bzdzinka-bzdzinka
13.02.10, 01:14
moja wielka miłość z wczesnej młodości ( chyba tylko z mojej strony)
spotkałam po latach , najpierw wbiło mnie w podłogę, po pół roku
odezwałam sie do niego, po kilku miesiącach udalo nam się spotkać (
długo myślał)... znów mnie wbiło... bo kompletnie mu się prywatnie
nie powiodło, nic nie powiedziałam wtedy sensownego., bo chciał
usłyszeć, ze u niego jest OK. chyba byl zawiedziony że mam
rodzinę...i zrezygnowany, że mu się już nie powiedzie. Mam dobra
rękę do ludzi, chciałam znów się z nim spotkać i przekazać mu cała
sympatię jaką do niego żywię,jak do starego przyjaciela, całe to
ciepło jakie we wmnie wzbudza, i dać do zrozumienia jakim jest
fantastycznym facetem... ale tak strasznie się okopał, że nie
potrafię przez te okopy się przebić. Nie mam na to pomysłu i coraz
mniej siły, bo co jakiś czas poprostu rani mnie... boję się, że
pomyślał, że mam wobec niego złe zamiary...