malena.3
21.02.10, 13:58
Dziewczyny kochane poradzćie szczerze... Bo nie wiem co zrobić, a
nie mogę zrobić głupstwa i czegoś zepsuć.
Ponad miesiąc temu poznałam faceta, na imprezie, poderwał mnie sam,
zaiskrzyło od razu, wiadomo był alkohol, do niczego wielkiego nie
doszło, na pewno to nie typ faceta, który ciągnie laski do łóżka.
Ale było super, świetnie się z nim bawiłam, on też, nie musiał mi
mówić, że mu się podobam, nie miałam dylematu czy tak czy nie, gdyż
byłam na 100% pewna, że tak, wynikało to z jego zachowania, a nie
głupich gadek. Z imprezy zniknęłam nad ranem, wzięłam sama od niego
nr tel. i poszłam. Potem do niego po paru dniach napisałam, nie
odpisał, nie wiem dlaczego.
Minął czas, myślałam o nim, ale raczej z dystansem, że fajnie było i
tyle. Aż 2 tyg. temu poszłam znowu do tej knajpy i usłyszałam od
jego znajomych, że on bardzo przeżywał to nasze spotkanie i czeka aż
się spotka ze mna po raz kolejny. Wiedziałam kiedy znowu będzie w
moim mieście, bo nie mieszkamy w jednym miejscu. Przyjechał w ten
weekend. Było rewelacyjnie. To raczej facet nieśmiały trochę,
widziałam, że jak mnie zobaczył, to się czaił czy podejść czy nie
więc nie miał pewności. Potem jego koledzy się wygadali, że myślał o
mnie przez ten czas odkąd mnie poznał i czekał tylko aż się ze mną
znowu spotka, że męczył ich sam czy podejść do mnie czy nie, tak
samo jak ja swoją koleżankę :) Ale w końcu podeszłam sama do niego.
Rozmawiało mi się z nim zajebiście. Podoba mi się strasznie. Wiem,
że ja mu też, takie rzeczy się po prostu czuje. Nie mówił mi tego,
ale ja wiem na 100% że tak. Ja mu też nic nie zdradziłam, choć
próbował mnie podejść. Mówił, że mam pytające spojrzenie, tu mu
powiedziałam, że o nic nie chcę go pytać, a jak go zapytałam jakie
on ma spojrzenie i co mówi, to powiedział, że jego spojrzenie pyta
to CO DALEJ. Ale sprawa nie jest łatwa, bo mi powtarzał co jakiś
czas, że dziś tu jest, a jutro go już nie będzie... A ja mu
odpowiadałam wyluzowana "to trudno". Na koniec mu powiedziałam, że
już więcej się nie zobaczymy, to powiedział, że chyba żartuję, na co
ja, że mówię poważnie. Powiedziałam to specjalnie, wcale tak nie
myśląc. Powiedziałam tak, bo jak z nim rozmawiałam, to spytałam się
go wprost czy ma dziewczynę, a on odpowiedział, że TAK! Trochę
oniemiałam, ale za chwilę pomyślałam, że skoro tak na mnie czekał i
myślał o mnie, to dobry znak, a niedobry dla jego związku, nie wiem.
W każdym bądź razie zostawiłam go po imprezie z myślą, że "goodbye
forever" i poszłam. Nie wiem co sobie pomyślał o mnie.
Nie mogę go zapomnieć, dobrą miałam intuicję od samego początku, jak
go pierwszy raz zobaczyłam, że to jest facet dla mnie. Rzadko mi się
ktoś tak podoba, niedawno zakończyłam długi i poważny związek. Ale
tak mnie teraz walnęło, wpadłam jak śliwka w kompot. Zastanawiam się
co zrobić, czy kuć żelazo póki gorące, czy odpuścić, nie ryzykować.
Raczej mnie nie interesuje opcja czekania na niego i spotykania się
z nim raz na miesiąc czy dwa jak jest akurat w moim mieście.
Chciałabym go zaprosić na wesele, ale boję się odmowy. Nie mam
wątpliwości żadnych, że mu się podobam, ale przecież faceci są
różni, mają swoje dziewczyny, a zachowują się różnie. Ale nie ma
żony, dzieci też nie, mogłabym zaryzykować i mu wyjawić co myślę i
czuję. Albo go zaprosić na to wesele. Nie wiem czy nie zadzwonić do
niego i zaproponować spotkania, bo przez telefon go zapraszać nie
będę :) a smów też już wysyłać nie będę, nie zapytałam go też
dlaczego wtedy nie odpisał, on też tego tematu nie poruszył.
Co byście zrobiły? Czy może odpuścić i zostawić go w tej
świadomości, że taka wyluzowana jestem i więcej się z nim nie
spotkam? Czy może zaryzykować? Co mam do stracenia?