l3-na
29.03.10, 08:55
Pisałam jakiś czas temu, pod nieco innym loginem, ze się przespałam z moim
profesorem.
Seks miał miejsce po sesji egzaminacyjnej.
Romans trwa, żyjemy blisko. Właściwie u niego pomieszkuje. Nie kryjemy się
także, w każdym innym miejscu niż na uczelni, z tym ze się spotykamy. Poza
uczelnia wiele osob związanych z uczelnią, studentów już nas widziało razem.
Najwyraźniej profesor się nie stresuje mniemanych konsekwencji, ale nie
dlatego pisze.
W dziwny sposób boję się go.
Jest inny, mam nieodparte wrażenie, wręcz graniczące z pewnością, ze on mną
próbuje manipulować (jest profesorem psychologii). Czuje, że z mojej strony to
nie miłość a pożądanie, nie fascynacja a ciekawość. Ja sama bardzo dobrze
wyczuwam innych i czuje, ze bardzo mocno go kręcę, lecz sek nie tkwi w tym, ze
ja go kręcę, tylko ze nie oddaje mu się w całości. Facet jest typem zdobywcy.
Prowadzi ze mną grę, którą ja zawsze prowadziłam z facetami. Grę która jest
raczej atrybutem kobiety.
Sama nie wiem co o tym myśleć. Kolejnym faktem jest, że igram z czasem. Bo to
kwestia czasu... jestem sceptyczna jednak on staje się mi coraz bardziej
bliski. Za bliski.
A gry koniec mi dobrze znany. Kiedy się oddam przestanę go kręcić.
Nie wiem czy jestem w stanie to skończyć, nigdy dotychczas nie czułam takiej
ciekawości, żaden człowiek mnie tak nie zaspokajał intelektualnie, żaden tak
nie rozumiał, z żadnym nie było mi tak dobrze.
Skończyć to dopóki jeszcze jako tako panuje nad sytuacją, czy poczekać na to
co przyniesie czas?