zuzannajulia22
22.03.10, 19:39
Nie wiem już co mam ze sobą począć. Ciężko mi czasami jak cholera. Ale może zacznę od początku. Mam męża z którym jestem 9 lat, mamy 2 córeńki. Zaczęliśmy być razem jak byliśmy jeszcze gówniarzami, później ciąża i trzeba było zamieszkać razem, w ślub nie dałam się wpakować odrazu, chociaż moja cudowna teściowa nalegała jak wariatka. Powiedziałam że ja wyjdę za mąż tylko wtedy kiedy będę na to gotowa a nie dlatego że będziemy mieli dziecko. Stanęło na moim. Miałam 18 lat kiedy urodziła się nasza pierwsza córka. Wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi, mimo młodego wieku doskonale nam się wiodło, mąż pracował i uczył się jednocześnie, córcia zdrowo rosła. Nigdy z nikim jej nie zostawiałam, sama się nią opiekowałam, byłam samowystarczalna. Imprezy nie były mi w głowie, po prostu było super. Jak zaczynaliśmy być razem, to zostawiłam chłopaka, którego kochałam, tak..., chyba kochałam (4lata), głupia podstawówkowa miłość i trochę liceum. Był moim ideałem, tylko jego widziałam, nikt inny dla mnie nie istniał, do czasu aż poznałam swojego męża. Teraz nie jest już tak cudownie jak kiedyś, nie wiem jak na to patrzeć, ale przez pryzmat tych wszystkich lat wydaje mi się, że teraz to po prostu przywiązanie. Hmmm, piszę trochę chaotycznie, ale wszystkie myśli kotłują mi się w głowie. W każdym razie chodzi mi o to, że ja nie potrafię przestać myśleć o tamtym chłopaku, mieszkam w innym mieście, on ciągle mi się śni. Tęsknie do tamtych czasów. Ostatnio jak mi się przyśnił to spędziłam cały dzień na poszukiwaniu zdjęć z zakończenia 8 klasy żeby go zobaczyć chociaż na zdjęciu a i tak ich nie znalazłam po czym byłam bardzo zawiedziona. Mam wyrzuty sumienia, że tak go wtedy potraktowałam, okropnie mi z tym źle, nie radzę sobie z tym, może gdyby mi się tak często nie śnił byłoby inaczej. Nie wiem co z tym zrobić?