barbaraz-3
21.03.10, 12:13
Pisze z prosba o pomoc, bo moje stosunki z moim jedynym 27-letnim synem ukladaja sie bardzo zle a ja nie wiem czy to przeze mnie...
Syn mieszka i pracuje za granica i zmezem bardzo za nim tesknimy i sie niepokoimy. To oczywiste, ze jako matka chcialabym, zeby byl szczesliwym czlowiekiem i zeby w zyciu mial jak najlzej.POniewaz zyje na tym swiecie duzo dluzej noiz on, wydaje mi sie, ze jako moja rola jako matki jest przestrzeganbie go przed zagrozeniami jakie niesie zycie. Tymczasem on moje wszystkie rady (ktore naprawde daje mu z dobrego serca, a nie po to, zeby go obrazic, albo udowodnic, ze sobie nie radzi, bo radzi sobie swietnie)odrzuca albo robi sie opryskliwy burczac, ze przeciez on nie jest malym dzieckiem. Nie jest, to prawda, ale tymczasem wiele razy udalo mi sie go przekonac, ze cos jest dla niego lepsze, dzieki czemu uniknal bledu.
Teraz spotyka sie z osoba, ktora delikatnie rzecz ujmujac jest duzo ponizej jego poziomu i ktora moim zdaniem chce go wykorzystac. Kiedy mu o tym powiedzialam rozpetala sie okropna klotnia, moj wlasnuy syn powiedzial ze ma dosyc moich ingerencji w swoje zycie i nie musi sie przede mna tlumaczyc i ze jezeli bede dalej tak postepowac, to sie w ogole ode mnie odsunie i ze na starosc zostane zupelnie sama i ze jestem toksyczna matka. Przeplakalam caly dzien, bo to naprawde boli i lzy mi kapia teraz kiedy to pisze... Pomozcie prosze, bo jestem zagubiona. Chce zeby moje dziecko bylo w zyciu szczesliwe i nie wiem jak go przekonac, ze jest dla mnie wszystkim i ze wszystko co robie jest dla jego szczescia...
Z gory dziekuje za pomoc,
Barbara