Gość: Ania
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.02.04, 17:28
Mam zaproszenie na bal, wiadomo, ostatki.Pójsc musze, bo mój facet musi tam
byc, a sam nie pójdzie(a szkoda).Sek w tym, ze ja nie przepadam za takimi
galami, w ogóle nie lubie na przykład balów karnawałowych i tym podobnych
uroczystosci.
Jako ze nie bywam to i nie mam odpowiednich kreacji.Całe szczescie, ze kiedys
okazyjnie kupiłam ekstra mala czarna, taka z mody nie wychodzi, ale
generalnie brakuje mi do niej wszystkiego- butów(bo te ostatnie maja jakies 5
lat i fason sie zdezaktualizował), zero bizuterii, bo nie nosze, kosmetyków
na wieczór , itd.
Szkoda mi pieniedzy(bo mam inne wydatki) na buty, dodatki.Z drugiej strony
głupio bede sie czuła jak uboga krewna posród wypindrzonych pan.
Bede musiala wiec te zakupy zrobic, bedzie mi zal tych pieniedzy na
jednorazowy wyskok.Psuje mi to humor, trudno wiec, bym z radoscia czekala na
ten wieczór.
Czy ja jestem jakims odosobnionym przypadkiem skapiradła czy raczej
racjonalnie do zycia podchodze? Czy moze powinnam zaszalec, zeby bosko sie
zaprezentowac, choc wiem, ze bede miała wyrzuty sumienia, ze tyle kasy poszło?
Nie potraktujcie tego jako fanaberii plastikowej panny, ktora ma taakie
dylematy, gdy tyle nieszczescia wokól, tylko luzny temat pt."podejscie do
pieniedzy", w koncu FK nie słuzy tylko do dyskusji na stasznie zyciowe tematy.