aniag1989
18.03.10, 11:51
Właściwie chodzi o podejście do odwiedzin u mnie mojego chłopaka, bo innych
gości nie zapraszam (m.in. ze względu na różnego rodzaju aspekty zachowania
mojej mamy, które nie sprzyja niestety prowadzeniu życia towarzyskiego w domu).
Studiuje, mieszkam jeszcze z rodzicami, nie dokładam się do rachunków czy
wydatków spożywczych - to tak gwoli naświetlenia sytuacji z punktu widzenia
ekonomicznego.
Chłopak odwiedza mnie średnio 2 razy w tygodniu, zazwyczaj w porze wieczornej,
jemy razem kolację korzystając z produktów z domowej lodówki, nie raz też
dokupuje potrzebne nam rzeczy za własne pieniądze zarobione w dorywczej pracy.
Nie są to żadne wystawne kolację - po prostu zwykłe kanapki i herbata. Raz na
jakieś 2 tygodnie je u mnie obiad, który również ja organizuje własnym sumptem
nie angażując w to rodziców ani finansowo ani organizacyjnie.
Tymczasem dziś mama przeprowadziła ze mną nieprzyjemną rozmowę, że uważa, że
chłopak nas "obżera", że wykorzystuje mnie finansowo, że jej się to nie podoba
i ogólnie jakie to obciążenie finansowe to, że u mnie jada...
Osobiście uważam to za absurd i oburza mnie podejście m. do sprawy. Wyjaśniłam
jej, że mi nie przeszkadza to, że go czymś poczęstuje za własne pieniądze, bo
innym razem to ja będę jego gościem, ale to jej nie przekonało.
Co powinnam zrobić, żeby uniknąć na przyszłość takich nieprzyjemnych rozmów i
uwag, które po prostu robią mi przykrość? Teraz za każdym razem, kiedy będę
coś jadła z chłopakiem to mi to jedzenie będzie stawało w gardle, bo będę się
zastanawiać czy po jego wyjściu nie czekają mnie jakieś komentarze odnośnie
"obżerania" i inne tego typu...
Co zrobić? Jeść poza domem? Ale jak wyjaśnić chłopakowi,że nie możemy zjeść
bułki z szynką, bo mam potem tego typu nieprzyjemności? Przecież to wstyd nie
z tej ziemi...
Kupowanie jedzenia za własne pieniądze też nie działa, bo komentarze nie ustają.
Ktoś ma jakiś pomysł na tą patologię?