liliankaa77
28.03.10, 19:37
Dziś dowiedziałam się od kuzynki-studentki, że wykładowca jednego z
najlepszych uniwerków w Polsce jawnie poniża kobiety tekstami na
zajęciach: nie wiem po co Panie tu przyszły, i tak Panie nic nie
zrozumieją, zresztą wiedza na temat instrumentów pochodnych nie
przyda Wam się w oporządzaniu męża, domu i dzieci, lepiej nauczcie
się gotować, bo inaczej żaden nie będzie Was chciał.
I co? Zero reakcji.
Sama pamiętam podobne wypowiedzi profesorów z czasów mojej
studenckiej edukacji, w żartobliwym tonie. Zamiast reagować na
dyskryminację, większość kobiet wręcz śmiało się z obraźliwych
wypowiedzi profesorów.
Pracuję w tym środowisku i wiem, że w dalszym ciągu takie zachowania
są na porządku dziennym.
Jeden z przykładów: prowadziłam zajęcia wspólnie z drugim wykładowcą,
doktor ten w tonie także niby żartobliwym wyśmiewał umiejętności
zawodowe kobiet. Zanim zdążyłam zareagować, kobiety zaczęły się
uśmiechać i przytakiwać.
Nie mam słów na zachowanie takich mężczyzn. I boli mnie to, że
kobiety nie reagują na jawne poniżanie. Chciałam się wyżalić,
dziękuję.