rokoko_style
15.03.10, 19:36
właśnie doszłam do wniosku, że faceci mi przeszkadzają w życiu.
Jestem z gościem od 4 miesięcy i odkrywam w nim te same mankamenty,
które mieli wszyscy jego poprzednicy. Na wakacje z nim nie pojade bo
on ma problem z urlopem / pieniędzmi, prezentu mi nie kupi, bo "on
nie od tego", nie zaplanuję z nim weekendu, bo "to jeszcze nie
wiadomo", dzieci broń Boże on nie chce, bo "nie" albo z braku
pieniędzy. I cholera!!! Nie jestem jakąs desperatką i nikogo do
ślubu nie będę zmuszać, ani nie będę płakać , że chcę dzieci. Ale
żeby on chociaż w zamian był mi w stanie zaofiarować trochę zabawy,
relaksu, podróże... No bo po cholere pracuję jak wół, skoro nie mogę
wydać kasy na to co lubię (podróże), a oszczędzać nie mam dla kogo?
Skoro chcemy żyć bez zobowiązań to chyba tylko po to, żeby się
dobrze bawić, cisnąć z życia ile się da, żeby potem było co
wspominać? A tymczasem co? Z rodziny nici, z zabawy nici? To po co
mi on?????????? Zarabiam sporo, ekonomocznie jestem zabezpieczona.
Moja sytuacja materialna pozwoliłaby mi zrealizować niejedno
marzenie. Wiem , że on ma gorzej, ale czy to jest fair że niepytany
sam z siebie nagle ni z gruszki ni z pietruszki mówi mi, że on to
dzieci nie chce, bo to za drogo??? Co ja mam mu na to odpowiedzieć:
Kochanie nie martw się ja jestem bogata damy rade? ;))) zaznaczam,
że znam go tylko 4 miesiące, wiec na rozmowy typu "ile chcesz mieć
dzieci" jest za wcześnie, z drugiej strony zyczajnie nie mam czasu i
ochoty spotykac się z gosciem , który nie chce miec nigdy dzieci.
Zresztą, nie chciałabym , żeby kartą przetargową w rozmowie z faceem
na temat dzieci stały się pieniądze (w dodatku moje). Zaczynam
powoli kumać, dlaczego kobiety - chociażby podświadomie ale jednak -
preferują panów zamożnych - tacy przynajmniej chcą mieć dzieci ;)