i chce móc kogoś kochać. Facet zmiękł, robi wszystko, żeby do tego nie
dopuścić i żeby ona nie odeszła, ale temat ślubu nie wrócił, choć od tego
komunikatu minął już prawie rok.
No i tu mam zgryza. Odezwać się, nie odezwać? Kocham ją nad życie, mamy tylko
siebie, z całej siły chcę, żeby była szczęśliwa. Ona wciąż go kocha, choć
zdarza się, że zamiast słowa "miłość" z jej ust pada "przyzwyczajenie". Tyle
lat razem... Sis boi się zmian, boi się zostać całkiem sama, a z drugiej
strony, co to za życie w ciągłej niepewności? Czekać, aż facet dojrzeje? A
jeśli nie dojrzeje? Znajdzie sobie młodszą, albo po prostu inną kobietę, a ona
zostanie sama, bez nikogo, bez dzieci? Widzę, jak mi zazdrości stabilizacji,
rodziny, wspaniałego, odpowiedzialnego męża, udanych dzieciaków. To zdrowa
zazdrość, z gatunku tych "super, że ci się udało". Czasem, gdy siedzi sama
wieczorami w domu, chlapnie sobie piwo czy drinka i język jej się rozwiąże,
wylewa się z niej żal, czuje się oszukana i nieszczęśliwa. Ale go kocha...
Już nie wiem, jak jej pomóc. Nie powinnam się wtrącać, to jej życie, ona
dorosła, świadoma... chyba. Z drugiej strony patrzeć, jak facet wykorzystuje
ją na wszelkie sposoby, siedzi sobie bezpiecznie w ciepełku jej mieszkania,
pod nos dostaje obiadki i czyste gacie, noszz kurde... Nie umiem. Trzymam się
już kolejny rok, nie odzywam, ale coś takiego we mnie pęcznieje, zwłaszcza po
jej kolejnym telefonie... Co ja mam robić? I czy w ogóle coś robić? Ochronić
ją, otwierać oczy na siłę? Czy nie pchać między wódkę a zakąskę? Doradźcie
coś, proszę, bo może jest i trzecie rozwiązanie, tylko ja go nie widzę...?
    • sweet_pink Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 14:38
      Czy się mieszać czy nie? Uważam, że są sposoby by wyrazić swoje zdanie w
      sprawie, bez przysłowiowego "wchodzenia komuś w życie z butami". Masz jakieś
      zdanie o związku siostry, to jak jesteście blisko nie widzę powodu byś nie miała
      go spokojnie i taktownie wyrazić.
      Co do tego jak możesz pomóc, to może zainteresujcie się wspólnie
      samodoskonaleniem, żeby mogła bardziej otwartymi oczami spojrzeć na własne
      pragnienia, uczucia, ocenić sama ten związek, dojrzeć konsekwencje pozostawania
      w nim i alternatywy.
    • twojabogini Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 14:51
      Jak dasz rady wyjedźcie razem na wakacje - tylko bez jej chłopa.
      Choćby weekend. Dziewczyna jest zatyrana, niech odpocznie. Jak się
      nie da wyjechać razem - to zapewnij jej trochę rozrywek, idźcie
      sobie do kina, na kawkę, na lampeczkę czegoś dobrego, może poproś
      jakiegoś kolegę, żeby ją zabrał na parę niezobowiązujacych randek.

      Jest szansa, ze jesli twoja siostra odskoczy na moment z kieratu
      jaki sobie narzucila - zobaczy swoja sytuację z innej perspektywy.

      Tłumaczeniem jaki "on" zły jest nic nie zdziałasz - pogorszą się
      tylko kontakty między wami. Jak macie sensownego ojca, a siostra
      rzeczywiscie chce wyjść za mąż i zależy jej na założeniu rodziny i
      posiadaniu dzieci - to niech ojciec weźmie chłopaka na męską rozmowę
      i postawi mu ultimatum "żenisz się, albo spadasz z życia mojej
      córki".
      Możesz jej też spróbować uświadomić, że im więcej emocji i energii
      ładuje w zwiazek, tym bardziej się wiąże - w nadziei, że uzyska
      kiedyś zwrot. W ekonomii działa ta sama zasada - w upadające
      przedsięwzięcia ludzie ładują kolejne pieniądze - choć obiektywnie
      nie zwiększa to realnie szans powodzenia.
      Poradź jej, żeby jakiś czas postarała się żyć dla siebie - pojechała
      gdzieś, porobiła to co lubi, zadbała o siebie, o swój odpoczynek -
      jak skieruje energię na siebie, nie na związek - jest szansa że się
      z niego wyzwoli. Możesz jej tez podsunąć koncepcję kryzysowej
      narzeczonej - www.partnerforlife.pl/porada-online,kryzysowa-
      narzeczona,18

      Z drugiej strony - mężczyźnie ciężko coś zarzucić, owszem zwodził ją
      jakiś czas, ale z tego co piszesz w końcu postawił sprawę otwarcie -
      ślubu niet. Tylko do twojej siostry to nie dociera. Może ona mysli,
      że im bardziej będzie usłużna, tym większą szansę ma na to, że on
      jednak zmieni zdanie?
      • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 15:54
        Niestety, wakacje odpadają, oni wszędzie razem. Jedyna nadzieja, to wtedy, gdy
        do mnie przyjedzie na kilka dni, tak za miesiąc mniej więcej. Będzie sama, więc
        jest szansa na szczerą rozmowę. Zwykłe wyjście na kawę też niestety nierealne,
        dzieli nas 500 km, więc i kolegów "do podesłania" jej nie znajdę, a w moje
        okolicy wszyscy żonato-dzieciaci. A do tego ona wierna do obrzydliwości ;)
        Ojca podpuściłam. Sytuacja o tyle wygodna, że siostra mieszka też z ojcem, więc
        ma okazje staruszek przyjrzeć się temu na co dzień. Taktownie w końcu wypytał
        chłopaka, co z nimi, dostał równie taktowną odpowiedź, że to nie jego sprawa, a
        że tu wszyscy są do wypęku taktowni to temat zdechł śmiercią naturalną. Nikt się
        do niczego nie miesza. Aaaa, do tego sprawa, o której zupełnie zapomniałam! Była
        mowa o dziecku, o rodzinie, ale że siostra zajmowała z facetem mniejszy,
        naprawdę malutki pokoik, to z racji warunków na dziecko nawet nie byłoby tam
        miejsca. Ojciec zamienił się z nimi pokojami, teraz miejsca jest na piątkę
        dzieci, ale facet zmienił zdanie. To i ojciec czuje się oszukany... A fakt, że
        tato nigdy nie był z siostrą mocno związany emocjonalnie, jeszcze im tego nie
        ułatwia.
        No i rację masz - facet niby bez zarzutu, nie pije, nie bije, wyzyskuje w normie
        ;) Ręce opadają...
        • kaguya1982 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 15:59
          jej,
          To oni jeszcze w domu rodzicow mieszkaja?

          Ale do piątki dzieci w jednym pokoju to bym się jednak nie posuwała. :P

          Wymyśl coś żeby ją od niego na jakiś czas odseparować - tylko to może jej pomoc
        • sweet_pink Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 16:05
          Autorko, a powiedz mi czemu oni mieszkają staremu ojcu na karku? Tata wymaga
          stałej opieki? Bo jak nie to ja do całego spectrum problemów dodałam bym
          niewydolność finansową i niezdolność do życia na własną rękę...31 lat i para
          mieszka z rodzicami, wstyd zwyczajny.
          • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 16:23
            Haa, no właśnie. Mieli brać kiedyś jakiś kredyt na własne M, ale coś ze
            zdolnością kredytową wyszło nie tak, no i jeszcze ta sprawa z niedoszłym ślubem.
            Całe szczęście, że nic z tego nie wyszło, jeszcze by się młoda bujała sama z
            kredytem, bo kto wie, co by było dalej. A ojciec nie wymaga opieki, ale
            finansowo mógłby sobie sam nie poradzić, więc jakoś razem sobie radzą. W drogę
            sobie nie wchodzą, bardziej się mijają w tym mieszkaniu. Poza tym, może to
            trochę zabrzmi niebardzo, ale wszyscy wiedzą, że to ona w przyszłości to
            mieszkanie dostanie. Więc jakoś tak się nie spieszyła z wyprowadzką... A że
            facet tez jakoś się nie kwapił do kupowania wspólnego mieszkania, tym bardziej
            mi to cholernie podpada. No nie leży mi facet, co się mam oszukiwać :/
    • nglka Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 14:57
      Ratuj siostrę. Bo skończy jak moja sąsiadka, ktra co noc urządza mężowi nierobowi awantury pt "chciałam mieć dzieci ale Ty nie chciałeś, więc nie było; poświęciłam dla Ciebie rodzinę; zmarnowałam sobie życie" :-)
      Dana dana - tak do samiutkiego rana.
      Swoją drogą Twoja siostra też trochę niepoważńa jest, skoro sama wszystko w domu robi i pada na twarz. jeśli myśli, że przy dziecku będzie padać mniej - to się myli i w tym też warto ją uświadomić. Bo co z tego, żę ślub będzie jak facet się nie zmienialbo będzie jeszcze gorzej i rozwód z niemowlakiem na ręku?
      Jak dla mnie - nie ten facet.
    • kaguya1982 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 15:21
      Hmmm

      wydaje mi się że jesteście na tyle blisko że możesz jej przekazać swoje
      wątpliwości w nienatrętny, nie irytujący sposób - z punktu widzenia martwiącej
      się siostry a nie autorytetu z udaną rodziną.

      Im szybciej siostra podejmie decyzje czego tak naprawdę chce w życiu, tym lepiej
      dla niej.

      Uważam że dobrym pomysłem było by zasugerowanie jej (albo nawet zasponsorowanie)
      tygodnia lub dwoch samodzielnego urlopu w jakimś milym i zajmującym miejscu. Tak
      zeby miała czas na to żeby zastanowić się jak sobie wyobraża swoje życie za 5,
      10 i 20 lat. I jak to osiągnąć. I czy da się to osiągnąć z obecnym partnerem (bo
      może da się pojsc na kompromis - nie wiem czy partner siostry sie wytlumaczyl
      dokladnie czego nie chce a co chce).

      Mam nadzieje ze jakos ci sie uda rozwiazac ta sytuacje.
      • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 15:58
        Zasponsorować czy chociaż wysłać na urlop, odpada, nigdzie sama nie pojedzie.
        Ale jest szansa, że gdy za miesiąc przyjedzie do mnie SAMA, poobserwuje, jak
        wygląda zwyczajne, normalne życie, to sama trochę przejrzy na oczy. W
        ostateczności, spiję ją, sprowokuję do wyznań, jak wyrzyga z siebie to wszystko,
        to ją nagram i pokażę, jak wytrzeźwieje. Hehh, kiepska metoda, ale może jedyna,
        żeby na siebie popatrzyła z boku?
        • kaguya1982 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 16:01
          a podstępem też nie pojedzie?

          Lepszy jakis sposob niż inny - chociaż jej wątroba ci nie podziękuje :P
          • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 16:33
            Oddam jej własną, jeśli będzie trzeba ;) Czego się nie robi dla smarkatej
            siostrzycy???
            Spróbuję zagrać w jakim konkursie o wycieczkę. Słyszałaś o jakimś w najbliższym
            czasie? Jak jej wręczę bilecik, nie będzie miała wyjścia. Haaa :)
    • velluto Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 15:25
      Naturalnie że się odezwać, a jeszcze lepiej poślij siostrę do psychologa. Nie
      wierzę, że ona go kocha. Nie wierzę też, że nie widzi bezsensu i jałowości tego
      związku. Ona zwyczajnie nie ma czasu się zastanowić nad własnym życiem. Ani dość
      energii, bo i jakim cudem miałaby mieć, skoro wraca zorana i jeszcze zasuwa w
      domu. Po drugie - to jest zapewne jest pierwszy i ostatni poważny związek, skoro
      tkwi przy łosiu tyle lat. To tez podcina skrzydła, bo takie osoby mają obawę
      przed zmianą, skoro całe swoje dorosłe życie spędziły w takim kieracie to wydaje
      im się, że ciągnięcie tego dalej to jedyna droga. W przeciwnym wypadku
      wiedziałaby że tego kwiata jest pół świata i zakończenie toksycznej relacji to
      nie koniec marzeń o rodzinie, a szansa na coś lepszego.

      Truteń uwił sobie wygodne gniazdko i zrobi wszystko byle nie stracić żywiciela.
      Żyje sobie jak u pana Boga za piecem, a dziewczyna przegrywa życie.

      Najgorsze byłoby gdyby doszło do tego ślubu a jeszcze do narodzin dziecka.
      • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 16:07
        No właśnie nie pierwszy związek, drugi. Za pierwszym razem, po czterech latach,
        zostawił ją facet, niby bez powodu, ale okazało się że dla innej. Strasznie
        cierpiała, i pewnie teraz dlatego tak się go kurczowo trzyma. A chyba to prawda,
        co piszesz, ona nie chce widzieć bezsensowności tego związku. Nie wiem, czy i
        stu psychologów coś by poradziło, jak się kto zaprze, to i wołami nie ruszysz...
        • velluto Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 17:50
          lejdizgaga napisała:
          > Nie wiem, czy i stu psychologów coś by poradziło, jak się kto zaprze, to i
          wołami nie ruszysz..

          ale szczęśliwa też nie jest - i w głębi duszy wie, że ta droga prowadzi donikąd.
          Tyle, że potrzebuje kopa, żeby się zmoblizować, a niestety ten truteń jest za
          cwany, żeby ryzykować utratę darmowego gniazdka.
    • alraune Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 15:37
      Mieszać się! Ratuj siostrę, niech pogoni pasożyta. Kto ma to zrobić
      jak nie Ty? Z tego co widzę, jesteście w dobrych stosunkach, więc
      tym bardziej. Nic na siłę, bo im większy nacisk, tym większy opór,
      ale może wspólny wyjazd - jak ktoś to wyżej sugerował - nowe
      towarzystwo? Może masz w swoim otoczeniu jakichś wolnych i miłych
      panów? Nie żeby od razu swatać, ale zabawić trochę siostrzyczkę,
      dowartościować! Jasne że boi się zostać sama po tylu latach... ale
      powiedz jej, że im szybciej, tym lepiej... bo będzie coraz gorzej.
      Powodzenia, pozdrawiam :)
    • alpepe rozwiązanie 12.02.10, 16:10
      Ojciec wywala niedoszłego zięcia na pysk z domu, zamiast bawić się w bycie panem
      poprawnym. Siostra z miłości zrywa stosunki z rodziną i idzie za pasożytem.
      Pasożyt okazuje się na obcym terenie już zupełnie nie do życia. Wynajem
      mieszkania i ogarnięcie syfu przerasta go do tego stopnia, że siostra się godzi
      z rodzicami, wraca do domu i próbuje ułożyć sobie życie.
      Kurtyna.
      • twojabogini Re: rozwiązanie 12.02.10, 16:15
        Amen.
      • horpyna4 Re: rozwiązanie 12.02.10, 16:15

        Oczywiście, że powinien wywalić gnoja na pysk. Choćby za to, że gnój
        zawłaszczył pieniądze z rodzinnej ściepy przeznaczone na ślub i
        teraz gada, że to nie ojca sprawa.
        • lejdizgaga Re: rozwiązanie 12.02.10, 16:29
          I chociaż po tym wszystkim dopada ją depresja, zostaje tak zwaną starą panną z
          wyboru, bo przecież "każdy facet to świnia", to na łożu śmierci podziękuje
          zaradnej siostrze za pogonienie pasożyta... Rozwiązanie jak dla mnie idealne!!
          Tylko diabli wiedzą, co jej do głowy strzeli, czy się z tego podźwignie, czy na
          allegro zakupi stryczek odpowiedniej długości...
          No nie ma siły, muszę podburzyć ojca, niech pokaże, czym nas zrobił, ehhh... ;)
    • jack20 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 16:13
      mozna tylko powiedziec:
      ja pierd... , ale aparaty.
    • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 17:12
      Sytuacja:
      - Ona ma 31 lat, związała się z gostkiem ponad 10 lat temu,
      czyli miała góra 20. Wcześniej była przez 4 lata z innym,
      który ją rzucił bo znalazł lepszą. To znaczy, że miała
      pierwszego partnera (chłe, chłe, "partnera" ;-) mając
      co najwyżej 16 lat. To nie był prawdziwy związek, tylko
      dziewczęce zauroczenie!
      - On żyje z omc żoną i omc teściem, nie ma żadnych
      uregulowań finansowych. Ma seks, żarcie i pranie za darmo,
      a także bez zażenowania korzysta z nie swoich pieniędzy.
      Głównym jego zajęciem jest granie na komputerze.

      Wnioski:
      Obydwoje są dużymi dziećmi. On ma mentalnie poniżej 15 lat.
      Gdyby nie istniały komputery to by kleił modele albo chodził
      z wędką. Tak naprawdę, to on nadaje się do nocnych
      przyjemności i można go zaangażować do obowiązków domowych,
      ale jako pomocnika, wydając nieskomplikowane polecenia.
      Ona chyba jest w trakcie dojrzewania (dziewczynki dojrzewają
      wcześniej ;-), ale na pewno nie jest dorosła, skoro nie potrafi
      o własnych siłach pomyśleć o swojej sytuacji. Tzn. relacjach
      z otoczeniem.

      > i chce móc kogoś kochać. Facet zmiękł, robi wszystko, żeby do tego nie
      > dopuścić i żeby ona nie odeszła, ale temat ślubu nie wrócił, choć od tego
      > komunikatu minął już prawie rok.
      Jak to "żeby nie odeszła"? Chyba powinna go po prostu
      wykwaterować, a wcześniej jeszcze wymóc zobowiązanie
      zwrotu pieniędzy zebranych na jej wesele przez jej
      rodzinę?
      Ona zaprosiła go do swojego życia i domu jako życiowego
      partnera (hehehe), a on wprowadził się do niej jako do
      mamusi, która mu dupy daje. Takie drobne nieporozumienie.
      Wcale mnie to zresztą nie dziwi, skoro ślubu nie było.

      > co to za życie w ciągłej niepewności? Czekać, aż facet dojrzeje? A
      > jeśli nie dojrzeje? Znajdzie sobie młodszą, albo po prostu inną kobietę, a ona
      > zostanie sama, bez nikogo, bez dzieci?
      Jeśli nie dojrzeje, to pozostanie takim trutniem do końca jej dni.
      Jeśli dojrzeje, to zostawi "mamuśkę" i znajdzie sobie odpowiednią
      żonę.

      > Co ja mam robić? I czy w ogóle coś robić? Ochronić ją, otwierać
      > oczy na siłę? Czy nie pchać między wódkę a zakąskę? Doradźcie
      > coś, proszę, bo może jest i trzecie rozwiązanie, tylko ja go nie widzę...?

      Tak, skoro widzisz, że ona postępuje niewłaściwie, to postaraj
      się jej to uświadomić. Powiedz, że:
      - on jest niedojrzały;
      - ona robi z siebie niewolnicę domową;
      - sytuację można naprawić tylko przywracając normalność.

      Normalnością jest sytuacja, kiedy para nie będąca małżeństwem
      nie mieszka razem. On musi się wyprowadzić i zastanowić, czy
      chce być z nią jak mąż z żoną, czy nie. Jeśli on nie ma dla
      niej szacunku, to niech chociaż ona sama się szanuje i nie
      pozwoli się oszukiwać!
      Tak więc - wyprowadzka i rozwiązanie zagadnień finansowych.
      Gdy sytuacja będzie klarowna, to ewentualnie chodzenie razem,
      randki, kwiaty itd. Jeśli on się oświadczy, to narzeczeństwo,
      a jak nie - to nie! Narzeczeństwo polega na tym,
      że wyznacza się termin ślubu, a nie że się bzyka bez ograniczeń.
      • anwad Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 17:36
        Mądre rady. Popieram.
      • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 17:48
        Bardzo dosadnie. I dokładnie tak, jak mówisz. Ona niezdecydowana, niepewna
        własnej przyszłości, panicznie bojąca się samotności, i on - wygodny, jak dla
        mnie spryciarz i cwaniak, choć byłabym nieuczciwa, gdybym nie napisała, że
        sympatyczny. Moim zdaniem, mało świadomy tego, że wyrządza jej krzywdę i bawi
        się jej kosztem - wychowany w babskim domu, gdzie on i cztery siostry, więc
        hołubiony i noszony na rękach przez otoczenie, jako ten rodzynek. Słodki misio,
        przytulanka - nic, tylko go głaskać, podtykać co smaczniejsze kąski pod nos i
        powtarzać, że jest doskonały, taki wzór we wzorek. To jego cwaniactwo to niejako
        skutek uboczny, bardzo chcę wierzyć, że on ślepy i niedojrzały, a nie, że
        sprytna, wyrachowana świnia. Ale z jakiejkolwiek strony by tego nie ugryźć, i
        tak wychodzi na to, że siostra jest ciężką oślicą... Jakoś tak zoologicznie mi
        się zrobiło... :)

        Gdzie dwóch się bije, tam trzeci oberwie. Dlatego bardzo chciałam trzymać się z
        boku, bo już widzę oczyma wyobraźni, jak by to wyglądało - ja ją oświecam, ona
        go pogoni, i potem dwa warianty - albo on się nawraca, ślub, gromadka dzieci,
        ale w międzyczasie przychodzi do mnie z gębą, bo się wcinam między zakochanych i
        młodej mieszam w głowie, albo ona zostaje sama, nieszczęśliwa i zrozpaczona, i
        też mnie obwinia za wszystkie kataklizmy tego świata. Tak czy inaczej, do bani.
        No, ale widzę, że jeśli nie robić nic, to będzie jeszcze gorzej. Nie ma siły,
        wezwę ją na dywanik...
        • velluto Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 17:59

          > Gdzie dwóch się bije, tam trzeci oberwie. Dlatego bardzo chciałam trzymać się
          z > boku, bo już widzę oczyma wyobraźni, jak by to wyglądało - ja ją oświecam,
          ona > go pogoni, i potem dwa warianty - albo on się nawraca, ślub, gromadka
          dzieci, > ale w międzyczasie przychodzi do mnie z gębą, bo się wcinam między
          zakochanych
          > i > młodej mieszam w głowie, albo ona zostaje sama, nieszczęśliwa i
          zrozpaczona, i > też mnie obwinia za wszystkie kataklizmy tego świata. Tak czy
          inaczej, do bani.

          Rozwiązanie najbardziej prawdopodobne - ostrzejsze pogonienie go doprowadzi do
          mobilizacji (nie jest głupi, żeby się decydować na wypuszczenie takiej dojnej
          krowy z rąk), gość ruszy na ślubny kobierzec, ona radośnie uzna, ze ich związek
          wszedł w nową fazę - i NIC SIĘ NIE ZMIENI. Ona nadal będzie tylko pozwalać się
          kochać.

          dlatego siostrze potrzebny jest psycholog, jakaś terapia, żeby nauczyła się
          myśleć o własnych potrzebach. Samo pogonienie trutnia nic nie załatwi, po tylu
          latach będą się tarabanić, schodzić i rozchodzić - a problem nie leży w gościu,
          tylko w samej siostrze. Bo nie umie dbać o siebie, nie umie postawić granic, nic
          nie wymaga.

          Nad tym się skup w rozmowie - nie na jego wadach, a na tym, żeby do niej dotarło
          czego ona chce od życia i od swojego przyszłego męża, niezależnie od tego kto
          nim będzie.
          • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 18:08
            > dlatego siostrze potrzebny jest psycholog, jakaś terapia, żeby nauczyła się
            > myśleć o własnych potrzebach. Samo pogonienie trutnia nic nie załatwi

            To fakt. Wygląda na to, że ona nie umie żądać.
            Gdyby umiała pokierować swoim chłopczykiem,
            to on by grzecznie prał i rozwieszał, mieliby
            ustalenia dotyczące wydatków za mieszkanie itd.
          • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 18:31
            Jednym słowem, pogonić? Boszzz... Gdybym to ja była ojcem, już by facet życia
            nie miał. No przecież sama go nie wezmę na pogadankę...

            Dobra. Zaczynam urabiać smarkatą. Niech tam, najwyżej oberwę rykoszetem, to
            chyba uleczalne...?
            • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 20:44
              > Dobra. Zaczynam urabiać smarkatą. Niech tam, najwyżej oberwę

              Rada z psychologiem wbrew pozorom jest niegłupia.
              Twojej siostrze brakuje pewności siebie i może to mieć
              jakieś przyczyny. Na przykład - ona nie wyobraża sobie
              dorosłego życia. Pisałaś, że bardzo dużo pracuje,
              ale niestety często nie idzie to w parze z dobrymi zarobkami.
              Finansowa sytuacja może być przyczyną ogólnej niepewności.
              Pisałaś, że mieszkanie ma przejąć ona. Może to i dobra
              perspektywa, ale niech dziewczyna wie, na czym konkretnie
              stoi teraz i co będzie za rok. Na co ją stać. Czego pragnie.
              Co ona może zrobić ze swoim życiem?! Czy może wyjechać na rok
              do Ameryki Południowej? Czy może znaleźć sobie faceta który
              mieszka na drugim końcu Polski?

              Odpowiedzialność za ojca może powodować paraliż:
              - nie nauczy się jeździć konno, bo to ona ma opiekować się nim;
              - nie wyjedzie za granicę, bo musi być na miejscu;
              - nie zrobi remontu, bo to nie jej; itd.

              A swoją drogą mogłabyś jej pokazać ten wątek.
              Niech wie, że są ludzie, którzy bezinteresownie
              i obiektywnie dobrze jej życzą.
        • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 18:01
          > go pogoni, i potem dwa warianty - albo on się nawraca, ślub, gromadka dzieci,
          > ale w międzyczasie przychodzi do mnie z gębą, bo się wcinam między zakochanych
          > i
          > młodej mieszam w głowie, albo ona zostaje sama, nieszczęśliwa i zrozpaczona, i
          > też mnie obwinia za wszystkie kataklizmy tego świata. Tak czy inaczej, do bani.

          Nie myśl o nim ani o niej - to ty musisz przeżyć całe życie
          ze sobą i swoim sumieniem. Jeśli widzisz, że ona dokonuje
          złych wyborów, ale takich naprawdę złych, i jej
          nie pomagasz, to co będziesz myśleć o sobie?

          I co do zakochanych, to niestety on - jeżeli dojrzeje - to
          prawdopodobnie poszuka sobie kogoś innego na żonę, bo ona
          jest mu mamuśką. Tak więc szanse powodzenia dla tego związku
          są niewysokie.
        • poker09 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 19:22
          > Gdzie dwóch się bije, tam trzeci oberwie. Dlatego bardzo chciałam
          trzymać się z
          > boku, bo już widzę oczyma wyobraźni, jak by to wyglądało - ja ją
          oświecam, ona
          > go pogoni, i potem dwa warianty - albo on się nawraca, ślub,
          gromadka dzieci,
          > ale w międzyczasie przychodzi do mnie z gębą, bo się wcinam między
          zakochanych
          > i
          > młodej mieszam w głowie, albo ona zostaje sama, nieszczęśliwa i
          zrozpaczona, i
          > też mnie obwinia za wszystkie kataklizmy tego świata. Tak czy
          inaczej, do bani.
          > No, ale widzę, że jeśli nie robić nic, to będzie jeszcze gorzej.
          Nie ma siły,
          > wezwę ją na dywanik...

          Jest jeszcze trzeci wariant. Ty nie mówisz nic. Obserwujesz, jak
          siostra się marnuje i gorzknieje. Mijają lata i tak koło
          czterdziestki siostrzyczka pęka - albo depresja spowodowana jałowym
          związkiem, albo depresja spowodowana zdradą i odejściem trutnia,
          który dziwnym trafem znajduje miłość swego życia i w pół roku
          dojrzewa do roli męża i ojca, ale już nie z nią, a inną.
          Ty próbujesz pomóc, ale słyszysz tylko wyrzuty, że nie potrząsnęłaś
          nią w odpowiednim czasie.
          • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 19:28
            Brzmi złowieszczo...
            Nie, taka perspektywa stanowczo mi się nie podoba. To już wolę oberwać za to, że
            coś zrobiłam, niż za to, że nie zrobiłam nic. Tak jest.
    • dyc.lubia Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 17:14
      Podaruj jej ksizke "Kobiety, które kochaja za bardzo". Na mnie podzialalo.
      • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 17:49
        A tak w skrócie? To jak podziałało? Przejrzałaś na oczy i pogoniłaś pasożyta? I
        da się, w miarę bezboleśnie??? To ja chcę!!!!
    • kora3 Sama mam młodszą sioste to cię rozumiem :) 12.02.10, 17:58
      Na Twoim miejscu pogadałabym z siostrą tak szczerze, od serca. Po
      prosyu jak widzi swoje, och dalsze zycie. Unikałabym jakis
      kategorycznych stwierdzeń ze swej strony, nastawilabym sie raczej na
      słuchanie. Z tego co mówisz siostra ma watpliwosci co dalej, ale
      obawia sie chyba zmian, jest do goscia przywyczajina itd.

      Pozwól sie jej wygadac i niech sama dojdzie di własciwych wniosków.
      • alpepe Re: Sama mam młodszą sioste to cię rozumiem :) 12.02.10, 18:01
        kora optymistka jak zwykle.
        • kora3 raczej realistka Alpepe miła 12.02.10, 18:25
          alpepe napisała:

          > kora optymistka jak zwykle.

          z zasady jest tak, ze jesli komuś mówimy cos, o czym w zasadzie wie,
          ale czego nie moze zaakceotować, zwłaszcza juz kategoycznie, to
          odnosimy efekt wrecz przeciwny alpepe. Taki ktoś zaczyna
          usprawiedliwiac tego, kogo krytykujem, wyjasniac - nawet nie nam, a
          sam sobie i świecie zaczyna wierzyć w te usprawiedliwienia.
          Za chwile gotów bedzie polec dla "swoich racji". a naprawde to broni
          sie przed tym, co sam wie, tylko nie chce sie przyznac.

          Miałam dokładnie to samo z moją siostrą, tylko wówczas była duuuużo
          młodsza od siostry watkodawczyni. Miala 22 lata. A ze swoim
          ówczesnym nareczonym byla parą od 15 roku życia. Mozna było
          pomyślec, ze to idealna para. Pierwsze miłosci dla obojga, ładni,
          niegłupi. Tyle tylko, ze jak w bajce było do zcasu, az ...nie
          zaczeli widziec sie czesciej. tak sie bowiem złozyło, ze poznali sie
          b. młodo, a tuz po wakacjach, na których to sie stało on odjechał do
          internatu, bo uczył sie w dośc nietypowej szkole sredniej, poza
          regionem, skad on i my pochodzimy. Widywali sie co tydzień, dwa no i
          wspólnie spedzane wakacje. Sielana. szczerze mówiac myslałam, ba
          pewna bylam, ze to bedzie mój szwagier. potem oboje zdali matury,
          moja siostra dostała się na studia, jej chłopak nie, ale nie tracil
          ducha. zgłosił sie sam do wojska, do marynarki,a po nim chciał znów
          startowac do WSM. Znów widywali sie rzadko, on w wojsku nad orzem,
          wiadomo. I nadal było cuownie. Ale iedy wyszedł z woja, zaczał
          studia jednak na innym kierunku, na miejscu i poszedł do pracy i
          mogli sie widywac codziennie oraz zareczyli i wyznaczyli date slubu,
          widziałam, ze jest coraz gorzej.
          Bo oni byli idealną parą, ale taka weekendową. :( Kiedy przyszło do
          zycia codziennego okazało sie,ze coś nie ejst tak. Nie rozumieli
          sie, mieli srzeczne oczekiwania itp. Moja siostra dosc długo na ten
          temat nie mówila, nawet ze mną. Potem wyznała, ze myslala,ze to
          minie. Ale jakos nie mijało, coraz czesciej sie kłocili, mieli
          wzjemne pretensje. Tymczasem pierscionek na palcu i data slubu za
          rok wyznaczona. widziałam, ze cos ja gryzie. Jakoś tak
          sprowokowałam, zeby domnie przyjechała sama, kiedy mojegoówczesnego
          meza nie było. Została na noc, która przegadałyśmy. Najpierw ja
          mówilam, ze widze, ze cos nie tak, ze chyba do siebie nie pasuja,
          zapreczała: jak nie pasują - 7 lat razem, nigdy nikogo innego, oni -
          idealna modelowa para, jak z podrecznika, itd. Przyznałam rację i
          zamilkłam, dałam gorace kakao i kieliszej koniaczku. No i jezyk sie
          rozwiazał młodej. Jest xle, coraz gorzej:( zero porozumienia w
          codziennych sprawach, bo to cos innego niż weekendy, swieta,
          wakacje. Łzy i zielonych lampkach mojej małej siostry. Nie wie czy
          jeszcze kocha, ale jak sie rozstac po tylu latach. Moja sugestia, ze
          moze przeczekac i jej szloch, ze nie ma na c czekac, nic sie nie
          zmieni. Musiała tio sama wypowiedzieć, to musiały byc jej słowa,
          które zabrzmiały. Nie czyjes, jej.
          • alpepe Re: raczej realistka Alpepe miła 12.02.10, 19:21
            Że też ci się chciało tyle pisać. Ja mojego młodszego brata wyrwałam z rąk
            pewnej pani, która również nie była dla niego odpowiednia. Byłam wtedy w drugiej
            ciąży i postanowiłam odnowić pokój bez pomocy rodziców, którzy zresztą pojechali
            z moją córką na wczasy(mąż był za granicą, skomplikowana historia). To było
            piękne siedem dni, podczas których odtoksyczniałam brata. Moi rodzice wrócili z
            wczasów, a tu okazuje się, że pani owszem, u nich mieszka z moim bratem, ale tak
            długo, aż sobie czegoś nie znajdzie na mieście.
            Moje bratu również brakowało dystansu, niby wszystko wiedział i widział, ja się
            starałam nie wtrącać, moi rodzice również dziób w kubeł, a panna szalała. Ja
            nawet nie mówiłam, że panna jest nieodpowiednia, wystarczyło bratu ochłonąć od
            ciągłego kontaktu.
            Ale w przypadku wątkodawczyni ja takiej perswazji nie widzę. Pana trzeba by było
            wykopać, a niech siostra się obrazi na rodzinę. Wróci z podkulonym ogonem
            szybciej, niż się by ktokolwiek spodziewał.
            • kora3 Re: raczej realistka Alpepe miła 12.02.10, 19:27
              alpepe napisała:

              > Że też ci się chciało tyle pisać.

              nie musiałas czytac

              To było
              > piękne siedem dni, podczas których odtoksyczniałam brata. Moi
              rodzice wrócili z
              > wczasów, a tu okazuje się, że pani owszem, u nich mieszka z moim
              bratem, ale ta
              > k
              > długo, aż sobie czegoś nie znajdzie na mieście.

              Brat widac nietypowy i słucha sie innych bezgranicznie. Zwykle jest
              tak, jak opisałam.

              Ja
              > nawet nie mówiłam, że panna jest nieodpowiednia, wystarczyło bratu
              ochłonąć od
              > ciągłego kontaktu.

              a o to widac tylko dobra w łozku byla.

              Wróci z podkulonym ogonem
              > szybciej, niż się by ktokolwiek spodziewał.

              Albo wacle, jeśli o to chodzi wątkodawczyni, a watpię. Zreszta nie
              chodzi o to, zeby ktos blsikski wracał, jak piszesz, z pokulonym
              ogonem (okroone okreslenie brr), a o to by sobie nie mieszal w życiu
              chyba
              • lejdizgaga Re: raczej realistka Alpepe miła 12.02.10, 19:38
                No doooobra, powiem... Wyduszę z siebie, choć ciężko mi niesamowicie, i chciałam
                choć wyglądać przyzwoicie w tej całej historii. Ale widzę, że się nie da, może
                wyjdę na świnię, może na jaką inną, obijcie mi gębę, jeśli źle mówię, trudno. Ja
                widzę od dawna, zresztą, nie tylko ja, bo i mój ślubny, i ciotka, i ojciec... No
                więc widzimy, że coś nie tak. I tak naprawdę, to trzeba ich odseparować, bo mi
                siostra całkiem ogłupieje, a jak odzyska rozum (ona niegłupia, więc zakładam, że
                to tylko choroba przewlekła, ten facet), to już może być za późno. I chyba
                pytanie nie powinno brzmieć "czy się wtrącać", tylko, "jak to zrobić" w miarę
                taktownie i bezboleśnie? Myślałam, że źle kombinuję, i może mi się na forum
                oberwie za mieszanie, ale wszyscy tutaj przyznajecie, że to cwaniak i pasożyt, a
                ona biedna, zaślepiona i robiona po rogach. No to nie ma siły, muszę coś zrobić,
                padło na mnie, bo reszta się boi pyska otworzyć, żeby małej nie urazić...
                Ratunkuuu!!!
                • poker09 Re: raczej realistka Alpepe miła 12.02.10, 20:00
                  Ja się dziwię trochę, a nawet bardzo Waszemu ojcu.
                  Z moim Tatą też nie jesteśmy sobie bliscy, ale swojej córki w bambuko
                  by zrobić nie dał i to pod swoim nosem.
                  Facet powinien wylecieć z kilku powodów - sprzeniewierzył rodzinną
                  kasę, zwodził, oświadczał się i wycofał, zamienił się na wygony
                  większy pokój, a wnuków nie zrobił. Powinien dostać po pysku za
                  odzywki w stylu 'nie twoja sprawa', bo to jest jak najbardziej sprawa
                  Waszego ojca skoro wszystko się dzieje pod jego dachem. Jego córka
                  pracuje na dwa etaty, robi za mamusię i darmową siłę erotyczną.

                  Zacznij spokojnie od szczerej rozmowy, niech się młoda wygada i może
                  katharsis jakieś przeżyje. Jeśli nie podziała włączyłabym w to ojca.
                  Niech się zachowa jak głowa rodu.
                  Trzymam kciuki.
                  • lejdizgaga Re: raczej realistka Alpepe miła 12.02.10, 20:27
                    Ojciec próbował, sama go już raz napuściłam na rozmowę z niby-zięciem. Ciężko
                    mu, bo skoro siostra z nim niewiele rozmawia (zaprzeszłe rodzinne sprawy), to on
                    sam jest pełen dylematów. Na jego korzyść działa fakt zamiany pokoju, w ogóle
                    własność mieszkania (pod jego dachem takie bezeceństwa, heheh). No a sam niemąż
                    mojej siostry bardzo kulturalny, grzeczny, miły, curva przez gardlo mu nie
                    przejdzie nigdy w życiu, więc tym bardziej do nieteścia nie powie, że nie jego
                    sprawa, ale ubiera to w takie kwiatki, że aż mdło, a sedno i tak leży w tym, że
                    ojciec wtyka nos w nieswoje sprawy. Co do reszty - taka prawda, nic dodać, nic
                    ująć. Zrobię młodej pranie mózgu...
                    • kora3 Re: raczej realistka Alpepe miła 12.02.10, 21:05
                      lejdizgaga napisała:
                      Zrobię młodej pranie mózgu...

                      obawiam sie,ze ni to nie da - jeszcze go bedzie broniła, obym sie
                      mylila
    • cloclo80 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 18:31
      31 lat to już przeterminowany towar. Nic z tego nie będzie. Pilnuj tylko żebyś
      nie wzięła tego macho na swój garnuszek, bo to widać kolejny egzemplarz z
      gatunku biznesmenów od siedmiu boleści.
      • kora3 Boze kochany ludzie 12.02.10, 18:40
        którzy takie rzeczy wypisujecie. Gdzie wy żyjecie? w jakic
        srodowiskach? gdzie pracujecie? kim sa wasi rodzice, znajimi? 31 lat
        to wg was stara baba:) bez perspektyw poznania kogos ensownego, ma
        sie trzymac leszcza. Zal mi takich ludzi. Ngdy nie opuszczają
        ciastnyc opłotków swej mentalnej wsi zabitej dechami, chocby nie
        wiem jakie studia skończyli i nie wiem gdzie mieszkali.
        PS> Menralna "wioska" nie oznacza pochodzenie ze wsi, a pochodzenie
        z okresloonego srodowiska, niekoniecznie wale spoza miast, a nawet
        zcasem przeciwnie:)
        • cloclo80 Re: Boze kochany ludzie 12.02.10, 21:57
          Leszcza koniecznie trzeba sobie odpuścić, ale szanse na znalezienie szczupaczka
          w takim wieku są nędzne. Zwłaszcza gdy nowa rybka dowie się o 10-letnich
          przygodach z poprzednikiem.
          • kora3 Re: Boze kochany ludzie 12.02.10, 22:05
            cloclo80 napisał:

            > Leszcza koniecznie trzeba sobie odpuścić, ale szanse na
            znalezienie szczupaczka
            > w takim wieku są nędzne. Zwłaszcza gdy nowa rybka dowie się o 10-
            letnich
            > przygodach z poprzednikiem.

            a daj spokój:) opowiadsz głupoty i siejesz defetyzm :) ja
            mieszłąkałam z bbyłym i jakos mój obecny mnie zechciał: niejest
            ułomny, głupi, biedny ani bezrobotny, po zwodówce itp. Poprzedni tez
            mnie zechciał po paru latach lamzeństwa - obaj wolni. Masz jakiiś
            skrzywiony obraz swiata - 31 letnia kobitka to starosc bez sznas na
            normalnego goscia - też cos :)
            • cloclo80 Re: Boze kochany ludzie 12.02.10, 22:11
              Widocznie dobrze pierzesz i gotujesz. I nie wydajesz za dużo pieniędzy.
              • kora3 Re: Boze kochany ludzie 13.02.10, 10:58
                cloclo80 napisał:

                > Widocznie dobrze pierzesz i gotujesz. I nie wydajesz za dużo
                pieniędzy.

                Pudło, tak sobie gotuje i czasem tylko, prac to pralka sie zajmuje,
                a wydaje sporo :)
          • kora3 dodam, ze nowa rybka 12.02.10, 22:07
            jak to okresliłaś :) w zblzonym wieku tez ma jaką s przeszłosc,
            chyba , ze jest nienormalna , wiec nie powinno byc kłopotu. Ludzie,
            skad wy się bierzecie z taka mentalnoscią ?
            • cloclo80 Re: dodam, ze nowa rybka 12.02.10, 22:14
              Problemem osoby opisanej w wątku jest przede wszystkim brak woli zmiany
              panującej sytuacji. A teraz będzie jeszcze trudniej, bo kto zechce starą pannę z
              przetrąconą psyche. Po 30-ce.
              • lejdizgaga Re: dodam, ze nowa rybka 12.02.10, 22:26
                Nie wiem, czy woli. Raczej świadomości, że jest źle. Jeśli ktoś nie dopuszcza do
                siebie myśli, że coś jest nie tak, to trudno, żeby chciał to zmienić. Dla niej,
                najwyraźniej, wszystko jest w porządku. Czyli, że to normalne, że kobieta
                zapitala na dwa etaty i jeszcze do tego powinna być zwarta i gotowa do nocnych
                igraszek, i lepiej siedzieć cicho i nie przyznawać się nawet przed samą sobą, że
                coś zgrzyta, w myśl zasady, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być
                jeszcze gorzej. Tylko, jak się obudzi z ręką w nocniku, to już nie będzie jej
                tak różowo...
              • kora3 Re: dodam, ze nowa rybka 13.02.10, 11:02
                cloclo80 napisał:

                > Problemem osoby opisanej w wątku jest przede wszystkim brak woli
                zmiany
                > panującej sytuacji. A teraz będzie jeszcze trudniej, bo kto zechce
                starą pannę
                > z
                > przetrąconą psyche. Po 30-ce.

                taki problem to ma w porywach tak z 90 proc. pizących tu babek w
                temacie zwiazków w wieku od nastoletniego wwyz.
                Zaleznosc emocjonalna od partnera, strach przezd zmianiami, i
                POCZUCIE, ze sie zostanie sama, jesli się odkoleguje dod leszcza,
                ktore ty niestety prezentujesz i lansujesz to faktycznie problem.
                ale pribem takiej osoby, a nie otoczenia. NAPRAWDE ZCASY, GDY PANNA
                PO 19 ROKU ŻYCIA TRACIŁA SZANSE MA "WYDANIE" MINIEŁY :)
    • skarpetka_szara Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 19:11
      Moze nie mieszaj sie ale pokieruj, namaluj jej obraz zycia w
      samotnosci gdy odejdzie do innej. Moze porusz temat "tymczasowej
      narzeczonej". Powiedz ze faceci wiedza kiedy znajda swoja jedyna,
      a poki co to przeciagaja w nieskonczonosc narzeczenstwo bo tak
      wygodniej.
      • adela38 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 19:40
        Facet na nich (na niej i jej ojcu) zeruje.Mieszka pol darmo, ma darmowa
        gosposie, ktora pierze mu i sprzata i na dodatek daje d.
        Pozytywna strona tego medalu to to, ze widac jak na dloni kto on zas.
        Tu nie ma co byc taktownym tylko wystawic pana walizke za drzwi z deklatracja,
        ze razem trzyma sie rodzina a on nia nie jest.Mozesz ja odwiedzic i "zaprowadzic
        porzadek"- masz do tego pelne prawo jako starsza siostra.Czasem pomaga zimny
        prysznic- schowani takt w kieszen i glosne spytanie o sytuacje, a przy
        odpowiedzi, ze nie twoja sprawa stanowcze stwierdzenie, ze jak najbardziej
        twoja, bo ty jestes rodzina, a on siedzi w mieszkaniu, ktore ty bedziesz
        dziedziczyc do spolki z siostra.Poniewaz slub odwolany pan powinien jak
        najszybciej znalezc inny lokal. Bron boze by ona miala za niego wychodzic.Wtedy
        dopiero mialaby nieszczescie! Ona jeszcze ma szanse poznac kogos normalnego i
        porzadnego, tylko musi pogonic trutnia. Powinienes spytac ja za co ona jego
        kocha- i czy kocha jego, czy wyobrazenie o tym jakim on moglby byc.Porownaj jego
        z twoim facetem- pokaz konkrety, poradz jej jak powinna postepowac i czego
        wymagac od faceta- niech bierze przyklad z ciebie.
    • deczko Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 19:54
      Znam bardzo podobny przyklad, doprowadzono i do malzenstwa i do
      dziecka. I jest jeden wielki koszmar. Lepiej poradz siostrze, zeby
      kopnela palanta w dupe, znalazla sobie dawce i nie ogladala sie na
      takie cos, ktore potrafi po tylu latach bycia ze soba takie rzeczy
      jej mowic i na niej pasozytowac. Nie radze doprowadzac do malzenstwa
      z tym czlowiekiem, bo zamkniesz siostrze droge do szczescia. Ona sie
      jeszcze moze uwolnic, po slubie osoba z taka osobowoscia jak Twoja
      siostra, bedzie miala jeszcze gorzej. I dojdZie dziecko do tych
      calkiem nieprzystosowanych do zycua w zwiazku ludzi.
    • wyssana.z.palca Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 20:15
      Pokaż jej ten post.
      • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 20:19
        Zabije mnie. Ja sama bym siebie zabiła, na jej miejscu!!
        • wyssana.z.palca Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 20:20
          Dlaczego? Bo się o nią martwisz?
        • poker09 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 20:32
          Oj tam, wątrobę byś jej oddała, to i życie poświęcić możesz;)

          A tak serio, myślę, że za bardzo przejmujesz się, jak to się na Tobie
          odbije. W najgorszym przypadku obrazi się i jakiś czas się nie będzie odzywała. Jeśli tyle osób uważa ten związek za fiasko, to znaczy, że
          coś w tym jest i chyba warto zaryzykować?

          Nawet nie wiesz, ile ja bym dała za takiego anioła stróża w postaci
          starszej siostry. Ominęłoby mnie kilka porażek.
          Siostra może się powściekać, ale skoro to mądra dziewczyna, to
          zrozumie, że nie mieszasz z nudów, a dla jej dobra.
        • deczko Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 20:34
          lejdizgaga napisała:

          > Zabije mnie. Ja sama bym siebie zabiła, na jej miejscu!!


          Twoj problem, to wlasnie ten problem nie mieszania sie w sprawy
          siostry. Tylko, ze jakby nie patrzec Twoja siostra jest emocjonalnie
          uzalezniona od tego faceta i tkwi w kiepskim zwiazku, ktory ja
          wyniszczy i skazuje na brak szczescia. Jakby tak miala konkretny
          nalog, to byscie ja ratowali, a tak glupio sie wtracac.

          Niestety, takim kobietom, mozna mowic prawde, a one i tak leca jak
          cmy do ognia, dopiero jak sie poparza, owszem przyznaja racje, ale
          to i tak nic nie zmieni. Jednak trzeba probowac, a nuz dziewczyna
          sie opamieta... Choc niezbyt na to licze. Moze tak jak u
          anorektyczek, przyjedz do nich i zacZnij nagrywac ich wspolne
          zycie. Moze siostra przejrzy na oczy jak wyglada jej sielanka z
          panem wiecznie niezdecydowanym. Ja uwazam, ze to dobrze, ze on jest
          niezdecydowany, jak zrobia sobie dziecko, zacznie sie koszmar w
          ktorym niczemu niewinne dziecko bedzie sie musialo wychowywac.
          • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 21:02
            Rany... Jestem pod wrażeniem. Ani jednego postu na NIE. Czyli jest aż tak źle...
            Brakowało mi chyba obiektywnego spojrzenia, choć przysięgam, chciałam być jak
            najbardziej obiektywna, uczciwie przedstawić wszystkie za i przeciw. Dobrze
            zrobiłam, zakładając wątek, choć pranie rodzinnych nieczystości nie należy do
            moich zwyczajów. teraz widzę, że naprawdę będzie potrzebne małe rodzinne
            trzęsienie ziemi, tylko muszę jeszcze pomyśleć, jak zacząć...
            Dzięki Wam stokrotne za pomoc i dobre rady. Przydadzą się mocne argumenty :)
            A wątek jej pokażę, niech no tylko tu przyjedzie. Mam miesiąc na obmyślenie
            strategii :)

            Będę wpadać tu, na to forum, częściej, bo widzę, że same fajne ludziska siedzą.
            Przyjmiecie nową duszyczkę do swojego grona? Będę grzeczna (w miarę :)), obiecuję :D
            • lonely.stoner Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 21:32
              nie dowiary ze w 21 wieku kobiety daja sie nadal tak urabiac...
              • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 22:18
                Ale mówisz o mnie, czy o niej? Bo jeśli o niej, to się zgadzam, dała się urobić
                facetowi, jedyna nadzieja, że da się urobić także i mi. A jeśli o mnie mówisz,
                to ja się nie dałam urobić, tylko poukładałam dzięki Wam ten cały mętlik, który
                miałam w głowie. Bo myśleć, to ja od początku myślałam tak samo, tylko,
                przyznaję, nie wiedziałam, czy dobrze myślę. W sensie, czy wypada mi tak myśleć...
                • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 13.02.10, 19:54
                  > ... dała się urobić facetowi, jedyna nadzieja,
                  > że da się urobić także i mi.

                  Mężczyzna głową, a kobieta szyją. Nie wyobrażaj sobie,
                  że twoja siostrzyczka jest tam przezroczysta jak szyba,
                  bo tak nie jest. Ta - niezdrowa - sytuacja powstała
                  głównie za jej sprawą: jej decyzji, jej bezmyślności,
                  jej bałaganiarstwa.
                  My tu nie zostawiamy suchej nitki na chłopaku, który
                  pragnie po prostu być ze swoją dziewczyną, ale wcale
                  nie chce utrwalać obecnej sytuacji. To może oznaczać,
                  że mu na niej nie zależy, albo że nie cierpi obecnego
                  położenia i poświęca się dla niej wbrew sobie.

                  > ja się nie dałam urobić, tylko poukładałam dzięki Wam
                  > ten cały mętlik, który miałam w głowie.
                  Ty nam tylko swoją wizję pokazałaś. To właśnie ty nas
                  tutaj urabiasz pisząc, jaki to on jest niedobry.
                  Z tego, co ja widzę, to on stara się jak może,
                  a głównym jego celem jest "nie przeszkadzać".
                  Chyba się nie dziwisz?

                  > przyznaję, nie wiedziałam, czy dobrze myślę. W sensie, czy wypada mi tak myśleć

                  Masz prawo nienawidzieć swojego omc szwagra, ale czy
                  działania napędzane nienawiścią doprowadzą do czegoś
                  dobrego? Nie wiesz wszystkiego.
                  • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 13.02.10, 22:21
                    Ooo, pojechałaś po bandzie, nie ma co, zwłaszcza z tą nienawiścią. A skąd taki
                    pomysł, że mam go za co nienawidzić? Facet miły, sympatyczny, nie pije, nie
                    pali, nie kradnie, przystojny jak cholera - nic mi nie zrobił, więc za co? Z
                    drugiej strony - wygodny, leniwy, stwarza pozory rodzinnego, czułego faceta,
                    wprost idealnego kandydata na męża i ojca, ale jednocześnie wykręca się na
                    wszelkie sposoby od tych funkcji. Myślisz, że to może być poświęcenie? Takiej
                    opcji, przyznaję, nie brałam pod uwagę, ale nie wiem, dlaczego miałby się
                    poświęcać. Sis nie trzyma go na siłę, nie szantażuje, że jak odejdzie, to się
                    potnie z rozpaczy. Ot, ciągnie się ten związek, zmian nie widać, i gdyby nie
                    było tej nieszczęsnej daty ślubu, może nie zwróciłabym baczniejszej uwagi na to,
                    co się tam dzieje.
                    Ja nie pokazałam wizji, tylko opisałam, jak wygląda rzeczywistość. Niby
                    zwyczajna, niby nic takiego, ileż to kobiet pracuje na dwa etaty i żyje, nie?
                    Dlatego pytałam, co o tym myśleć, czy się mieszać, czy w ogóle jest powód do
                    tego, żeby się mieszać?

                    Nie wyobrażaj sobie,
                    > że twoja siostrzyczka jest tam przezroczysta jak szyba,
                    > bo tak nie jest.
                    Tego nie wiesz na pewno, prawda? Za to ja wiem, czego nie robi - nie zdradza,
                    nie naciska na małżeństwo, nie oplata go jak bluszcz trzymając na siłę. Robi
                    całą resztę - pierze, sprząta, gotuje, prasuje, robi za żonę i kochankę w
                    jednym. I do tego pracuje po 12 godzin. Jeżeli robi coś źle, oprócz tego, że
                    dała się zapędzić do każdej roboty nie dostając w zamian nic poza wspólnymi
                    wyjazdami raz na kwartał na weekend w góry czy wspólną ratą za telewizor, to mi
                    to pokaż. Bo ja tego nie widzę.

                    > Z tego, co ja widzę, to on stara się jak może,
                    > a głównym jego celem jest "nie przeszkadzać".

                    Jak niby on się stara? W czym???
                    Cel - nie przeszkadzać? I to będzie jego głównym celem przez następne
                    trzydzieści lat? No to ja przepraszam, nie mam więcej pytań...
                    • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 08:16
                      > Ot, ciągnie się ten związek, zmian nie widać,
                      > i gdyby nie było tej nieszczęsnej daty ślubu,
                      > może nie zwróciłabym baczniejszej uwagi na to,
                      > co się tam dzieje.

                      Związek ugrzązł, ale może tą sparaliżowaną częścią
                      związku jest twoja siostra, a nie twój omc szwagier?
                      On przełamał jakąś barierę w swoim życiu - przeprowadził
                      się do swojej wybranki. Natomiast ona wciąż trwa
                      w zawieszeniu, jako wsparcie finansowe dla ojca,
                      jako dziedziczka mórg. Znaczy się, chciałem powiedzieć
                      "dziedziczka mieszkania". Kręci się dziewczyna w kieracie
                      codzienności i nie próbuje nic uporządkować, nic ustalić;
                      trwa w oczekiwaniu na konkrety, a one nie przychodzą.
                      Ten facet wmanewrował się w pozycję sublokatora, ale nie
                      bez pomocy swojej dziewczyny.

                      > Cel - nie przeszkadzać? I to będzie jego głównym celem przez następne
                      > trzydzieści lat? No to ja przepraszam, nie mam więcej pytań...
                      No przecież nie jest na swoim! Nie jest to typ
                      Wilhelma Zdobywcy, rozbójnika i polityka, takiego
                      co zbiera czego nie zasiał i wpycha się gdzie go nie proszą.
                      I powiem ci, że dopóki ona trwa przy tatusiu, to jej facet
                      domu, syna i drzewa nie dorobi się. Nie ma tej szansy.

                      > pierze, sprząta, gotuje, prasuje, robi za żonę i kochankę w
                      > jednym. I do tego pracuje po 12 godzin. Jeżeli robi coś źle,
                      > to mi to pokaż. Bo ja tego nie widzę.
                      Z powodu własnego paraliżu decyzyjnego wykastrowała swojego
                      faceta. Siedzą niby bezpieczni, ale jakby ubezwłasnowolnieni.
                      To zresztą jest taka reguła - im więcej bezpieczeństwa,
                      tym mniej wolności.
                      No i w ich przypadku, to mają bezpieczeństwo na maksa,
                      tak dużo tego bezpieczeństwa, że ty przed nim uciekłaś
                      do innego miasta.
                      • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 12:03
                        Doprawdy, mam wrażenie, że ktoś się pod Ciebie podszywa, bo Twoje wypowiedzi z
                        dziś są absolutnym zaprzeczeniem Twoich wypowiedzi sprzed dwóch dni. Mniejsza z
                        tym, bo tylko krowa nie zmienia poglądów, ale wydaje mi się to trochę dziwne.
                        No, mniejsza.

                        > On przełamał jakąś barierę w swoim życiu - przeprowadził
                        > się do swojej wybranki.
                        No proszę Cię - to cel życiowy każdego faceta? Przeprowadzić się do dziewczyny?
                        A na własne śmieci nie łaska?

                        Natomiast ona wciąż trwa
                        > w zawieszeniu, jako wsparcie finansowe dla ojca,
                        > jako dziedziczka mórg. Znaczy się, chciałem powiedzieć
                        > "dziedziczka mieszkania".
                        Nie, nie jako wsparcie finansowe, bo ona go nie sponsoruje. Zwyczajnie dokłada
                        się do mieszkania. A żeby było jeszcze zabawniej, to dodam, że do ostatniego
                        lata płacili za wszystko po połowie - czyli pół czynszu, pół prądu, gazu, wody,
                        kablówki itd. Ojciec sam, oni dwoje. No, bo jeden pokój zajmują, to niby
                        dlaczego więcej? A że w normalnych rozliczeniach każda spółdzielnia, najemca,
                        hotel zawsze liczy stawkę od osoby, nie od pokoju, jakoś do nich nie docierało.
                        Całe szczęście, że ojciec tego nie wytrzymał i wreszcie zażądał sprawiedliwego
                        dzielenia kosztów. I co, oczywiście, świadczy to tylko o tym, że facet mojej
                        siostry zaradny życiowo, nie? Zawsze spadnie na cztery łapy...
                        Dziedziczenie włości nie ma tu nic do rzeczy, wprawdzie jest oczywiste, że to
                        ona dostanie mieszkanie ale chyba nie będzie nikt czekać, aż na m się ojciec
                        przekopyrtnie? Jak na razie ma się świetnie i na lepszy świat się nie wybiera,
                        może dożyć i dziewięćdziesiątki. A oni będą czekać za ścianą, aż się pokój
                        zwolni? No nie osłabiaj mnie....
                        > Ten facet wmanewrował się w pozycję sublokatora, ale nie
                        > bez pomocy swojej dziewczyny.
                        No pewnie. Przecież to oczywiste, kochali się, chcieli być razem, ojciec nie
                        miał nic przeciwko, a on coraz częściej zostawał na noc, w końcu zapuścił
                        korzenie. Tylko, jeśli już później wycofał się z małżeństwa, należałoby chyba
                        też wyjaśnić ojcu, co się stało, i przeprosić go za wszelkie zmiany w
                        mieszkaniu, oddać pieniądze, które uciułał na ich wesele? No i skoro taki z
                        niego sublokator, to niech się wreszcie weźmie do roboty, a nie leży brzuchem do
                        góry do południa.

                        > No przecież nie jest na swoim! Nie jest to typ
                        > Wilhelma Zdobywcy, rozbójnika i polityka, takiego
                        > co zbiera czego nie zasiał i wpycha się gdzie go nie proszą.
                        > I powiem ci, że dopóki ona trwa przy tatusiu, to jej facet
                        > domu, syna i drzewa nie dorobi się. Nie ma tej szansy.

                        No właśnie chyba się wepchnął, nie widzisz tego?
                        Dopóki ona trwa przy tatusiu?? Ona mieszka w rodzinnym mieszkaniu, ma prawo
                        choćby do śmierci tam mieszkać. To on, chcąc spłodzić syna, posadzić drzewo musi
                        najpierw sam mieć coś do zaoferowania. A on oferuje jej na otarcie łez weekend w
                        Koziej Wólce. Dla mnie facet, który przez siedem lat ocierania się o siebie w
                        jednym łóżku nie potrafi zaproponować sensownego rozwiązania i wizji ciekawego
                        życia we dwoje, nadaje się tylko do męskiego chóru. Zgadnij, dlaczego.

                        > No i w ich przypadku, to mają bezpieczeństwo na maksa,
                        > tak dużo tego bezpieczeństwa, że ty przed nim uciekłaś
                        > do innego miasta.

                        Ja nie uciekłam. Ktoś musiał przez dziesięć lat zajmować się poważnie chorą
                        babcią. Padło na mnie, siostra była jeszcze wtedy niepełnoletnia, a ja i tak
                        miałam wtedy więcej możliwości po przeprowadzce do niej.Zapewniam Cię, sielanka
                        to nie była.
                        A z ojcem wiszę na telefonie średnio godzinę dziennie. Bywa, że dwie.


                        • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 12:47
                          > Doprawdy, mam wrażenie, że ktoś się pod Ciebie podszywa, bo Twoje wypowiedzi z
                          > dziś są absolutnym zaprzeczeniem Twoich wypowiedzi sprzed dwóch dni.

                          To prawda, bo wtedy uległem twojemu antymęskiemu
                          nastawieniu. Pisałem też "Obydwoje są dużymi dziećmi".
                          Różnica polega na tym, że ty już wiesz, iż twoja
                          siostra jest pokrzywdzona, a on jest jej krzywdzicielem.
                          Szukasz też potwierdzenia tego, i jakiegoś pomysłu
                          jak go ukarać.

                          Ja uważam, że ich sytuacja jest niedobra, ale żeby ją
                          naprawić trzeba obiektywnie ocenić wkład obydwojga.
                          Cokolwiek byśmy nie rozumieli jako "naprawienie".
                          Tu nie musi chodzić o ukaranie niedobrego chłopca.
                          Tu chodzi o przyszłość twojej siostry. Równie dobrze
                          może znaleźć sobie następnego, z którym dojdzie
                          do analogicznej sytuacji.
                          Trzeba zrozumieć problem i go naprawić - takie jest
                          moje podejście. A ty? Tylko wzzz, wzzz
                          www.youtube.com/watch?v=JPU0D7ceD04
                          tobie nie chodzi o ich problem, ale o twoje emocje.
                          • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 13:48
                            Antymęskiemu? No co Ty :)
                            Szukałam nie potwierdzenia, tylko w ogóle innego spojrzenia na tę sprawę, bo
                            faktycznie jestem z nią związana emocjonalnie i kłamstwem byłoby, gdybym
                            zaprzeczyła. Ze zrozumiałych chyba przyczyn zależy mi na siostrze, i na tym, czy
                            to jej będzie dobrze, i czy to ona będzie szczęśliwa. O faceta niech się martwi
                            jego rodzina. A od karania to już chyba nie jestem ja, co? Jeśli w ogóle za coś
                            takiego trzeba karać???

                            Równie dobrze
                            > może znaleźć sobie następnego, z którym dojdzie
                            > do analogicznej sytuacji.
                            Oczywiście. Równie dobrze może sobie znaleźć moczymordę i obiboka, jak
                            wiceksięcia Madagaskaru. Jak i nikogo. Jak się wtedy coś będzie działo, mogę się
                            zacząć martwić. Teraz mamy tę konkretną sytuację i tu trzeba, bądź nie, zadziałać.

                            > tobie nie chodzi o ich problem, ale o twoje emocje.
                            Posłuchaj, Gobi. Do tej pory ja nawet nie byłam pewna, czy jest jakiś problem.
                            Bo to, że mi się nie podobało, jak tam się dzieje, nie świadczy o tym, że
                            problem jest - to ludzie tutaj, łącznie z Tobą, zaczęli mi otwierać oczy szerzej
                            i kazali spojrzeć z innej perspektywy. A emocje są zawsze tam, gdzie rzecz
                            dotyczy bliskich nam osób. Tak, zależy mi na jej szczęściu, spełnieniu, na tym,
                            żeby miała czas dla siebie, czuła się kochana, potrzebna, i mogła kochać
                            bezwarunkowo, bez wątpliwości, do końca życia, Amen. Ja to wszystko mam,
                            dlaczego ona miałaby nie mieć? Nie jestem z gatunku tych nadgorliwych starszych
                            sióstr, które jako te kwoki chronią młodsze rodzeństwo przed życiem. Przeciwnie,
                            to ona często dawała mi dobre rady, a jest o tyle mądrzejsza ode mnie, że uczyła
                            się na moich błędach. Ale popełnia też własne, i bardzo się boję, że że ten
                            związek może po wielu latach okazać się takim właśnie błędem. Nie patrzę z
                            pozycji zakochanej, patrzę z boku, i widzę to, czego ona nie dostrzega. Albo
                            udaje, że nie widzi, bo boi się przyznać przed samą sobą, że jest nie do końca
                            tak, jak by tego chciała. A chyba jest, bo w końcu czasem się wygada, czasem coś
                            chlapnie, ze dwa razy się rozpłakała przez telefon, a raz, w czasie mojej
                            wizyty, szlochała mi w rękaw. Bynajmniej, nie ze szczęścia.
            • horpyna4 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 21:53

              Ty przede wszystkim pokaż ten wątek ojcu. I nad nim popracuj, bo to
              do niego należy wykopanie trutnia. Przecież powody ma, trzeba tylko
              przystąpić do działania.

              Powiedz jeszcze ojcu, żeby nie przejmował się rolą "tego złego".
              Siostra początkowo będzie mieć do niego pretensję, ale potem będzie
              wdzięczna.
              • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 12.02.10, 22:21
                To będzie trochę trudne, nie przewiduję jego odwiedzin w najbliższym czasie :(
                Ale telefonicznie go nakręcę, może wystarczy ;)
    • annjen Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 13.02.10, 11:08
      moim zdaniem powinnaś ingerować, o ile siostra Ci dobitnie nie powie, abyś ich
      zostawiła w spokoju. wiem, że osobę trwajacą w toksycznym czy chociażby
      pozbawionym perspektyw związku trzeba mobilizować do zmian, bo sama nie ma siły
      żeby się wyrwać. sama jestem wdzieczna swoim bliskim za wsparcie i
      niejednokrotnie "kopa", dzięki którym udało mi się wyprostować swoje życie. ja
      na miejscy Twojej siostry postawiłabym facetowi ultimatum, ewentualnie
      zaproponowała rozstanie na próbę (choć nie jestem zwolenniczką szantażu). jedno
      jest pewne: jeśli już teraz jest z nim nieszczęśliwa, to trzeba działać, bo
      lepiej na pewno nie będzie...
      • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 13.02.10, 19:44
        > na miejscy Twojej siostry postawiłabym facetowi ultimatum, ewentualnie
        > zaproponowała rozstanie na próbę (choć nie jestem zwolenniczką szantażu)

        Jak to rozstanie na próbę??? To chyba było wspólne życie
        na próbę
        ? Od siedmiu lat mieszkają "na próbę", dwa lata
        temu postanowili się pobrać - nie wyszło im, i nadal
        trwają w tej żałosnej "próbie przedmałżeńskiej".

        Koniec próbowanie, proszę państwa! Już wiecie jak to smakuje.
        Teraz proszę przywrócić normalność, czyli pan kawaler wraca
        na łono rodziny albo się usamodzielnia.

        I wierzę, że jego rodzina wcale go z otwartymi ramionami
        nie przyjmie, starego pryka, dwie lewe ręce.

        Swoją drogą, to opinia o tych facecie jest niezupełnie
        prawdziwa, bo oparta na relacji jednej tylko strony,
        tej krytycznej. On się wprowadził na wyraźne życzenie
        zakochanej panienki, są niby razem ale wciąż on nie jest
        na swoim. On tam do niczego prawa nie ma, więc siedzi
        na d..e i w gry swoje ciupie. Nie ingeruje w rozkład
        rzeczy, nawet swoich, bo to i tak nie są jego półki.

        "Ona" jest niekomunikatywna - zamiast go zachęcić
        (tak, jak mama, która tego nie zrobiła w odpowiednim
        czasie) do udziału w domowych aktywnościach, czeka
        aż on się domyśli. Nigdy się nie domyśli!
        Mam dzieci, to wiem, że jak się pięciolatka nie zachęci
        do układania swoich ubrań, to piętnastolatek tego robić
        nie będzie. Facet stara się być przyzwoity, bierze udział
        w wydatkach, nie szlaja się itd.

        On nie jest nawet jej mężem! Nic tam od niego nie zależy.
        Która kobieta chciałaby mieszkać z teściową, w domu
        gdzie nic od niej nie zależy?

        Ja mu się wcale nie dziwię, że on nie chce utrwalać
        obecnego położenia, biorąc ślub z mieszkaniem, teściem
        i poczuciem niemożności.
        • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 13.02.10, 21:55
          > Swoją drogą, to opinia o tych facecie jest niezupełnie
          > prawdziwa, bo oparta na relacji jednej tylko strony,
          > tej krytycznej. On się wprowadził na wyraźne życzenie
          > zakochanej panienki, są niby razem ale wciąż on nie jest
          > na swoim. On tam do niczego prawa nie ma, więc siedzi
          > na d..e i w gry swoje ciupie. Nie ingeruje w rozkład
          > rzeczy, nawet swoich, bo to i tak nie są jego półki.

          Nie jestem stroną krytyczną, Gobi. Jestem tylko obserwatorką, może mi się
          podobać jego zachowanie, bądź nie, ale to Was zapytałam o zdanie, czy słusznie
          mi się ono nie podoba. Starałam się przedstawić jego osobę jak najbardziej
          obiektywnie, zarówno wady, jak i zalety faceta. Nic nie poradzę na to, że zalet,
          w moim odczuciu, ma mniej.
          Nie wprowadził się na wyraźne życzenie, nie była to jednorazowa przeprowadzka,
          tylko ciąg zdarzeń. Raz został na noc, drugi raz, raz zostawił tam podkoszulek,
          innym razem szczoteczkę do zębów, proces postępował w czasie... On sam ma
          nieciekawe warunki mieszkaniowe, więc pokój, nawet przy teściu, okazał się
          szczytem marzeń. A że teść się do niczego nie miesza i żyje własnym życiem, tym
          lepiej. Po dłuższym czasie wspólnego pomieszkiwania, razem z sis odnawiali jej
          pokój, potem przenosili się do większego, tam już kupowali wspólne meble, więc
          to nie jest do końca tak, że on do niczego prawa nie ma i nie wie, która półka
          jego. Właściwie, żyją jak stare dobre małżeństwo, tyle, że bez ślubu. I wcale to
          nie byłoby takie straszne, miliony ludzi żyje bez ślubu całe lata i dobrze im z
          tym, ale nie wycofują się nagle z małżeńskich planów, bo to już nie wygląda
          dobrze. I to mi śmierdzi.

          > Ja mu się wcale nie dziwię, że on nie chce utrwalać
          > obecnego położenia, biorąc ślub z mieszkaniem, teściem
          > i poczuciem niemożności.
          >
          A ja się dziwię. Ma dwie zdrowe ręce, jest zdolny do pracy, więc niech pracuje.
          Nikt mu nie każe mieszkać z teściem, można było wziąć ślub, kredyt na mieszkanie
          i mieć własne cztery ściany. Właśnie dlatego, że nic nie robi, tylko korzysta z
          wszelkich dobrodziejstw inwentarza, bo tak mu wygodnie, nie podoba mi się to, co
          się dzieje.
          • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 08:25
            > > Ja mu się wcale nie dziwię, że on nie chce utrwalać
            > > obecnego położenia, biorąc ślub z mieszkaniem, teściem
            > > i poczuciem niemożności.
            > Nikt mu nie każe mieszkać z teściem, można było wziąć ślub,
            > kredyt na mieszkanie
            > i mieć własne cztery ściany.

            Rozmawiałaś o tym z siostrą? Tak to przedstawiła?
            W takim razie jest to dla mnie informacja z trzeciej ręki,
            czyli o bardzo wątpliwej wiarygodności. Taka zabawa
            w głuchy telefon raczej nie daje mocnych przesłanek
            do wnioskowania.
            To już raczej wolę opierać się na swojej wyobraźni.
            Ciebie oczywiście to do niczego nie zobowiązuje.
            • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 12:24
              Tak, rozmawiałam, i tak, przedstawiła to w sposób, gdzie nie ulega wątpliwości,
              że nie jest zachwycona tą sytuacją. Wolałaby się przeprowadzić, mieszkać bez
              ojca, bo jak wspomniałam, oboje się nie dogadują ze sobą. I tak, ma żal do
              faceta, że zaprzestał starań o własne M, wycofał się z obietnic. Tkwi przy nim,
              bo wciąż jej się wydaje, że go kocha (to znaczy, ona twierdzi, że go kocha) i ma
              nadzieję, że facetowi się odmieni i za x czasu stwierdzi - kochana, żć bez
              ciebie nie mogę, ślub w południe, a teraz pędźmy do sali pokładzin płodzić
              potomka... Obawiam się, że wątpię.
              Co do mojej wiarygodności, to już to gdzieś wyżej napisałam, ale Tobie napiszę
              jeszcze raz, czytelniej.
              NIE MAM interesu w tym, żeby się rozstali. Przeciwnie, moja siostra będzie
              cierpieć, wiem o tym. Świat jej się zawali, czemu wcale się nie dziwię.
              Zrobiłbyś coś takiego ukochanej osobie? No właśnie, dlatego mi też jest ciężko
              się mieszać, nie chciałabym, żeby przez całe dalsze życie miała do mnie żal, że
              przeze mnie straciła jedyną okazję do wyjścia za mąż, itd... Bo zraniona drugi
              raz, łatwo się po tym nie pozbiera.
              A wierz sobie, w co chcesz, wolna wola.
              A tak z ciekawości zajrzyj do posta poniżej, mkmilusia po prostu, mam wrażenie,
              opisała życie moje siostry za kilka lat. Z tą różnicą, że my nie z Warszawki,
              więc tak gigantyczne kwoty nas nie dotyczą, na szczęście.
              forum.gazeta.pl/forum/w,16,107182037,107262466,Re_Mieszac_sie_Czy_nie_mieszac_Ehhh_.html
              Nie chcę być złym prorokiem, ale on też poczeka, aż się sis zestarzeje, nie
              będzie miała już szans na dziecko, zwyczajnie przyzwyczai do niego - i wtedy
              puści ją kantem. Tak właśnie myślę, i ja, i jak widzę, jakieś 95 procent tych,
              co się tutaj wypowiedzieli. Coś w tym jest, nie sądzisz?

              • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 19:52
                > że nie jest zachwycona tą sytuacją. Wolałaby się przeprowadzić, mieszkać bez
                > ojca, bo jak wspomniałam, oboje się nie dogadują ze sobą. I tak, ma żal do
                > faceta, że zaprzestał starań o własne M, wycofał się z obietnic.

                Wycofał się z obietnic - może przestraszył się kredytu
                na 30 lat, za mieszkanie które rozsypie się po 20 latach?
                Tu trzeba podejmować wspólne decyzje, a fakt mieszkania
                w konkubinacie wcale tego faceta nie mobilizuje - ale to
                też efekt wspólnych decyzji.
                Koniec próbowania, już wiecie jak to smakuje!
                Ona ma żal do faceta, swojego udziału w tym wszystkim
                nie widzi? Ty też nie widzisz?

                > A tak z ciekawości zajrzyj do posta poniżej, mkmilusia

                mkmilusia opisuje sytuację siostry która wzięła sobie
                cygana, twój omc szwagier jednak pracuje, nie wysysa
                ostatniej złotówki z twojej siostry, ani też nie starał się
                o zabezpieczenie sobie udziałów w twojej rodzinie.
                Niezręcznie mu to szło, ale jakoś starał się zrobić,
                żeby było dobrze. Drogą na skróty - przez konkubinat,
                lecz nie on sam jest za to odpowiedzialny.

                Normalna droga (tzn. ta którą ja poszedłem ;-) to: praca
                i niezależność finansowa - narzeczeństwo - ślub -
                zamieszkanie "na swoim" - dzieci.
                W moim przypadku to trwało kilka lat. Konkubinat jest szybki
                i łatwy, nawet jak się jest studentem na utrzymaniu rodziców.
                Dopiero potem ta łatwość odbija się czkawką.
                • poker09 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 21:44
                  Ale weź pod uwagę, że facet zgarnął kasę od rodzinki przeznaczoną na
                  ślub i wesele. Z oświadczyn się wycofał, kasę utopił i nie zamierza
                  oddawać, więc nie tak do końca jest w porządku.

                  Myślę, że obojgu trzeba sprzedać kopa na rozpęd, żeby się z tego
                  marazmu wyrwali.
                  Zasiedzieli się i wydaje się, że nie mają motywacji do rozwoju,
                  zmiany.
                  No bo po co? Mieszkanie jest, pomoc finansowa od rodziców jest,
                  wyprane gacie i obiad pod nos. Zupełnie jak w małżeństwie, więc i
                  motywacji brak.
                  Myślę, że facet nawet nie zdaje sobie sprawy, że coś jest nie tak.
                  Skoro jego kobieta na taki układ się zgodziła, nie marudzi, a jemu
                  zawsze jako temu rodzynkowi w babińcu było z górki, to i może myśli,
                  że tak ma być. A ona? cóż ma na co się tak długo godziła.
                  Jak dla mnie ten związek jest już 'przechodzony'.
                  • gobi05 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 25.02.10, 01:52
                    > ślub i wesele. Z oświadczyn się wycofał, kasę utopił i nie zamierza
                    > oddawać, więc nie tak do końca jest w porządku. (...)
                    > Myślę, że facet nawet nie zdaje sobie sprawy, że coś jest nie tak.

                    Zgadzam się.

                    > Jak dla mnie ten związek jest już 'przechodzony'.
                    Niekoniecznie.
    • avital84 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 09:15
      Ja z moim byłym żyłam dużo krócej, ale pod koniec związek wyglądał
      bardzo podobnie. Ostatecznie zostawił mniem bo przecież i tak nie
      mógł mnie uszczśliwić. ;)
      • mkmilusia Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 11:19
        Mam podobny problem. Jest o tyle gorzej, że moja siostra "odsprzedała" jakiś
        procent mieszkania swojemu partnerowi i jego matce, założyła firmę, którą de
        facto kierował on, wzięła kredyt /na swoją firmę - czyli na siebie/ wartości ca
        dwupokojowego mieszkania w Wa-wie, splajtowała, ma z nim kilkumiesięczne
        dziecko. On pracą za marne grosze nie zamierza się kalać, twierdzi,ze nasi
        rodzice mogą spłacać kredyt /bo im nie ubędzie/, żenić się nie zamierza, śpi do
        pierwszej itd wypisz, wymaluj Twój "szwagier". Moja rada: pogonić póki można
        • deczko Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 12:08
          On pracą za marne grosze nie zamierza się kalać, twierdzi,ze nasi
          > rodzice mogą spłacać kredyt /bo im nie ubędzie/, żenić się nie
          zamierza, śpi do
          > pierwszej itd wypisz, wymaluj Twój "szwagier". Moja rada: pogonić
          póki można


          Dokladnie, pognic poki czas.

          Do lady
          Poza tym, piszesz facet jest niby kulturalny i nie przeklina, ba
          uprzedzajaco grzeczny, to sa tylko pozory, zeby nikt mu nie mogl
          niczego wytknac. Znam wlasnie identyczny przypadek. A powiedz cos
          nie po jego mysli, raz, a nawet drugi raz, to Cie pewnie poczestuje
          takim spojrzeniem, ze jak bedziesz stala, to przysiadziesz. Albo
          wypiera sie wszystkiego i wszystko (!!) zwala na swoja partnerke. Na
          takich typow, moim zdaniem to psychopaci, nie ma bata. Kobiety im
          sie poddaja, bo nie umieja inaczej, bo sa zastraszone i
          zakompleksione, bo moglo byc gorzej.

          Najgorsze, ze oni tych swoich partnerek nie kochaja, ba oni nawet
          ich nawet nie lubia. Sa z nimi dla wygody, bezpieczenstwa
          finansowego, mieszkaniowego itp.
          • lejdizgaga Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 12:26
            MKmilusia, Deczko - nic tylko się pochlastać. Kurde, dokładnie tak to widzę.
            Żeszzz w mordeczkę....
            • deczko Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 12:52
              Dlatego moja rada, nie radz siostrze, zeby na sile parla do
              malzenstwa, lepiej jej poradz, zeby on sie wyprowadzil. On wreszcie
              skruszeje, pewnie dojdzie do przekonania, ze malzenstwo moze mu sie
              bardziej oplacac. Ba po slubie, pewnie zazyczy sobie, byscie go tam
              w tym mieszkaniu zameldowali.


              Twoja siostra jest mloda, ma szanse kogos poznac, ma szanse zostac
              matka.

              Ja znam dziewczyne, tyle lat miala chlopaka (moze z osiem lat) z
              ktorym mieszkala, ale on nie chcial malzenstwa. I co? Dziewczyna lat
              33, szybciutko znalazla chlopa wpatrzonego w nia jak w obrazek. Na
              kleczkach jej slub proponowal.
    • stinefraexeter Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 19:30
      Rozumiem cię, że całym sercem stoisz po stronie siostry, ale wydaje mi się, że
      zbyt jednostronnie patrzysz na całą sytuację. Widzisz, że siostra jest
      nieszczęśliwa i całą winę zwalasz na jej faceta. To trochę nie tak... Jakby tak
      się wczytać w to co piszesz, to wychodzi na to, że jest on złym oprawcą, bo nie
      sprząta i nie chce się żenić. Fakt, najlepszy materiał na faceta to on nie jest,
      ale bez przesady, nie żyjemy w średniowieczu, to nie jest tak, że twoja siostra
      może tylko zaciskać zęby do końca życia... Największym problemem nie jest on,
      lecz ona sama - jej rezygnacja, niezdecydowanie, bierność. Skoro po 10 latach
      koleś jej mówi, że jest niegotowy do małżeństwa to należało zaśmiać mu się w
      twarz, bo przecież oni już teraz żyją jak mąż i żona.

      Twoja siostrzyczka sama sobie zgotowała ten los. Czemu nie powie facetowi, by
      wywiesił pranie? Czemu piszesz o niej "och jaka ona biedna"? To są konsekwencje
      jej własnego postępowania i jej wyborów.

      Jeżeli chcesz jej pomóc, to może zamiast oskarżać jej faceta o całe zło świata,
      skupisz się na niej? W końcu tych pieniędzy na wesele chyba nie wziął sobie
      ukradkiem i w tajemnicy.. Może być tak, że ona rzeczywiście go kocha. Może on ją
      też, tylko zagubili się trochę w tej codzienności życia. A może wcale się nie
      kochają i powinni się rozstać. Nie nam i nie tobie to oceniać. Jeżeli jednak
      chcesz by siostra była szczęśliwa, to spróbuj przekonać ją do pracy nad samą
      sobą. WIerz mi, gdyby była naprawdę zdecydowana, to już by dawno miała i ślub, i
      mieszkanie z dala od ojca. Ona nie jest (lub nie powinna być) aż tak bezwolna.
    • lacido Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 14.02.10, 19:34
      mieszkają ze sobą siedem lat a Ty dopiero po tym nieudanym interesie zauwazyłaś
      że on w domu nie robi zupełnie nic??
    • macoofka Mieszać! zdecydowanie! 14.02.10, 23:53
      Przeczytalam wsjo, i moim skromnym zdaniem, facet zwyczajnie nie ma jaj, a Twoja siostra boi sie go odstawic od piersi, bo lepszy rydz niz nic. Albo wrobel w garsci. Jakby mi facet taki numer odstawil, dalabym mu godzine na spakowanie walizki. Co to znaczy, ze nie dorosl do malzenstwa? A do prania mu gaci dorosl? Facet powinien zatroszczyc sie o swoja kobiete, zaproponowac jakies rozwiazanie - bierzemy slub, mieszkanie na kredyt, mamy siebie, prace, oboje sobie poradzimy, beda i dzieci. Bo jak rozumiem, na dzieci sie zdecydowal, tylko potem mu przeszlo, bo sie przestraszyl, ze sie juz uwiaze na amen,i nie bedzie mial odwrotu? To on sobie zrobil poczekalnie z tej Twojej siostry, w domu rodzinnym mu ciasno i zle, a ta mu przynajmniej gotuje, prasuje, i jeszcze ma seks za darmo. Zyc nie umierac. A potem znajdzie sobie jakas jedyna, Twoja pusci kantem i powie - sorry, uprzedzalem, nie czulem sie na silach, a teraz tak, ale nie z toba. Fajna perspektywa.
      Ty sie przestan szczypac, bierz sprawy w swoje rece, bo skoro z ojcem cos nie halo i nie umie zaprowadzic tam porzadku, to Twoja rola, zeby jej zycie wyprostowac. Lepiej byc umiarkowanie szczesliwym w pojedynke niz nieszczesliwym we dwoje. Zapros ja do siebie, pokaz, jak powinno wygladac normalne, rodzinne zycie, i zapytaj, czy naprawde chce, zeby ja to ominelo? Jak troche pobedzie z Wami to moze zmadrzeje. I pogoni pasozyta.
      Powodzenia!
      PS. A nawet jak sie obrazi za wtracanie, to i tak jej przejdzie, jak ochlonie. I jeszcze Ci podziekuje.
    • masher Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 25.02.10, 02:25
      zapytam wprost, chcialabys aby ktos ci z butami pakowal sie w zycie i je ukladal
      wedle tego co sam uwaza? moja odpowiedzia jest to, ze bym nie chcial. moje
      zycie, moj tylek i moge nawet nim po asfalcie sobie pojezdzic jak mam ochote.
      nikt tez za mnie moich decyzji nie bedzie podejmowal. wiec i ja za nikogo tego
      nie robie bo nie chce za cos nie swojego ponosic odpowiedzialnosci. nie wtracam
      sie w zycie innych, nie ustawiam im jak maja zyc. kazdy ma swoj rozum, swoj
      kawalek odpowiedzialnosci i podejmowania decyzji. jakie podejmie takie zycie
      bedzie mial. jedyne co to mozna czasem w ostatecznosci pomoc cos zauwazyc jesli
      ktos poprosi o pomoc. inne wypadki wykluczaja wtracanie sie w zycie innych. tego
      sie trzymam ;)
    • s.p.7 Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 25.02.10, 05:23
      albo jest sie z kims na 100% albo wcale
      Jesli jej standardy są takie by wspierać swojego mezczyne - niech tak robi,
      Jesli nei chce z nim byc niech odejdzie, co z a problem?

      MA jasny i klarnowny obraz sytuacji ponad 30 lat więc sama podejmuje decyzje

      neiwiem co z tym wszystkim wspolnego maja jego gacie
      • annie_laurie_starr Re: Mieszać się? Czy nie mieszać? Ehhh... 25.02.10, 09:27
        Interweniuj! Chyba nie chcesz zeby za 10 lat nieszczesliwa siostra
        po 40-tce powiedziala Ci, ze nie nikt jej nie pomogl zmieniz zycia
        na lepsze.

        Jak Twoj ojciec moze tolerowac takiego darmozjada, ktory nie tylko
        zyje u nich za friko i jeszcze kase przepieprzyl. Kase na slub.
        Polityczna poprawnosc Twojego rodzica to chyba brak jaj.
Pełna wersja