sweet_pink
17.02.10, 12:15
Zaczynam się zastanawiać czy ja jestem przewrażliwiona, czy może mi się tylko
wydaje, że istnieją jakieś normy dotyczące zachowania w środkach komunikacji.
Generalnie chodzi o mniej lub bardziej upierdliwe hałasowanie.
Jeżdżę do pracy komunikacją miejską i dojazd zajmuje mi ok 40 minut. Zwykłam w
tym czasie czytać książkę, planować dzień pracy, rozmyślać o czymś, a rano
nawet drzemać...a raczej chciałabym, bo ostatnio dojazdy jedynie skutecznie
działają mi na nerwy. Przykłady z Ostatnich kilku dni:
- poranny tramwaj, Pani uzgadnia z kimś przez telefon plan podróży,
rozmawiając przez komórkę, mówiąc cały czas podniesionym głosem, rozmowa trwa
około 20 minut. Cały tramwaj zapoznaje się wiec z rozkładem jazdy pkp, oraz
tym że "znowu mam pecha do pasażerów" (ktoś śmiał jej zwrócić uwagę)
- poranny autobus, 2 panie w wieku ok 60-70, rozmowa o chorobach, głośna na
cały autobus...panie siedzą tuz za kierowcą ja przy kole, ale i tak słyszę
dokładnie, na kiedy jedna z pań ma termin zabiegu rodzenia kamieni nerkowych.
Niestety panie jadą prawie całą moją trasę.
- popołudniowy tramwaj, młoda dziewczyna smsuje lub gra na telefonie
komórkowym, telefon pika może nie głośno, ale stale. piku, piku, piku, piku
przez 30 minut działa mi na nerwy wybitnie.
Ja rozumiem, że tam gdzie dużo ludzi tam jest gwar, nie przeszkadza mi jak
sobie jada dwie koleżanki i rozmawiają normalnym lub przyciszonym tonem, ktoś
gdzieś zadzwoni i pogada 2 minutki, czy ze komuś komórka zadzwoni. Ale stałe
absorbowanie moich uszu irytuje mnie strasznie. Czy ja przesadzam, czy
faktycznie takie zachowania są niekulturalne. Czy istnieje jakiś "autobusowy"
savoir vivre?