kora3
13.02.10, 11:46
słabo mi sie zrobiło, jak przeczytałam kilka watków tutaj. nie z
powodu poruszanych problemów, ale z powodu mentalnosci niektórych
ludzi. Sprawa sprowadza się do tego, ze wg nich kobieta 30 letnia to
juz stara baba, która:
- stara panna - o ile nie wyszła za mąz oczywscie (takie ojreslenie
na zapadłych wioskach ludzie jest już obciachem dla mówiacego)
- musi sypiac z zonatymi/zajetymi, jesli ma potrzeby, bo przecież na
zawsze poosyanie sama.
- nic dzownego, ze daje sie bic, ponizac i zdradzac oraz siedzi w
zw. z jakims nierobem - przecież jst stara już, nic jej nie czeka i
jesli zrezygnuje z tego "cuda" co je teraz ma to bedzie sama do
końca swych starczych dni.
Ludzie kochani, którzy to piszecie. Zradźcie mi tajemnice: co z was
za jedni? Kto wam natłukł takich rzeczy do głowy, skad wzieliscie
taką postawe?
Nie pytam złosliwie, po prostu mnie to ciekawi.
A ciekawi mnie, bo kiedy rozgladał się dokoła NIE WIDZĘ wcale
zjawiska o jakim mówicie:) Mnóstwo znam kobiet, które około 30
poznajdowały swoje połowki i nikt ich od starych panien nie wyzywał,
które w tym wieku, albo i póxniejszym rozstawałysie ze swymi
mezami/partnerami, bo sie nie dało z nimi zyc i nie sa same,
wymieniły na duzo lepsze modele:). mieszkam teraz w miescie duzo
mniejszym niz mje rodzinne i tutaj TEZ nie widzę, by funkcjonowało
cos w temacie "stara panna", albo przekreslanie kobiety jako
partnerki, po 30. Osoboscie znam jedna osobe, która mozna uznac za
stracona póki co dla zwiazków, ale to nie wynika z faktu, że ludzie
ją tak postrzegaja, tylko z faktum, ze ONA SAMA SIEBIE TAK
POSTRZEGA: jest panna po 30, mieszka z rodzicami, poza pracą nie ma
zadnych blizszych znajomych, a z tymi z pracy tez nie utrzymuje
kontaktów poza pracą bo" to same pary", nigdzie nie wychodzi "bo jak
bez faceta? ludzie mają za k.. kobiete wychodzącą gdzieś sama", a
kazdego przypafkowo poznanego męzczyzne raktuje jak wentualnego
kandydata na meza. Prezentuje ona postawę taka jak wy: kobieta bez
meza/praynera po 30 jest nikim i tak juz sostanie. Ale to jednostkwy
przypadek w moi otoczeniu ( a jest dosc szerokie), nikt poza nia tak
nie widzi ludzi w aiej sytuacji.
powiedcie mi skad sie to u was bierze? Z takiej własnej postawy? Z
domu? z doswiadczenia?