layla.shrew
26.03.10, 17:50
Wy tez tak macie?:D
Teraz poważnie. Odkąd pamiętam nie lubię dzieci. Jak byłam młodsza, miałam ok
14 lat i przyjeżdżała jakaś kuzynka czy ciocia z małym dzieckiem, w wieku
niemowlęcym czy takim 2 latkiem nigdy nie zaglądałam do wózka, nie chciałam
zabawiać dziecka, ogólnie nie ciągnęło mnie do maluchów. Później jak byłam
starsza i koleżanki zaczęły rodzić, odsuwałam się, nie chciałam się umawiać z
nimi jeśli będą ze swoimi latoroślami, bo przeszkadzały mi w rozmowie,
irytowały swoim zachowanie, płaczem. Po prostu tym, że trzeba było się nimi
zajmować. Teraz większość koleżanek jest albo w ciąży, albo planują dzieci, a
dużo już je ma. Nie potrafię podejść do malucha, zagadać (nawet do takiego
starszego ok 7 lat). Nie umiem seplenić w żartach, robić głupich min, zająć
się dzieckiem. Ogólnie jest mi z tym źle. Najbardziej dobija mnie moja
rodzina, która do jakiegoś czasu żartowała, że jestem zimna, "ty to będziesz
wyrodną matką"-mojej siostry ulubiony tekst;) Teraz kiedy mam 25 lat coraz
częściej się martwią. Ja też. Chodzi mi o to, że nie chcę chyba dziecka.
Uważam, że okres ciąży jest świetny, myślę tak może dlatego że znajome
ubierały się fajnie, modnie, dużo nie tyły, niektóre wyglądały lepiej niż
przed. Boję się mieć dziecko. Nie wiem nic o dzieciach, jak się je przewija,
nie wiem dlaczego płaczą, kiedy jest im źle. Do tego dochodzi to, że nie ufam
sobie, że wychowałabym swoje dziecko w miłości bo nie mam jej do żadnych
brzdąców. Dzieci po paru minutach mnie nudzą, zaczynam się denerwować, że
zadają tyle pytań albo są niegrzeczne. Boję się, że gdybym miała dziecko,
znudziłoby mi się po prostu zajmowanie nim...
Jestem ze swoim facetem 7 lat, nie planujemy ślubu, oboje uczymy się i
pracujemy. Doceniam wygodę i komfort życia bez dziecka. Wracam do domu po
pracy, czeka tam na mnie tylko facet (głodny;) i kot. Chce gdzieś wyjechać na
weekend czy na wakacje, pakuje walizkę i martwię się tylko tym żeby było
fajnie. W sobotę mogę wyjść na imprezę a w niedzielę spać do południa. Super.
Tylko, że krąg znajomych sporo się zawęził. Wszyscy mają dzieci! I nie mają
czasu i ochoty na balangi do białego rana. Oczywiście rozumiem to bo to jest
normalne. Zastanawiam się czy ja kiedyś w ogóle będę gotowa na dziecko? Muszę
dojrzeć, czekać na instynkt macierzyński ale kiedy to będzie i czy w ogóle
kiedyś nadejdzie? Nie jestem zimna, mam w sobie dużo miłości do zwierząt, do
ludzi. Tylko brakuje mi do tych najmniejszych ludzi. Czy któraś z Was miała od
najmłodszych lat niechęć do dzieci, a później jakoś to się zmieniło? Boję się,
że nigdy mi to nie przejdzie, ale z drugiej strony tak sobie myślę, że nie
jest obowiązkiem każdej kobiety posiadanie dzieci...
....nick ogólnie dostępny ....